nauthiz7
16.05.07, 23:57
Zainspirował mnie wątek o Coelho. :-)
Słuchajcie, wiele lat się z tym kryłam i i w sumie pierwszy raz to otwarcie
przyznaję. Na moje lektury składają się głównie trzy gatunki: książki
popularnonaukowe, literatura klasyczna i romanse typu harlequin.
Od czasu do czasu sięgam po jakąś książkę współczesną i w 80% przypadków
jestem srodze rozczarowana.
Romansidła z założenia nie są ambitne. Ich rolą jest przede wszystkim
poprawianie nastroju, a nie wywoływanie katharsis. Owszem, nierzadko
zdarzają się takie gnioty, że nie da się tego czytać, najwyraźniej pisane
przez osoby o umysłach dziesięciolatków - cóż, kupowanie tego typu lektur to
rodzaj ruletki. :-) Nie spodziewam się po nich zbyt wiele. Z większości po
prostu się śmieję. Od czasu do czasu spotkam jakąś ciekawą myśl, która zostaje
mi na dłużej - ale są to myśli zwyczajne, które znalazły się w książce, bo są
dla autorki naturalne, a nie specjalnie po to, żeby odmieniły moje życie.
Jednak mam z tego powodu kompleksy, bo kupuję niemal wyłącznie książki po
angielsku, twierdząc, że szlifuję znajomość języka obcego. Ale kiedy czytam
te wszystkie zachwyty nad wielce ambitną "Samotnością w sieci" czy
arcydziełami pana Coelho, to coraz częściej myślę, że nie powinnam się
wstydzić moich niewinnych harlekinów... :-)