Dodaj do ulubionych

Popołudnie z Beatąnu:)

15.08.05, 17:08
znaczy rozsiadłem się wygodnie, wrzuciłem trzy płyty Biosphere, by nastrój
skandynawski tym bardziej podkreslić i zaatakowałem Czarnego Kraba.
I się podoba.
Nie jest arcydziełem, nie jest ksiązką o rzeczach wielkichważnychiistotnych,
jest sobie po prostu sympatyczna opowiastka na leniwe popołudnie, jak za
oknem leje. Tekścik się dość szybko skojarza z innymi popularnymi lekturami,
takimi, jak Na zachodzie bez zmian, W księżycową jasną noc i Wielkim Marszem
Kinga, i bynajmniej nie jest to żaden zarzut:)Ot, kolejna przyjemnie
depresyjna opowiastka o żołnierzach i cierpieniu, która może i byłaby dośc
standardowa gdyby nie to, że autor doplątał do niej paarę wątków niejasnych,
dając czytelnikowi dośc wyraźnie odczuć, że nie jest to opowieśc
jednowymiarowa i że można ją dośc dobrze rozgrzebać, by po jakimś czasie
odczuć, że jest to tekst metaforycznie religijny - a przynajmniej mówiący o
bogu i wierze. Kilka scen zapda w pamięć, jak obrazek z kwatermistrzem, czy
cała środkowa partia ksiązki, o przeprawie przez lód (tak swoją drogą to
grzebania w słownikach za tymi wszystkimi okresleniami fachowymi, to Beatka
miała pewno cąłkiem sporo:)a całośc pozostawia miłe wrażenie dobrze
spędzonego czasu, poświęconego lekturze.
Uwaga w P.S. pytanko do Beaty, jednoczesnie niestety spojler, więc jak kto ma
zamiar czytać, to nie scrollowac ekranu proszę:)


















P.S. Beatko - oni wszyscy od początku nie żyją? Da się to tak odczytać?

Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • kawa_malinowa Re: Popołudnie z Beatąnu:) 15.08.05, 18:29
      Jak zwykle czuję się absolutnie zachęcona :)
      Tylko trzeba będzie sponsora na te książki poszukać... :)
    • agni_me Re: Popołudnie z Beatąnu:) 15.08.05, 23:41
      Mnie sie ten tekst zupełnie automatycznie kojarzy z Alneasem i Musicą.
      Oczywiście w odpowiednich fragmentach. Ja oczywiście wiem, że Szwecja to nie
      Norwegia, i obie książki porówynwać bez sensu. Ale...
    • beatanu Re: Popołudnie z Beatąnu:) 22.08.05, 03:15
      Ha, po tygodniu bez kontaktu ze swiatem, czyli z TWA, czytam ci ja tytul watku
      i nogi pode mna... cale szczescie, ze siedze przed kompem. Dziwne to uczucie,
      czytac cos w rodzaju recenzji (napisanej przez osobe, z której recenzjami
      bardzo sie licze:) ksiazki w pewnym sensie bardzo dla mniej waznej. To taki
      podwójny debiut - i Jerkera Virdborga, jako autora powiesci i tlumaczki.
      Ksiazka wpadla mi w rece calkiem przypadkowo i wywarla na mnie niesamowite
      wrazenie, moze dlatego, ze wlasnie wtedy pewien pan prezydent wielkiego kraju
      szykowal sie do wejscia do Iraku i nastroje w Europie byly srednio radosne,
      moze dlatego, ze w duzej mierze potrafilam sie utozsamic z glównym bohaterem
      (sic!), moze dlatego, ze mialam egzystencjalnego dola i te niejasne watki i ta
      wieloznacznosc bardzo mi przypadly do duszy, bo przeciez nie gustu...

      Zgadzam sie z Toba, braineater - scenka w magazynie u kwatermistrza zapada w
      pamiec, mnie podobalo sie tez pisanie listów i ten bardzo enigmatycznie
      zapodany watek milosny... A jazda po lodzie to osobny rozdzial, tylko kurcze
      blade dalej twierdze, ze po szwedzku brzmi to lepiej... I to nie falszywa
      skromnosc przeze mnie przemawia, po prostu w jezyku oryginalu jest lepszy rytm
      i choc meczylam sie chwilami potwornie (bo wbrew pozorom wyszukiwanie
      specjalistycznych terminów typu plonie, przetainy itp w erze googli jest malo
      meczace), to nie udalo mi sie do konca...

      Ciesze sie w kazdym razie, ze ksiazka moze sie podobac.
      Na pytanie w P.S. postawione nie potrafie dac odpowiedzi, moze dlatego, ze nie
      rozumiem co masz na mysli... Ale mozliwosc interpretacji dowolna, wiec why not?
      Pozdrawiam pora czarnokrabowa czyli bardzo nocna, choc zdecydowanie u nas teraz
      cieplejsza :)
      • braineater SPOILER 22.08.05, 16:50
        w związku z pytaniem. W całej ksiązce jest po prostu kilka dośc moim zdaniem
        wyraźnych sygnałów, sugerujących, że owa skandynawia to raczej juz jest zaswiat
        niz świat - martwi zołnieże z nieznanych przyczyn porozrzucani po obozach,
        przemowa kwatermistrza o dziurawych hełmach oddawanych do składu, opis koszulki
        podziurawionej wieloma małymi ciemnymi otworami i parę, których juz nie
        pamietam. I tak właśnie cały czas jak czytałem te książkę, miałem niejasne
        przeczucie obcowania raczej z martwymi postaciami, niz z wojakami, którzy są w
        stanie sie jeszce dla jakiegos celu poswięcić.
        Ale to takie tylko impresyje:)
        Pozdrowienia:)
        • beatanu nie czytać przed przeczytaniem Kraba 22.08.05, 17:11
          Ok, rozjaśniło mi się nieco, tyle, że moje impresyje ciut inne... Ci żywi (czy
          martwi) żołnierze biorą udział w jakiejś wojnie o której nie mają zielonego
          pojęcia, nikt nigdy nie widział wroga, są pionkami w jakiejś paskudnej grze,
          której reguł mogą się tylko domyślać - ot, jak w życiu - człowiek wplątany w
          jakies absurdalne układy, niemogący się z tego uwikłania wydostać, ba! nawet
          nie myślący o tym, że można, albo trzeba... Czyli jednak o ważnych sprawach...
          A teraz muszę kontynuować gotowanie obiadu, ot życie jeścio ras.
          :)
          • daria13 Re: nie czytać przed przeczytaniem Kraba 23.09.05, 11:19
            Już tydzień temu przeczytałam Czarnego Kraba, ale ciągle mi było nie po drodze,
            żeby opisać wrażenia. Moja interpretacja jest bardzo podobna do interpretacji
            naszej kochanej tłumaczki, ani przez chwilę nie miałam skojarzeń pośmiertnych,
            choć nieopatrznie przeczytałam spoilera i trochę pod tym kątem się
            przyglądałam. Przemowa kwatermistrza miała, w moim odczuciu, zupełnie inny
            wymiar. Ale książka podobała mi się nie tylko ze względu na przesłanie czy
            morał, podobała mi się jej specyficzna nastrojowość i sugestywność. Jakoś
            dziwnie namacalnie odczuwalna atmosfera beznadziejnośći i zagrożenia.
            Nieustający niepokój i niepewność, potwornie przygnębiający pejzaż i znikąd
            nadziei. Brr, mnie wzięło.
            Na okładce piszą coś o tym, że jest w tej książce cień nadziei, ja go niestety
            nie znalazłam, ale może nie dość dokładnie odebrałam jej przesłanie? Beatko,
            czy Ty znalazłaś tam coś optymistycznego? Jeśli tak, będę wdzięczna za
            pozytywną odpowiedż.
            Z góry dziękuję
            Z pozażaniem
            D.
            • beatanu ciężko z tym optymizmem, oj ciężko... 23.09.05, 11:50
              Niestety nie miałam wpływu na to, co wydawca napisze na okładce:( ja bym ten
              tekścik zredagowała trochę inaczej... Mnie też trudno zobaczyć światełko w
              tunelu - chociaż jako wtręt optymistyczny można potraktować nieśmiałe i
              niedopowiedziane uczucie ciepła? fascynacji? miłości?, które rodzi się u Edha w
              stosunku do Czarnowłosej (bardzo mi się ten zasygnalizowany zaledwie wątek
              podoba...) A może optymizmem powinien napawać fakt, że są tacy, którzy przeciw
              absurdalnemu systemowi się buntują? Ale tak w ogóle, to ciężko ten optymizm po
              przeczytaniu Kraba wskrzesić.

              To dla mnie - tak jak dla Ciebie, Dario, książka o poczuciu zagrożenia, o
              niemożliwości zaufania komukolwiek, bo granice przebiegające między "wrogiem"
              a "naszymi" są takie niewyraźne. To książka o poczuciu wyobcowania. O granicach
              wytrzymałości ludzkiej - i fizycznej i psychicznej. Raczej dołujące to
              wszystko - ale warte przeczytania.

              Cieszę się ogromnie, że przeczytałaćź Kraba i miło mi, że Ci się podobał :)
              B

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka