lowett
31.08.15, 21:38
SPOILERKI!
Oglądam właśnie "MjM" i chyba przypomniało mi się dlaczego nie mogłam ścierpieć tego serialu w ostatni sezonie.
Spalony dom! Sztucznością, aż bije. Nie tylko dom się spalił, ale wszystko dookoła wyparowało. Ani krzaczka, ani drzewka w promieniu chyba kilku kilometrów (wygląda jakby spalił się dom, cały sad i hektar lasu). Dom stoi na łysej polanie, tylko trawa rośnie :D Tymczasem Pawełek znalazł w nim list. I to nie, że odpadł kawał tynku ze ściany, poleciała jakaś cegła i tam była blaszana puszka, czy coś w tym stylu, co miało szanse ocaleć w pożarze... Nie. Pawełek wyciąga luźną pojedynczą kartkę papieru z szuflady w drewnianym (!) stole... W szopie(?).
"Natalka" przeżywa męki miłości. Nadal zastanawia mnie to, czemu wszyscy do dorosłej kobiety w ciąży mówią Natalka. O dziwo, tylko jej ojciec nazywa ją normalnie (akurat u niego zdrobnienie byłoby zrozumiałe). Ale już kolega - leśniczy - Natalka, Kisielowa - Natalka, Ula - Natalka. Niedługo listonosz przyniesie pocztę "do Natalki", a kierowca w autobusie wyda "Natalce" resztę. I to całkiem na serio. A czemu Ula, nie jest Ulcią? Gorsza jakaś, czy co?
W serialu pojawiła się matka leśniczego, chyba jedyna scena, która przykuła moją uwagę. Pewnie dlatego że Jowita Budnik zazwyczaj przykuwa uwagę. Na koniec sceny spojrzała nieciekawie na Ulę. Oj, będzie knuła.