28.08.09, 20:03
Każde stworzenie żywe posiada swoje (gatunkowo typowe, a ukształtowane w
milionleciach Darwinowskiej ewolucji naturalnej) SENSORIUM. Słowa tego nie
znajdzie się ani w słowniku obcych wyrazów, ani w encyklopedii, nawet w
Wielkim Warszawskim Słowniku opatrzone jest wykrzyknikiem, oznaczającym, że
lepiej go nie używać. Mnie jest jednak potrzebne. Sensorium to całość
wszystkich zmysłów oraz wszystkich dróg (zazwyczaj nerwowych), jakimi
informacje, powiadamiające nas o "istnieniu czegokolwiek", mkną do ośrodkowego
układu nerwowego. U człowieka lub u szczura będzie to mózg. Owady musza się
zadowolić centrami dużo skromniejszymi. Otóż "świat" postrzegany przez owada
albo przez szczura, albo przez człowieka, to właśnie wcale rozmaite światy.
Ewolucja ukształtowała żywe stworzenia zasadniczo tak oszczędnie, żeby
postrzegać mogły informację, niezbędną im dla przetrwania osobniczego i/albo
gatunkowego. Ponieważ ewolucja jest miliardoletnim procesem bardzo zawiłym i
ponieważ żywe stworzenia albo zjadają żywe stworzenia, albo są przez nie
zjadane (roślinożerność także oznacza zjadanie czegoś "żywego", np. trawy),
powstaje stąd olbrzymia hierarchia mniej lub bardziej swoistych konfliktów,
które częściowo w uproszczeniu może nam odzwierciedlić teoria gier
(matematyczna). Sęk w tym, że informacje w skutek owego stanu rzeczy jednym
służą do pościgu, innym do ucieczki, a jeszcze innym "do niczego prócz
trwania" (trawa). Sensorium, w jakie jest wyposażone stworzenie, odznacza się
na ogół, jak rzekłem, oszczędnością. Niedawno jeszcze psychologia głosiła, że
psy kolorów nie rozróżniają, tj. wszystko co wizualne postrzegają w odcieniach
czerni i bieli (niczym my na dawniejszych filmach). Obecnie mniemanie to
zmieniono: psy postrzegają kolory. Zarówno pająk, szczur, kot, jak i człowiek
są wyposażone w - każdy gatunek swoje - sensorium. My dysponujemy w tym
zakresie maksymalną nadmiarowością pośród zwierząt, ponadto zaś jeszcze i
prawie że osobno dysponujemy takim "rozumem", który umożliwia nam
rozpoznawanie również i takich własności "świata", których zmysłami postrzegać
nie możemy./Lem/
Obserwuj wątek
    • esmeralda_2 Re: Sensorium 28.08.09, 20:04
      Co z powyższych banałów wynika? Wynika z nich, że świat (w niejakim
      sensie światopogląd") każdego stworzenia jest silnie uwarunkowany przez
      sensorium. Dla człowieka zdaje się zachodzić wyjątek, dzięki "rozumowi", ale to
      nie całkiem tak jest naprawdę. "Świat" postrzegany przez ludzi składa się z
      rzeczy średniej wielkości", proporcjonalnych do wielkości pojedynczego ciała
      ludzkiego. Ani bardzo małych, ani molekuł, ani atomów, ani fotonów
      poszczególnych nie jesteśmy w stanie dostrzec, zaś ze strony niejako przeciwnej,
      makroskopowej, nie możemy dostrzec ani kawałka planety, na jakiej żyjemy JAKO
      KULI, ani jej całej, ani "faktycznych rozmiarów" Drogi Mlecznej, ani innych
      galaktyk, ani gwiazd, ani, oczywiście Kosmosu. Wykształciliśmy sobie rozmaite
      sposoby doświadczalne i sprzężone z nimi hipotezy albo teorie, albo modele,
      ażeby "postrzegać rozumem" to, czego zmysłowo nie jesteśmy w stanie spostrzec:
      znaczy to, że nasz światopogląd "wielozakresowo wystaje" poza ów obraz świata,
      który możemy zawdzięczać bezpośredniej robocie naszego sensorium. Czy to jednak
      znaczy, że widzimy to, czego nie widzimy, że możemy odczuć to, czego nie
      odczuwamy, że słyszymy to, co dla naszego zmysłu słuchu niesłyszalne? Ani
      trochę. Posługujemy się "abstrakcjami: albo specjalnie "techniką" (czyli
      narzędziem) wytworzonymi sytuacjami i warunkami, co umożliwiają nam np.
      niemożliwe dla naszych przodków "obejrzenie" Ziemi z orbity satelitarnej, albo
      Księżyca, gdy nań wstąpić, albo dzięki próbnikom rakietowym - powierzchni Marsa
      lub górnej warstwy atmosfery Jupitera. Albo używamy mikroskopu, albo teleskopu
      Hubble'a na orbicie, albo akceleratorów, albo komory Wilsona, albo komory
      kropelkowej, albo sal chirurgicznych (w nich można niekiedy zajrzeć okiem
      człowiekowi do wnętrza ciała lub mózgu) itp. Więc znacznie więcej informacji
      uzyskujemy dzięki rozmaitym rodzajom i sposobom sztucznie wytworzonego przez nas
      pośrednictwa. Jednakowoż jesteśmy, praktycznie biorąc, całkowicie bezradni w
      obszarach percepcji zmysłami mikro- oraz makro- i megaświata. Nikt bowiem nie
      może ani zobaczyć, ani wyobrazić sobie atomu albo galaktyki, albo procesu
      ewolucyjnego Życia lub górotwórczego w geologii, albo powstania planet z
      protoplanetarnych zgęstków jakoby mgławicowych. Język etniczny jako
      szerokopasmowy polisemantyczny nośnik informacji, oraz matematyka, jako z tego
      języka (z tych języków) wywiedlny język wąskopasmowy o silnie wzmożonej
      "precyzyjnej" ostrości, stanowią tu nasze "macki", nasze kule (inwalidzkie),
      nasze "protezy". Jednak podobnie jak ślepiec, postukując o kamienną posadzkę
      swoją białą laską, słuchem stara się rozpoznać, czy znajduje się w pokoju, czy
      na ulicy, czy w nawie świątyni, tak i my owymi (matematycznymi) protezami
      "wystukujemy" sobie to, co znajduje się poza obszarem naszego sensorium. 4.
      Ale... czy tak jest "naprawdę"? Czy liście "naprawdę" są zielone, czy też zieleń
      zawdzięczają fotosyntetycznym związkom chlorofilu? Czy nie jest tak, jak pisał
      Eddington, że siedzi przy zwyczajnym drewnianym stole, w miarę twardym,
      politurowanym, a zarazem przy obłoku elektronów, którymi ten stół jest "także"?
      Może nawet jest "naprawdę"? Jeżeli w ten sposób myśleć, to należy dodać, że
      stołów naraz jest znacznie więcej. Jest sobie stół naszego codziennego sensorium
      (zmysłów), jest stół molekularny (bo z czegóż się składa drewno?), jest atomowy,
      jest barionowy, ale też jest cząstką "materii", mikroskopijną cząstką,
      składającą się na całość Ziemi i mającą (minimalny) wkład w jej grawitację. A
      dalej jest nanoułamkiem planety, krążącej wokół Słońca itd. aż po "wpływ stołu
      na Wszechświat", jeżeli pominąć zupełną znikomość zachodzących dysproporcji.
      Tych "wszystkich stołów" naraz nie tylko nasze sensorium, ale i nasz "rozum" bez
      podziałów na kategorie i klasy scalić nie będzie w stanie. Jeżeli zginie jeden
      człowiek, może to mieć nie tylko emocjonalne znaczenie dla innego człowieka.
      Jeżeli zginie dziesięć osób, z tym będzie inaczej. Ale nie jesteśmy w stanie de
      faco "wyczuć" żadnej różnicy pomiędzy tą informacją, że zginął milion ludzi, a
      tą, że trzydzieści milionów, a kto mówi, że on (poza podaniem liczby) różnicę
      wyczuwa, ten świadomie bądź nieświadomie kłamie. 5. Zmierzam do twierdzenia, że
      tak jak współistnieją "różne stoły", współistnieją również "różne światy" kotów,
      szczurów, owadów, krokodyli i ludzi, a różnią się od siebie bardzo mocno i
      wielozakresowo, ale wszystkie, czy to wzięte z osobna, czy łącznie, nie dają
      podstawy do uznania, że "to jest ciągle jedno i to samo", a tylko postrzegane "w
      różny sposób" i "z rozmaitej perspektywy". Naturalnie my, ludzie, bezdyskusyjnie
      podlegamy tendencji, aby mniemać, że "naprawdę" istnieje świat, który MY
      pośrednio i bezpośrednio potrafimy percypować, natomiast "inne światy" są
      wycinkami, małymi, wręcz bardzo niedoskonałymi, kalekimi wycinkami "naszego
      świata". Z tym poglądem, który nazwę humanistycznym szowinizmem
      światopoglądowym, chętnie bym podyskutował. Majowie mieli inny system kodowania
      arytmetyki od naszego, ale był to system ludzi, boż ich kultura powstałą inaczej
      niż śródziemnomorska, ale też ponad wątpliwość była to kultura ludzi i ich język
      był językiem ludzkim. Skądże możemy wiedzieć, czy innoplanetarne "rozumy" nie są
      - o ile istnieją - zaopatrzone przez inne przebiegi ewolucyjne czy odmienne
      fizykochemiczne warunki ("kontyngencje") innych planet i słońc - w inne od
      naszego sensoria, a z kolei od tych sensoriów wywodzą się jako ich derywaty -
      "inne systema quasi-formalne", inne logiki, inne matematyki, inne mikro- i
      makroświaty, różne od naszych, ludzkich standardów? Jednym słowem, z tego, com
      dotychczas napisał, wywodzić się może "ogólna teoria względności epistemicznej i
      ontycznej dla całej mocy zbioru wszystkich Psychozoików Uniwersum". Możliwe, że
      jesteśmy umieszczeni na krzywej dystrybucji kosmicznej psychozoików (to wcale
      nie musi być dzwonowa krzywa "normalnego" rozkładu Gaussa, ani klasterowa
      Poissona - Bóg jeden ją wie) gdzieś powyżej szczura, szympansa i Buszmena, ale
      poniżej Erydańczyków dajmy na to (najprawdopodobniej żadnych Erydańczyków nie
      ma, ale i to nie ze wszystkim pewne w epoce schyłku XX wieku, kiedy mnożą się
      odkrycia pozaziemskich systemów planetarnych innych gwiazd - pozasłonecznych).
      • esmeralda_2 Re: Sensorium 28.08.09, 20:05
        Tak, taka rozmaita wielkość światów wynikająca z rozmaitych (społecznie
        funkcjionujących) Rozumach wydaje się najzupełniej możliwa, a nawet wcale
        prawdopodobna. Człowiek byłby po prostu jednym z tysiąca albo miliarda końcowych
        ewolucyjnych płodów neuralizacyjno-rozwojowych, tych co wyposażać mogą w nie
        najgorzej rozwinięte sensorium. Tak: to jest możliwe. Czyżby Inni sobie
        wykoncypowali inne postaci materii? Nuklidów! Czyżby "nie wierzyli w
        wewnątrzgwiezdne cykle Bethego? W ewolucję z jej doborem naturalnym? Tu trzeba
        wykonać tak zwane "distinguo" bardzo delikatne i nader ostrożnie. Są niechybnie
        dziedziny, w jakich poznawczo i emprycznie zbliżamy się, może aż asymptotycznie
        (niemalstyznie)? do PRAWDY, a może nie. Prawdopodobieństwo funkcji
        prawdziwościowych (ażeby chociaż raz przemówić tutaj nieco bardziej koherentnym
        i logikosemantycznie mocniej naostrzonym językiem) przyjąć mniej... dzielone od
        siekiery (to konieczne, ponieważ zbyt mało wiemy), jest uzależnione od
        quasi-finalnych efektów miliardoletniej roboty ewolucyjnej. Ignorancja nasza
        (ludzka) jest oceanem ogólnoświatowym, zaś wiedza PEWNA - pojedynczymi wysepkami
        na tym oceanie. Jeszcze ostrożniej mówiąc: moim zdaniem, rezultaty poznania
        (WIEDZA ŚCISŁA) są osadzone na jakiejś krzywej (raczej na ich pęku), i wcale nie
        jest powiedziane (tj. to nie jest pewnik), że krzywa pnie się w górę niczym
        hiperbola albo parabola, albo chociaż krzywa logistyczna (Verhulsta-Pearla).
        Może są gdzieś miejsca już niemal styczne z Prawdziwym Stanem Rzeczy, a może (na
        pewno nawet) są i takie, gdzieśmy z dogi asymptotycznościowej zboczyli. Ażeby na
        konkretnym przykładzie pokazać, o co mi w ostatnich słowach szło: czytałem np.
        bardzo ciekawie napisaną książkę Johna D. Barrowa Teorie Wszystkiego , Stevena
        Weinberga Sen o teorii ostatecznej, i wiele innych TEŻ napisanych ostatnimi
        czasy i TEŻ na ogół przez fizyków-noblistów. Mimo tego uczonego i
        przewyższającego mnie niechybnie pod względem intelktualnej mocy chóru na rzecz
        Istnienia Ogólnej Teorii Wszystkiego, GUT, czyli Grand Unified Theory, opowiadam
        się za opinią H. Bondiego (kosmologa), że Jedynej, Ogólnej Teorii Wszystkiego
        być wcale nie musi, ze jest to pointless and of NO scientific significance.
        Czyli już własnymi słowami powiem, ze tak wcale być nie musi, bo niby dlaczego
        bezwarunkowy redukcjonizm ma zrodzić teorię JEDYNĽ? Może i zrodzi, ażeby się za
        następnych 100-200 lat pokazało, że jacyś Inni wytworzyli zbiór modeli
        inkogruentnych, albo nawet udowodnili, iż GUT nie może zostać stworzona dla
        naszego uniwersum. Może się okaże np., że te galaktyki, które dzisiaj wydają się
        starsze od obliczonego (wiele razy) wieku naszego Kosmosu, wdarły się do jego
        wnętrza z jakiegoś Kosmosu "sąsiedzkiego"? Chcę rzec, iż to, co poznajemy (jak w
        fizyce i astrofizyce teoretycznej), jest zawsze efektem kroczenia drogą
        rozmaicie połączonych i powiązanych z sobą fizyczno-matematycznych, a zarazem
        eksperymentalno-teoretycznych domniemań, które albo zostały udowodnione (czyli
        nie zostały obalone doświadczalnie), albo ponadto są obecnie modne w najwyższych
        rejonach wiedzy ścisłej (gdyż i w niej też panują mody i też, jak w
        kostiumologii, przemijają). Człowiek - streszczam powiedziane - jest wysepką
        wiedzy, częściowo wynurzoną z oceanu pozazmysłowej ignorancji, a częściowo w tym
        bezmiarze zanurzoną. O tym, czy ocean ma jakieś dno i czy można by je
        zgruntować, nic nie wiemy. Obecnie powstała i lawinowo poszerza się jak pożar
        buszu moda łączności globalnej: pojmuję nieźle jej pożytki i jednocześnie
        obawiam się jej rykoszetów i jej awarii bądź nadużyć nawet zgubnych dla ludzi i
        dla planety. Nic nie zapowiada na razie tego, iżby owe Internety mogły i miały
        połączyć się (po sprzęgnięciu milionów komputerów z milionami innych) w
        "elektroencephalon" - byłoby to coś w rodzaju "planetarnego mózgu z komputerami
        jako neuronami", podległego - dla braku własnych zmysłów - pełnej deprywacji
        sensorycznej. Jeśli to nie jest sience-fiction, może się okazać krokiem ku
        "zamknięciu planety na Kosmos", albowiem Planeta-Mózg myślałaby sobie
        wewnątrzsieciowo, a ludzkość zostałaby przez sieć co się zowie wystrychnięta na
        dudka.
        • esmeralda_2 Re: Sensorium 28.08.09, 20:07
          Prawdę mówiąc jednak, nie chce mi się w tę ostatnią wizję uwierzyć.
          Chciałem po prostu wyjawić, jak skromnie rysuje mi się poznawcza moc Człowieka w
          Kosmosie, jaką uzurpację postrzegam w Anthropic Principle, jak wiele ryzykujemy,
          zawierzając informacjoprzetwórczym (data processing) maszynom wszelką naszą
          wiedzę. Zresztą, gdy czytać odpowiednie periodyki na poły fachowe, widać, ze
          giełdy, że producenci rozmaitych rodzajów aut czy żywności, ze , jednym słowem,
          twórcy, wielbicoiele i nałogowcy Kapitału posługują się sieciami... zaś cała
          reszta, razem z całym Kosmosem, diablo mało ich obchodzi. Przedwcześnie
          koronowaliśmy się, nie należy się nam Korona Stworzenia: godzi się poczekać
          choć sto lat, aby się przekonać, czy rzeczywiście wiemy juz cokolwiek ponadto,
          że można ykonywać surfing w cybernetycznej przestrzeni (Cyberspace) z bieguna na
          biegun, i czy sieć nie nadgryzie nam Rynków.
          To, co napisałem, można też nieco inaczej wysłowić. Człowiek jest
          przystosowany - swoim sensorium postrzegawczym - do ekologicznej niszy
          przeżywania, z grubsza biorąc, w skali porównywalnej z jego cielesnością (z jej
          wymiarami np.). Potrafi jednak wykraczać domysłami, konceptami, hipotezami,
          które z czasem "krzepną" w "pewność naukową" - poza granice tej niszy, która go
          wraz ze strumieniem dziedziczności (genomów) współkształtowała. Zachodzi przy
          tym taka mocno upowszechniona prawidłowość: im skala większa albo im mniejsza
          (Kosmos - atomy) - tym teorie okazują się mniej pewne, mniej jednoznaczne,
          niejako bardziej "giętkie" i "elastyczne". Nikt (poza solipsystami, ale któż ich
          widział?) nie wątpi w kształt, twardość, zachowanie kamienia. Takich pewności
          mieć nie możemy już ani wobec gromady galaktyk, ani gromady cząstek (jak
          neutrina). Przy tym najosobliwsze zdaje się człowiekowi to, że niezłomne reguły
          jego logiki, wspólpodtrzymującej pewność rozumień, jak np. jeżeli A to B
          (kauzalizm) albo A|||A (tożsamość rzeczy z sobą samą), albo prawidłowości
          koniunkcji czy dysjunkcji, zdają się tracić uniwersalną moc rozstrzygającą w
          mikroświecie, a w makroświecie też pojawiają się poznawcze niepewności.
          Matematyka (Godel np.) okazuje swoją zawodność. Gell-Mann upiera się przy tym,
          ze antynomia "elektron - fala - cząstka" - kollaps fali - zasada
          komplementarności (rodem ze szkoły kopenhaskiej) to nie są niedościgłe dla
          naszego rozumu zagadki". Inni fizycy "wierzą w zagadki", zaś ostatnie
          doświadczenia zdawały się wykazywać, że elektron może być naraz "i tu, i gdzieś
          indziej". Jednym słowem, wraz z wykroczeniami poza granice naszego sensorium
          ulega naruszeniu też "zdrowy rozsądek"; to, co się "w głowie nie mieści",
          okazuje się w eksperymentach faktem: np. wiadomo co to jest okres półtrwania
          samorzutnie rozpadających się (jak izotopy radioaktywne) atomów i wiadomo, że
          nic nie wiadomo w tej dizedzinie poza informacją wyłącznie statystyczną: o
          mnóstwie atomów będziemy wiedzieli, że po okreśonym czasaie ich określona liczba
          ulegnie rozpadowi, i że dla danego "rodzaju atomów" jest ta liczba (i czas)
          wielkością stałą, ale wiemy, że nie da się wykryć żadnych przyczyn, powodujących
          rozpad tego oto atomu, a tamtego nie. Jednym słowem, z "oczywistościami" musimy
          się poza skrajem naszej ekologicznej niszy rozstać: matematyka pozwala ruszyć
          dalej, leczy wykładanie rezultatów zmatematyzowanej fizyki mogą być nietożsame
          i, co moze gorsze, ich "przekłady" na zwykły język, jakim się wewnątrz naszej
          niszy posługujemy, mogą być aż do kontradyktyczności wzajem sprzeczne. Bytowo
          tkwimy pomiędzy makro- i mikroświatem i na to, że wiedzą (nawet pewną o tym, że
          uran o masie krytycznej wybuchnie na pewno) sięgamy dalej aniżeli ROZUMIENIEM w
          stylu "zdroworozsądkowym", nie ma rady. Można - jak fachowcy - eksperci nauki -
          do tego stanu rzeczy przywykać i uznawać na koniec, że "rozumie się" równie
          dobrze jak się "wie", ale jest to kwestia treningu, kształtującego nawyki,
          upodobania i last but not least "swojskość" przedmiotu: jesteśmy zresztą zawsze
          zawodni, i tak 0 to znaczy z nieusuwalną niepewnością poznawczą - trzeba żyć.
          Inna rzecz w tym, że są to kłopoty znikomej mniejszości ludzi, a zarazem, że
          takie kłopoty służą innym jako pożywka ich umysłowych prac - od matematyki przez
          fizykę galaktyk po hermeneutyki, których również jest wiele. Zaś te "demony"
          ścisłości otaczają mgły przesądów, domniemań, spetryfikowanych w historii gromad
          czy społeczeństw w pewniki wiar.
          • esmeralda_2 Re: Sensorium 28.08.09, 20:10
            dotrwaliście do tego miejsca, to jesteście super w swoim sensorium, bo ja
            padłam po drugim.Gratulacje!
            • bella1 Re: Sensorium 29.08.09, 08:27
              Sposob myslenia zalezy od punktu siedzenia.... -wiec mysle sobie,ze przyjme
              gratulacje,bo odczytalam te dluzyzne siedzac na twardym taborecie wink)))
              Swoja droga - definicje tego wyrazu sa..../choc nie wykluczam,ze ich nie
              bylo,kiedy autor 'pisal'/ - wiec my mozemy miec zdecydowanie latwiej,ale - jak
              stwierdza autor - to ' latwiej' - wcale nie musi stac sie faktem wink.
              Jedno jest <pewne> - i autor i czytajacy - musza dysponowac poczuciem humoru
              -zeby sie nie odwrocic od siebie / wzajemnie/ ....I nie z powodu <sedna>,ale z
              powodu przymruzenia oka,z jakim to zostalo przedstawione...
              ....Moze moja kolezanka ma racje,wciskajac mi teksty o niemoznosci zrozumienia
              ludzi z wiezowcow /choc ja z tym walcze - i mam sukcesy smile/...Ale jak jest cos
              takiego jak <blindyzm> to niewykluczone,ze moze byc cos takiego - jak
              <wiezowizm> wink....
              • esmeralda_2 Re: Sensorium 01.09.09, 08:36
                Widzisz Belciu, tylko Ty jedna się odważyłaś przejść przez Lema.
                • bella1 Re: Sensorium 01.09.09, 10:33
                  Mysle,ze nie tylko ja....
                  /Tyle pracy w to wlozylas,ze to sie docenia smile/
                  • alex-0_0 Re: Sensorium 01.09.09, 12:33
                    też przebrnęłam .... ale na swój magiczny sposób wink
                    (bycie czarownica czy wiedźmą - zobowiązuje) smile

                    a to całe sensorium to o kant dupy!
                    wczoraj usłyszam "kumplement" (chyba!?)
                    i teraz przez to sensorium - myślę:
                    komplement czy raczej nie bardzo ... wink
                    tym bardziej że z ust szczeniaka ....
                    hmmmm .....
                  • tikki Re: Sensorium 01.09.09, 20:40
                    Nie tylko Bella. To, że nie odpisuję, nie znaczy, że nie czytam.
                    Esme, ZAWSZE czytam przytaczane przez Ciebie artykuły, więc nie
                    krzywduj sobie. Tylko że ja Lema bardzo lubię, więc przeczytałam z
                    niejaką przyjemnością, co więcej, weszłam też na jego stronę, gdzie
                    zauwazyłam podwieszone kultowe dzieło Sun Tzu "the Art of War", co
                    również przeczytałam, i wreszcie poszłam spać.
                    • bella1 Re: Sensorium 01.09.09, 22:43
                      "Dopoki nie poznalem internetu - nie wiedzialem,ze na swiecie jest tylu idiotow'
                      - he he he..../nie cierpie pewnego slowa,ale je uzyje jako nastepne/...kultowe smile
                      Motto dnia:"Niech przemysle....Czy ja /powyzej'/ nie walnelam w siebie?
                      Ale nie boli ...wiec chyba nie....Ale ponoc glupota nie boli...'wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka