Dodaj do ulubionych

Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub

23.04.04, 10:22
wiecie, ta z Australii...i tak mnie jakoś wspomnienia naszły, z tego mojego
Dnia...ech, która z Was jeszcze oprócz mnie nosi obrączkę? Wiem, że M-Gosia,
i chyba Skay5, tak? Mężatki ujawnijcie się:)
Obserwuj wątek
    • m-gosia Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 23.04.04, 10:30
      Ehh, ja też rozmarzyłam się, bo mniej więcej też o tej porze brałam
      ślub...Chiara, tak a propos obraczek: nosicie je wciąż na ręku? My już mieliśmy
      dwie akcje z szukaniem zgubionej (ciągle tej samej:P) obrączki lubego, ale
      zawsze jakoś się znajdowała:)
      • apawlak1 w imieniu 23.04.04, 10:31
        W imieniu abere się wypowiem- ona jest mężatką :)
        Ja nie :D- free as a bird
      • chiara76 Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 23.04.04, 10:42
        m-gosia napisała:

        > Ehh, ja też rozmarzyłam się, bo mniej więcej też o tej porze brałam
        > ślub...Chiara, tak a propos obraczek: nosicie je wciąż na ręku? My już
        mieliśmy
        > dwie akcje z szukaniem zgubionej (ciągle tej samej:P) obrączki lubego, ale
        > zawsze jakoś się znajdowała:)


        Nosimy, nosimy:) A jakże. A jak się gubi, to może znaczy, że za duża jest ta
        obrączka Twego Lubego i trzeba ją zmniejszyć? Bo u nas tak było, raz P nawet
        zgubił przy supermarkecie, to mu się tłum facetów rzucił pomagać szukać, haha.

        CZy Wy nie nosicie i dlatego się gubi?
        • m-gosia Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 23.04.04, 10:54
          My także nosimy :) Moja jest dopasowana, dobrze lezy, a że często mi palce
          puchną to chyba sie nie obawiam zagubienia. K. obraczka też raczej pasuje, a
          spadła mu po prostu dwa razy gdy miał mokre ręce - raz u mechanika, ale dobrzy
          ludzie ją zachowali i skojarzyli z nim; drugim razem - upadła w śniegu, nie
          głęboko, ale ile sie naszukaliśmy....nawet już zrezygnowaliśmy, ale w ostatnim
          odruchu K. wrócił no to miejsce i od razu na nią trafił..
          Ja sie nauczyłam juz jej nie zdejmować, bo inaczej juz chyba ciągle by w
          łazience na półeczce leżała :)))
    • aariel Ja nie mezatka, ale 23.04.04, 10:30
      chcialam Cie zapytac jak to bylo u Ciebie, CHiaro?
      Czy byl duzy stres i na ile dni przed slubem? I np co robilas dzien przed
      slubem? :)
      • chiara76 Re: Ja nie mezatka, ale 23.04.04, 10:40
        aariel napisała:

        > chcialam Cie zapytac jak to bylo u Ciebie, CHiaro?
        > Czy byl duzy stres i na ile dni przed slubem? I np co robilas dzien przed
        > slubem? :)


        JAk już kiedyś pisałam, jak się przejmuję czymś, to chudnę, bo nie mogę jeść.
        Przed Ślubem schudłam ponad 5 kilo, aż się bałam , jak sukienka będzie leżeć na
        mnie po takim spadku wagi, ale było ok na szczęście:)

        Dal mnie, ale to jest na pewno indywidualna sprawa, stres zaczął się dość
        wcześnie. To znaczy dwutorowy, bo najpierw dotarło do mnie, że rodzice P się
        nie cieszą i że to dla nich będzie problem, a także dotarł zwykły stres. Ten
        zwykły, przed takim wydarzeniem pojawił się może miesiąc przed, oczywiście było
        to bardziej przejęcie się, ale w połączeniu z troską o te kontakty z przyszłą
        rodzinką zaowocowało schudnięciem...

        Sam Dzień Ślubu wspominam baaardzo fajnie i miło. My oboje po prostu
        cieszyliśmy się, że jesteśmy razem i będziemy teraz już małżeństwem. I to było
        ważne.
        Nie mieliśmy wystawnego ani Ślubu ani Wesela, była kolacja, wszystko raczej
        skromne, ale ja nie żałuję. Żałuję tylko jednej rzeczy, że nie mieliśmy
        PROFESJONALNEGO kamerzysty!!!

        A co ja robiłam dzień przed ?? Nie pamiętam...może coś załatwialiśmy jeszcze?
        nie wiem, naprawdę...
    • egon.olsen Do wszystkich Kobiet :))))) 23.04.04, 10:45
      Tak mnie natchnął ten wątek o ślubie, że postanowiłem Wam, drogie Kobietki
      forumowe zapodać felieton Krystyny Jandy:
      Ciekaw jestem czy się z nią zgadzacie...

      Nagrywam dla telewizji Fizjologię małżeństwa Balzaca. Czytam i czytam,
      godzinami. W średnim planie, w pełnym planie, na zbliżeniu. Całymi dniami,
      umiem już tę książkę na pamięć.

      Jest to fascynująca lektura, zdumiewająca. Książka napisana pozornie przeciwko
      kobietom. Przewrotna, czarująca, błyskotliwa i dowcipna analiza zachowań
      kobiet, ubrana w formę poradnika dla mężczyzn - mężów. Jak je zdobywać,
      zatrzymać tylko dla siebie i żyć z nimi. Z kobietami. Z kobietą! Skarbem
      największym dla mężczyzny!

      Zdrada jest wpisana w literaturę, tradycję i historię francuską. Kobieta jako
      cud, rozkosz, niekonsekwencja, dobro, zło, najwyższy cel, powód istnienia.
      Istota tajemnicza, rozkosznie kapryśna i skomplikowana, interesująca ze wszech
      miar. Stworzona do miłości, ze zdradą w naturze urodzona, co dodaje jej tylko
      uroku. Sztuka życia, miłości, konwersacji, kokieterii i uwodzenia doprowadzona
      do doskonałości i dla niej stworzona. Z całkowitą znajomością - podziwianego
      przeciwnika... "Mężczyzna nie powinien się żenić jeśli nie zna anatomii kobiety
      i nie sekcjonował przynajmniej jednych zwłok kobiecych." - pisze Balzac.

      Zachwyca mnie lekkość i to c o ś , nieobecnego w naszej tradycji i literaturze,
      w której obok słowa miłość zawsze jest, gdzieś w pobliżu, słowo obowiązek, a
      obok zdrady, dramat i śmierć.

      Czytam i czytam, jak wybrać żonę, jak się jej podobać, ile razy myć głowę w
      tygodniu, żeby nie być dla niej "przykrym", "teoria łóżka", "teoria
      migreny", "kochanek" - jak z nim walczyć i wygrać itd., itd. Tak od dwóch
      tygodni.

      W nocy przychodzę do domu i otwieram zostawione przez mamę, pisma dla kobiet
      (które, nie wiem czy zauważyliście, bardzo chętnie przeglądają mężczyźni?).
      Uderzają mnie tytuły: "Mąż pod kontrolą", "Co robić żeby był zadowolony?", "Jak
      być atrakcyjną dla niego?", "Jak przetrwać zdradę?", "To moja wina", "Jak nie
      utopić się w samotności?", "Samotne matki", "Wypijmy za błędy", i w końcu
      reklama pralki z hasłem... Testowana na mężczyznach!!!

      Te wszystkie gazety mówiące kobietom co robić, żeby były młode, atrakcyjne,
      interesujące i przez niego pożądane, mówią im jednocześnie, że one są
      BEZNADZIEJNE. Że są BEZNADZIEJNE i muszą się zmienić, poprawić i starać dla
      NIEGO.

      Są kobiety, które są zawsze same, nawet jeśli są w udanym, jak mówią, i
      wartościowym związku. Ale to co robią, myślą, ich mężczyznę czy mężczyzn nie
      interesuje. I są takie, które nigdy nie są same. Na czym to polega? Na urodzie?
      Młodości? Piersiach? Nogach? Tak, ale przez pierwsze dwa tygodnie, a potem, na
      czymś bardzo, bardzo prostym. Na stosunku do świata i życia. Na tym, że ich
      mężowie, kochankowie, mężczyźni, oprócz tego że je, jak mówią, kochają, je
      także LUBIĄ. Po prostu.

      Spotkałam wiele takich kobiet w życiu. Ani mądrych, ani pięknych, ani młodych,
      a ich towarzysze życia nie mogli się obyć bez nich ani chwili. Mimo że nie
      dbały o swoją sylwetkę, źle gotowały, nie umiały się ubrać i nie bardzo się
      nawet tymi mężczyznami zajmowały. Na czym to polega?
      Przychodzi mi wiele przykładów do głowy, ale jednym z najbardziej fascynujących
      w moim wspomnieniu, jest pani Zofia Jamry. Pamiętamy ją wszyscy z filmu
      Zakazane piosenki, jako atrakcyjną blondynkę, Marię Kędziorek. Pani Zofia była
      całe lata gwiazdą operetki łódzkiej. Mówią, że jej pojawienie się na
      Piotrkowskiej, paraliżowało ruch na tej ulicy. Podobno jako pierwsza rozebrała
      się na scenie, śpiewając, siedząc tyłem przy lustrze w Madame de Pompadour, w
      latach 54, 53. Dziś jest (jak to napisać ładnie, żeby jej nie urazić) panią w
      latach...

