Dodaj do ulubionych

Marzenia....

31.08.05, 20:15
Ostrzegam na wstępie lojalnie, że będzie trochę o dziecięciu.
Otóż moja czternastoletnia z górą latorośl oznajmiła kilka dni temu, że chce
uczyć się gry na wiolonczeli. Ot, takie nowe marzenie. Wczoraj zadzwoniła do
koleżanki i dowiedzieła się, że w tym roku to już za późno, bo egzaminy do
szkoły muzycznej były w maju, a poza tym Julka jest za stara na wiolonczelę.
Próbowałam jej wytłumaczyć, że prawdopodobnie jest to jej kolejny kaprys, że
nie wiadomo, czy w ogóle, na dobrą sprawę, ma zdolnośći (wcześniej nie
ujawniała, ale też i nie sprawdzała) i ogólnie wylałam na nią kubełek zimnej
wody i równiutko podcięłam jej młodociane skrzydełka. Julka w szloch, że mama
to w nią nie wierzy, że ona bardzo pragnie, że chce się uwznioślić i tego
typu żale do rodzicielki. Zbiło mnie to z tropu i mocno zawstydziło. Julka ma
zdolności, nawet już zweryfikowane, ale w innym kierunku. A może to jest
kierunek, który ja jej wybrałam? Może nie mam prawa wtrącać się w jej
marzenia?
Czy Wy mieliście kiedyś marzenia, z których życie Was skutecznie wyleczyło, a
których teraz bardzo żałujecie?
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za kolejne wynurzenia natury
rodzicielsko-wychowawczej:)
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Marzenia.... 31.08.05, 20:23
      @ wiolonczela - cudny instrument, nie broń dziecięciu, puśc Julce "na skróty"
      Altamana, może po zobaczeniu sceny z depresyjną wiolonczelistką w garażu, samo
      jej przejdzie.
      @ Marzenia - tysiące - począwszy od tego, że zawsze chciałem byc dziewczynką -
      tak przez tydzień (niemozliwe, boleśnie zweryfikowane na lekcjach biologii:),
      poprzez to, że równiez chciałem byc wysoki (zupełnie niemozliwe:) a skończywszy
      na fakcie, że miałem pragnienie śpiewać (niemozliwe, zweryfikowane i
      spacyfikowane przez rodzinę i żonę:)Ale czy żal mi tych onych marzeniów? -
      fffcale:)

      Pozdrowienia:)
      • staua Re: Marzenia.... 31.08.05, 20:46
        Taaa... Braineater, pociesz sie, ze przez jakis czas w zyciu plodowym BYLES dziewczynka.
        Ja tez chcialam byc wysoka i miec szczupla, rasowa twarz z wyrazistymi koscmi, jak Kristin Scott
        Thomas i jedna kolezanka z klasy rownoleglej w liceum (teraz wyglada zupelnie inaczej). Niestety nie
        bylo mi dane i wykorzystalam swoj potencjal, podejrzewam, ze do maximum ( we wszystkich
        dziedzinach). I dobrze mi z tym. Mysle, ze Julka to w koncu zaakceptuje.
        • noida Re: Marzenia.... 31.08.05, 21:49
          Braineater, a ja myślałam, że jesteś wysoki! Nie wiem dlaczego, może przez tego
          kolorowego czuba na głowie.

          A co do marzeń- otóż ja myślę, że o ile to nie kosztuje ciężkiego majątku, to
          czemu jej nie pozwolić? Przecież nie musi zaraz z tego żyć? A moją opinię
          popieram własnym przykładem, chociaż z innej dziedziny. Otóż jak już kiedyś
          pisałam, trenuję Tai Chi. Trzeba tutaj zaznaczyć, że przez całe dzieciństwo
          byłam nogą z w-fu, strasznie się bałam robić stanie na rękach i słabo skakałam
          przez kozła. Niewątpliwie nie mam ci ja talentu do sportu. Ani trochę. I zdaję
          sobie z tego sprawę. I myślałam, że nigdy nic w sporcie nie będę robić
          ciekawego, bo się do tego zwyczajnie nie nadaję. I co? I teraz trenuję sobie
          jak potrafię. Nie idzie mi to rewelacyjnie, nigdy nie zdobędę medalu, nigdy nie
          będę kopać nogą powyżej głowy itp. Ale sprawia mi to naprawdę masę
          przyjemności! I dlaczegóż odmawiać dziecięciu tej przyjemności? Niech sobie
          pogra na wiolonczeli. Jak się jej znudzi to przestanie, a może się jej nie
          znudzi i będzie to jej jakże oryginalnym hobby, choć tylko hobby, a może się
          okaże, że ma dziewczyna nieprzeciętny talent. Mam też takiego znajomego, który
          zaczął się uczyć grać na gitarze w liceum, a teraz studiuje na dyrygenturze. Li
          i jedynie ;)
          • braineater Re: Marzenia.... 31.08.05, 22:42
            noida napisała:

            > Braineater, a ja myślałam, że jesteś wysoki! Nie wiem dlaczego, może przez
            tego
            >
            > kolorowego czuba na głowie.


            Podejrzewam Noideczko że prócz uwielbienie w owym wieku do bycia shockersem, to
            czub był również po to by wzrostu nasymulować:)Jak i glany na wybitnie wielkiej
            podeszwie - no i sie miało ten upragniony metr osiemdziesiąt:)

            Pozdrowienia:)
            • noida Re: Marzenia.... 31.08.05, 22:46
              Ach, jak Ty ładnie do mnie mówisz... Chyba się zaczerwienię :)

              No cóż. W mojej wyobraźni masz conajmniej 185 cm.
    • nienietoperz Re: Marzenia.... 01.09.05, 09:46
      Nie wiem, jak wyglądają koszty szkoleń wiolonczelowych, pamiętam za to, że
      kiedy mniej więcej w wieku Julkowym (może ciut później) zapałałem gorącym
      uczuciem do gitary basowej, kochani Rodzice mimo mojego oczywistego braku
      jakichkolwiek zdolności muzycznych, sfinansowali nabycie używanego instrumentu.
      Grać się porządnie nigdy nie nauczyłem, ale na szczęście ówczesne fascynacje
      muzyczne nie wymagały specjalnych umiejętności. Wspomnień z prób, a już tym
      bardziej z koncertowania, nikt mi nie odbierze.
      Może Julka, przynajmniej na początek, powinna znaleźć jakąś punkową kapelę
      poszukującą wiolonczelistki? Tak czy inaczej, jeśli nie wiąże się to z
      nadmiernym wysiłkiem finansowym, czy organizacyjnym, powinna mieć szansę.

      A jeśli chodzi o marzenia własne, niezrealizowane:
      a) zostać alpinistą, albo chociaż taternikiem - chyba się już nie zdarzy, nigdy
      nie miało szans
      b) zostać zawodowym brydżystą - też się już nie zdarzy, miało moze jakieś
      szanse, ale przegrało z uprawianiem matematyki
      c) pojechać na rok dookoła świata - ciągle uważam, że jest to realne, ale w
      bliżej nieokreślonym niegdyś

      i pewnie jeszcze wiele innych. Każdego dnia innych. Każdego dnia średnio 317
      innych.

      Wasz
      nntpz
    • beatanu Re: Marzenia.... 01.09.05, 10:55
      Spokojnie, do maja przyszłego roku, kiedy to odbędą się ponowne egzaminy w
      szkole muzycznej jeszcze trochę czasu. Jeżeli przez zimę Julce nie przejdzie,
      to ja bym jej pozwoliła spróbować. Oczywiście o ile nie wiąże się to z
      wyprzedażą pamiątek rodzinnych, żeby to sfinansować.
      A tak z ciekawości zapytam - kto powiedział, że Julka jest za stara na
      wiolonczelę? Bo jeżeli za stara wg szkoły muzycznej to pewnie już i tak po
      ptakach. A na marginesie - denerwuje mnie takie podejście do sprawy. Przecież
      nie chodzi tylko o kształcenie wirtuozów, chodzi o to, żeby każdy kto ma ochotę
      miał szansę poczucia radości grania! A czy ktoś ma lat 14 czy 37 to już nie
      powinno mieć znaczenia. Mam znajomego, który nauczył się grać na pianinie jako
      dorosły człowiek i jasne, że daleko mu do uczestników międzynarodowych
      koncertów ale przyjemnie posłuchać jego brzękania...

      Po swoich dziewczynach widzę, jak różnie może być z takimi "kaprysami"
      muzycznymi. Starsza córka zakończyła saksofonowe dmuchanie po dwóch
      latach, młodsza gra na trąbce już piąty rok. Nie, nie jest to jej główna pasją
      życiowa, ale grając w orkiestrze spotyka się z fajnymi ludźmi, kilka razy dają
      koncerty w mieście, a raz do roku wyjeżdżają za granicę (wiosną byli w
      Trójmieście!) W tutejszej szkole muzycznej instrument można pożyczyć przez
      pierwsze lata, co nie jest takie kosztowne. Nie wiem jak to wygląda w Polsce...

      A co do moich marzeń, z których mnie wyleczono?

      Przepłynięcie kanału La Manche było (i dalej jest) na tyle nierealne, że
      wyleczyłam się z niego sama (chociaż kto to wie...) Ale lubię zaglądać na
      stronę towarzystwa organizjącego takie imprezy.

      Gdy jako nastolatka zakończyłam karierę pływacką bardzo chciałam nauczyć się
      jeździć konno. Ale najbliższy klub jeździecki był i tak za daleko od domu, żeby
      to wszystko funkcjonowało. O finansach nie wspomnę, bo one też odegrały rolę...

      Nie wyszło też nic z nauki gry na pianinie, bo mieliśmy tak malusieńkie
      mieszkanie, że nie było szans na wciśnięcie weń instrumentu, nawet gdyby
      rodziców było stać na takowy... Ale to było chyba bardziej marzenie mojej mamy
      ( a może pani w przedszkolu?) a nie moje, zupełnie już nie pamiętam szczegółów,
      miałam chyba sześć lat i pomyślnie "zdany" egzamin kwalifikujący w szkole
      muzycznej. Może nawet wtedy uroniłam jakąś łzę ale teraz tego naprawdę nie
      pamiętam.

      A z marzenia o tym, żeby zagrać coś ładnie na flecie poprzecznym wyleczyła mnie
      najstarsza córka... W połowie lat 80-tych kupiłam baaardzo używany flet
      produkcji rosyjskiej. Moja szwedzka znajoma, nauczycielka w szkole muzycznej
      udzieliła mi pierwszych lekcji, poleciła książeczkę-samouczek i dawaj! Dosyć
      szybko to wszystko zarzuciłam ale powróciłam w czasie ciąży, bo przejęłam się
      bardzo doniesieniami, że dzieci w życiu płodowym lubią słuchać fletu, że to
      działa na nie uspokajająco itd itp. No i mękoliłam moje dziecię płci jeszcze
      wtedy niewiadomej. A umiałam, wydawało mi się wtedy - zagrać dość ładnie jedną
      kołysankę. Gdy H. opuściła mój brzuch i miała parę miesięcy zagrałam jej tę
      kołysankę na żywo i... dziewczyna rozryczała się tak bardzo, że już nidy
      (przynajmniej w jej obecności) nie powróciłam do fletu...

      B :)
      • blue.berry Re: Marzenia.... 01.09.05, 11:25
        hyhy beatanu - ja tez mam za soba kariere plywacka zakonczona w wieku
        nastoletnim:) z tym ze ja akurat nauczylam sie jezdzic konno (w miedzyczasie
        kariery i potem).

        a co do marzen - coz bylo ich duuzo. za duzo zeby do nich wracac. oczywiscie
        wiekszosc z nich kompletnie nierealna (np. umieć spiewac i wygladac jak Uma -
        do tego potrzebne sa juz dobre wrozki). czesc realna a co za tym idzie i
        spelniona. choc spelnienie marzen nie zawsze wychodzi na dobre...

        zas aktualnie jakie mam to podroz na Antarktydę lub tez Arktykę (tam to
        bardziej realne szczegolnie jesli chodzi o Grenlandie czy Svalbard). w sumie
        nie jest to marzenie nierealne - wystarczy wziasc sie w garsc i odlozyc
        potrzebna kwote a poytem to juz tylko ruszac. moze sie uda:)
        • beatanu Re: Marzenia.... 01.09.05, 12:34
          blue.berry napisała:
          > ja tez mam za soba kariere plywacka zakonczona w wieku nastoletnim:)

          No to witam Borówkę w sekcji pływackiej TWA! Mamy już całe trzy osoby, no
          chyba, że oprócz drKriska ktoś się jeszcze ujawni?

          A czy też lubisz się pławić w otwartych zbiornikach? A może wyciągnę Cię na
          mini-maraton w przyszłym roku? Szczegóły:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=24198883
          Pozdrawiam pływacko
          B:))
      • aaneta Śpiewać każdy może... 01.09.05, 12:24
        I grać też, oczywiście, ale właśnie sobie przypomniałam, że miałam podzielić się
        z Wami moim najświeższym przeżyciem. Wczoraj wieczorem widziałam i słyszałam
        śpiewającego Jeremy'ego Ironsa! Na Mezzo była transmisja koncertu z londyńskich
        Promsów i Jeremy Irons śpiewał różne musicalowe kawałki! Śpiewał marnie, prawdę
        mówiąc, bo głos ma taki sobie, ale za to z jakim wdziękiem! Naprawdę, był cudny!
        Bardzo ceniłam go dotychczas jako aktora, teraz go uwielbiam!
        A co do nauki gry na instrumentach, to chyba tylko państwowe szkoły muzyczne
        mają sztywne zasady co do wieku przyjmowanych uczniów, być może ma to jakieś
        uzasadnienie dydaktyczno-metodyczne, a dla tych, którzy chcą grać dla własnej
        przyjemności, są tzw. ogniska muzyczne, to znaczy kiedyś były, ale chyba
        działają nadal, no i szkoły prywatne. Sama przez całą podstawówkę chodziłam do
        takiego ogniska, gdzie uczyłam się grać na pianinie, ale, prawdę mówiąc, nie
        sprawiało mi to zbyt wielkiej frajdy, bo nie znosiłam ćwiczyć, natomiast teraz
        ubolewam nad tym, że nie mogę mieć pianina w domu, bo chętnie pograłabym sobie
        czasami. Chociaż... hmmmm, to wcale nie jest nierealne..., może dałoby się to
        jakoś zorganizować, muszę pomyśleć, dzięki za inspirację!
        A oprócz tego chciałabym nauczyć się grać na klarnecie i kiedyś na pewno to
        zrobię! Bo, jak do tej pory, jakoś udawało mi się zrealizować większość moich
        marzeń, więc dlaczego nie miałabym zrealizować i tego?
    • aaneta Re: Marzenia.... 01.09.05, 11:26
      A może Julka usłyszała starą piosenkę Skaldów "Prześliczna wio wiolo
      wiolonczelistka lalala"? ;) Bo ja bym najpierw ustaliła, dlaczego akurat
      wiolonczela, i może w trakcie takiego ustalania wyszłoby, czy to tylko kaprys
      czy prawdziwa namiętność ;) I niekoniecznie musiałoby to oznaczać podcinanie
      skrzydełek, bo pomysłów na życie można mieć mnóstwo, ale trzeba je dostosować do
      realnych warunków, chociaż może to być przykre. Mój Cezar na przykład, kiedy był
      mniej więcej w wieku Twojej Julki, postanowił zostać pilotem. Niestety, mniej
      więcej w tym samym czasie okazało się, że ma wadę wzroku, w związku z czym
      musiałam go uświadomić, że z tego powodu pilotem nie zostanie, choćby nie wiem
      jak tego pragnął. Bardzo cierpiał, a mnie było przykro, bo to ja wylałam na
      niego kubeł zimnej wody, ale byłam przekonana, że jest to lepsze niż
      podtrzymywanie złudnej nadziei na coś, co nie ma szans się spełnić. Dzięki temu
      zainteresowania Cezara zaczęły ewoluować w nieco innym kierunku: zaczął sklejać
      modele samolotów, najpierw tzw. redukcyjne, potem latające. Przez jakiś czas
      marzył jeszcze o lataniu, bo dowiedział się, że pomimo wady wzroku może zostać
      pilotem samolotów pasażerskich, ale to też mu przeszło, kiedy poznał ludzi,
      którzy skończyli takie studia, ale nie pracują w zawodzie, bo po prostu nie ma
      dla nich pracy, przynajmniej w Polsce. A że w tym samym czasie zapałał wielką
      namiętnością do szybowców, zarówno tych prawdziwych, jak i zdalnie sterowanych,
      i zaczął sam je projektować i budować, więc bez problemu rozstał się z
      marzeniami o tym, żeby zostać pilotem, i zastąpił je konkretnymi planami
      związanymi z konstrukcjami lotniczymi, które, jak dotychczas, konsekwentnie
      realizuje.
      Dlatego, Dario, ja jeszcze nie nazywałabym Julkowej zachcianki marzeniem,
      chociaż nie mam nic przeciwko marzeniom, wręcz przeciwnie, jestem wierząca i
      praktykująca w tym względzie, jak najbardziej. Ale na razie nie masz powodu do
      wstydu i rozterek z powodu podcinania skrzydełek Julce, bo nie jesteś od tego,
      żeby natychmiast spełniać każdą jej zachciankę, natomiast powinnaś pomagać jej
      weryfikować różne pomysły, które jej przychodzą do głowy, i wspierać w
      realizacji tych, na których naprawdę jej zależy i które są realne. Co przecież
      robisz, nieprawdaż?
      • stella25b Re: Marzenia.... 01.09.05, 12:58
        Oj z tymi marzeniami to czesto mozna porzadnie wtopic, zwlaszcza finansowo. Ja
        mialam akurat szczescie, przed zapisaniem mojego syna na nauke gry na
        skrzypcach (kiedy mial 5 lat stwierdzil, ze chce grac na skrzypcach),byl "dzien
        otwarty" w konserwatorium muzycznym w Mainz. Wybralismy sie tam razem z synem i
        kiedy dostal instrument do reki to ochota nauki mu przeszla.
        Teraz gra juz 3 lata na flecie i jest zadowolony.

        Dario, czesto organizowane sa dla dzieci tzw. "probne kursy" gry na
        instrumencie. Sa to 2-3 spotkania bezplatne gdzie dziecko poznaje instrument i
        pozniej ma zadecydowac czy chce nauczyc sie na nim grac. Czesto po takich
        spotakaniach zapal mija.
    • kawa_malinowa Re: Marzenia.... 01.09.05, 14:01
      Przez całą podstawówkę, aż do końca gimnazjum marzyło mi się zostanie
      archeolożką śródziemnomorską. Wyleczyła mnie znajomośc z doktorantką na tym
      kierunku i fakt, ze we wrocławiu nie ma takowej specjalizacji. Może kiedyś dla
      siebie? ;)

      I marzenie nieuleczalne. Żyć z pisania.
      • daria13 Re: Marzenia.... 01.09.05, 14:17
        kawa_malinowa napisała:
        I marzenie nieuleczalne. Żyć z pisania.

        A co droga koleżanka zamiarowała pisać? Czy mnie myli moje przeczucie, że
        koleżanka coś po cichutku tworzy? Podziel się z nami swoją tajemnicą.Proza to
        czy poezja? A może mówiąc o życiu z pisania miałaś prozaicznie na myśli
        dziennikarstwo?
        Ja na ten przykład też chciałam na dobra sprawę żyć z pisania i oglądania, bo
        marzyło mi się zostanie krytykiem teatralnym. A co! Ale też praktyczne
        podejście do życia mnie zniechęciło. I teraz trochę tego żałuję.
        Pozdrawiam zaintrygowana marzeniem Kawy:)
        • kawa_malinowa Re: Marzenia.... 01.09.05, 14:28

          Przeczucie dobrze podpowiada.
          Z pisania prozy bym chciała się utrzymywać, na razie piszemy i poprawiamy,
          piszemy i poprawiamy, piszemy i... wyrzucamy do kosza. Ale kto wie, co stanie
          się kiedyś ;) Notujemy pomysły, zapisujemy szeregi słów. Bloga traktujemy jako
          ćwiczenie stylu jeśli tylko emocje nie zasłaniają nam oczu. ;)

          Oprócz prozy- publicystyka literacka. Oprócz powoli zdobywanej amatorsko do tej
          pory praktyki, na mojej uczelni jest na polonistyce specjalizacj krytyka
          artystyczna i literacka, z którą również wiążę pewne nadzieje.

          A co do dziennikarstwa - byłam na warsztatach, stażach i pisywałam w sumie do
          trzech lokalnych gazet. W jednej było miło, ale ją zamknęli. Dwie pozostałe
          natchnęły mnie przekoniem - nigdy więcej. Atmosfera w redakcjach jest okropna,
          jedni oskarżają drugich o plagiaty, każdy ma z kimś pokątne układy. Nie
          podobało mnie się to wcale.

          pozdrawiam ;)
          • braineater Re: Marzenia.... 01.09.05, 15:16
            kawa_malinowa napisała:

            >

            >
            > Oprócz prozy- publicystyka literacka. Oprócz powoli zdobywanej amatorsko do
            tej
            >
            > pory praktyki, na mojej uczelni jest na polonistyce specjalizacj krytyka
            > artystyczna i literacka, z którą również wiążę pewne nadzieje.

            Nadzieje rzecz dobra, ale radze zbytnio sie tymi zajęciami nie przejmować. Albo
            inaczej - nie dać się wtłoczyć w jakiś jeden sytem czytania - na mojej uczelni
            rządził pod tym względem strukturalizm (bleh) - bo może Ci to odebrac całą
            radość z poznawania tekstu, gdy będziesz musiała go warsztatowo rozłożyć. A juz
            nie dajbuk, przykładac te kategorie do własnej twórczości - wtedy pozostaje nic
            tylko się obwiesić na jakim drzewku przydroznym:) To są po prostu zajęcia,
            które z załozenia uczyć mają skupionego czytania i rozpoznawania warstw tekstu,
            ale niestety najczęściej polegają na forsowaniu przez wykładowcę jedynej
            słusznej drogi myslenia - tak więc ostroznie.

            A tak na marginesie, to przez chwile przekonany byłem, że się kawa udzielała na
            FK poetycko pod nickiem Nastolata...(która zniknęła gdy pojawiła się kawa:)

            Pozdrowienia:)
            • kawa_malinowa Re: Marzenia.... 01.09.05, 15:20
              Na FK byłam pod innym nickiem. Staua mnie rozszyfrowała całkiem niedawno ;) Idę
              poszukać, co też tamta dziewczyna wypisywała :)

              pozdrawiam.
        • aaneta Re: Marzenia.... 01.09.05, 15:53
          A ja jestem dzisiaj w bojowo-idealistycznym nastroju i chciałabym, żebyś mi,
          Dario, wyjaśniła, dlaczego uważasz, że dziennikarstwo jest prozaiczne? Bo ja
          uważam, że może zmieniać świat! Może nawet bardziej niż literatura czy sztuka w
          ogóle. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak się ten zawód wykonuje: byle
          odwalić robotę czy solidnie i z zaangażowaniem, można więc być pismakiem w
          brukowcu albo szanowanym publicystą, intelektualistą nawet, jak na przykład
          zmarły niedawno Maciej Łukasiewicz z "Rzeczpospolitej". Czy można powiedzieć, że
          dziennikarstwo w jego wykonaniu było prozaiczne? Że nie wspomnę o GW, z której
          gościnności tutaj korzystamy. Czy takie dziennikarstwo jest prozaiczne?
          • braineater Re: Marzenia.... 01.09.05, 16:01
            Dołączam do bojowo-idealistycznej aanety - dziennikarstwo może byc sztuką a na
            pewno często bywa ciekawym pisarstwem - z przykładów tegoportalowych - Jacek
            Hugo-Bader, jak dla mnie obserwator i opisywacz krain zapomnianych o wiele
            ciekawszy od pana Stasiuka, a także autor artukułu, który już tu kiedyś
            linkowałem o krojeniu nastolatków. Ma facet wszystko, co chcę od dziennikarza -
            doskonały warsztat, słuch do języka, umiejętnośc wyjścia od drobiazgu, oraz po
            prostu talent do pisania zajmujących historii (coś dla KrisKa, powinno być do
            znalezienia w archiwum portalu, pisane na potrzeby Dużego Formatu, nim stał się
            Deformatem, wspomnienia z rowerowej jazdy przez byłe ZSRR - rewelacja, po
            prostu.)
            Oczywiście, jak w każdym zawodzie, są chałturnicy (w tym moja nieskromna
            osoba:), ale literatury przecież nie skreslamy w całości jako prozaicznej,
            dlatego, że istanieją grafomani...

            Pozdrowienia:)
            • griszah Re: Marzenia.... 01.09.05, 16:26
              A ja bym tu dorzucił Kapuścińskiego z jego wczesno-polskiego okresu ("Busz po
              polsku") za świetne reportaże z Rzeczpospolitej Bolejewskiej (to też dla KrisKa
              jeżeli jeszcze nie czytał).
              Pozdrawiam.
              • daria13 Re: Marzenia.... 01.09.05, 16:51
                Już dobrze, dobrze. Użyłam złego zwrotu. W moim odczuciu proza dziennikarska
                znacznie bliższa jest rzeczywistości niż proza jako taka, więc może jedynie
                zwrot był niefortunny, ale wymowa prawdziwa. Prozaiczny, hmmm, to rzeczywiście
                nie brzmi dobrze. Prozaiczny znaczy bliższy prozie życia. Oczywiście, że dobra
                publicystyka jest na wagę złota, ale jednak jest bardziej realistyczna niż
                poezja, czy literatura piękna:)Proszę wybaczenia;)
                Przy okazji dziękuję za wszystkie rady. Przykład Julki miał tu być tylko
                przykładem mało praktycznych marzeń i skłonić Was do zwierzeń na ten temat, ale
                Wy jak zwykle pospieszyliście z dobrymi radami, z którymi się jak najbardziej
                zgadzam i które zastosuję. Byłoby fajnie gdyby u nas istaniało coś takiego, o
                czym pisze Stella, albo przynajmniej gdyby istaniały jeszcze ogniska
                młodzieżowe, w których można uczyć się gry na instrumencie za powiedzmy
                niewielkie pieniądze, ale boję się, że w dobie kapitalizmu zlikwidowano takie
                ustrojstwa;( Bardzo trafiły mi do przekonania argumenty Anety i, co
                najważniejsze bardzo mnie uspokoiły. Dziękuję serdecznie:)
                Byłoby fajnie gdybyście jeszcze pisali o swoich marzeniach, bo to miły sercu
                temat:)
                Pozdrawiam żądna Waszych dalszych zwierzeń:)
                • staua Re: Marzenia.... 01.09.05, 16:58
                  Ja jeszcze moge dorzucic Veronice Guerin, bo obejrzalam wczoraj film (z Blanchett) i bardzo mna
                  wstrzasnal.
                  • stella25b Re: Marzenia.... 01.09.05, 17:22
                    W takim razie sie dostosowuje;)
                    Zawsze chcialam nurkowac a zajelam sie wspinaniem. Mam jednak ciagle nadzieje,
                    ze kiedys uda mi sie zrobic kurs i tak naprawde z butla, gdzies w cieplych
                    wodach poogladac ten kolorowy swiat.

                    Do Nienietoperza: na wspinanie nigdy nie jest za pozno:)W prawdzie w Anglii na
                    uprawianie tego sportu trzeba miec niezla psyche ale wszystko da sie przejsc.
                    Zachecam jak najbardziej:)

                    • staua Re: Marzenia.... 01.09.05, 17:46
                      Ja wlasnie w Anglii (no, w Walii) nauczylam sie wspinac, jako studentka (najpierw na sztucznych
                      sciankach, potem w Snowdonii). Fajnie bylo.
                      W Warszawie ludzie wspinali sie powszechnie na Trasie Lazienkowskiej (nie wiem, czy nadal to robia).
                      • aaneta Re: Marzenia.... 01.09.05, 18:21
                        > W Warszawie ludzie wspinali sie powszechnie na Trasie Lazienkowskiej (nie wiem,
                        > czy nadal to robia).

                        Robią, codziennie jeżdżę Trasą Łazienkowską, więc czasami widzę, ale robi mi się
                        niedobrze, bo to jest przy samej ulicy, strasznie ruchliwej przecież, więc tam
                        chyba w ogóle nie ma tlenu w powietrzu, że nie wspomnę o hałasie.
                        • stella25b Re: Marzenia.... 01.09.05, 21:43
                          aaneta napisała:

                          > > W Warszawie ludzie wspinali sie powszechnie na Trasie Lazienkowskiej (nie
                          > wiem,
                          > > czy nadal to robia).
                          >
                          > Robią, codziennie jeżdżę Trasą Łazienkowską, więc czasami widzę, ale robi mi
                          si
                          > ę
                          > niedobrze, bo to jest przy samej ulicy, strasznie ruchliwej przecież, więc tam
                          > chyba w ogóle nie ma tlenu w powietrzu, że nie wspomnę o hałasie.

                          Moze wspinaja sie z tlenem na plecach;)?
                      • stella25b Re: Marzenia.... 01.09.05, 21:42
                        W Anglii wspinalam sie w Sheffield und Pembroke. Najbardziej jednak zaszokowala
                        mnie etyka wspinania Anglikow. Tam nie mozna wspinac sie na "wedke". Uzywa sie
                        jedynie friendow i kosci. Nie ma stalych hakow.....odbiega to nieco od
                        pozostalych miejsc w Europie. Stad tez ta niezla psycha i prowadzenie pare
                        metrow bez przelotu u Angoli.
                        Staua, dostalas niezla szkole;)
    • noida Re: Marzenia.... 01.09.05, 17:32
      A mnie się właśnie zamarzył piknik, taki z kocem, koszem piknikowym pełnym
      placka ze śliwkami, czerwonego wina, pysznych kanapek z różnymi dodatkami,
      tarty szpinakowej, jabłek, gruszek i w miłym towarzystwie...
    • eva.68 Re: Marzenia.... 01.09.05, 23:02
      Moim największym marzeniem w latach dziecięco-młodzieżowych było być zupełnie
      kim innym i zupełnie gdzie indziej. Czas upływał, wtedy dość wolno, a marzenie
      się spełniało (w takim samym tempie). :-)
      Miałam też jedno marzenie muzyczne. Chciałam grać na pianinie. Nie udało się, z
      przyczyn różnych (niechęci rodziców i ekonomii m.in.) Jeszcze teraz czasem mnie
      nachodzi, że szkoda... Ale przez to, że rodzice jakoś niespecjalnie w moje
      talenta wierzyli i niespecjalnie ich zajmowało (z przyczyn różnych) czy jakoweś
      posiadam, nie ma we mnie zapału i zacięcia do czynności wymagających pracy i
      cierpliwości. Bo jako dziewczę już nastoletnie chciałam nauczyć się grać na
      gitarze. Niespecjalnie skomplikowane i instrument nawet miałam w zasięgu...
      Czegoś jednak zabrakło.
      Masz prawo wtrącać się w marzenia swojego dziecka. Myślę, że rodzice powinni to
      robić, byle nie "radioaktywnie".
      Pozdrawiam

      "Uśmiech to pół pocałunku."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka