survey06
23.05.05, 14:40
Na jednym z sąsiednich (i chyba zaprzyjaźnionych) forów postawiono mi
pytanie, dlaczego uważam Abu Dhabi za najpiękniejsze miasto arabskie?
Zebrałem się w sobie i spisałem kilka powodów, dla których tak uważam.
Przedstawiam je poniżej. Celowo wybrałem to „nasze” expate’ów forum, bo mam
nadzieję, że inni expate’ci odważą się również zabrać głos w temacie: „Mój
sentyment do………..[w miejsce kropek proszę wstawić nazwę miejscowości, kraju,
regionu,itp.] „
Serdecznie pozdrawiam.
Dlaczego Abu Dhabi ?
Przepraszam, że nie odpowiedziałem od razu na Twoje pytanie. Jakoś temat
wcześniej uciekł mojej uwadze. Ale powiem szczerze. Do Abu Dhabi mam stosunek
silnie emocjonalny. To było pierwsze miejsce mojej pracy na długim szlaku
życia i pracy expate’a. Tam właśnie wiedzę teoretyczną wyniesioną z
Politechniki Warszawskiej oraz pewne doświadczenie nabyte na budowach w
Kozienicach i Siedlcach (miałem też krótki „incydent pracy” w Biurze
Projektów) mogłem zweryfikować z tym, co wtedy w zakresie organizacji budów,
prowadzenia kontraktów, nadzoru, sprawdzania i przestrzegania norm i
standardów, aspektów prawnych, finansowania inwestycji, spraw handlowych,
księgowych, relacji z Inwestorem (wtedy to był słynny WED: Water &
Electricity Departament; Government of Abu Dhabi) oraz nadzorem (Consulting
Engineers; było dwóch: wpierw Lohmayer a później Tebodin) mogłem w praktyce
zweryfikować. Oddzielną i ciekawą sprawą było przygotowywanie na miejscu
ofert na przetargi oraz same procedury przetargowe oparte na standardach
amerykańskich lub brytyjskich, Nie ukrywam, że okres pracy w Abu Dhabi to
była również znakomita szkoła dokształcenia się w znajomości języka
angielskiego oraz praktyczne poznanie i codzienne stosowanie zawodowego
słownictwa technicznego. Bywało, że od polskiego kierownictwa budowy
dostawałem zdrowo w kość. Czasami musiałem pracować po 12-14 godzin. Ale nie
żałuję potu, nerwów i często nieprzespanych nocy z tamtego okresu. To było
DOŚWIADCZENIE, jakiego nigdzie indziej bym nie zdobył. Zdobyty kapitał
tamtych dni i miesięcy bardzo mnie się przydał później w życiu. Wykorzystałem
też, myślę, że w stopniu maksymalnym, możliwość bliższego poznania życia,
obyczajów, mentalności, kultury, częściowo języka społeczności arabskiej. Bo
tak jak my Europejczycy stanowiliśmy mieszankę różnych narodowości, to tak
samo w Abu Dhabi żyli i pracowali Egipcjanie, Algierczycy, Palestyńczycy,
Libańczycy, Jemeńczycy ale tez i wielu, wielu innych.
W Abu Dhabi spędziłem z przerwami około 10 miesięcy w latach 1977-78. Miasto
na moich oczach zmieniało się w zaskakującym tempie. Z pierwszego 2
miesięcznego pobytu zapamiętałem w zasadzie tylko położony centralnie pałac
za dużym białym murem, jedyny wieżowiec na Corniche’u ze szkła i aluminium
przynależny do BCC (Bank of Credit & Commerce), kościół, oraz Khaladya Palace
Hotel ze śliczną czystą szeroką piaszczystą plażą, gdzie przyjeżdżaliśmy się
wykąpać i popływać. Popływać i … zobaczyć delfiny przepływające lub
baraszkujące w odległości kilkunastu metrów.
Jeśli spojrzałeś z ronda z Clock Tower przy Corniche w kierunku południowym
na Shara-al-Mathar to wzdłuż całej ulicy aż po horyzont widać było wtedy
tylko nieliczne bloki-apartamentowce i biurowce. Stąd, bardzo blisko do
centralnego bazaru, gdzie znajdowała się „stajnia” wielbłądów. Tam właśnie
kończyły swój szlak karawany pustynne. Wtedy już coraz rzadsze, ale dla nas
stanowiły ciągle atrakcję i sensację.
Miasto dopiero łapało swój pierwszy boom budowlany. Budynki mieszkalne,
centra handlowe, siedziby banków, kompleksy rządowe dopiero powstawały. WED,
przykładowo, mieścił się tymczasowo w dwu piętrowym budynku (właściwie
pawilonie) w północno-wschodniej części miasta gdzie dojazd był fatalny.
Trwała jeszcze budowa drugiego mostu łączącego wyspę ze stałym lądem. Wtedy
dopiero, co otwarto autostradę do Dubai. Nie było dróg asfaltowych w kierunku
na Al Ain, ani do granicy z Katarem i Arabią Saudyjską. Mussafah Industrial
Center istniało w planach, a Baniyas (o ile dobrze pamiętam) był w pierwszej
fazie realizacji. Stare lotnisko, chociaż niedawno otwarte już „pękało w
szwach”. Tutaj lądowały wszystkie liczące się światowe linie lotnicze. Port
lotniczy w Dubai od roku 1979 przejął formalnie pierwszeństwo w Emiratach pod
względem ilości obsłużonych pasażerów, o czym zdecydowało (między innymi)
uruchomienie tam jednego z największych i najtańszych Duty Free Centre.
Dla mnie, Abu Dhabi kojarzy się z miejscem gdzie wszystko lub prawie wszystko
można było (w tamtych czasach, bo nie wiem czy teraz?) załatwić bez procedur
biurokratycznych. W oparciu o wzajemne zaufanie, uczciwość i rzetelność w
podejściu do swoich obowiązków. W tym bardzo wiele, po prostu na telefon. Nie
zapomnę mojego zaskoczenia, gdy zadzwoniłem do magazynu z materiałami
budowlanymi i po upewnieniu się, że towar jest na składzie, sprzedawca
zaoferował się dostarczyć zamówienie wprost na budowę. I tak się stało. Po
prawie dwóch godzinach na plac budowy przyjechał pick-up. Kierowca z
pomocnikiem rozładował towar do magazynu, wziął pokwitowanie, zostawił
fakturę i odjechał nie martwiąc się wcale o zapłatę, ani kiedy ona nastąpi.
Wtedy to była wielka frajda łączyć się telefonicznie z całym światem. (akurat
połączenia z KS-ami trzeba było zamawiać przez operatora) Wykręcasz (raczej
winno być: wciskać przyciski telefonu) numer kierunkowy Stanów Zjednoczonych,
numer abonenta i… po kilku sekundach rozmawiasz z kuzynem w Illinois.Kiedy w
Polsce, wtedy, tylko mozna było tak sie łaczyc z Paryzem i Sztokholmem.
Przyjemnym zaskoczeniem było, gdy na tydzień przed moim wylotem zadzwonił
przedstawiciel Swissair’u z biura w Abu Dhabi. Mimo, że miałem tylko
bilet „Monkey Class” a nie żadnej Business czy tym bardziej Executive i
upewnił się odnośnie zrobionego wcześniej bookingu oraz przy okazji spytał o
moje preferencje, co do miejsca i strefy (dla palących czy niepalących) w
samolocie. Po czym podał mi numer miejsca.
Innym razem wylatując z Abu Dhabi, Air France zażądał ode mnie okazania wizy
tranzytowej. I napotkałem „ścianę” w sekcji wizowej Ambasady Francji. Jako
obywatel kraju spoza „rideau de fer” obowiązywał mnie przynajmniej 3
tygodniowy czas oczekiwania na łaskę lub niełaskę francuskich urzędników. A
termin wylotu już był stosunkowo blisko. Zmiana trasy przelotu, a tym samym i
biletu, pociągała inne możliwe wtedy życiowe komplikacje. O moim problemie z
wizą, zupełnie przypadkowo zgadałem się z jednym inżynierem od Tebodin’a –
Kanadyjczykiem. Gdy to usłyszał, to z miejsca napisał odręczny list
rekomendacyjny do konsula i, ……48 godzinną francuską wizę tranzytową
otrzymałem w 2 godziny po złożeniu paszportu.
Jeśli wspomniałem już o uczciwości to nie mogę pominąc jednej historii. Na
końcu falochronu, który ma swój początek przy Hilton International (wtedy
istniał tylko ten jeden falochron i był o połowę krótszy niż obecnie. Nie
było żadnego Al Lulu) po wieczornej kąpieli w Zatoce, jeden z kolegów
zostawił tam swoją torbę z paszportem, biletem i gotówką w kwocie ponad 1.500
US Dolarów. Zgubę zauważył dopiero po 11-ej w nocy, a więc po 5 godzinach.
Pojechaliśmy „na cypel” sprawdzić właściwie tylko ot tak dla świętego
spokoju. I jakie zaskoczenie! Torba leżała tam gdzie ją zostawił i nic z niej
nie zginęło. A miejsce to było wieczorami masowo odwiedzane całymi rodzinami
arabskimi i przez pozostałych obcokrajowców, gdzie sobie urządzali pikniki i
kąpiele w ciepłych wodach Zatoki Arabskiej.
W tamtych czasach, dla nas Polaków, największą atrakcją i zaskoczeniem była
możliwość zaopatrywania się w Abu Dhabi w tanią i dobrą elektronikę.