      Poznałam ją na planie filmu Modrzejewska i przegadałam z nią wiele chwil.
      Zachwycała nas wszystkich, bawiła, rozśmieszała do łez, i kiedy znikała,
      tęskniliśmy do niej tak, jak jej, wiele lat zresztą od niej młodszy, mąż, który
      towarzyszył jej całymi dniami na planie, często samotnie, w samochodzie, z ich
      ulubionym psem. Czekał po to, żeby po ujęciu móc z nią być, albo jej w czymś
      pomóc. Nie spuszczał jej z oka, śmiał się ciągle na nowo z jej opowiadań,
      patrzył zachwycony jak gra, chłonął, dbał o wszystko, pomagał we wszystkim.
      Zmieniał na jej, nadwerężonym podczas pracy, barku, bandaże. Przybiegał z
      gorącą herbatą... i tęsknił nawet podczas dłuższych ujęć.

      Patrzyliśmy na to, wszyscy zafascynowani, a ona opowiadała, opowiadała. Że
      chciałaby ochrzcić swojego ukochanego psa, bo jest pewna, że ma duszę, że
      zaczęła pertraktacje z proboszczem. O ugotowanym na przyjęcie daniu, które było
      tak okropne, że nikt tego nie mógł zjeść. Komentowała wszystkie wydarzenia
      polityczne i chciałam, żeby panowie zajmujący się polityką usłyszeli jej sąd o
      wielu rzeczach, myślę, że stanęliby zdumieni. Opowiadała z miłością do świata,
      ludzi i wszystkiego co jej ten świat przynosi.

      Zapytałam niedawno mojego znajomego, który po wielu latach małżeństwa z kobietą
      niezwykłą i fascynującą, rozwiódł się i związał z kimś, kto nie dorównuje
      tamtej ani urodą ani inteligencją, niczym. Zapytałam, dlaczego to zrobił.
      Odpowiedział: - Czy ty wiesz co to za ulga budzić się co rano obok kogoś kto
      jest uśmiechnięty.

      PS: Od Modrzejewskiej upłynęło wiele lat. W międzyczasie doszła do mnie
      wiadomość, że mąż pani Jamry umarł i że ona to bardzo przeżyła. Dziś w nocy
      otworzyłam jakąś gazetę zostawioną znów w kuchni przez moją mamę. Zobaczyłam
      tam uśmiechniętą i szczęśliwą panią Zofię i wywiad, w którym mówi, że przeżywa
      znów wielką miłość. Ale to jeszcze drobiazg. Żałuję, że nie możecie zobaczyć
      jaki ten nowy PAN jest, na tych zdjęciach, zadowolony! Podobno spotkali się na
      spacerze z psami!

      Ja też jestem szczęśliwa bo przed chwilą otworzyłam list od jakiegoś 12-latka,
      w którym jest zdanie... moi koledzy mają Pamelę Anderson a ja mam Panią... No
      proszę! Idę to pokazać mężowi..
      • skay5 Re: Do wszystkich Kobiet :))))) 23.04.04, 11:32
        obydwije nosimy obrączki, slub był 7mieś temu i już są strasznie zniszczone, ja
        wszystko w niej robię i luby tez...
        Co do stresu był!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!oj był...
        Ale nie dlatego ,czy to ten itd...(5Latek!!!!)
        Ale z powodu rodzinki...m.in. najbardziej wkurzało mnie to,że zaraz obok siebie
        będe miała osobe, kt. nie życzy mi najlepiej, kt. nawet zyczeń mi nie złozyla
        na ślubie (męża bratowa...) i w ogóle takie tam...
        ale magiczne momenty przycmiły mi jej obecność i cuuuuuuudownie się bawiłam!
        W ogóle przez min. nie załowałm ,że wyszłam za mąż-kocham mojego misia i on
        mnie!
    • chiara76 to ja się jeszcze przyznam:) 23.04.04, 11:37
      że dziś jest równo 4,5 roczku od tego Wielkiego Dnia:)
      I właśnie 4,5 roku temu obojgu nam wpadło do głowy, że niech to będzie
      październik, czemu nie?
      • aariel Re: to ja się jeszcze przyznam:) 23.04.04, 11:44
        chiara76 napisała:

        > że dziś jest równo 4,5 roczku od tego Wielkiego Dnia:)
        > I właśnie 4,5 roku temu obojgu nam wpadło do głowy, że niech to będzie
        > październik, czemu nie?

        Ooo, no to macie male Swieto :)
        Wszytskiego Najlepszego zatem :)
      • m-gosia Re: to ja się jeszcze przyznam:) 23.04.04, 14:36
        :))Pięknie...coś musi więc być w tym kwietniu:) (wiosna tylko, hę?). Moje
        zaręczyny też pod koniec tego miesiąca miały miejsce:P
    • ann.k Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 23.04.04, 18:47
      I moja koleżanka z dzieciństwa też. Równieśniczka.

      A ja mężatką nie jestem. Żyję sobie w wieloletnim związku, myślimy o ślubie,
      ale z racji odległości nie widzimy na razie sensu w pobieraniu się. Niemniej
      decyzja jest już taka, że pobieramy się jak tylko zamieszkamy w jednym mieście.
      Co do obrączek, nie chcemy ich nosić. On nie chce, bo źle czułby się w
      jakiejkolwiek biżuterii, zwłaszcza złotej. Ja nie chcę, bo nie widziałam dotąd
      ładnej obrączki. Marzy mi się niekoniecznie złota, może być z domieszkami, byle
      była żółta, koniecznie z wyrytami symbolami celtyckimi.
      • wakarpl Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 23.04.04, 21:12
        Moje Sloneczko i ja tez nosimy i nie gubimy, a slubie nie mowilismy,z eby nie
        bylo sensacji, bo krotko sie znalismy, ale ile mozana czekac:)
        Pozdrowionka!
        • altu Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 26.04.04, 14:36
          To gratulacje składam!
          Jakoś nie "zauważyłam" tego momentu,
          moze więcej szczegółów?
          Ciekawska A.
      • chiara76 Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 23.04.04, 21:23
        ann.k napisała:

        > I moja koleżanka z dzieciństwa też. Równieśniczka.
        >
        > A ja mężatką nie jestem. Żyję sobie w wieloletnim związku, myślimy o ślubie,
        > ale z racji odległości nie widzimy na razie sensu w pobieraniu się. Niemniej
        > decyzja jest już taka, że pobieramy się jak tylko zamieszkamy w jednym
        mieście.
        >
        > Co do obrączek, nie chcemy ich nosić. On nie chce, bo źle czułby się w
        > jakiejkolwiek biżuterii, zwłaszcza złotej. Ja nie chcę, bo nie widziałam
        dotąd
        > ładnej obrączki. Marzy mi się niekoniecznie złota, może być z domieszkami,
        byle
        >
        > była żółta, koniecznie z wyrytami symbolami celtyckimi.
        >
        >
        NAsi znajomi, ci co podróżują po świecie , mają obrączki jak pierścień we
        Władcy Pierścieni. Tak mi się skojarzyło, ale podobno mieli problemy, żeby im
        grawer wygrawerował ten napis. Nie wiem , czemu...
        • kurczak1976 celtyckie cokolwiek 24.04.04, 11:20
          Ale mnie nakrecilyscie dziewczyny!!
          Ja kocham te wzory!!!!Wlasnie przymierzam sie do wyszywania malego wzoru na
          bluzce.
          Od dzis tez chce miec takie obraczki jesli oczywiscie ktos mnie kiedys poprosi
          o reke:o)))
          • chiara76 Re: celtyckie cokolwiek 24.04.04, 11:23
            kurczak1976 napisała:

            > Ale mnie nakrecilyscie dziewczyny!!
            > Ja kocham te wzory!!!!Wlasnie przymierzam sie do wyszywania malego wzoru na
            > bluzce.
            > Od dzis tez chce miec takie obraczki jesli oczywiscie ktos mnie kiedys
            poprosi
            > o reke:o)))


            Kurczak, ale Ci fajnie, że sama coś takiego sobie zrobisz. JA tam do dziergania
            to mam dwie lewe łapy.
            Ale mam kubas z celtyckimi wzorami i odkąd poprzedni stłukłam, to ten strzegę,
            ajk skarb.
        • ann.k Re: Jutro moja przyjaciółka bierze Ślub 24.04.04, 11:56
          Kurczę, chiara, faktycznie. Nie pomyślałam, że mogę kupić zwykłe obrączki u
          jubilera, a potem znaleźć dobrego grawera, który mi wygraweruje wybrany przeze
          mnie symbol. Ja się nastawiałam, żeby kupić gdzieś już gotową taką obrączkę.
          Widziałam zresztą coś, co by mi pasowało, ale to było na festiwalu celtyckim i
          nie miałam przy sobie tyle pieniędzy. A jak poszłam do bankomatu i wróciłam z
          pieniędzmi, to ktoś mnie ubiegł.
    • chiara76 już po... 24.04.04, 11:25
      No i już PO:) W tygodniu dowiem się, jak tam minęła ceremonia. Jeszcze wczoraj
      w nocy (u niej dziś rano) dzwoniłam do niej z życzeniami, i nie powiem, sama
      byłam nieźle przejęta. Ciekawe, jaką w końcu miała pogodę, bo miało być u nich
      zimno i deszczowo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka