Dodaj do ulubionych

Mój sentyment do……….

23.05.05, 14:40
Na jednym z sąsiednich (i chyba zaprzyjaźnionych) forów postawiono mi
pytanie, dlaczego uważam Abu Dhabi za najpiękniejsze miasto arabskie?
Zebrałem się w sobie i spisałem kilka powodów, dla których tak uważam.
Przedstawiam je poniżej. Celowo wybrałem to „nasze” expate’ów forum, bo mam
nadzieję, że inni expate’ci odważą się również zabrać głos w temacie: „Mój
sentyment do………..[w miejsce kropek proszę wstawić nazwę miejscowości, kraju,
regionu,itp.] „
Serdecznie pozdrawiam.


Dlaczego Abu Dhabi ?

Przepraszam, że nie odpowiedziałem od razu na Twoje pytanie. Jakoś temat
wcześniej uciekł mojej uwadze. Ale powiem szczerze. Do Abu Dhabi mam stosunek
silnie emocjonalny. To było pierwsze miejsce mojej pracy na długim szlaku
życia i pracy expate’a. Tam właśnie wiedzę teoretyczną wyniesioną z
Politechniki Warszawskiej oraz pewne doświadczenie nabyte na budowach w
Kozienicach i Siedlcach (miałem też krótki „incydent pracy” w Biurze
Projektów) mogłem zweryfikować z tym, co wtedy w zakresie organizacji budów,
prowadzenia kontraktów, nadzoru, sprawdzania i przestrzegania norm i
standardów, aspektów prawnych, finansowania inwestycji, spraw handlowych,
księgowych, relacji z Inwestorem (wtedy to był słynny WED: Water &
Electricity Departament; Government of Abu Dhabi) oraz nadzorem (Consulting
Engineers; było dwóch: wpierw Lohmayer a później Tebodin) mogłem w praktyce
zweryfikować. Oddzielną i ciekawą sprawą było przygotowywanie na miejscu
ofert na przetargi oraz same procedury przetargowe oparte na standardach
amerykańskich lub brytyjskich, Nie ukrywam, że okres pracy w Abu Dhabi to
była również znakomita szkoła dokształcenia się w znajomości języka
angielskiego oraz praktyczne poznanie i codzienne stosowanie zawodowego
słownictwa technicznego. Bywało, że od polskiego kierownictwa budowy
dostawałem zdrowo w kość. Czasami musiałem pracować po 12-14 godzin. Ale nie
żałuję potu, nerwów i często nieprzespanych nocy z tamtego okresu. To było
DOŚWIADCZENIE, jakiego nigdzie indziej bym nie zdobył. Zdobyty kapitał
tamtych dni i miesięcy bardzo mnie się przydał później w życiu. Wykorzystałem
też, myślę, że w stopniu maksymalnym, możliwość bliższego poznania życia,
obyczajów, mentalności, kultury, częściowo języka społeczności arabskiej. Bo
tak jak my Europejczycy stanowiliśmy mieszankę różnych narodowości, to tak
samo w Abu Dhabi żyli i pracowali Egipcjanie, Algierczycy, Palestyńczycy,
Libańczycy, Jemeńczycy ale tez i wielu, wielu innych.

W Abu Dhabi spędziłem z przerwami około 10 miesięcy w latach 1977-78. Miasto
na moich oczach zmieniało się w zaskakującym tempie. Z pierwszego 2
miesięcznego pobytu zapamiętałem w zasadzie tylko położony centralnie pałac
za dużym białym murem, jedyny wieżowiec na Corniche’u ze szkła i aluminium
przynależny do BCC (Bank of Credit & Commerce), kościół, oraz Khaladya Palace
Hotel ze śliczną czystą szeroką piaszczystą plażą, gdzie przyjeżdżaliśmy się
wykąpać i popływać. Popływać i … zobaczyć delfiny przepływające lub
baraszkujące w odległości kilkunastu metrów.

