vonwon
15.09.03, 16:02
Niemiecki koń trojański
"Gdyby Polacy wystawili nam rachunek za zniszczone miasta, zrujnowane
fabryki, zrabowane dzieła sztuki czy zapóźnienie cywilizacyjne będące
konsekwencją wojny, bylibyśmy dłużnikami w nieskończoność" - ostrzegał
Guenter Grass, niemiecki pisarz, laureat Nagrody Nobla. - Niemcy, którzy
podważają popoczdamski porządek, majstrują przy bombie o ogromnej sile
rażenia. Jeśli pani Erika Steinbach i jej podobni będą się domagać
jakichkolwiek odszkodowań za utracone na wschodzie mienie, możemy im
wystawić rachunek, którego nie będzie w stanie spłacić kilka pokoleń
Niemców - mówi prof. Władysław Bartoszewski, były minister spraw
zagranicznych RP. Policzyliśmy, ile Niemcy musiałyby zapłacić Polsce,
gdybyśmy domagali się reparacji wojennych. Łącznie odszkodowania wyniosłyby
co najmniej bilion dolarów (około 4 bln zł).
To ponad sześciokrotnie więcej niż wynosi nasz produkt krajowy brutto, to
także ponad połowa rocznego niemieckiego PKB. Gdyby Niemcy spłacały tę
gigantyczną sumę tak, aby nie doszło do krachu gospodarki tego kraju,
zajęłoby im to około 40 lat. Erika Steinbach, wysuwając żądania pod adresem
Polski, nie tyle zagraża Polakom czy przyszłości Polski, ile zakłada pętle
na szyje kilku pokoleń Niemców. - To nie jest polityczna gra, to rosyjska
ruletka - mówi prof. Bartoszewski.
Na jakiej podstawie możemy Niemcom wystawić rachunek Zwróciliśmy się do
znanych amerykańskich prawników Edwarda Kleina i Michaela Hausfelda z
pytaniem, czy podjęliby się sporządzenia i wniesienia pozwu o reparacje
wojenne dla Polski, gdyby pojawiły się niemieckie roszczenia wobec naszego
kraju. Edward Klein m.in. oskarżał powojenne władze Polski o zagarnięcie
mienia Żydów, a także reprezentował wobec niemieckich firm byłych robotników
przymusowych z Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Michael Hausfeld
reprezentował z kolei polski rząd podczas negocjacji o odszkodowania za
pracę przymusową i niewolniczą. - Taka sprawa musiałaby być rozpatrywana
przez międzynarodowe sądy, tu nie wystarczyłby cywilny pozew, bo chodzi o
roszczenia państwa wobec państwa - mówi "Wprost" mecenas Edward Klein.
Michael Hausfeld stwierdził z kolei, że można by znaleźć podstawy prawne do
wniesienia takiego pozwu i nie byłby on bez szans. Sam Hausfeld - jako
sygnatariusz umowy w sprawie odszkodowań dla robotników przymusowych - nie
mógłby się jednak zaangażować w podobny proces, bo byłby to konflikt
interesów. Nie podważając sensowności pozwu, Hausfeld wątpi, czy taka sprawa
mogłaby trafić na amerykańską wokandę.
Jakie są możliwości uzyskania przez Polskę reparacji wojennych od Niemiec?
Furtka znajduje się w komunikacie rządu PRL z sierpnia 1953 r. Wtedy to, po
zamieszkach robotniczych w Berlinie Wschodnim, rząd sowiecki zrzekł się
reparacji od NRD. Dzień później to samo zrobił rząd PRL. W komunikacie
mówiono wprawdzie o Niemczech, a nie NRD, lecz ZSRR pobierał reparacje tylko
ze swojej strefy okupacyjnej, czyli właśnie z terytorium wschodnich Niemiec.
Polska miała otrzymać 15 proc. z tego, co trafi do władz sowieckich. Rząd
PRL nie mógł więc zrezygnować z czegoś, do czego de facto nie miał prawa,
czyli z odszkodowań od całych Niemiec.
