peterpaul
16.12.03, 12:10
Ta polska gazeta potrafi pisac prawde o krzywdach Niemcow.
Krzywdy niemieckich wypędzonych
Musimy rozliczyć się z przeszłością. Jeśli tylko nie naruszy to zasad państwa
prawa, trzeba ukarać sprawców wypędzeń i przyznać ofiarom odszkodowania.
Przez długie lata po wojnie oficjalne stosunki między ówczesną Republiką
Federalną Niemiec i Polską Rzeczpospolitą Ludową ograniczały się do wrogiego
milczenia. Umowy międzypaństwowe niewiele w tej kwestii zmieniały. W tym
samym czasie NRD i Polska hołdowały narzuconemu z góry "braterstwu", w imię
którego wyciszano historyczne napięcia i wciąż żywe konflikty.
Milczenie przerwano w zasadzie "od dołu" - dzięki kontaktom między artystami,
pisarzami, intelektualistami, między Kościołami, miastami partnerskimi,
dzięki zaangażowaniu wielu obywateli. Należy podkreślić rolę niemieckich
wypędzonych. Zwłaszcza po przełomie politycznym w 1989 r. wielu z nich
dokładało starań, by zbudować i pielęgnować sieć osobistych kontaktów z
Polską.
Fundamentalną poprawę naszych stosunków przyniosły polsko-niemieckie traktaty
z lat 1990 i 1991: układ uznający nienaruszalność granicy na Odrze i Nysie i
porozumienie o dobrym sąsiedztwie z 17 czerwca 1991 r.
Dziś Polska i Niemcy są sojusznikami w NATO. Polska wkrótce stanie się
członkiem Unii Europejskiej. Granice przestały być przeszkodą. W Polsce
działa Instytut Goethego, w Niemczech polskie centra kultury.
W wymiarze politycznym i społecznym kontakty polsko-niemieckie nigdy w
historii nie były tak dobre jak obecnie. Mimo to odmienne wizje historii są
wciąż żywe w pamięci narodów. Głębokie rany zabliźniły się tylko
powierzchownie.
Wzajemne zrozumienie i przebaczenie nie są możliwe bez otwartego i
prawdziwego rozliczenia grzechów przeszłości. Powojenne zachodnie Niemcy nie
unikały tego trudnego procesu. Idee skrajnie prawicowe nie mają już w
Niemczech żadnych szans.
Rozliczenie się z przeszłością - a więc i z historią wypędzeń - ma szczególne
znaczenie dla przyszłości stosunków między Polską a Niemcami. Ofiary po obu
stronach mają prawo do prawdy. Przebaczenie stanie się możliwe dopiero wtedy,
kiedy ją poznamy, a sprawcy przyjmą na siebie winę. Zmarły w 1991 r. polski
obrońca praw człowieka Jan Józef Lipski wyraził to słowami: "Musimy wyjaśnić
Niemcom, że zbrodnie narodowych socjalistów wywarły na polskiej mentalności
trwałe piętno, z kolei Polakom, że wypędzenie ludzi z ich domów było złem".
Z radością należy powitać inicjatywę prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i
Johannesa Raua. Tak zwana Deklaracja gdańska, będąca próbą zbliżenia
stanowisk w kwestii wypędzenia, głosi: żadne społeczeństwo nie może spychać
odpowiedzialności za krzywdy wyrządzone w jego imieniu.
Nie uda się w partnerski sposób tworzyć przyszłości jednoczącej się Europy,
jeśli nie będziemy odnosić się do pytań i emocji wywoływanych przez
przeszłość.
Dostępne środki prawne w ograniczonym stopniu umożliwiają wskazanie winnych
wyrządzonych krzywd, ich osądzenie i zadośćuczynienie ofiarom. W państwie
prawa karę można wymierzyć tylko za to, co bezsprzecznie może zostać uznane
za osobistą winę. Jednak odpowiedzialność, która wypływa z winy wielu
członków jednego narodu, przenosi się na całą społeczność. Oznacza to, że
nowe pokolenia, nieobarczone osobistą winą, ponoszą odpowiedzialność za
historię własnego narodu. Ta odpowiedzialność wymaga uznania przeszłości bez
przemilczania i upiększania. Dopiero wówczas będziemy zdolni do dobrego
sąsiedztwa.
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=8583&Strona=2