Gość: Pom
IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl
06.08.02, 22:09
Pięknym popołudniem, wracając od przesympatycznej Pani dentystki i zachwycona
faktem, że nie wyrządzono mi tam krzywdy, postanowiłam uczcić ten fakt
wyjątkowy i zajrzeć do fryzjera...
Nic to, myślę, że wszyscy na urlopie... zajrzę tam, wprawdze pierwszy raz
ale cóż mi szkodzi spróbować, tak ładnie wygląda na zewnątrz to miejsce...
Wchodzę........ w środku samotna platynowa blondynka w wieku balzakowskiem
zaawansowanym, zaczesana na madame Pompadur... zaprasza uśmiechcem do środka
lokalu z lat 80-tych... Lekko zadrżałam. Co robić co robić?? Ratunku....
Myślę, no cóż, przecież nie chcę jakiejś rewolucji na głowie! Powinna sobie
poradzić (ajjj!!!).
Łup! Platynowa zaczyna myć mi głowę. Raz dwa trzy! Szury buru, szast prast i
jeszcze raz! Łup! Chlust! Umyte. Czuję wciąż jej paznokcie w mózgu ale
żyję... głowa na miejscu. Co za ulga.
Wyciąga nożyczki - sekator. Proszę mi siąć na centymetr. Dobrze - pełen
uśmiech... chlast! Jeden, prosiłam!! No dobrze już, dobrze... tnie mniej
jakos ale ja za każdym razem z drżeniem serca patrze jej na ręce.
Suszenie. Jak to sie robi, że suszarka obija się o głowę w trakcie suszenia??
Kto mi to wytłumaczy??
Szarpana, obita, obolała, z bólem głowy zeszłam z fotela. Powinnam tą babę
naprać za doznane krzywdy. Ale byłam szczesliwa, że już wychodzę od niej bez
większego uszczerbku.
Morał tej bajki taki: jak za dobrze Ci u dentyski - nie martw się! U fryzjera
można to wyrównać!