Związek Wypędzonych, czyli ambasada III Rzeszy
Gdy w ubiegłym roku do wyborów na kanclerza Niemiec startował Edmund
Stoiber, przewodniczący CSU i premier Bawarii, na zjeździe Ziomkostwa Prus
Wschodnich oznajmił on, że po wygranych wyborach wprowadzi do oficjalnej
polityki wobec Polski i Czech kwestię powojennych wysiedleń Niemców. Innymi
słowy: Stoiber zapowiedział możliwość domagania się od Polski i Czech
odszkodowań za mienie utracone przez Niemców, których wysiedlono z obecnych
terytoriów tych krajów. Stoiber powiedział to, czego od dawna domaga się
Erika Steinbach i reprezentowany przez nią Związek Wypędzonych. Na
deklarację Stoibera ostro zareagował szef polskiej dyplomacji, Włodzimierz
Cimoszewicz. Stwierdził on wówczas: "Polska ma rachunki z przeszłości i jak
będzie trzeba, to je przedłoży". - Nie mam wątpliwości, że trzeba Niemcom
przypominać, kto jest ofiarą, a kto agresorem, że trzeba hamować ich zapędy
w relatywizowaniu win i odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Niemieckie
społeczeństwo nadal nie może się otrząsnąć ze swojej buty, z megalomanii
związanej z pojęciem Herrenvolk - mówi "Wprost" dr Marek Edelman, ostatni
żyjący dowódca powstania w getcie warszawskim.
Za co Niemcy są nam winni bilion dolarów
Pod koniec lat 30. Polska była porównywana z Hiszpanią, Grecją, Włochami,
Portugalią i Japonią. Jak obliczyli Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski,
autorzy publikacji "Druga Rzeczpospolita. Gospodarka - społeczeństwo -
miejsce w świecie", w 1929 r. roczna produkcja na Polaka wynosiła 610 zł, na
Hiszpana - 750 zł, zaś na Włocha - 880 zł. Po wojnie Polskę dzieliła od
tamtych krajów przepaść. Niemcom zawdzięczamy to, że straciliśmy 38 proc.
majątku narodowego. Dla porównania Francja straciła 1,5 proc. majątku, a
Wielka Brytania - 0,8 proc. Pod koniec lat 40. PKB Polski wyniósł 8 mld zł
(w cenach przedwojennych), podczas gdy w 1939 r. sięgał 18 mld zł. Strat
poniesionych podczas wojny nie nadrobiliśmy do dziś. Gdy odzyskiwaliśmy
niepodległość w 1989 r., różnice gospodarcze między Polską a krajami, z
którymi byliśmy porównywani przed 50 laty, były ogromne. Dochód narodowy na
Polaka wynosił 1400 dolarów, na Hiszpana - 8,7 tys. dolarów, na Włocha -
14,5 tys. dolarów.
Powołane po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów na
potrzeby żądań reparacyjnych przygotowało bilans strat materialnych Polski.
Kolej straciła 84 proc. majątku, energetyka - 65 proc., poczta i
telekomunikacja - 62 proc., szkolnictwo - 60 proc., górnictwo - 42 proc.
Spośród 30 tys. fabryk ocalało 10 tys., jednak i w tych zachowanych połowa
budynków była zniszczona. Zniszczono też 30 proc. lasów. Z okupowanej Polski
Niemcy wywieźli lub wykorzystali na miejscu na potrzeby wojennej gospodarki
ponad 200 mln ton węgla kamiennego, milion ton soli potasowej, 500 tys. ton
rudy żelaza, 100 tys. ton fosforytów
Jak Niemcy płaciły Polsce odszkodowania
Niemcy jako sprawcy dwóch największych kataklizmów wojennych w dziejach
świata świetnie opanowali sztukę unikania wypłat reparacyjnych. Po I wojnie
światowej z naliczonych przez zwycięskie państwa odszkodowań w wysokości
około 30 mld dolarów wynegocjowali spłatę tylko czwartej części. Po II
wojnie światowej Niemcom narzucono pierwotnie wypłatę 200 mld dolarów.
Ostatecznie jednak na mocy układu poczdamskiego poprzestano na 20 mld
dolarów. Połowa tej sumy przypadła Związkowi Sowieckiemu, który ze swojej
części zobowiązał się oddać Polsce 15 proc., czyli około 3 mld dolarów.
Oddawanie Polsce jej należności następowało "w naturze". Sowieci przekazali
nam na przykład tysiąc lokomotyw i około 40 tys. wagonów towarowych, w
większości zdezelowanych.
Rachunek za niemiecką rewizję historii
"Niemcy nie mogą się pozbyć skłonności do popadania w skrajności. Raz są
ponad wszystko, innym razem są ofiarami wojny" - napisał w swojej
trzyczęściowej "Historii Niemiec" Heinrich August Winkler, historyk,
działacz SPD. Nawiązał w ten sposób do ofensywy Związku Wypędzonych,
próbującego rewidować historię. Tyle że ta rewizja najbardziej kosztowna
będzie dla samych Niemców.
Sławomir Sieradzki
Współpraca: Filip Gańczak, Agnieszka Pukniel (Waszyngton)