luzer
10.03.05, 00:11
Dzisiaj mieliśmy w naszym domu kultury coś, co nazywa się: "Szkolenie
w zakresie BHP". To coś, przeznaczone dla pracowników domu kultury oraz
miejskiej biblioteki wraz z jej wiejskimi filiami, trwało pięć godzin i było
śmiertelnie nudne, mimo, że prowadzone było przez profesjonalnego, opłacanego
za ciężką kasiorę, prelegenta. Gdzieś około czwartej godziny zacząłem się z
nudów rozglądać po sali i czynić obserwacje - w jaki sposób owa fachowa wiedza
jest przyswajana przez tzw. "masy". Efekty spostrzeżeń zacząłem spisywać na
serwetkach i w ten sposób powstał poniższy poemacik socjologiczny. :))
Poemacik o szkoleniu BHP
(Fredrowską frazą, przez Luzera niejakiego, napisany)
Motto:
Czy po woli, czy - niewoli,
w BHP się w mig wyszkolisz.
W środku nocy (o dziesiątej)
to szkolenie ma początek.
Powodzenie też ma duże:
w końcu będzie o kulturze...
Pan prelegent z namaszczeniem,
posadziwszy swe siedzenie
na krzesełku prezydialnym,
w ton uderzył oficjalny.
Na widownię wpełzła cisza,
nawet muchę byś usłyszał,
chociaż jedno mąci ciszę -
gdy księgowa z pasją pisze
na serwetce swe notatki -
pisak zgrzyt wydaje hadki.
Ale ona - podniecona
do swojego tuli łona
wszystkie punkty, paragrafy,
artykuły i parafy -
słowem - całe to badziewie
wchłania - niczym opium - w siebie.
Panie z filii biblioteki,
w ławach skrywszy się dalekich,
śledzą smętne te występy,
wzrok utkwiwszy przed się, tępy.
Biedni, śpiący instruktorzy,
z racji wczesnej pory - chorzy,
siedzą tu zrezygnowani,
niewyspani, skacowani...
Każdy w inną patrzy stronę,
te "artisty pier**lone",* -
z ich cierpiących widać twarzy,
że o flaszce znów dziś marzą.
Prelegenta gładka gadka
wiedzie teraz o wypadkach:
czy ktoś wyrżnie się na sali,
czy ze schodów się obali,
czy poślizgnie się na stole,
czy zatruje alkoholem,
czy się pokaleczy szklanką,
czy zakleszczy z koleżanką,
nawet, gdy dostanie w mordę,
walcząc z dzieci dziką hordą -
wszystko będzie super-cacy,
gdy wydarzy się - PRZY PRACY!!!
A więc - jeśli na ulicy
żul cię zechce łokalicyć,
zanim cię unieprzytomni,
ty - do firmy go zaciągnij!!!
Czas, jak rzeczka wolno ciecze,
(teraz temat ubezpieczeń...)
ktoś tam wzdycha w ciężkiej próbie,
ktoś śpi, ktoś tam w nosie dłubie,
lecz do końca wciąż daleko,
a na końcu jeszcze czeka
test - by wszyscy napisali
o tym, czego... nie słuchali...
Szczęściem - sam prelegent miły
podpowiada i, co siły
wciąż pomaga, bo też pragnie,
by test został zdany ładnie!
Po wykładzie i po teście
ni mężowi, ni niewieście
nie są obce: nocą, z rana -
wszelkie BHP arkana.
A gdy spyta kto, po pracy,
jak okazję wyłonacyć:
wiemy to już ostatecznie -
HIGIENICZNIE I BEZPIECZNIE...!!!
______________________________________________________
* tak instruktorów nazywają panie z administracji :))