Dodaj do ulubionych

W dzielnicy nalewkowskiej

25.09.10, 13:26
warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34888,8419083,Hotel_Londynski_nie_tylko__na_godzine_.html


Kto oprócz Zingera tak barwnie i plastycznie potrafi oddać nastrój nieistniejącej już dziś dzielnicy nalewkowskiej? Posłuchajmy więc kilku fragmentów:

„... Nie wiem ile sklepów było na Nalewkach. W każdym razie w ciągu pierwszych lat naszego stulecia [XX wieku] liczba ich wzrosła dziesięciokrotnie. Duży lokal dzielono na części, w każdej z nich inny kupiec urządzał swój sklep, czasem było ich pięciu, sześciu. Budkę z wodą sodową w bramie zamieniano na sklep. Piwnice przerabiano na składy. Długie wielopodwórzowe domy miały roje sprzedawców bez sklepów. Płacili stróżowi lub policjantowi za prawo handlu. Większość sklepów w podwórkach często zmieniała właścicieli. Najmniejszy kryzys zmiatał drobnych kupców (...). Przed rewolucją pracowano do późnej nocy. Tylko sklepy od ulicy trzymały się jakiejś reguły. Były to solidne, zadomowione firmy. O siódmej wieczorem właściciel wychodził wolno ze sklepu, za nim postępowali buchalter i subiekci. Najmłodszy z nich odnosił klucze do domu. Ceremonia nie bardzo licowała z ruchem na ulicy.
https://foto1.m.onet.pl/_m/8af9d600d5b5699616267684da6e4f55,10,19,0.jpg
Żydzi na Nalewkach w dzień szabasowy (ze zbiorów NAC)

W sobotę, a raczej już w piątek wieczorem dzielnica zamierała. Nawet policjant ziewał; był to czas stracony, bez widoków zarobków. Ulicą przechadzali się wolnym krokiem Żydzi w atłasach wracający z bóżnic...”
Obserwuj wątek
    • andrzej_b2 Na rynku muranowskim 25.09.10, 13:29
      „... Na rynku muranowskim, przy każdym straganie, a było ich około pięćdziesięciu, stała cała rodzina właściciela: mąż, żona, i co najmniej dwoje dzieci. Obok straganu lokowały się przekupki z koszami. Rynek krzyczał od rana do wieczora. Miał to być sposób na zwabienie klienta. Nad wszystkim unosił się donośny głos jednego z przekupniów, który nie miał straganu i rozstawiał na ziemi kilka skrzynek z ptactwem. Siłą pięści zdobył sobie prawo arbitra rynku, budził strach nawet u kupujących. Biada kobiecie, która po obejrzeniu jego drobiu odchodziła nie kupując. Słownik Noaha, bo tak się chyba nazywał, nabierał wtedy całej krasy. Zaczynał od wyśmiewania kapelusza, bucików, stroju, by przejść następnie do soczystszych przekleństw. Nikt nie umiał tak przeklinać jak Noah.
      Rynek znajdował się pod terronem zorganizowanych okolicznych łobuzów. Nakładali podatek na każdego sprzedawcę. Czepiali się dziewczyn, które musiały się im okupić, gdy wychodziły za mąż. Terroryzowali rzemieślników, gdy któryś z nich zamierzał pobrać się z dziewczyną z rynku. Kto się im nie okupił musiał liczyć się z nożem, napaścią w zaułku. Jedynie Noah nie płacił żadnego podatku...”

      • andrzej_b2 Prawa rynku w całej okazałości 25.09.10, 13:33
        „... Niebezpiecznie było przekroczyć niewidzialną granicę między Miłą a Nowomiłą, która miała opinię siedliska złodziei, paserów, nożowników i alfonsów. Kiedy na Nalewkach okradano kupca, subiekt handlowy szedł na tamtą stronę, by wykupić skradzione rzeczy. Jeśli mu się nie udało, przychodził z wiadomością, że kradzieży dokonała nie sitwa ale nieodpowiedzialna banda. (...)
        https://foto1.m.onet.pl/_m/466d1bb00ba523526e7aa1d92c66b4b9,10,19,0.jpg
        Żydzi w dzielnicy handlowej (ze zbiorów NAC)

        Rzemieślnicy obsługiwali rynek krajowy. Dostarczali buty, tandetę ubraniową i różne wyroby, których sensu i dochodowości nigdy nie mogłem dojść. Nie rozumiałem, kto kupuje tyle tysięcy agrafek czy szpilek do włosów, Zdawało mi się, ze szuwaksem wyrabianym w tej dzielnicy można by oczyścić buty całej Europy. Jeśli choć jeden rzemieślnik miał trochę powodzenia, zaraz całe podwórze przerzucał się do jego branży...”
        • andrzej_b2 Stosunki z władzą 25.09.10, 13:36
          „... Na Nalewkach stosunki z prystawem [ros. – komendant komisariatu] i jego zastępcami układały się dobrze, bo dostawali regularnie na różne święta od każdego sklepu życzenia razem z paczkami towaru. W poważniejszych sprawach, na przykład, gdy wybuchł pożar należało specjalnie wykupić się u prystawa. Od opinii cyrkułu zależało bowiem otrzymanie asekuracji. Dla ugłaskania prystawa zapraszano go na chrzciny i wesela. Posyłano pudełka nielegalnych cygar. Nominacja na stanowisko w dzielnicy nalewkowskiej była nie tyle awansem, co źródłem dobrego dochodu. Prystaw płacił policmajstrowi haracz za trzymanie go na Nalewkach.
          Nie gorzej wiodło się rewirowemu [dzielnicowy]. Miał w rewirze kilkanaście bram, a więc kilkaset sklepów. Żył dostatnio, bo każdy sklep opłacał się według taryfy. Mundur, buty, stroje dla żony, ubrania dzieci, były podarunkiem rewiru. Otrzymywał też naddatki na urodziny i imieniny. Miał jednak ciągły kłopot: obawiał się awansu. Obawiał się, że mianowany pomocnikiem prystawa zostanie przeniesiony do innej dzielnicy...”
          • andrzej_b2 Szlachetne zdrowie 25.09.10, 17:08
            https://foto1.m.onet.pl/_m/ef2d38aa3391faea348831e7b1486569,10,19,0.jpg
            Nalewki – 1938 – (Sołtan A.: Warszawa wczoraj, 1998)

            Większość bogatych, nawet średnio zamożnych Żydów nalewkowskich w razie choroby zasięgała porady nie jednego, lecz kilku doktorów, chodziła do felczerów i znachorów, a po ostateczną decyzję udawała się do cadyka cudotwórcy.
            https://foto2.m.onet.pl/_m/a8f5f4f6c9d88221e8c3ba2a22ea0672,10,19,0.jpg
            Aaron Rokeach, cadyk cudotwórca z Bełza (z prawej) na Dworcu Głównym – 1930 (ze zbiorów NAC)

            Niektórzy bardziej wyrafinowani poddawali lekarza egzaminowi nim dali się zbadać. Lekarze skarżyli się, że od żydowskiego pacjenta trudno wydobyć odpowiedź. Nierzadki był taki dialog:
            - Jak się pan czuje?
            - A jak mam się czuć?
            - Co panu dolega?
            - Czy to ja jestem doktorem, czy pan?
    • trevistas Re: W dzielnicy nalewkowskiej 26.09.10, 00:10
      Wrecz wspaniale..:))
      • andrzej_b2 Aż trudno uwierzyć 27.09.10, 14:43
        Aż trudno uwierzyć, że cały ten kolorowy świat runął pod ciosami współczesnych Hunów. Singer etapy zagłady znał już tylko z odległości. 6 września 1939 r. bowiem, wraz z redakcją „Naszego Przeglądu”, wyjechał z Warszawy na Wschód.
        https://foto2.m.onet.pl/_m/bbae8ff5a89fa68a1e27c36393d2108a,10,19,0.jpg
        Ścieżka wśród ruin – wiosna 1945 (zdjęcie ze zbiorów NAC)

        Rozpoznany na Łotwie, został aresztowany i wywieziony do Workuty. Po amnestii w 1941 r. znalazł się w Buzłuku, gdzie prof. Kott zatrudnił go w polskiej ambasadzie. Aż do końca wojny pracował jako urzędnik przy rządzie RP na Emigracji. Po raz pierwszy Warszawę odwiedził w 1947 r. Tak wtedy wyglądała jego dzielnica.
        https://www.fotohistoria.pl/main.php?g2_view=core.DownloadItem&g2_itemId=52085&g2_serialNumber=3

        https://www.fotohistoria.pl/main.php?g2_view=core.DownloadItem&g2_itemId=52088&g2_serialNumber=3
        Na zdjęciu nieistniejąca ul. Wyjazd r. Nalewek (nazwa pochodziła od drogi wyjazdowej dla wozów I Oddziału Straży Ogniowej)

        https://www.fotohistoria.pl/main.php?g2_view=core.DownloadItem&g2_itemId=52089&g2_serialNumber=3

        Prace rozbiórkowe w dzielnicy nalewkowskiej – maj 1946 (zdjęcia ze zbiorów PAP)

        Potem Singer bywał w Warszawie jeszcze kilka razy; reaktywował nawet swe członkostwo w w Związku Zawodowym Dziennikarzy RP.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka