Dodaj do ulubionych

Muszę się wygadać...

06.01.05, 09:54
Rok 2004 dla mnie był tragiczny. 8 osób z mojej najbliższej rodziny zmarło, z
tego 3 osoby na moich własnych rękach(m in. ojciec i kochany wujek), moja
mama zachorowała na nieuleczalną chorobę, rozstałem się z dziewczyną po
prawie 3 latach, wyjechałem w poszukiwaniu pracy. Obecnie przypominam cień
człowieka, który istniał wcześniej. Straciłem wiarę we wszystko oprócz Boga,
nie mam żadnej nadziei na cokolwiek. Nie mogę przestać myśleć o tym co się
stało, strasznie przeżyłem śmierć ojca- tak nagle-wylew. Potrzebowałem
wsparcia, jeszcze je miałem ze strony swojej dziewczyny, aż do czasu- gdy
stwierdziła iż "jestem za dobry", zasługuję na lepszą, nie jestem wart krzywdy
(tylko,że ona mi żadnej nie robiła)i postanowiła ze mną zerwać(wiem że nikogo
nie miała nowego i nie ma). Ten powód był po prostu dla mnie niezrozumiały.
Zawsze starałem się pomagać, być dobrym , uprzejmym, wyrozumiałym- tak
zostałem wychowany. Mam kilka postanowień odnośnie mnie i mojego życia- nie
będe pił , nie będe palił, nie będe zażywał żadnych narkotyków i nigdy nie
uderze kobiety. Wiem, może to co piszę wydaję się chaotyczne, nie ma żadnej
zachowanej formy pisowni, ale po prostu brak mi czasami słów, żeby to
wszystko opisać, a ja potrzebuję sie wygadać. Może nawet w takiej formie.
Kiedyś byłem uśmiechnięty, wesoły i niekiedy szalony. Oddałem całe swoje
serce kobiecie którą kochałem, całego siebie, ale po tych słowach moje serce
i część mnie umarła. Nie umiem sobie poradzić z tym, walczę już długo, ale
chyba się poddaję powoli. Nawet najsilnieszy musi kiedyś paść. Całe życie pod
górke, o wszystko musiałem sam walczyć, sam się starać,ale już nie mam siły
dźwigać tego ciężaru, a końca góry nie widać. Mam przyjaciół i znajomych-
pomagają mi jak mogą i jestem im za to bardzo bardzo wdzięczny-bo jak się
mówi"prawdziwych przyjaciół poznaję się w biedzie"- na szczęście tacy jeszcze
są. Każą mi się uśmiechać, ale ja nawet na siłę już nie mogę. Jak długo to
jeszcze będzie trwało? Jak długo muszę walczyć z tym? czy kiedyś nadejdzie
kres?
Obserwuj wątek
    • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 09:56
      Powinienem się cieszyć- mam dobrą pracę, mieszkam w wielkim mieście jakim jest
      Warszawa i co z tego? Kiedyś byłem tu samotny, a teraz jestem i samotny i sam..:
      ((
      • Gość: vrotka Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 10:18
        Biedaku.... trzymaj się!!!
        • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 10:24
          póki jeszcze mogę:(ale coraz większą mam chęć uklęknąć , wystawić głowę i
          czekać na ścięcie..
          • Gość: carlossino Re: Muszę się wygadać... IP: 195.94.210.* 06.01.05, 10:26
            Bracie..nawet najgorsze zawsze sie kiedys konczy...Jesli juz tyle
            wytrwałes,teraz bedzie juz tylko lepiej..Na pewno.. Trzymam kciuki i pozdrawiam
        • libressa Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 10:32
          Witam,
          całe nasze życie, to zazwyczaj walka, to poszukiwnie szansy na szczęście.
          Śmierć osób bliskich, to ból przeogromny, ale sprobuj spojrzeć na to tochę
          inaczej, że dane Ci było spędzic szczęśliwie czas kiedy byli obok.
          Wszyscy poszukujemy szczęścia, dla każdego oznacza coś innego, kiedy brakuje
          nam jego, zazwyczaj zamykamy sie w sobie, zapominamy,ze jednak jakies przyjemne
          rzeczy dzieją się obok, nie zapominajmy o nich. Podobno mamy to na co sami
          godzimy się, a może warto zebrać nawet te resztki sił i szukać dalej, nie bać
          sie chcieć i zyciu nadać jednak sens.
          Dziewczyna, byc może nie wytrzymała tej dramatycznej sytuacji, nie oceniaj jej
          zbyt surowo.
          Pozdrawiam
          Libressa
    • ice_ice Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 10:29
      Kiedy się czyta coś takiego, człowiek ma wyrzuty sumienia, że żyje i jest mu w
      życiu dobrze. Przykro mi, naprawdę, zwłaszcza z powodu rodziców. Co do
      dziewczyny - wiem, że teraz to boli, ale - chociaż to banał - czas leczy rany.
      Naprawdę. Tyle, ze to trwa, czasami rok, czasami pięć.

      Wydaje mi się, ze nietaktem byłoby Ci doradzać znalezienie sobie jakiegoś
      zajęcia, czy oderwania myśli od nieszczęść Cię spotykających, bo pewnie
      oderwanie od tego myśli możesz odbierać jako nielojalnośc wobec tych, co
      odeszli, lub są chorzy.

      Przykro mi i współczuję z Tobą.

      Pozdrawiam
      • Gość: vrotka Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 10:44
        Z dziewczyną miałem kiedyś podobnie. Wszystko było na dobrej drodze do ślubu
        ale moje miejsce zajął inny. Marnie się miałem, ale przyjaciele pomogli.
        Zajęli mnie tak, że nie miałem czasu dramatyzować. A z ex dzisiaj mamy b.dobre,
        przyjacielskie układy- korespondujemy, spotykamy się, gadamy o wszystkim - jak
        przyjaciele. Dodam, że każde z nas ma swoją rodzinę. Stresy mnęły. U Ciebie też
        będzie lepiej.
        • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 10:52
          Widzisz, ale to co innego. Ja byłem "za dobry". CZy bycie za dobrym w sensie-
          pomocny, opiekuńczy, uczynny jest dziś złe? Bo wydaję mi się,że być dziś
          chamem, złodziejem, bandytą to dobrze. Taki człowiek przynajmniej ma szacunek i
          uznanie.Każdy się go boi i takiemu jest dziś najlepiej. Dziś nie liczą się
          uczucia, dobroć, chęć niesienia pomocy, uczciwość- dziś wszystkim rządzi
          pieniądz, "morda", chamstwo. Dziś nikt już nie potrzebuję dobroci, bo za dobroć
          domu nie utrzymasz. Nie mówie, że nie mam pieniędzy, po prostu mam ich w sam
          raz, nie za dużo nie za mało-wystarczająco, ale głównie wkładałem we wszystko
          serce a nie pieniądze...ale czy warto tak dalej?
          • libressa Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 10:55
            Nie wszyscy są w stanie przyjąć zbyt dużą dawkę dobroci, miłosci,być może boją
            się,ze nie będą mogli odwzajemnić. Na nic zda sie tłumaczenie,ze jest to
            bezinteresowne.
            • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:05
              Od prawie roku mieszkam 200 km od mojego rodzinnego miasta. Pojawiałem się
              tylko w weekendy i w wolne dni w domu i u dziewczyny. Nie widywaliśmy się
              często, ale często rozmawialiśmy ze soba przez telefon. Wszystko o co mnie
              poprosiła, to zawsze jej pomagałem, nie potrafiłem odmówić- taki już mam
              walnięty charakter, ale też nie narzucałem się. Starałem się odwzajemnić ten
              czas kiedy się nie widywaliśmy, wszystko było w porządku, nigdy się nie
              kłóciliśmy, byliśmy naprawdę szczęśliwy, aż tu nagle jej się odmieniło. Wiem,
              że miała przez to same nieprzyjemności w domu, wiem że dostała niezły ochrzan
              od każdego kto ją znał, a mi kazali się nie przejmować.Ale ja nie mogę, nie
              mogę się z tym jeszcze pogodzić mimo że prawie 2 miesiące minęły od
              rozstania.Nie mam pojęcia ile jeszcze to czasu będzie trwało, ale ja już nie
              chce walczyć..
              • nickita13 Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:08
                o co nie chcesz walczyć???? o nią czy o siebie??? bo może o nią to juz nie
                wart .... trochę tego chodzi po świecie..... ale ty jestes jeden jedyny i może
                gdzies ktos na ciebie czeka i nie rób mu tego ....zawalcz o siebie.
                • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 13:29
                  Walczę o siebie, o to bym jeszcze miał siłę stanąć kiedyś na nogi, ale jak
                  narazie to się marnuje i zaczynam się bać sam siebie..
