Gość: Andrzej
IP: *.mcbone.net / *.pppool.de
21.09.02, 12:27
Ziemie Odzyskane obejmujące swym zasięgiem obszary województw: warmińsko-
mazurskiego, pomorskiego, zachodniopomorskiego, lubuskiego, dolnośląskiego i
opolskiego stanowią dużą część terytorium Polski decydując w znacznym stopniu
o obliczu naszej Ojczyzny. Bez tych terenów trudno sobie wyobrazić suwerenną
i niepodległą Polskę, co więcej, jest to niemożliwe. Dziwi więc swoista zmowa
milczenia dotycząca definitywnego uregulowania statusu prawnego tych ziem i
wszelkich związanych z tym spraw majątkowych. Żądania wysuwane wobec Państwa
Polskiego i Polaków przez liczne środowiska rewizjonistyczne są na tyle
poważne, że powinny budzić one uzasadniony niepokój strony polskiej. Nie
wszyscy jednak dostrzegają zagrożenie płynące zza zachodniej granicy. Jest to
szczególnie widoczne na szczytach władzy, która za główny cel polityki
zagranicznej przyjęła wejście Polski w struktury Unii Europejskiej. Pozwolę
sobie na krótki zarys stanowisk obu państw w kwestii Ziem Zachodnich i
Północnych oraz przedstawienie sytuacji prawnej tych ziem w prawie
międzynarodowym i prawie unijnym.
Stanowisko strony polskiej jest jasne i zgodne z polskim interesem narodowym.
Nacjonalizacja majątków niemieckich stanowi częściową rekompensatę za straty
poniesione przez Polskę w wyniku agresji, a następnie okupacji przez Niemców.
Wysiedleni obywatele niemieccy mogą domagać się odszkodowań, ale pod jednym
warunkiem. Muszą oni wykazać, że wywłaszczenie nastąpiło niezgodnie z wówczas
obowiązującym prawem.
Państwo niemieckie przyjęło całkowicie odmienne stanowisko, według którego
Polska nie miała żadnego prawa pozbawiać Niemców ich własności i zmuszać do
opuszczenia zamieszkiwanych przez nich terenów. Mogła żądać jedynie reparacji
wojennych od państwa niemieckiego. Jest to generalna linia niemieckiej
polityki zagranicznej odnosząca się do działań powojennych wobec obywateli
niemieckich. Potwierdza to ostatni konflikt czesko-germański (silnie
zaangażowani są tu także Austriacy) dotyczący oceny wysiedleń i roli, jaką
odegrali Niemcy Sudeccy w Czechosłowacji. Na arenie wewnętrznej niemieckie
najwyższe władze nie ustają w zapewnianiu różnych środowisk
rewizjonistycznych, z których największe i najzacieklejsze to Związek
Wypędzonych z Eriką Steinbach na czele, o determinacji, z jaką będą walczyć o
rozwiązanie tej kwestii na korzyść Niemiec.
Stanowiska obu stron są więc jednoznaczne. Polska twardo broni polskiego
stanu posiadania, a strona niemiecka jasno stwierdza, że doprowadzi do
rozwiązania problemu w sposób korzystny dla siebie. Co w takiej sytuacji
mówią traktaty zawarte pomiędzy Polską i Niemcami? 21 czerwca 1990 roku
został podpisany polsko-niemiecki traktat o potwierdzeniu granicy. Traktat
ten nie tylko nie rozwiązał spraw majątkowych, ale stał się groźną bronią w
ręku niemieckich środowisk rewizjonistycznych. Twierdzą one, że Polska
dopiero na mocy postanowień tego traktatu uzyskała suwerenność na Ziemiach
Zachodnich i Północnych. Ich przedstawiciele uważają, że Traktat Poczdamski z
1945 roku stanowił, że strona polska jest jedynie "administratorem" na tych
ziemiach, co oznacza, że Państwo Polskie do momentu zawarcia traktatu w roku
1990 było państwem okupacyjnym. Twierdzą oni na tej podstawie, że polski
dekret wywłaszczeniowy z 1946 roku był nieważny, ponieważ łamał postanowienia
IV konwencji haskiej z 1907 roku, która zabrania zmian własnościowych na
terenach okupowanych. Ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec w
listach uzupełniających do polsko-niemieckiego traktatu o dobrosąsiedzkich
stosunkach zawartego w dniu 17 czerwca 1991 roku również wyraźnie
potwierdzają stanowisko, które stanowi, że "niniejszy traktat nie zajmuje się
sprawami majątkowymi". Uregulowanie stosunków własnościowych Ziem Odzyskanych
znów zostało odłożone na okres późniejszy. Warto przytoczyć tutaj stanowisko
niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, którego podstawowym zadaniem jest
orzekanie o zgodności wszystkich aktów prawnych (głównie umów
międzynarodowych i ustaw) z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny Republiki
Federalnej Niemiec w wyroku, którego przedmiot dotyczy zgodności z niemiecką
konstytucją polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 1990 roku, w sposób
jednoznaczny wykazał, że władze w Berlinie uważają sprawę własności ziem za
Odrą i Nysą Łużycką oraz roszczeń odszkodowawczych za kwestię ciągle otwartą.
Część tego orzeczenia brzmi następująco:
1. Traktat graniczny nie ma wpływu na kwestię własności na byłych niemieckich
terenach wschodnich. Nie narusza prawa obywateli określonego w art.14 ustawy
zasadniczej (ochrona prawa własności i dziedziczenia). Nie jest związany z
uznaniem polskich działań wywłaszczeniowych, ani nawet z milczącą rezygnacją
z popierania roszczeń prywatnych. Nie wypowiada się o skuteczności polskich
działań w tej sprawie podejmowanych przed wejściem w życie traktatu
granicznego. Nie zmusza niemieckich sądów ani innych władz do uznania za
skuteczne polskich działań wywłaszczeniowych, ani zrezygnowania z ich oceny
zgodnie z niemieckim prawem międzynarodowym prywatnym.
2. Sytuacja wypędzonych nie ulega zmianie przez fakt uregulowania granicy.
Traktat nie podważa dalszego istnienia roszczeń, ani nadziei na rewindykacje
lub przynajmniej na odszkodowanie.
Jeżeli ktoś miał wątpliwości, co do stanowiska niemieckiego w sprawie Ziem
Odzyskanych to przytoczony fragment wyroku Trybunał Konstytucyjny Republiki
Federalnej powinien je całkowicie rozwiać.
Międzynarodowe prawo publiczne przyjęło generalną zasadę nienaruszalności
dóbr prywatnych, wedle której, na cele reparacyjne można przejąć wyłącznie
majątki stanowiące własność państwa uznanego za winne. Nie można natomiast
nigdy przejmować na ten cel dóbr osób prywatnych. Koncepcja taka może
prowadzić do uznania za nielegalne postanowienia dekretu wywłaszczeniowego z
1946 roku. Szczególne zainteresowanie budzą normy prawa Unii Europejskiej,
tym bardziej, że tzw. elity prą na oślep w kierunku Brukseli nie licząc się z
nikim i z niczym. Prawo unijne przyjęło zasadę nienaruszalności prawa
własności, uznając je za "święte". Precyzyjna ochrona obejmuje nie tylko to
jedyne nieograniczone prawo rzeczowe - prawo własności, ale również wszystkie
prawa podmiotowe. Prawo wspólnotowe jest prawem wyższym niż prawo krajowe. W
przypadku ewentualnych sprzeczności normy prawa krajowego stają się nieważne,
a sądy krajowe nie mogą się powoływać na prawo wewnętrzne. Sytuację pogarsza
fakt, iż każdy kraj wstępujący do Unii Europejskiej ma obowiązek przyjąć
całość prawa wspólnotowego, cały dorobek prawny Unii. Niemcy mogą powoływać
się również na art. 13 Traktatu o ustanowieniu Wspólnot Europejskich, który
wprowadził zakaz dyskryminacji ze względu na narodowość, a "wypędzeni"
uważają, że wywłaszczenie obywateli niemieckich z Ziem Odzyskanych był taką
właśnie dyskryminacją. W przypadku przystąpienia Polski do UE pojawi się
nieunikniony konflikt dwóch praw własności do tych samych nieruchomości:
prawa polskiego i niemieckiego. Natychmiastową koniecznością jest
uregulowanie w sposób ostateczny spraw własnościowych i innych kwestii
majątkowych na tych polskich ziemiach. Należy zastosować metodę faktów
dokonanych i przekształcić użytkowanie wieczyste (które jak wiemy trwa
jedynie 99 lat) w prawo własności.
Ale nawet jeżeli ta sprawa zostanie rozwiązana po naszej myśli to zagrożenie
dla Ziem Zachodnich i Północnych nie ustaje. Kolejnym problemem jest
kolosalna różnica w sytuacji ekonomicznej obywateli państw członkowskich Unii
Europejskiej i naszego kraju, stawiająca na przegranej pozycji Polaków.
Problem ten obejmuje nie tylko Ziemie Odzyskane (choć one są najbardziej
zagrożone), ale całość terenów Polski. Na początek warto przypomnieć polskie
stanowisko negocjacyjne w sprawie obrotu nieruchomościami po przystąpieniu
Polski do Unii Europejskiej. Są