alex.stela
08.10.04, 09:33
Na Śląsku Cieszyńskim rozpoczął się sezon na strudel
Marcin Czyżewski 08-10-2004 GW
Z wielu domów na Śląsku Cieszyńskim rozchodzi się teraz smakowity zapach. Rozpoczął się bowiem sezon pieczenia strudla jabłkowego.
Niezwykle kruche ciasto, w nim aromatyczne jabłka, a wszystko podane na ciepło z bitą śmietaną albo z sosem waniliowym. Jednym słowem: niebo w gębie. Pieczenie strudla jabłkowego to wielopokoleniowa tradycja w wielu cieszyńskich domach. - Tutaj i na Zaolziu zawsze istniały duże sady. Oprócz jabłek potrzebna jeszcze tylko była woda i mąka na ciasto. Dlatego wszędzie przygotowywano strudel, bo to bardzo prosta potrawa - tłumaczy Mariusz Makowski z Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Dodaje, że z czasem strudel spod strzech trafił na dworskie stoły. Zajadał się nim m.in. cesarz Franciszek Józef.
Sezon pieczenia strudla zawsze rozpoczyna się w październiku. Dlatego z wielu domostw rozchodzi się już smakowity zapach. - Teraz jest po prostu najwięcej jabłek - mówi Maria Koszycka-Dębicka z Cafe Muzeum, w którym postanowiono zorganizować pierwszy Festiwal Strudla Jabłkowego. Będzie tutaj można spróbować strudla na cztery sposoby, m.in. z bitą śmietaną, lodami czy z sosem waniliowym, a także inne potrawy i smakołyki z jabłek. Goście będą się mogli zapoznać także z historią cieszyńskiego strudla na wesoło, spisaną przez Makowskiego.
Festiwal rozpoczyna się w niedzielę i potrwa dwa tygodnie. Już wczoraj zorganizowano pokaz pieczenia strudla. Nina Makowska (mama pana Mariusza, jedna z największych specjalistek od tego smakołyku w Cieszynie) przyrządzała go na podstawie przepisu, który dostała listownie od swojej mamy w 1967 roku. - To jeszcze receptura naszej babci. Mama mnie zachęcała, żebym spróbowała pierwszy raz i udało się. Najtrudniejszy moment to rozciąganie ciasta. To loteria - albo się uda, albo będzie za cienkie, albo za grube - opowiadała pani Nina. Wczoraj się udało. Palce lizać.
-----
Hmmm... To już drugi artykuł, w którym zamiast "Podbeskidzie" piszą "Śląsk Cieszyński". Poszli po rozum do głowy czy zbieg okoliczności?
;-)