              • libressa Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:20
                Nie znam przypadku,zeby odległosć wyszła na dobre jakiemuś związkowi, jeśli
                podejuje się taką decyzję,przede wszystkim należy założyć rozstanie, niestety.
                Skoro podjęła taką decyzję coś musiało się wydarzyć, o czym nie wiesz.
                Kobiety działają na ogół pod wpływem emocji takie juz jesteśmy, troche inaczej
                postrzegamy rzeczywistość.Mężczyzna poddaje wszystko analizie, dlatego nie
                bardzo może zrozumieć irracjonalne zachowanie Kobiety.
                Nie doszukuj się winy w sobie, w niej, tamten czas należał do was, teraz jest
                juz inny czas dla ciebie i dla niej.
                Możesz spróbować zawalczyć,ale ja uważam ,ze to nie ma sensu, oczywiście mogę
                sie mylić :)
                • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:27
                  Jeśli chodzi o odległość, to na początku myślałem iż może mieć zły wpływ, ale
                  poźniej nie stanowiło to dla nas żadnego problemu. Ja miałem zajęcie, ona też i
                  było wszystko super. Miała się sprowadzić tu do mnie do Warszawy w lipcu 2005,
                  czekałem, przygotowywałem się powoli na to. Odległość nie stanowiła żadnego
                  problemu, to tylko 2 godziny drogi do mnie. Zanim wyjechałem spytałem się o jej
                  zdanie na ten temat-zgodziła się. Ja nie miałem się co zastanawiać , dostałem
                  dobrą pracę tylko w innym mieście. Nadal byliśmy szczęśliwi. Nikt kto nas znał
                  nie potrafi tego wytłumaczyć dlaczego..nikt.
                  • libressa Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:35
                    Czy wszystko w życiu musi mieć sens??
                    Czy na wszystko musimy znać odpowiedź??
                    Czasem dzieją sie sprawy, rzeczy od nas niezależne,
                    nie wszystko możemy przecież zmieniać, to los, przypadek,
                    czynniki zewnętrzne decydują za nas, nam pozostaje tylko pytanie, Dlaczego?
                    Dlatego nie powinniśmy zbyt długo zadawac sobie pytania, gdzyż są to problemy
                    nierozwiązywalne, a skoro takie są to przyjmijmy,że ich nie ma...
                    Inaczej będziemy tkwili w miejscu, w którym już nic nie wyrośnie...
              • Gość: vrotka Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 12:58
                Mówię Ci: tylko kumple- przyjaciele i balanga załatwiają sprawę. Ale musisz
                pójść na całość. Mnie wciągnęło ostro- trochę dlatego, że byłem przez to
                dziewczę mocno zamotany i życia poza nią nie widziałem. W balach odreagowałem
                kilka lat zniewolenia umysłu. Ale wszystko dobrze się skonczyło... jak w bajce
                • Gość: Tom Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 13:01
                  vrotek, nie kazdy musi byc kretynem
                  • Gość: vrotka Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 13:32
                    ???
          • nickita13 Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:06
            WARTO!!!! WARIACIE!!!warto..... nawet jeśli cię spotyka rozczarowanie.... dobro
            zawsze popłaca, może warto czasem znać granice wobec osób które wykorzystuję
            nas na tzw. "bezczela" ale na prwade warto.... zawsze coś ryzykujesz...ale jak
            nie tak to jak?? głowa w piasek?? Nigdy!!! po prostu spróbuj troche
            przeanalizowac tą twoją dobroć: może jednak czasem się oplacało...?
    • nickita13 Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:03
      oj...chyba nawet dobry scenażysta wyjątkowo dołującego dramatu lepiej nie
      wymyśliłby takiej okropniastej historii...:-((( przykro mi że tak ci się życie
      potoczyło, współczuję ci i lepiej niż ci się wydaje wiem co czujesz. Ale wiem
      tez jeszcze coś: to co teraz zrobisz ze swoim życiem zależy tylko od ciebie.
      masz przyjeciół - to dobrze, tego się trzymaj. Twoje życie - twoje decyzje.
      Smieć bliskich nie były twoimi decyzjami i nie miałes na nie wpływu. nie masz
      wyjścia - z tym się musisz pogodzić i nie zadręczać się. dziewczyna - to tęz
      jej decyzja była, może nie wytrzymała ciśnienia, może poznała Ciebie albo
      siebie z innej strony - cierpienie zmienia człowieka, nie obwiniaj za to ani
      siebie ani jej, tak wyszło. Tym tez się nie zadręczaj.... może kiedyś odzyskasz
      siły na tyle że zawalczysz o nia jeszcze raz a może spotkasz kogoś kto będzie
      chciał zawalczyć o ciebie. pomysl o jednym: czy jesteś naprawdę gotów tak się
      połozyć i czekać na koniec? poddać?? już nic nie chcesz od życia?? niczego już
      nie chcesz dośiwadczyć?? o niczym się przekonać?? jestes tego absolunie pewniem
      i jesteś świadom swojej decyzji??? Jeśli tak to twoje życie i twoje prawo robic
      z nim co zechcesz..... ale jeśli masz choć cień wątpliwości, choć cień chęci i
      odrobinkę siły - walcz bo warto!! życie jest tak niewarygodnym cudem, jest
      pełne niespodzianek i czarów :-) Limit na nieszczęścia wykorzystałes w całości
      za to i kilka następnych wcieleń - teraz może być tylko lepiej. Głowa do góry i
      uśmiechnij się do siebie, daj sobie szansę.
    • dorjana Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:07
      Bardzo ci wspólczuję.Smierć bliskich to cos okropnego.Stracilam ich nagle..i
      do dziś,mimo upływu lat ,to boli.
      A dobroc..wielkokrotnie przekonałam sie ,ze serce na dłoni czesto ans gubi,ale
      i ja nie potrafie inaczej.Nie zmieniaj sie,badź dobry,zobaczysz szczescie samo
      przyjdzie..musi upłynac troche czasu.
      • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:10
        Wszystko by wyglądało inaczej gdyby nie stało się to w jednym czasie. W ciągu 6
        miesięcy miałem 7 pogrzebów, 7 głębokich ciosów. Przed świętem 1 listopada
        pochowałem kolejną bliską osobę, a zaraz po niej rozstałem się z
        dziewczyną...wszytsko było by inaczej, ale to stało się za szybko i za dużo w
        jednym czasie...jednego ciężaru jeszcze nie podniosłem,a dostawałem
        kolejne...to boli..z tym rady sobie dać nie mogę..
        • nickita13 Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:18
          to akurat doskonale potrafię zrozumieć...jeszcze dobrze z jednego pogrzebu nie
          wrócisz a tu następny w kolejce.....:-(((( ale spróbuj spjrzec na to inaczej:
          nie ma co się w tym babrać, rozpatrywać i dołować.... widocznie tak miało być z
          jakiegos powodu... to dla ciebie cięzka próba ale do przejścia jeśli tylko
          zechcesz.....ale musisz chcieć. masz prawo rozpaczać, przezywać ale nie za
          długo.... jeśli potrzebujesz - daj sobie jeszcze trochę czasu, np. miesiąc, 3
          tygodnie.... a potem powiedz sobie dość!!! i zacznij znowu powolutku sie
          zbierać do kupki, może pogadaj z jakimś psychologiem, może z przyjacielem....
          ale zbierz się w garsc...wart, napradę warto.
          • dorjana Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 12:13
            Muszisz sie powolutkuz zebrac,najwazniejsze ze nie jestes sam...masz
            przyjaciól...trzymaj sie cieplutko,spróbuja nie myslec o tym wszystkim,ja wiem
            to trudne..ale całe zycie przed Tobą,wierze ze Odnajdziesz szczęscie lub Ono
            Ciebie.
            Pozdrawiam
    • didi83 Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 11:33
      :[
      Mam nadzieje, ze Szczescie Cie odnajdzie...
      :]***
      • Gość: inka Re: Muszę się wygadać... IP: *.k1.pl 06.01.05, 12:26
        Może Twoja sytuacja nie jest najlepsza ale mamy Nowy rok, pozytywnie myśląc
        przyjmijmy, że będzie lepszy od tych poprzednich lat. Czego Tobie sobie i
        wszystkim forumowiczą z całego serca życzę.
    • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 12:32
      Piszesz:
      Straciłem wiarę we wszystko oprócz Boga,

      Czekaj cierpliwie. Przypomnij sobie jak Bóg wynagrodził Hiobowi jego cierpienie.
      Ty też nie zostaniesz bez niczego.
      Pozdrawiam.
      • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 12:52
        Gdyby spojrzeć właśnie z tej strony przypominam takiego biblijnego Hioba, ale
        tylko w części. Prędzej przypominam Syzyfa, który pcha ten głaz na szczyt, a
        gdy dochodzi do szczytu wszystko zlatuje..i tak od nowa. Wiara w Boga jeszcze
        jest i mam nadzieję że kiedyś to się skończy, a chciałbym jak najszybciej.
        Dzięki za słowa otuchy. Dobrze jest znać zdanie osoby, której nie znam i która
        być może miała lub ma podobne zmartwienia i wie jak sobie radzić. Ale nikomu
        tego nie życzę..
        • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 13:12
          Wiesz, nie miałam tak tragicznych doświadczeń, ale też przeżywałam ciężkie
          chwile beznadziei i frustracji. Dzięki Bogu wyszłam z różnych opresji cało a
          moje życie jest lepsze niż kiedyś czego i Tobie życzę.
          Pozdrawiam.
          • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 13:19
            Gdy w tym przeklętym roku 2004 wydarzyło się już wszystko złe co mogło mieć
            miejsce, to pozostaje taka malutka wiara w to, że już nic gorszego wydarzyć się
            nie może..oby. Dzięki za miłe słowa:)
            • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 13:27
              Zawsze może się zdarzyć coś gorszego. Ale myślę, że Tobie zdarzy się coś
              cudownego i tego sie trzymaj.
              • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 13:34
                A kiedyś byłem mocny...miałem mocniejszą psychikę, ale tak to chyba jest jak
                się nagle wszystko niszczy. Poźniej nie zostaje nic.
                • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 13:42
                  To, że przechodzisz kryzys nie znaczy, że już po Tobie. Kryzys może przynieść
                  Twojej psychice zmiany na lepsze.
                  Nie załamuj się swoimi uczuciami i nie tłum ich ale staraj się je przeżywać z
                  Bogiem.
                  • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 13:46
                    Od 30 lipca 2002 nie tłumie nic już w sobie. Do tamtego czasu wszystko było
                    tłumione..poxniej powiedziałem dość
                    • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 13:52
                      > Od 30 lipca 2002 nie tłumie nic już w sobie. Do tamtego czasu wszystko było
                      > tłumione..poxniej powiedziałem dość
                      Tylko trzeba dawać temu upust w taki sposób, żeby się nie nakręcać i nie
                      pogrążać.
                      Co to za szczególna data?
                      • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 13:54
                        wtedy w wieku 24 lat miałem atak serca w ówczesnej wtedy pracy. Ponad 50 osób
                        to widziało, R-ka przyjechała a i tak Naczelniczka stwierdziła, że symulowałem..
                        • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 14:18
                          To naprawdę okropne. Powinieneś bardziej o siebie zadbać. Naprawdę trudno jest
                          Ci radzić jak to zrobić. Jak mi różne osoby radziły np długie spacery to mnie
                          szlag trafiał. Mi pomaga wygadanie się osobie, która wysłucha, przytuli a nie
                          daje wkurzające rady. Proszę też tę osobę o modlitwę.
                          Internet też jest niezły bo możesz anonimowo wylać swoje frustracje.
                          • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 14:36
                            I ja też wole się wygadać..a że lubie rozmawiać to tym bardziej..
                            • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 14:36
                              a anonimowy chyba dla jednej osoby z forum nie jestem.Tylko nie wiem czy tu
                              przesiaduje...
                              • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.05, 14:51
                                To może spotkacie się w realu.
                                Pozdrawiam.
                                • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 14:54
                                  Znam ją w realu, właśnie dzięki forum. Jest przefajną osóbka:)i pomocną i do
                                  dziś utrzymujemy kontakt mailowy:)W międzyczasie pisze z firmowej poczty..
                                  • Gość: Lalla Re: Muszę się wygadać... IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.05, 07:14
                                    No to super. Ja mam za mało znajomych, chciałabym mieć więcej. Więc są ludzie,
                                    którzy pod różnymi względami mają od Ciebie gorzej.
                                    Korzystaj z tego co masz.
    • Gość: LANKA Re: Muszę się wygadać... IP: *.Zabrze.Net.pl 06.01.05, 14:50
      SŁUCHAJ... POPRZEDNI ROK BYŁ ROKIEM PRZESTĘPNYM. STRACIŁAM DZIECKO, WIELE WYCIERPIAŁAM... POPATRZ NA LUDZI DOOKOŁA. ONI CIERPIĄ JESZCZE BARDZIEJ. SĄ NIECHCIANE DZIECI, SĄ SAM,OTNE MATKI, SA LUDZIE BEZ PRACY I ŚRODKÓW DO ŻYCIA...
