... wczoraj. I kolejne bydlątko z nich wyciągnęłam (kolejne, bo naszą Lujkę też tak znalazłam). Siedziała kocia bieda w krzaku na podwórku pod blokiem. Pani z klatki powiedziała, że nikt z sąsiadów kota i kociąt nie ma. Wet ocenił wiek na jakieś 4-5 tygodni. Kocina trochę wychudzona, prawdopodobnie ona (wet powiedział, że żadnego fiutka się nie dało wycisnąć :-D), zakurzona (piwniczna?!?!), i bardzo przylepna. To mnie zadziwia, bo piwniczny kotek powinien być raczej dziki, prawda? A ona na początku owszem, raczej w legowisku (takim z daszkiem) się chowała, i nie była szczęśliwa jak się ją brało (zresztą strasznie mi palce pogryzła jak ją łapałam, ledwie piszę na klawiaturze :-D). A teraz strzela baranki, fikoły robi, mruczy aż się cała trzęsie, i ogonek przy głaskaniu pręży. Tak jakby udomowiona była...
Podejdę dziś pod ten blok, sprawdzić czy ogłoszenia nie ma. Ale kurde, żeby człowiek nie zauważył, że mu 4-tygodniowe kocię zginęło??