irish76
12.08.05, 13:39
Miedzynarodowy wyscig kolarski. Peleton wlasnie zbliza sie do ostatniego
odcinka wyscigu. Lecz nagle... Co to?! Ktos, nie wiadomo dlaczego rozlal na
tor beczke oleju, teraz na zakrecie czeka na kolarzy duza sliska plama. Alez
sie bedzie dzialo! Wpadaja pierwsi zawodnicy. Oto wlasnie reprezentant Rosji
z gromkim okrzykiem i gracja rzuconej cegly pedzi na spotkanie Matuszki
Ziemi. Zaraz po nim Niemiec atakuje kierownice roweru, bierze szturmem,
przelatuje nad nia i po krótkiej powietrznej walce solidnie grzmoci o
ziemie.> Sekundy pózniej Anglik ze stoickim spokojem, flegmatycznie zsuwa sie
z roweru i zajmuje pozycje horyzontalna pod kolami swego bicykla. Nastepnie
Francuz, jak na prawdziwego kochanka przystalo, chwile balansuje wyprostowany
po czym pada brzuchem na wyczekujaca go tesknie ulice. Wloch zdazyl tylko
krzyknac "Mamma mia!" i juz lezy rozplaszczony na asfalcie jak dobra pizza na
patelni. Amerykanin chwile walczyl próbujac utrzymac sie na siodelku
wierzgajacego roweru, jednak podobnie jak poprzednicy zostaje zmieciony z
rumaka niczym kowboj na rodeo. Wszyscy daja pokaz prawdziwie sportowej
determinacji, walki i fantazji, tylko Polak, wjezdzajac zreszta jako jeden z
ostatnich, wzial sie i zwyczajnie wyjebal...