Dodaj do ulubionych

Świat jest mały

06.09.05, 13:51
Zostałem wczoraj skierowany na wykonanie rentgena klatki piersiowej oraz
pobranie krwi do analizy w ramach obowiązkowych badań lekarskich
poprzedzającą procedurę przedłużania libijskiej wizy pobytowej. Niestety,
naszemu przewodnikowi nie udało się niczego załatwić w rejestracji w pracowni
radiologicznej. Nie był w stanie przedrzeć się przez przemieszane tłumy
expate’ów z Bangladesz, Pakistanu, Sri Lanka oraz bardzo licznych
przedstawicieli czarnej Afryki, którzy właśnie wczoraj chcieli/musieli
dokonać prześwietleń. Rentgen odłożyliśmy na inny dzień.

Zupełnie inną sytuację zastaliśmy w drugim ośrodku zdrowia (w innej części
miasta) gdzie w ciszy i w spokoju pobrano nam krew do analizy. Mogliśmy
podziwiać sprawność i urodę rejestratorek, laborantek i pozostałego żeńskiego
personelu medycznego z Chorwacji, Serbii, Kirgizji, Białorusi i ….Korei
Północnej. Polek niestety nie zauważyłem.

I gdy było już po wszystkim, to nastąpiło niespodziewane spotkanie. W
drzwiach wyjściowych wpadam na Johna. John T. – Electrical Engineer. Lata
całe pracujący w sektorze i dla sektora naftowego. Współpracowaliśmy przed 7
i 8 laty przy dostawach polskich silników dla Orlenu. (wtedy jeszcze dla
Petrochemii Płock SA). Braliśmy udział w testach i próbach odbiorowych
silników w Cieszynie i Żychlinie. Co za niespodziewane spotkanie! John tez
stanął w drzwiach jak wryty wyraźnie zaskoczony. Niestety. Nie mieliśmy czasu
aby siąść chwilę i pogadać. Krótka wymiana zdań, adresów e-mailowych i już w
drogę.

W życiu już miałem podobną sytuację przed wielu laty w Abu Dhabi. W porcie,
podczas inspekcji przez firmę ubezpieczeniową uszkodzeń transformatora
stwierdzonych przy rozładunku podszedł do mnie młodszy oficer z niemieckiego
statku zacumowanego przy tym samym nabrzeżu co polski statek M/S Kalinowski.
Był to Holender, który przypomniał nasz wspólny pobyt na międzynarodowym
obozie studenckim Almaturu na Mazurach sprzed kilku laty.Tez bylem mile
zaskoczony.

Tripoli; 06-09-05

Obserwuj wątek
    • iwa_ja Re: Świat jest mały 07.09.05, 22:20
      Moze nie na temat, ale...
      Co tydzień, w ramach day off, jeździlam z Brighton do Londynu. Któregoś takiego
      dnia zdecydowałam, że zwiedzę British Museum. Na schodach zaczepił mnie facet o
      wyglądzie wskazującym wyraźnie, że mówi tym językiem, z którego mam dyplom.
      Szukał jakiegoś miejsca w Londynie, łamanym angielskim. Odpowiedziałam po
      arabsku...
      Odtąd co tydzień wpadałam do Londynu i łazilam z nim wlaśnie. Kiedy podjęłam
      decyzję, że do Polski wracam stopem dał mi talię adresów swoich znajomych z
      Iraku, którzy poulokowali się po calej Europie. Więc mieszkałam np. przez dwa
      tygodnie w diasporze arabskiej w Paryżu i trochę w Lyonie, i trochę w Genewie,
      i jeszcze trochę w Zurichu. Mieszkałam jak członek rodziny.
      Chciałabym ich jeszcze zobaczyć.
    • liley11 Re: Świat jest mały 08.09.05, 17:00
      Witajcie,
      Dzis rano w drodze do pracy (chodze piechota, bo mam bardzo blisko) zaczepila
      mnie sasiadka, ktora mieszkala w bloku moich rodzicow w tej samej klatce. Nie
      poznalam jej, bo byla mala dziewczynka, kiedy wyjezdzalam z domu. Umowilysmy
      sie dzis po pracy na kawe.

