alex.stela
04.04.06, 16:51
PROLOG
Mieszkałem dłuuuugie lata w mieście stołecznym Cieszynie. Właściwie od
urodzenia (nie licząc 2-letniej przygody z Wisłą-Głębce, którą to przygodę
pamiętam jedynie ze zdjęć). Potem na skutek różnych okoliczności o
ciemnobrązowych włosach :-) zamieszkałem w Gliwicach. Był rok 1999. Jeszcze
później postanowiłem, że wraz z "okolicznością" i już w powiększonym stadzie
powrócę na łono Ziemi Ojczystej, tj. na Śląsk Cieszyński, ściślej do
Ustronia. Wreszcie przyszedł długo oczekiwany moment PRZEMELDOWANIA i
wszystkich przyjemności z tym związanych. Jest rok 2006.
30 DNI
Właściwie miałem przemeldować się wcześniej, ale po obliczeniu kwoty, jaka
jest niezbędna do takiego aktu, zwlekałem tak długo, jak tylko się dało. Samo
przemeldowanie to formalność: najpierw wymeldowałem się w gliwickim
magistracie, a następnie z uzyskanym kwitkiem i odpowiednim wnioskiem udałem
się do Urzędu Miasta Ustronia, gdzie uzyskałem ręcznie wypisaną KARTECZKĘ.
Karteczka ta to jedyny dowód, że nie jestem już zameldowany w Gliwicach, a w
Ustroniu. Ale, co miła Pani z UMU dwa razy podkreśliła, "KARTECZKA jest tylko
tymczasowa". Aby dopełnić formalności należy w ciągu 30 dni złożyć wniosek o
NOWY DOWÓD OSOBISTY. "Do wniosku o nowy dowód osobisty należy załączyć 2
zdjęcia oraz dowód wpłaty 30 złotych. Opłaty dokona Pan w kasie, drzwi
naprzeciwko." - dowiedziałem się odbierając wniosek in blanco. "Przypominam
też, że zgodnie z obowiązującymi przepisami w ciągu 30 dni należy zgłosić
fakt zmiany adresu zameldowania w miejscowym wydziale komunikacji, jeżeli
posiada Pan prawo jazdy lub samochód. Należy także złożyć we właściwym
urzędzie skarbowym drtuk NIP-3 z aktualizacją danych. Dziękuję, to wszystko,
do widzenia." "Aha. Do widzenia" - odpowiedziałem grzecznie, bo grzeczny
jestem z natury.
PIĄTEK
Nie spieszyło mi się, bo i do czego? Jednak owe "30 dni" upływało bardzo
szybko. Całe szczęście w celu PRZEMELDOWANIA nie musiałem brać urlopu (co za
ulga dla obywatela), bo mam wolne piątki. Nadszedł więc pewien piątek, w
którym stwierdziłem "Teraz, albo... mandat". "Lewy półprofil z widocznym
uchem, bez okularów z ciemnymi szkłami" - to wymagania urzędów wobec
niezbędnego zdjęcia mojej facjaty. Takie też zdjęcie, raczej mniej niż
bardziej udane, wykonał fotograf. Po wywołaniu (przyznać muszę, że
ekspresowym) rozpocząłem pogoń z czasem. Była 11.50. Zarówno UM w Ustroniu
jak i Starostwo Powiatowe w Cieszynie czynne są do godz. 15.00 (aby wszyscy
mogli zdążyć po pracy?). Do załatwienia: opłata w kasie UM, złożenie wniosku
o NOWY DOWÓD OSOBISTY, przejazd do Cieszyna, pobranie gotówki z bankomatu,
wycieczka do skarbówki, przejazd do SP, pobranie wniosków o wydanie nowego
prawa jazdy i przerejestrowanie pojazdu, opłaty w kasie, wypełnienie
wniosków, złożenie wniosków, ufff...
WSPOMNIENIE O UM GLIWICE
Czekając na wywołanie zdjęć przypomniałem sobie, jak załatwia się sprawy
wszelakie w UM Gliwice. Gliwice to mnpp (znaczy miasto na prawach powiatu,
znaczy powiat grodzki), więc wszystko załatwia się na miejscu. Nie tyle na
miejscu, co w jednym budynku. I to nawet na jednym piętrze budynku przy
głównej ulicy miasta. WSZYSTKO - akt urodzenia, zgonu, swiadectwo ślubu,
dowód osobisty, zaświadczenie o zameldowaniu, wymeldowanie, prawo jazdy,
opłaty, podatki, rejestrację samochodu, informacje dla niepełnosprawnych,
działalność gospodarczą etc. etc. - WSZYSTKO na jednym, doskonale
zorganizowanym i rozplanowanym parterze dawnego hotelu i siedziby Gestapo.
Na miejscu i od ręki. Dla 200 tysięcy mieszkańców Gliwic. Kolejki maksymalnie
po 3 osoby. Ale to tylko wspomnienie...
UM USTROŃ
Parking pod ratuszem płatny. Niedługo zrobią tu Rynek, to w ogóle parkingu
nie będzie, ale może i dobrze. Przynajmniej będzie to jakoś wyglądało.
Parking płatny, ale parkomat nieczynny. „Prosimy o skorzystanie z sąsiedniego
parkomatu”. OK. „Sąsiedni parkomat” 100 metrów dalej. Też nie
działa. „Prosimy o skorzystanie z sąsiedniego parkomatu”. W filmie Bareji
byłoby: „Przepraszamy. Najbliższy czynny parkomat - we Wrocławiu.”... Parking
płatny okazał się więc całkowicie darmowy. W kasie UM (dwa okienka za
zamkniętymi drzwiami, dobrze że nie zamkniętymi na klucz) dwie miłe panie
zasuwają gwarą i piją herbatę. Pusto. 30 złotych nie moje. Z kwitkiem i
wypełnionym wnioskiem o wydanie NOWEGO DOWODU OSOBISTEGO udaję się za drzwi
pomieszczenia na przeciwko. Pusto. Panie za biurkami zasuwają gwarą i piją
herbatę. „Już wiem, kim chcę zostać, jak będę duży” - pomyślałem. Jedna z
pań, wyraźnie poruszona przybyciem INTERESANTA, wniosek mój pobrała, kwitek
pobrała, zdjęcie pobrała i jęła coś klepać na komputerze. „A, to Pan wraca” -
ucieszyła się widząc na ekranie historię mych ogólnośląskich wojaży. „Zaraz
wydrukuję wniosek do Warszawy”. Chwilę później odkryłem, że owa WARSZAWA to
po prostu miejsce, gdzie drukują NOWE DOWODY OSOBISTE. „E, kiedyś to wszystko
na miejscu wypisywali” - skwitowałem. „Tak, ale teraz przynajmniej nie musimy
MY tego robić hi hi hi...” - ucieszyła się pani. Przykeiła na wniosek
zdjęcie, kazała mi się podpisać „tak, żeby nie wyjechać za kratkę”,
powiedziała, żeby się zgłosić za miesiąc i pożegnała. Herbata stygła.
URZĄD SKARBOWY W CIESZYNIE
12.40. Plac Dominikański w Cieszynie, parkomat. 1 zł za 30 minut. Zdążę?
Muszę! Głęboka, bankomat, potem spacerek na Plac Wolności. NIP-3 wypisany,
ksero zrobione - tylko złożyć i jazda do Starostwa! Ale najpierw złóżmy ten
NIP-3. Schodki w górę, ułatwiające dostęp do Świątyni Fiskusa
niepełnosprawnym. Wchodzę do SALI OBSŁUGI. No no no... Trochę tu poprawili.
Już nie trzeba skakać po piętrach - wszystko w jednym miejscu. Fajnie. Szkoda
tylko, że wszyscy mieszkańcy powiatu się tu dzisiaj zgromadzili. „To już
termin składania PITów? Nie, chyba nie. To skąd ich tu tyle? Też mają wolne
piątki?” - pomyślałem i grzecznie stanąłem w kolejce. Bo ja z natury grzeczny
jestem. W skarbówce zupełnie inny klimat, niż w ustrońskim UM - nikt nie mówi
gwarą, herbaty nie pije... Przynajmniej na tej sali. Tu bym nie chciał
pracować. Przy okienku obok pani cierpliwie tłumaczy klientowi „Ale tej
deklaracji ja nie mogę przyjąć! Jest niepodpisana i wypisana ołówkiem. Proszę
to przepisać i podpisać”. Na nic tłumaczenia osobnika, że specjalnie tu
przyjechał, żeby to złożyć, a to jest deklaracja kolegi i on jej podpisać nie
może. „Niech Pan podpisze za niego. Tego i tak nie sprawdzają.” - poradziła
sąsiadka z kolejki, której najwyraźniej się spieszyło. Moja kolejka poruszała
się nad wyraz żwawo. Wszystko dzięki temu, że większość składanych deklaracji
posiadała BRAKI, a więc ludzie odchodzili od okienka i gdzie popadło
poprawiali bądź przepisywali swoje deklaracje. Złożyłem więc wreszcie swój
NIP-3. Braków nie było. Szybko do wozu. 13.05. Zdążyłem.
cdn.