kamamama2
05.11.07, 14:30
Już po. Nie było tak jak powinno być, ale przetrwaliśmy jakos.
Rozalka w sukni od mojej przyjaciółki, a swojej mamy chrzestnej,
wyglądała jak mała królewna (zdjęcia jak dostanę to zamieszczę
później)
Przed wyjściem do kościoła pojawił się małżonek, ale niestety nie
zmieścił się w żaden samochód, więc pomaszerował na piechotę.
Załatwiliśmy formalności wszelakie i czekaliśmy na wprowadzenie do
kościoła. Całą msze spędził koło mnie. Łzy mi niestey poleciały, ale
miałam przy sobie przyjaciół, którzy byli wspaniali. Ania i jej mąż
byli rodzicami chrzestnymi, a Magda - moj druga przyjaciólka, też
przez chwilę trzymała Rozalkę na rękach, a jej mąż robił nam
zdjęcia.Co prawda jak zaczął, to cisnął do torby na obiektywy coś i
poszedł, ale wrócił (powiedział, że nie mógł patrzeć na gnoja, ale
żebym się nie martwiła nie ma go na żadnym zdjęciu)
Rozalka nie płakała, nie spała też wcale.
Przetrwaliśmy. Jazda zaczęła się potem. Przy wyjściu z kościoła
Rupert sie rozpłakał, przybiegł do mnie zaryczany, chodziło o
czapkę, którą dziadek miał w kieszeni, potem dowiedziałam się, że
tata na niego krzyczał.Zapakowaliśmy się do samochodów, on został,
padał deszcz, nawet spytałam czy chce parasol z bagażnika.
Potem było już tylko gorzej.
Obiad miałam cały przygotowany, więc tylko odgrzewanie, zajęła się
tym teściowa.
Rupert dostał samolot z klocków, coś mu się nie udawało złożyć, no i
się zaczęło. Najpierw płakał, a potem krzyk, histeria, że nikt go
nie kocha itp... straszne, zabrałam go do sypialni. Wpadła teściowa
krzycząc na mnie, że to przeze mnie, że ojciec powinien być przy
dzieciach. Pierwszy raz sie postawiłam. Uspokoiłam Ruperta, wyszłam
do niej i powiedziałam, że nie życzę sobie, żeby mówiła do mnie w
ten sposób, że o dzieciach mógł pomyśleć zanim rozpoczął szczęśliwe
życie z koleżanką z pracy i że chyba wreszcie rozumie co jest
przyczyną zachowania małego i że ja tego nie wymyślam.
Poszła płakać w łazience, że ona jest chłopcem do bicia, że jej syn
to zrobił i ona wie...
Spłakany Rupert usnął.
Ja nawet nie usiadłam do stołu, dopiero na herbate.
Rozalka nie będzie tego pamiętać.
Ale w kościele było pieknie. Bo mnie i rozalkę otaczali przyjaciele
i ich dzieci, była nas cała gromada. To było dla mnie ważne. Chrzest
tez.
Pewnie mojemu mężowi było cięzko pojawic się wśród nich, może gdyby
nie ta sobota znowu próbowałabym wyciągnąc rękę.A tak? Może to
będzie moment od którego będę mogła się odbic.Może wreszcie uda mi
się myśleć, że dobry człowiek, którym on był już nie istnieje. i
czort z nim. I mam nadzieję, że choć przez chwilę poczół się źle,
ale pewnie nie.
Dziękuję Wam, ze pamiętałyście o nas.
jesteście WSPANIAŁE!!!