      PRZESTAŃ MYŚLEĆ TYLKO O SOBIE, ROZEJRZYJ SIĘ WOKÓŁ I POMÓŻ IM. ODZYSKASZ SENS ISTNIENIA.
      • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 14:55
        moja pomoc została odrzucona..
        • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 14:55
          Przykro mi bardzo z powodu Twojego dziecka, to dramat dla rodziców. Przyjm moje
          najszczersze kondolencje..
    • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 15:54
      Dziękuje wszystkim za ciepłe słowa otuchy..to pomocne i potrzebne.
      • Gość: konwalia52 Re: Muszę się wygadać... IP: 217.153.136.* 06.01.05, 16:22
        Przeczytałam wszystkie wpisy i nagle poczułam, jak nie jestem sama z moimi
        cierpieniami, jakie to wszystko podobne.i wciąż nadzieja na lepsze jutro...
        • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 16:30
          Ty masz chociaż nadzieję, która we mnie umarła..Masz siłe, doceniam Cie..i
          gratuluję a także życzę większej wiary w siebie, gdybym miał swoją to bym Ci ją
          dał..
          • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 06.01.05, 16:32
            Prawda jest taka" Jak chłop płacze to musi być święto"..
            • Gość: Basia23 Re: Muszę się wygadać... IP: *.magma-net.pl 06.01.05, 17:11
              Przeczytałam wszystkie komentarze...jest mi naprawdę przykro. Sama miałam
              zawirowania w swoim życiu, teraz jest już lepiej, nie rewelacyjnie, ale lepiej.
              W pewnym sensie Cię rozumiem...ciężko jest myśleć pozytywnie skoro cały świat
              runął. Kiedy czuje sie ta pustke w sercu...Jedyne co mogę doradzić to to abyś
              postarał sie wytrwać , nie poddawał się...nic na siłę...wszystko po kolei samo
              zacznie sie układać. Nie próbuj zmuszać sie na siłę do zabawy...taki okres
              trzeba przeczekać, przeboleć, a czasem nawet popłakać. Dobrze że masz
              przyjaciół, którym możesz się wygadać, którzy służą dobrym słowem, na których
              możesz liczyć:))) Życzę powodzenia mam nadzieję że powoli zacznie układać sie
              także i u Ciebie. Z całego serca Ci tego życzę.
    • Gość: js Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 20:53
      przeszedłeś przez to co ja 2 lata temu, tyle że jeszcze ja chorowałem i jestem
      starszy od ciebie. Myślę, że takich jak my jest bardzo dużo.
      Smutek po utraconej miłości jest jak żałoba, musi mieć swoje fazy. Przechodzi.
      Ja nie myślę o niej już całymi dniami, mam więcej ochoty by coś robić. To
      przychodzi powoli. Uważaj na zdrowie, bo stres zabija. Depresja przyspiesza
      zawały i nowotwory, tak twierdzą naukowcy. Polecam dużo sportu, tran i słońce.
      Nie bierz prochów, po Prozaku można sobie strzelić samobója. Najlepsza jest
      jakaś nowa kobieta, nawet na chwilę, bo dotyk i bliskość innej osoby też działa
      jak lekarstwo. Psychoterapia u dobrego psychologa może pomóc odpowiedzieć sobie
      na pytania, których sami sobie nie postawimy lub nie znamy do nich drogi.
      Powodzenia, wyjdziesz z tego.
      • Gość: js Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 21:03
        nie przeczytałem wszystkich wypowiedzi przed moim postem. Teraz z pewnoscią
        poradzę ci psychologa(dobrego). Jest coś w tobie co mi przypomina mnie. Myślę,
        że jestes za młody by ogarnąć siebie samego. A najwyraźniej ci tego trzeba.
        • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 08:18
          Możliwe że tak zrobie, bo już nie mam zamiaru się zadręczać tymi myślami. Dziś
          wracam do domu na weekend, spotkam się z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną. Oni
          napewno będą starali się pomóc...Gdy oni mnie kiedyś prosili, również nie
          potrafiłem im odmówić..a teraz czas na mnie..
          • libressa Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 08:34
            Powodzenia! :)
            • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 08:41
              Dzięki...dzięki jeszcze raz za pomoc i doradztwo...
              • libressa Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 08:42
                To były tylko sugestie, miło mi :)
              • Gość: Basia23 Re: Muszę się wygadać... IP: *.magma-net.pl 07.01.05, 09:36
                Powodzenia i trzymaj się. Sądzę że psycholog to dobry pomysł...sama także
                skorzystałam z pomocy psychologa. Mam nadzieję że wszystko sie ułoży.
                • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 09:42
                  Dzięki:)Jednak są jeszcze na tym świecie prawdziwi ludzie:)a nie tylko
                  wyśmiewcy..ale i tacy pewnie też się znajdą, ale zmądrzeją kiedy przytrafi się
                  coś takiego jak mi...czego nikomu nie życzę..
    • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 10:56
      Prośba jeszcze o rade..
      Co mam powiedzieć innej dziewczynie, która gdy się dowiedziałem iz nie jestem
      już ze swoją dziewczyną, ciągle nalega bym się z nią spotykał? Ja nie chce
      chyba narazie angażować się w jakiś związek-potrzebuje czasu, bo ja jeszcze
      kocham moją byłą. Wiem,że ta dziewczyna jest za mną, stara się pomóc mi jak
      tylko może bym przestał tak bardzo myśleć i wczoraj powiedziała mi, iż
      obudziłem w niej coś co było głęboko zakopane (ona też przeżyła rozstanie przed
      zaręczynami i się zamknęła w sobie). Tylko, że ja nie wiem co takiego zrobiłem,
      nie dawałem jej żadnych sygnałów, że chce być z nia czy z jakąkolwiek inną..to
      była moja znajoma i tyle. Głupio mi było odpowiadać, bo dziewczyna się
      rozpłakała, gdy jej powiedziałem że ja potrzebuje czasu, narazie nie chcę się
      angażować w związki..powinna to zrozumieć..to ona mówi, że właśnie widzi
      siebie, bo tak jak ja to ona kiedyś wyglądała i że boi sie o mnie... Co ja mam
      jej odpowiedzieć? Szkoda mi dziewczyny, ale naprawde ja jeszcze kocham moją
      byłą i ciągle mam chyba złudne nadzieję,że będzie lepiej...
      • kaya_ja Re: Muszę się wygadać... 07.01.05, 11:22
        to było normalne, że ją to zabolało i rozpłakała się...
        ale nic na siłę przemyśli i zrozumie zobaczysz
        nie możesz robić nic wbrew sobie, nie w takim trudnym okresie
        długa rozmowa pomoże wam obojgu:)
        pozdrawiam ciepło, uściski...
        3maj się :):):):):)

    • Gość: Cheyenne Znajomi opowiedzieli mi niedawno IP: 217.97.145.* 07.01.05, 11:44
      calkiem podobna historie, tyle ze dotyczy chlopaka, ktorego kiedys znalam.

      W odroznieniu od innych nie umiem pocieszac w takiej sytuacji, nie bede
      probowac....
      Ale baardzo, bardzo Ci wspolczuje..
      • bmwariat Re: Znajomi opowiedzieli mi niedawno 07.01.05, 11:52
        Czy to nie ty organizujesz spotkania w Warszawie? Tak się składa,że jestem
        tutaj i może bym zaczął robić jakieś "ucieczki" od myśli..może poskutkuje...
        • Gość: konwalia52 Re: Znajomi opowiedzieli mi niedawno IP: 217.153.136.* 07.01.05, 12:23
          Dziś czytam komentarze, które są do Ciebie, i leczę się sama nimi, to pomaga...
          • bmwariat Re: Znajomi opowiedzieli mi niedawno 07.01.05, 12:27
            Bo to naprawdę pomaga....
            Pozdrawiam
        • Gość: Cheyenne Re: Znajomi opowiedzieli mi niedawno IP: 217.97.145.* 07.01.05, 14:28
          W kazdej chwili mozesz sie przylaczyc ;-)

          Szczegoly znajdziesz na watku sylwestrowym. Reszta zalezy od Ciebie.
          Pozdrawiam
    • Gość: sj Re: Muszę się wygadać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 17:47
      ale to nie jest pisane pod program radiowy?
      • bmwariat Re: Muszę się wygadać... 10.01.05, 08:40
        Nie...to nie było pisane pod żaden program radiowy. To napisało życie..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka