squarantina
21.09.09, 07:43
Wszystko o tym filmie zostało już napisane: że obrazoburczy, że
kapitalny, najlepszy Tarantino itp.
Mnie podobał się szalenie. Kapitalna rola Christopha Waltza,
świetne dialogi (niektórzy uważają je za przegadane).
Film jest o tyle zaskakujący ( i w tym min. tkwi zręczność
reżysera), że człowiek po prostu musi momentami śmiać się,
chociażby nie chciał. W związku z tym mam banalne pytanie, czy
sztuka może robić sobie jaja ze wszystkiego. Albo inaczej, jakie są
jej granice.
Bękarty pokazują zemstę w taki sposób, że satysfakcję z niej
odczuwa 99,99% widowni, jak mniemam (ja również). Ale,...
Zastanawiam się, dlaczego takiej zemsty nie dokonywali nigdy sami
Żydzi? Oraz, czy nie prowadziłaby ona do jakiejś obłędnej spirali
okrucieństwa?