mimi1975
16.08.10, 10:08
Mój synek ma 2 lata, jesteśmy sami od ponad roku. Dwa tygodnie temu
ostatnia sprawa rozwodowa zakończyła oficjalnie 3 lata z mężem
alkoholikiem. Jestem tak strasznie samotna, że czasami aż boli. Nie
mam w Polsce rodziny, bliskich. Znajomi pod wpływem kłamstw eksia
pozostali przy nim (zawsze miał dar opowiadania bajek). I teraz
temat szukania FACETA. Nie jestem zdesperowana, nie szukam na siłę,
bo wiem że moja miłość to mój syn. Ale...chciałabym, żeby ktoś
przyjechał z Maksem po mnie do pracy, żeby zauważył nowe buty,
powiedział, że ładnie wyglądam, wziął Maksa na barana, pograł w
piłkę....Ostatnio poznałam faceta, wychowuje syna, drugi pozostał
przy matce. Zaproponował wyjazd z moim dzieckiem na weekend. No i
było cudownie, Maks zafascynowany "wujkiem", obaj szaleli jak
wariaci. W końcu gdy Maks zasnął, wujek powiedział, że ma jeszcze
jednego (3-go) synka, ma trzy latka, z jego matką nie jest po
ślubie, nigdy nie był. Ona ukrywała przed nim ciążę, on dla niej
zakończył związek z inną kobietą, która nie potrafiła znieść, że nie
jest numerem jeden, była zazdrosna o dzieci. Pan widuje się z
synkiem co niedzielę. Jestem w stanie zrozumieć miłość do dziecka i
nigdy nie byłabym o to zazdrosna. I wiecie co ja wariatka zrobiłam?
Dałam radę facetowi, żeby wracał do matki trzylatka, starał się z
nią być dla dobra dziecka, żeby z nią porozmawiał, przekonał. W
końcu MAJĄ RAZEM DZIECKO. Wróciliśmy do domu, wieczorem dostałam
smsa, że chyba się z nią dogada za moją radą. Kurczę, czy ja jestem
nienormalna, altruistka? Nie jestem desperatką, ale cholera gdzie
moje szczęście?