      Piec lat temu w Nowym Jorku wpadlam w sklepie na swoja byla przyjaciolke z
      liceum. Doslownie sie zderzylysmy se soba..:)) Nie mialysmy ze soba kontaktu
      przez 6 lat.

      Wiele razy zdarzylo mi sie poznawac ludzi, ktorzy znali osoby, z ktorymi
      wczesniej mialam kontakt. A ze to w wielkim swiecie sie odbywa, a nie na jednym
      podworku, to jest dosyc niesamowite. Chociaz ten swiat, to jest jedno wielkie
      podworko..:)))
      • chaladia Smutne... 08.09.05, 21:24
        Muszę przyznać, że ja mam z kontraktowym przyjaźniami jak najgorsze
        skojarzenia. Z moich Egipskich kolegów żyje już tylko połowa stanu osobowego
        kontraktu. Jeden zginął w wypadku drogowym jeszcze w Egipcie na koniec
        kontraktu. Drugi zginął, tez wypadku drobowym w Libii. Trzeci zmarł na
        białaczkę w Polsce. Reszta na dobrą sprawę się nie odzywa - próbowałem
        nawiązywać kontakt telefoniczny, ale jeżeli to tylko ja mam dzwonić, to
        dziękuję...
        Z kolegami "międzynarodowymi" z Sudanu jest jeszcze gorzej. Próbowałem pisać -
        nie odpowiadali, próbowałem (później) e-mailować - czasami dostwałem jedbo-
        dwulinijkową odpowiedź w stylu "confirmation of the contact". Nie wiem, czy oni
        Polakami gardzą, czy boją się, że się tam zjawię i popsuję rynek oferując swoje
        usługi za znacząco mniejsze pieniądze, czy co?
    • beduinka Re: Świat jest mały 17.09.05, 14:37
      kiedys lecac z Trypolisu do Benghazi nawiazalam rozmowe z siedzacym kolo mnie
      Libijczykiem. Omar zaprosil mnie do swojej rodziny w Benghazi, gdzie z jego
      rodzicami i rodzenstwem spedzilam 2 tygodnie. pozniej jeszcze przez 2 tygodnie
      zwiedzalam z nim i z jego kolega wschodnia Libie
      przez jakis czas utrzymywalismy ze soba kontakt e-mailowy, ktory nastpenie sie
      urwal
      ostatniego sylwestra spedzalam w syrii w damaszku. gdy 1 stycznia teg oroku
      poszlam przejsc sie po miescie - ja i Omar wpadlismy na siebie na suku. Ja z
      Polski z Europy, on z Libii z Afryki i spotkalismy sie w Syrii w Azji
      od tej pory jestesmy juz w kontakcie e-mailowym i inforumjemy sie, gdzie
      akutalnie przebywamy. Omar obecnie zwiedza Tanzanie :))))))))))
      • chaladia Solidarność Grupy Społecznej Expatriate'ów 09.09.06, 08:49
        Z zadowoleniem stwierdzam, że jeśli gdzieś, w dowolnym towarystwie, spotykają
        się dwaj (lub więcej) expatriaci z Bliskiego Wschodu) to ludzie ci z reeguły od
        razu czują ze sobą jakąś więź, nawet jeśli w danym momencie siedzą po
        przeciwnych stronach stołu negocjacyjnego, a sprawa jest "drażliwa".
        Coś w rodzaju "braterstwa broni"...
        • survey06 Re: Solidarność Grupy Społecznej Expatriate'ów 09.09.06, 17:48
          Tak naprawdę, to w takim „negocjacyjnym” spotkaniu nie ma nic dziwnego, że
          negocjatorzy wzajemnie się rozumieją i automatycznie lgną do siebie. Po wielu
          latach tułaczki po różnych Site’ach, campach, office’ach, pracy przy przeróżnych
          projektach i przy różnych ich fazach realizacji, już niewiele może zaskoczyć.
          Bardzo często okazuje się, że tego czy tamtego uczestnika się już spotkało na
          jakiejś pustyni lub biurze, albo wiadomo gdzie i przy jakim projekcie wcześniej
          pracował. I nigdy nie wiadomo gdzie los nas jeszcze może rzucić i kogo tam, ze
          starych znajomych, możemy jeszcze spotkać.
          • chaladia Re: Solidarność Grupy Społecznej Expatriate'ów 09.09.06, 22:03
            W Polsce po 1989 roku powstała "tradycja" traktowania "counterpartów" w
            negocjacjach jako osobistych wrogów, z którymi jakiekolwiek kontakty
            towarzyskie uznawano za przejaw nielojalności. Lizać "w górę" to jeszcze było
            wolno, ale "w dół" to wolno było tylko kopać.
            Odpowiednio, po takich negocjacjach ich uczestnicy rozjeżdżali się do domów,
            kto Mercedesem SLK, kto autobusema MZK i nie musieli się oglądać.
            Tymczasem na campie na środku pustyni Biali z eguły musieli "żyć" ze sobą przez
            24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, jadać w jednej kantynie, chodzić w
            piątki do jednego klubu itd itp. O jakimkolwiek przenoszeniu wentualnych
            konfliktów interesów firm na stosunki międzyludzkie mowy być nie mogło. Tak
            więc, po powrocie do kraju w 1992 roku przeżyłem niemały szok trafiając w
            środek "piekłą polskich japiszonów".
    • skawel Re: Świat jest mały 04.10.06, 11:48
      Kilka miesiecy temu robilem treking do Bazy pod Annapurna (popularne ABC) w
      okresie tuz po obaleniu krola Gyanendry. Z tego powodu szlak wial pustka, Nepal
      zawsze pelny turystow byl wtedy totalna pustynia. Wczesniej w Indiach jakos nie
      spotkalem zadnych Polakow i tutaj tez nikogo sie nie spodziewalem, zwlaszcza na
      4 tysiacach w srodku parku narodowego, juz w porze monsumowej, gdzie czasami
      jak przewieje mleczna mgle to mozna przez kilka sekund nacieszyc sie widokami. I
      kto wtedy lazi po gorach?
      Wreszcie w gramolilem sie do ABC, rozsiadlem w schronisku i za stolem slysze
      znajomy angielski akcent od ktorego na obczyznie robi sie goraco. Od razu
      spytalem czy jeden z grajacych w szachy nie jest przypadkiem Polakiem. Potem
      szybko poszlo, pytania i odpowiedzi. Nie moglem uwierzyc, ze gosc przede mna
      jest z Kielc, chodzil do tej samej podstawowki co ja, dzielil ze mna wtedy
      szatnie, on z klasy "j", a ja z "i". Gdyby tego jeszcze bylo malo, mamy tych
      samych znajomych, posypaly sie nazwiska, a kolega mieszka w tym samym bloku,
      klatke obok.
      To chyba najdziwniejsze i najbardziej nieoczekiwane spotkanie jakie mi sie dotad
      przytrafilo.
      Balowalismy pozniej wspolnie jakies 2 tygodnie w Pokharze i Katmandu...

      pawel
    • masaha Re: Świat jest mały 10.01.07, 01:19
      W 1994, po dlugich negocjacjach w ministerstwie, skierowano mnie do pracy w
      Adenie. Po negocjacjach, bo tak do konca to nie wiedziano, jakie planowe
      zadania mam do wykonania. Na dwa dni przed wyjazdem otrzymalem list od rodziny
      z Kanady, ze w Adenie przebywa kuzynka mojej mamy, z ktora sie w moim zyciu nie
      mialem okazji spotkac.
      No nie bylo wyjscia - najpierw podroz taksowka kilkanascie kilometrow w glab
      pustyni, poten kilkanascie minut objasniania ochraniarzowi celu mojej wizyty,
      nastepnie kilkanascie minut poszukiwania meza kuzynki a na koniec kilkanascie
      minut oczekiwania na jej pojawienie sie. Potem juz tylko radosc ze spotkania.
      Do tej pory wspominamy to z lezka w oku. Choc juz z daleka...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka