kubek
18.04.09, 20:58
Mariusz Makowski
Cienie wiekowych murów kładą się w poprzek bruku. Z otwartych bram ujętych w kamienne portale wieje chłodem. Wąska ulica wije się i opada stromo. Odgłos kroków głucho skanduje w łukach podcieni. Wciśnięta w zaułek żeliwna altana strzeże kamiennej studni Trzech Braci. Tu się wszystko rozpoczęło. W półmroku niknie wyblakła inskrypcja: "Roku 810 wiaropodobne założenie miasta Cieszyna...". Życie, które rozegrało się w tym miejscu, odeszło. Pozostały kamienne domostwa i spokój, jaki niosą ze sobą rzeczy dokonane.
Kamienne piastowskie orły na gotyckiej wieży od setek lat wznoszą się nad miastem. Delikatne tony wiedeńskiego walca przebrzmiewają gdzieś obok filigranowego teatru jak dalekie echo. Ulotny zapach kadzidła i miarowy dźwięk procesyjnych dzwonków ociera się o omszałe kościelne mury. Nad rynkiem rozbrzmiewa hejnał i obiega miasto tęskną melodią beskidzkiej piosenki. Ukośne promienie gasnącego słońca niezmiennie od lat rzucają te same cienie. Każde miejsce mówi tutaj o przeszłości.
Prostokąt rynku otoczony nierównymi kamieniczkami, z podcieniami wspartymi na masywnych skarpach. Pośrodku stara studnia z figurą Świętego Floriana wsłuchanego w bicie zegarów z ratuszowej wieży. Brunatny jeleń z hotelowej fasady spogląda w jar gwarnej i tłumnej ulicy Głębokiej i dalej, ponad hełmami kościołów, dachami wiekowych kamienic zagubionych w plątaninie placów i uliczek starówki.
Tam, w chłodnym cieniu drzew zamkowego wzgórza, spowita ciszą, stoi prastara grodowa rotunda i wyniosła piastowska wieża. Z jej szczytu ukazuje się zamglony widok srebrzystej wstęgi Olzy. Ku niebu wznosi się miasto ze strzelistą sylwetą ewangelickiej świątyni na tle dalekich sinych Beskidów. Życie płynie tu innym, tysiącletnim rytmem.
Mój Cieszyn - w taki sposób jawił mi się od zawsze, od dziecinnych lat - piękny, stary, zamyślony Trochę zakurzony, pełny niezwykłych miejsc i pamiątek. Z zaułkami, w sumie prozaicznymi i nieciekawymi, lecz pełnymi magicznej atmosfery. Z chłodnymi półmrocznymi sieniami kamieniczek z ukrzyżowanym Chrystusem oświetlonym nikłym blaskiem wiecznej lampki. Z mansardowymi dachami, ciężkimi od wielu warstw papy, poukładanymi jak słoje starego dębu. Z uliczkami prowadzącymi donikąd i zadziwiającym Czarnym Chodnikiem, którym prowadzono skazańców na kaźń.
Mój Cieszyn - to trochę miasto wspomnień, rzeczy i osób, które już dawno temu przeminęły. Tam, gdzie jest teatr, był miejski kościół, gdzie boisko szkolne - była synagoga, gdzie park - był stary cmentarz, gdzie parking - stał klasztor, gdzie pusty plac - był zajazd Pod Modrą Gwiazdą. Z otwartych okien zaspanej kamieniczki, z których dopływają ostre dźwięk rapu, jeszcze nie tak dawno w niedzielne popołudnia słychać było fortepian pani Monné, a w innej zza koronkowych firan spoglądały na przechodnia portrety przodków zacnej rodziny Niedobów. Teraz na ścianach wiszą jakieś plakaty.
Tak, Cieszyn to miasto, w którym wszystko było. Odeszli ludzie, z nimi ich mieszkania i rzeczy. Z bram kamienic zniknęły błyszczące od tysięcy dotknięć stare klamki zastąpione domofonami. Z wilgotnej sieni ktoś ukradł cierpiącego na krzyżu Zbawiciela, by wyczyszczonego i pozłoconego sprzedać za judaszowe srebrniki. Został po nim tylko jaśniejszy ślad na ścianie. Buldożer ostrymi zębami zwalił kolumny portyku prowadzącego do dworku architekta Floriana Jilga, który 200 lat temu wystawił go opodal Cieszyna dla własnej i rodziny rozrywki. Teraz tysiące ludzi będzie w tym miejscu szukać rozrywki w kolejnym centrum handlowym. Jeszcze stoi pierwsze kino w Cieszynie, które pamięta przerażenie widzów na widok pędzącej z celuloidowej taśmy lokomotywy. Może pozostanie ruiną, a może stanie się miejscem czegoś nowego i niezwykłego, jak wtedy, przed stu laty?
Czas zmienia ludzi, a ludzie zmieniają swój świat. To naturalne, tak jak nieuchronny proces entropii, rozpadu i zanikania. A może odrodzenia, budowy, tworzenia, inicjatywy i aktywności? Nie ma już synagogi, starego cmentarza, krzyża w starej sieni, dworku Floriana Jilga, Modrej Gwiazdy, lecz w ich miejscu powstały dziesiątki nowych obiektów, idei, ludzkich losów.
Cieszyn to miasto, w którym wszystko było? A może to miasto, w którym wszystko będzie?