Jeśli spojrzałeś z ronda z Clock Tower przy Corniche w kierunku południowym
na Shara-al-Mathar to wzdłuż całej ulicy aż po horyzont widać było wtedy
tylko nieliczne bloki-apartamentowce i biurowce. Stąd, bardzo blisko do
centralnego bazaru, gdzie znajdowała się „stajnia” wielbłądów. Tam właśnie
kończyły swój szlak karawany pustynne. Wtedy już coraz rzadsze, ale dla nas
stanowiły ciągle atrakcję i sensację.

Miasto dopiero łapało swój pierwszy boom budowlany. Budynki mieszkalne,
centra handlowe, siedziby banków, kompleksy rządowe dopiero powstawały. WED,
przykładowo, mieścił się tymczasowo w dwu piętrowym budynku (właściwie
pawilonie) w północno-wschodniej części miasta gdzie dojazd był fatalny.
Trwała jeszcze budowa drugiego mostu łączącego wyspę ze stałym lądem. Wtedy
dopiero, co otwarto autostradę do Dubai. Nie było dróg asfaltowych w kierunku
na Al Ain, ani do granicy z Katarem i Arabią Saudyjską. Mussafah Industrial
Center istniało w planach, a Baniyas (o ile dobrze pamiętam) był w pierwszej
fazie realizacji. Stare lotnisko, chociaż niedawno otwarte już „pękało w
szwach”. Tutaj lądowały wszystkie liczące się światowe linie lotnicze. Port
lotniczy w Dubai od roku 1979 przejął formalnie pierwszeństwo w Emiratach pod
względem ilości obsłużonych pasażerów, o czym zdecydowało (między innymi)
uruchomienie tam jednego z największych i najtańszych Duty Free Centre.

Dla mnie, Abu Dhabi kojarzy się z miejscem gdzie wszystko lub prawie wszystko
można było (w tamtych czasach, bo nie wiem czy teraz?) załatwić bez procedur
biurokratycznych. W oparciu o wzajemne zaufanie, uczciwość i rzetelność w
podejściu do swoich obowiązków. W tym bardzo wiele, po prostu na telefon. Nie
zapomnę mojego zaskoczenia, gdy zadzwoniłem do magazynu z materiałami
budowlanymi i po upewnieniu się, że towar jest na składzie, sprzedawca
zaoferował się dostarczyć zamówienie wprost na budowę. I tak się stało. Po
prawie dwóch godzinach na plac budowy przyjechał pick-up. Kierowca z
pomocnikiem rozładował towar do magazynu, wziął pokwitowanie, zostawił
fakturę i odjechał nie martwiąc się wcale o zapłatę, ani kiedy ona nastąpi.
Wtedy to była wielka frajda łączyć się telefonicznie z całym światem. (akurat
połączenia z KS-ami trzeba było zamawiać przez operatora) Wykręcasz (raczej
winno być: wciskać przyciski telefonu) numer kierunkowy Stanów Zjednoczonych,
numer abonenta i… po kilku sekundach rozmawiasz z kuzynem w Illinois.Kiedy w
Polsce, wtedy, tylko mozna było tak sie łaczyc z Paryzem i Sztokholmem.

Przyjemnym zaskoczeniem było, gdy na tydzień przed moim wylotem zadzwonił
przedstawiciel Swissair’u z biura w Abu Dhabi. Mimo, że miałem tylko
bilet „Monkey Class” a nie żadnej Business czy tym bardziej Executive i
upewnił się odnośnie zrobionego wcześniej bookingu oraz przy okazji spytał o
moje preferencje, co do miejsca i strefy (dla palących czy niepalących) w
samolocie. Po czym podał mi numer miejsca.

Innym razem wylatując z Abu Dhabi, Air France zażądał ode mnie okazania wizy
tranzytowej. I napotkałem „ścianę” w sekcji wizowej Ambasady Francji. Jako
obywatel kraju spoza „rideau de fer” obowiązywał mnie przynajmniej 3
tygodniowy czas oczekiwania na łaskę lub niełaskę francuskich urzędników. A
termin wylotu już był stosunkowo blisko. Zmiana trasy przelotu, a tym samym i
biletu, pociągała inne możliwe wtedy życiowe komplikacje. O moim problemie z
wizą, zupełnie przypadkowo zgadałem się z jednym inżynierem od Tebodin’a –
Kanadyjczykiem. Gdy to usłyszał, to z miejsca napisał odręczny list
rekomendacyjny do konsula i, ……48 godzinną francuską wizę tranzytową
otrzymałem w 2 godziny po złożeniu paszportu.

Jeśli wspomniałem już o uczciwości to nie mogę pominąc jednej historii. Na
końcu falochronu, który ma swój początek przy Hilton International (wtedy
istniał tylko ten jeden falochron i był o połowę krótszy niż obecnie. Nie
było żadnego Al Lulu) po wieczornej kąpieli w Zatoce, jeden z kolegów
zostawił tam swoją torbę z paszportem, biletem i gotówką w kwocie ponad 1.500
US Dolarów. Zgubę zauważył dopiero po 11-ej w nocy, a więc po 5 godzinach.
Pojechaliśmy „na cypel” sprawdzić właściwie tylko ot tak dla świętego
spokoju. I jakie zaskoczenie! Torba leżała tam gdzie ją zostawił i nic z niej
nie zginęło. A miejsce to było wieczorami masowo odwiedzane całymi rodzinami
arabskimi i przez pozostałych obcokrajowców, gdzie sobie urządzali pikniki i
kąpiele w ciepłych wodach Zatoki Arabskiej.

W tamtych czasach, dla nas Polaków, największą atrakcją i zaskoczeniem była
możliwość zaopatrywania się w Abu Dhabi w tanią i dobrą elektronikę.
Obserwuj wątek
    • iwa_ja Re: Mój sentyment do………. 23.05.05, 23:16
      Baghdadu.
      Pierwszy raz wylądowałam tam koło północy, w czerwcu 1978 roku (!). Pierwszy
      raz samolotem. Pierwszy raz w krajach arabskich (jestem, byłam arabistką).
      Lotnisko było jeszcze stareńkie. Smród, brud i ubóstwo. Miał na mnie czekać
      przedstawiciel branchu, żeby mnie zawieźć do hotelu, a rano miałam dalej lecieć
      do Basry. W delegację dano mi dolary. Nikt na mnie nie czekał. Więc podeszłam
      do jakiegoś urzędasa i nalepszym, na jaki mnie wtedy było stać arabskim (na
      studiach miałam tylko klasyczny arabski, że w Iraku dialekt jest taki, jaki
      jest, nie miałam pojecia) powiedziałam, ze przyleciałam z Polski, że miał na
      mnie czekać pan X i żeby to ogłosił przez megafon. A on na to, że ...nie mówi
      po angielsku.
      Rany boskie, przyleciałam jako tłumaczka, a ten facet mnie nie rozumie!
      Poszukałam innego i to samo po angielsku...
      Poszło przez megafon.
      Podszedł do mnie Arab. I po angielsku, że pan X nie mógł, że on ma mnie zawieźć
      do hotelu itd. Byłam swieżo po ślubie, ostrzegano mnie przed haremami itd.
      Kiedy ten Arab zatrzasnął moją walizke w bagażniku, no, nie powiem, miałam
      miękkie nogi. W nocy, bez ichniejszych pieniędzy, języka raczej nie znałam, jak
      się okazało i ten Arab.
      Przestraszyłam się, że zawiezie mnie do hotelu i...
      Pomyślałam, że zrobię jakąś ściemę, że sie zdesantuję. Zapytałam, czy ma dużo
      czasu, bo nigdy nie byłam w Baghdadzie (a, zapomniałam, Arab, okazało się, znał
      klasyczny, więc zaczęłiśmy gadać) i może byśmy trochę pozwiedzali.
      Nigdy tego nie zapomnę. Z duszą na ramieniu oglądałam samochodowo Baghdad by
      night. Do piątej rano. Do odlotu samolotu do Basry.
      A w dwa lata później zamieszkałam w Baghdadzie, w dzielnicy Karrada. Jeżeli
      ktoś nie wie, co to znaczy Karrada, niech żałuje. To taka dzielnica - cepelia.
      Pełno starych sklepów z bibelotami. Szmaty, mięcho, złoto itd. Uwielbiałam się
      tam włoczyć po nocy. Po nocy, bo w dzień tam cicho (upał). Miałam
      zaprzyjaźnionych sklepikarzy, którzy na mój widok wystawiali stolik i krzesła
      przed sklepik, stawiali kawę i strasznie, okropnie słodkie ciasteczka i pytali
      o samopoczucie i zdrowie rodziny, tak gdzieś do piątego pokolenia.
      Niesamowita atmosfera. Myślę, że gdybym nie znała języka, nie mogłabym tak
      wsiąkać w to miasto. W dzień sennie i pusto, ale pod wieczór...
      Pamiętam dyskotekę w hotelu (niech mi ktoś przypomni, to Sheraton? z
      kryształową windą na zewnątrz?). Spiewała Madonna i do tego jej śpiewu tańczyła
      kupa rekrutów (chyba) w jednakowych mundurkach. To zderzenie Madonny i tych
      mundurków w tym wypasionym hotelu...
      ECH, zresztą cały Irak to jeden wielki cud.
    • survey06 Re: Mój sentyment do………. 24.05.05, 07:49
      uoppsss, very sorry ....
      tutaj jest ciag dalszy


      W tamtych czasach, dla nas Polaków, największą atrakcją i zaskoczeniem była
      możliwość zaopatrywania się w Abu Dhabi w tanią i dobrą elektronikę. Tutaj się
      kupowało stosunkowo tanio kasetowce i dwu-kasetowce Sharp’a, Aiwa czy Sony; do
      tego mikrofony bezprzewodowe, słuchawki na uszy, kalkulatory elektroniczne i
      wiele innych akcesoriów. Za 5-8 Dirhamów na Old Soukh można też było kupić
      kasety magnetofonowe z najnowszymi przebojami jak Abba, Boney M, Bee Ghees,
      George Baker, Demis Russos i wiele innych zespołów solistów będących na Top
      Twenty w Wlk. Brytanii i Stanów Zjednoczonych. A więc nagrania, które
      praktycznie w Polsce wtedy były nieosiągalne.

      Tak samo „za psie pieniądze” na prezenty do kraju kupowało się materiały,
      apaszki, t-shirty, kobiece ozdóbki i naszyjniki z agatów czy wyroby ze złota.
      Wszak było się wtedy jeszcze kawalerem i można było poszaleć.

      W przeciwieństwie do wielu innych krajów arabskich, nie było problemu dla
      Europejczyków z zaopatrzeniem w napoje alkoholowe. Wystarczyła licencja z
      policji. (wydawana z poparciem i na wniosek sponsora/agenta). Sprzedaż odbywała
      się w składzie Grey Mc Kanzie Co.,. Obowiązywał 500 DHS limit zakupu, co w
      zupełności wystarczało. I można było od czasu do czasu zabić chandrę i
      polepszyć sobie samopoczucie. Oczywiście, że nie dla wszystkich był ten
      przywilej, ale istniało coś takiego jak koleżeńska solidarność.

      Wtedy, w roku 1977, związek 7-u emiratów wchodził dopiero w 6-y rok swojej
      państwowości. Do Zjednoczonych Emiratów Arabskich ciągnęli wszyscy i wszystko.
      Ówczesny i nieodżałowany prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Sheikh
      Zayed Bin Nahayan otwarcie zapowiedział, że z Abu Dhabi zamierza uczynić drugi
      i piękniejszy Bejrut. (Stolica Libanu leżała w gruzach po wojnie domowej i
      walkach z Palestyńczykami)
      Uważam, że jemu się udało. Aczkolwiek chyba nie przewidział konkurencji Dubai i
      faktu, że w wyścigu po palmę pierwszeństwa Dubai może prześcignąć jego Abu
      Dhabi. Zjednoczone Emiraty Arabskie wtedy uchodziły, zaraz po Brunei, za
      najbezpieczniejsze miejsce na kuli ziemskiej. A serdeczność, życzliwość,
      uczynność i otwartość, z jaką spotykało się, na codzień na zawsze pozostanie w
      sercu i w pamięci. Dla mnie to było miejsce, gdzie można było się poczuć wolnym
      i niezależnym. Dlatego do Abu Dhabi z chęcią wracam nie tylko w myślach i
      wspomnieniach. Tym bardziej sobie cenię tamten czas, gdyż na kolejnych
      kontraktach na Bliskim Wschodzie i Afryce bywało już zdecydowanie mniej
      ciekawie a często i mniej przyjemnie.


    • pam_pa_ram_pam Re: Mój sentyment do………. 24.05.05, 12:34
      Jeszcze nie tak dawno resztki tej atmosfery można było znaleźć w "zapomnianych"
      emiratach takich jak Kalba, Fujairah no i w Omanie - byle przekroczyć granicę w
      Al-Ain...
      Niestety, tam też wkradła się komercjalizacja, gastarbeiterzy z Pakistanu,
      Indii i (chyba) Afganistanu nie są już tak uczciwi, by nie podnieść zgubionego
      portfela, choć jeszcze nie ruszą teczki leżącej na siedzeniu kabrioletu... ale
      i to zapewne niedługo nastąpi.
    • beduinka Re: Mój sentyment do………. 24.05.05, 17:50
      survey06 napisał:

      > Na jednym z sąsiednich (i chyba zaprzyjaźnionych) forów postawiono mi
      > pytanie, dlaczego uważam Abu Dhabi za najpiękniejsze miasto arabskie?

      ciekawe gdzie ;-P

      > Zebrałem się w sobie i spisałem kilka powodów, dla których tak uważam.
      > Przedstawiam je poniżej. Celowo wybrałem to „nasze” expate’ów
      > forum, bo mam
      > nadzieję, że inni expate’ci odważą się również zabrać głos w temacie: 

      to może TAM też tę odpowiedź wkleisz :))
    • beduinka Re: Mój sentyment do………. 24.05.05, 17:55
      survey06 napisał:

      > Na jednym z sąsiednich (i chyba zaprzyjaźnionych) forów postawiono mi
      > pytanie, dlaczego uważam Abu Dhabi za najpiękniejsze miasto arabskie?
      > Zebrałem się w sobie i spisałem kilka powodów, dla których tak uważam.
      > Przedstawiam je poniżej. Celowo wybrałem to „nasze” expate’ów
      > forum, bo mam

      przypominam ci wątek
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=10070220&a=23607552
      • chaladia Re: Mój sentyment do………. 24.05.05, 20:50
        Widzisz, Beduinko, poglądy arabistów, turystów, archeologów i expatów
        budowlanych nie zawsze się pokrywają.

        Najpiękniejszym miaste, ARABSKIM - tzn. nie skażonym obcą cywilizacją jest dla
        mnie Sanaa. Niedługo tam pobyłem, ale atmosfera też jest tam niesamowita.
        Gościnność połączona z dumą gospodarzy wobec gościa. Wszystko strasznie na
        poważnie. Jak zresztą ma być inaczej, gdy każdy męszczyzna powyżej 12 roku
        życia ma przy sobie broń palną (obecnie z reguły Kałasza).

        Z punktu widzenia komfortu życia - niewątpliwie Emiarty wiodą prym. Jak chcesz -
        masz atomsferę Wschodu, a jak nie - to masz zachodni standard przy którym
        Zurich "wymięka". Szkoda, że poza paroma glinianymi fortami nie ma tam wiele do
        zwiedzania.

        Z punktu widzenia turysty i archeologa z kolei pierwszeństwo ma Kair, Damaszek,
        Aleppo... i nie ma dla nich konkurencji. Dwa lata pobytu nie pozwolą na
        zwiedzenie wszystkicj zabytków - a jak się ma koncesję, to i wykopać coś można
        przy odrobinie szczęścia i wiedzy.

        Osobiście skłaniam się do obdarzenia największym uczuciem Kairu. Ale to już tak
        ze mną jest, że pierwsza miłość jest największa. Moje ukochane miasto Zachodu
        to Wiedeń, który był pierwszym miejscem poza Polską (tzn. PRL-em), do którego
        udało mi się dotrzeć. Podobnie Kair był pierwszym miastem arabskim.
      • survey06 Re: Mój sentyment do……;Witaj Beduinko 25.05.05, 10:47
        Witaj Beduinko. Twój post zmusił mnie do głębszej refleksji. Muszę się
        przyznać, że nawet nieodżałowany pisarz i gawędziarz Melchior Wańkowicz na
        chwilę wychylił się zza światów, pogroził mi palcem i głośno zawołał: „Odmówić
        białogłowie, rzecz godna najwyższego potępienia”. Już nawet napisałem w
        przygotowywanej odpowiedzi wielkimi literami MEA CULPA, MEA MAXIMA CULPA, i
        chciałem wrzucić linka zgodnie z Twoim życzeniem, ale ………jednak ostatecznie z
        tego pomysłu rezygnuję. Wańkowicz chyba nie miał do czynienia z kobietami
        wyzwolonymi, ani tym bardziej zaborczymi.

        Wyjaśniam. Udzieliłem odpowiedzi w ankiecie na Twoim forum „Najpiękniejsze
        miasto arabskie”, jak większość jej uczestników, bez podawania powodów, czym
        się kierowali przy swoich wyborach. I gdyby nie pytanie obecnego, i jak myślę,
        młodego polonusa z Abu Dhabi (przyznaję, zauważyłem jego pytanie z pewnym
        opóźnieniem) w ogóle do tematu bym nie wracał. Stosunek emocjonalny osób do
        miejsc gdzie przebywali dłuższy czas różni się znakomicie od „spojrzenia
        turysty”, i nie da się tego wyrazić jednym zdaniem. Spisałem więc swoje
        wrażenia, z czego nawet wyszedł taki sobie mini-felieton. Gdyby jednak został
        wklejony w Twój wątek, wyglądałby bardzo pretensjonalnie na tle innych
        odpowiedzi.

        Chaladia słusznie zauważa, że pryzmat doświadczeń, obserwacji i wniosków będzie
        różny dla różnych grup uczestników. Wspomnienia i sentyment do miejsc też
        opiera się na różności przypadków i doświadczeń. Już po spisaniu osobistych
        wspomnień, zadałem sobie pytanie: A jak inni expate’ci? I tylko expate’ci, bo z
        tą specyficzną grupą, jako czynny expate czuję się psychicznie blisko. Czy dla
        nich praca zagranicą to był tylko incydent, czy też mają powody do
        sentymentalnych powrotów? I stąd właśnie myśl nowego wątku: „Mój sentyment
        do…..”. I stąd umieszczenie go na forum expate’ów „Home & Abroad”.

        Polscy Expates byli, są i będą. (Właśnie wczoraj mój kolega wyleciał do Iranu
        na bardzo ciekawy kontrakt zawarty z brytyjska firmą typu PMC) Członkowstwo
        Polski w Unii Europejskiej daje młodym kadrom technicznym (i nie tylko
        technicznym, ale patrzę trochę egoistycznie) wręcz nieograniczone możliwości
        pracy praktycznie w całym świecie. I to od nich tylko samych zależy jak i kiedy
        je wykorzystają. I oby jak najprędzej.
        Serdecznie pozdrawiam.

        Tripoli; 25-05-2005

        • beduinka Re: Mój sentyment do……;Witaj Beduinko 25.05.05, 18:05
          a ja bym ciebie nadal namawiała do wklejenia tego na kraje arabskie. bowiem
          uważam twoją odpowiedź za ciekawą. ja nie twierdzę, że forum kraje arabskie
          jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla turystów. jestem raczej za pokazywanie
          różnorodnych punktów widzenia. z różnych powodów trafiamy do krajów arabskich,
          każdy ma inny powód, czemu zainteresował się tym kawałkiem świata. turyści,
          expaci, muzułmanie neofici, studenci arabistyki, dziewuszki zakochane w
          przystojnych Arabach itp. itd :))))))))

          survey06 napisał:

          > Witaj Beduinko. Twój post zmusił mnie do głębszej refleksji. Muszę się
          > przyznać, że nawet nieodżałowany pisarz i gawędziarz Melchior Wańkowicz na
          > chwilę wychylił się zza światów, pogroził mi palcem i głośno zawołał: „Od
          > mówić
          > białogłowie, rzecz godna najwyższego potępienia”. Już nawet napisałem w
          > przygotowywanej odpowiedzi wielkimi literami MEA CULPA, MEA MAXIMA CULPA, i
          > chciałem wrzucić linka zgodnie z Twoim życzeniem, ale ………jedn
          > ak ostatecznie z
          > tego pomysłu rezygnuję. Wańkowicz chyba nie miał do czynienia z kobietami
          > wyzwolonymi, ani tym bardziej zaborczymi.
          >
          > Wyjaśniam. Udzieliłem odpowiedzi w ankiecie na Twoim forum „Najpiękniejsz
          > e
          > miasto arabskie”, jak większość jej uczestników, bez podawania powodów, c
          > zym
          > się kierowali przy swoich wyborach. I gdyby nie pytanie obecnego, i jak
          myślę,
          > młodego polonusa z Abu Dhabi (przyznaję, zauważyłem jego pytanie z pewnym
          > opóźnieniem) w ogóle do tematu bym nie wracał. Stosunek emocjonalny osób do
          > miejsc gdzie przebywali dłuższy czas różni się znakomicie od „spojrzenia
          > turysty”, i nie da się tego wyrazić jednym zdaniem. Spisałem więc swoje
          > wrażenia, z czego nawet wyszedł taki sobie mini-felieton. Gdyby jednak został
          > wklejony w Twój wątek, wyglądałby bardzo pretensjonalnie na tle innych
          > odpowiedzi.
          >
          > Chaladia słusznie zauważa, że pryzmat doświadczeń, obserwacji i wniosków
          będzie
          >
          > różny dla różnych grup uczestników. Wspomnienia i sentyment do miejsc też
          > opiera się na różności przypadków i doświadczeń. Już po spisaniu osobistych
          > wspomnień, zadałem sobie pytanie: A jak inni expate’ci? I tylko expate
          > 217;ci, bo z
          > tą specyficzną grupą, jako czynny expate czuję się psychicznie blisko. Czy
          dla
          > nich praca zagranicą to był tylko incydent, czy też mają powody do
          > sentymentalnych powrotów? I stąd właśnie myśl nowego wątku: „Mój sentymen
          > t
          > do…..”. I stąd umieszczenie go na forum expate’ów „Home
          > & Abroad”.
          >
          > Polscy Expates byli, są i będą. (Właśnie wczoraj mój kolega wyleciał do Iranu
          > na bardzo ciekawy kontrakt zawarty z brytyjska firmą typu PMC) Członkowstwo
          > Polski w Unii Europejskiej daje młodym kadrom technicznym (i nie tylko
          > technicznym, ale patrzę trochę egoistycznie) wręcz nieograniczone możliwości
          > pracy praktycznie w całym świecie. I to od nich tylko samych zależy jak i
          kiedy
          >
          > je wykorzystają. I oby jak najprędzej.
          > Serdecznie pozdrawiam.
          >
          > Tripoli; 25-05-2005
          >
          • chaladia Rabak (Sudan) 31.05.05, 20:33
            I tak-żeście się przekonywali, że wątek "zamarł".
            No to opiszę pewną mieścinę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a to
            dlatego, że była pierwszym "miastem" Czarnej Afryki, jakie dane było mi
            zobaczyć. Nazywa się to Rabak i leży nad Białym Nilem około Kosti, jakieś 13º
            szerokości geograficznej Pn.
            Mieścina liczy 40.000 ludności i nie ma tam ani jednego domu murowanego czy
            choćby drewnianego - wszystko szałasy z trzciny, która obficie rośnie nad
            Białym Nilem. To znaczy - jest chyba jakiś murowany budynek rządowy no i
            posterunek policji z kalambuszem.
            Jak to zobaczyłem, to pierwsze pytanie brzmiało, jak to się dzieje, że to
            trzcinowe miasteczko jeszcze nie spłonęło (jako że wszystko wyschnięte było "na
            wiór"? Ano, przy każdym szałasie stoi beczka z wodą, a w beczce kilka skór
            owczych z włosiem. W razie alarmu pożarowego (pożary wybuchają tam dość często)
            kto może, chwyta najbliższą mokrą skórę, pędzi do ognia i rzuca tę ociekającą
            wodą płachtę w płomienie. Taka akcja gaśnicza zawsze jest skuteczna...
            powiedzmy prawie zawsze, bo kilkanaście lat temu Rabak jednak się spalił...
            • beduinka Re: Rabak (Sudan) 03.06.05, 23:58
              chaladia napisał:

              > I tak-żeście się przekonywali, że wątek "zamarł".

              moja wina??
              • chaladia Re: Rabak (Sudan) 04.06.05, 19:10
                A kto tu mówi o winie?
                • beduinka Re: Rabak (Sudan) 06.06.05, 01:11
                  nie ty??
                  alhamdulillahi الحمد لله
                  • survey06 Re: Rabak (Sudan).... uoppss temat nam ucieka 06.06.05, 09:10
                    "Women are the most reliable as they have
                    no memory for the important." (Oscar Wilde)

                    (Najbardziej mozna polegac na kobietach,
                    zwykle nie pamietaja tego, co jest wazne.)


                    • beduinka Re: Rabak (Sudan).... uoppss temat nam ucieka 06.06.05, 13:04
                      pamiętam, ach pamiętam o co chodziło... o to, że to czyjeś zapytanie na moim
                      forum sprawiło, że napisałeś ciekawe uzasadnienie czemu akurat to miasto, a nie
                      inne - i następnie odpowiedź na to zapytanie - o dziwo - umieściłeś - na
                      całkiem innym forum... żeby nie dostać batów od Chaladii (a ostatnio o batach
                      rozprawiacie sporo) - to ja się cieszę, że u ciebie na forum coś się
                      dzieje :)))
                      • survey06 Re: z przykroscia, ale chyba... 06.06.05, 14:54
                        ...zakonczymy ten watek....

                        "Biedny, kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby."
                        • beduinka Re: z przykroscia, ale chyba... 06.06.05, 15:04
                          jak chcesz
    • survey06 Re: Mój sentyment do………. 06.06.06, 23:43
      Winien jestem kolezenstwu kilka swoich refleksji z zeszlorocznego kilkudniowego
      wypadu do Edynburga i z krotkiego objazdu po Szkocji. Obiecuje, ze sie w koncu
      zmobilizuje i juz na spokojnie - po powrocie do domu za kilkanascie dni - siade
      i spisze wrazenia. Bo bylo ciekawie i jest co wspominac. A inni koledzy /
      kolezanki nie maja juz sentymentu do ...miejsc ciekawych?

      San Donato Milanese

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka