Dodaj do ulubionych

Psycholog albo, co gorsza, psychatra

15.09.05, 16:23
Nie radzę sobie z lękiem o stan zdrowia Julki. Mam złe sny, mam trudności z
koncentracją, jestem nadpobudliwa, słowem trudno ze mną wytrzymać. Ten stan
zamiast zmierzać do poprawy, z czasem wręcz narasta. Wymyśliłam więc, że może
powinnam poszukać pomocy u specjalisty, bo to wszystko rzutuje na jakość
mojego życia, ale też na moje najbliższe otoczenie. Jako, że pracuję w
wydawnictwie medycznym i mamy wiele znajomości wśród najlepszych lekarzy w
swoich dziedzinach chciałam zasięgnąć języka u koleżanek współpracującyh
bezpośrednio ze specjalistami. Powiedziałam o tym nieopatrznie mężowi, który
doradził dyskrecję, bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że wybieram się do
psychologa. W jego mniemaniu jest to sprawa wstydliwa. Nie pierwszy raz
spotykam się z takim podejściem i trochę mnie to dziwi, bo przecież od
niepamiętnych czasów w krajach cywilizowanych wizyta u psychologa jest
rzeczą nie tylko najzupełniej normalną, ale wręcz modną i poniekąd wyznacza
wyższy status w społeczeństwie. Nikt nie musi się tego wstydzić. Tak to w
każdym razie pokazują w amerykańskich filmach:)Dlaczego więc u nas wciąż
pokutuje taki pogląd, że do psychologa czy psychiatry chodzą tylko osoby
ciężko chore umysłowo?
To jeszcze jeden przejaw mentalności społecznej większości Polaków, który
działa mi na nerwy. Czy w krajach, w których mieszkają niektórzy Torbiarze,
rzeczywiście rzecz ma się zupełnie inaczej?
Pozdrawiam lekko zgnębiona.
Obserwuj wątek
    • broch Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 16:52
      "Czy w krajach, w których mieszkają niektórzy Torbiarze, rzeczywiście rzecz ma
      się zupełnie inaczej?"

      Odpowiedz jest prosta: nie (ma sie inaczej). W Stanach sa np rednecks. Nie musi
      to byc Poludnie oczywiscie. Ciemnota, zabobony, zacofanie kulturowe sa we
      wszystkich krajach na ziemi powszechne (i domunujace).
      W ameryknskich filmach pokazuja ludzie ktorzy moga wygadac sie za pieniadze :)

      Prawdziwej psychologii nie lekcewazylbym osobiscie. Uwazam ze lepiej skorzystac
      z pomocy psychologa/psychiatry niz cierpiec.

      Twoja corka bedzie potrzebowala Cie jeszcze przez dlugie lata. Musisz byc zdrowa
      i silna dla Niej.
      • stella25b Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 17:37
        Dario, w Niemczech niestety panuje ten sam poglad co i w Polsce. Wizyta u
        psychologa czy u psychiatry od razu kojarzona jest z labilna psychika czy
        usterkami w psychice. Do lekarza lub specjalisty idzie po porady zwiazane
        choroba organizmu a po duchowe porady odsylanym sie jest najczesciej
        do....przyjaciolki, grupy wzajemnej pomocy itp.
        Slyszalam juz tez, ze Katolikom nie jest potrzebny psychoterapeuta, od tego
        jest ksiadz!!

        Podpisuje sie pod postem Brocha. Zaczerpnij porady u specjalisty to naprawde
        dobry pomysl. Trzymam kciuki za poprawe psychy:)
        • dr.krisk Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 17:48
          stella25b napisała:

          > Dario, w Niemczech niestety panuje ten sam poglad co i w Polsce.
          Sadze, ze to efekt przyjecia pewnej blednego przekonania, ze na kozetce u
          psychologa (czy psychoanalityka) wyleguja sie glownie zblazowani bogaci i
          rozpsuci Amerykanie, nie wiedzacy co zrobic z pieniedzmi. A mu tu panie inne
          mamy zmartwienia na glowie, dzieciskow ubrac trza, zeszyty do szkoly kupic, i
          dzie mnie tam takie glupoty we glowie!! A ze czasem czlowiek obwiesic sie ma
          ochote, to przecie nie pierwszyzna - zawsze kto podbiegnie z kozikiem i ode
          sznura odetnie!
          Powiedzialbym nawet wiecej - zbyt malo uwago zwracamy na nasze zdrowie
          psychiczne, zakladajac ze to "tak byc musi". Moze musi, ale bardzo czesto wcale
          nie. Pamietam znakomity wywiad z prof. Ewa Letowska, ktora tez bardzo przezyla
          smierc meza - powiedziala ze zyje dzieki lekarstwom (uzupelniaja utrate
          serotoniny w organizmie, wywolana stalym napieciem psychicznym).... i opiece
          psychiatry. Po tym wywiadzie moj gleboki szacunek do Pani Profesor wzrosl
          jeszcze bardziej...
          KrisK
          • stella25b Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 17:56
            Nie, Krisk, to nie "inne problemy" zaprzataja ludziom glowe tylko przekonanie,
            ze czlowiek, ktory nie potrafi poradzic sobie z problemem jest slaby i do
            niczego. A w dzisiejszym swiecie dla takich ludzi miejsca brak. Docenia sie
            silnych i przebojowych a nie jakis tam zdolowanych, problematycznych mizerakow.
            • dr.krisk Zalezy od srodowisk..... 15.09.05, 18:06
              stella25b napisała:

              > Nie, Krisk, to nie "inne problemy" zaprzataja ludziom glowe tylko
              przekonanie,
              > ze czlowiek, ktory nie potrafi poradzic sobie z problemem jest slaby i do
              > niczego. A w dzisiejszym swiecie dla takich ludzi miejsca brak. Docenia sie
              > silnych i przebojowych a nie jakis tam zdolowanych, problematycznych
              mizerakow.

              Masz oczywiscie racje, ale poglad o ktorym piszesz dotyczy innych srodowisk.
              Zolnierze wspolczesnego rynku pracy, tytany i nadludzie, pracoholicy i
              asertywni komandosi gieldowi za zadne skarby nie przyznaja sie ze wieczorami
              placza zwinieci w fotelu ze swoim pluszowym misiem w ramionach. Urazona ambicja
              by ich zabila.

              Natomiast przecietni szarzy ludzie najczesciej traktuja troske o swoje zdrowie
              psychiczne jako cos zupelnie zbednego, panska fanaberie, wymysl jakis.......

    • dr.krisk Zdrowie psychiczne... 15.09.05, 17:30
      Na wstepie chcialbym napisac powaznie (a rzadko jestem powazny, wiec prosze ten
      fakt docenic), ze w tym co piszesz masz moje wsparcie. Powiem szczerze, twoj
      niepokoj o corke, chociaz uzasadniony, odbieralem juz jako nieco nadmierny.
      Dobrze, ze o tym wiesz i chcesz sobie z tym poradzic. Pomysl wizyty u
      psychologa czy psychiatry uwazam za calkiem normalny i nigdy by mi do glowy nie
      przyszlo aby robic jakies miny. To jest smieszne - jak idziemy do lekarza z
      katarem to jest OK i nikt nie wydziwia, ale jak z bolem istnienia to niektorzy
      traktuja to jako fanaberie....
      Moja matka bardzo przezyla smierc ojca, i wielokrotnie proponowalem jej aby
      pojsc do lekarza (czasem wystarczy troche dobrze dobranych lekarstw
      uspokajajacych aby znekany organizm doszedl jakos do siebie). Zawsze spotykalem
      sie z dzikim oporem: ze tak trzeba, ze trzeba cierpiec (zatruwajac i mi zycie),
      ze w zadnym wypadku. Zupelnie bez sensu.
      Zgadzam sie z brochem: twojej corce oraz wszystkim bliskim potrzebna jestes bez
      nerwic i lekow. Na TWA prosze bardzo - tu mozna sobie spokojnie poskowytac
      czasem, jak los na ogon nadepnie. Ale bez przesady!
      Pozdrawiam starannie i serdecznie - KrisK
    • staua Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 18:42
      Nie uwazam tak - moja Babcia po smierci Dziadka korzystala z pomocy psychiatry, bo byla kompletnie
      rozbita, zalamana i nie dawala sobie rady z codziennoscia. Dzieki tej pomocy teraz (dziesiec lat
      pozniej) jest znowu dziarska i energiczna.
      Jestem za. I nie uwazam tego za wstydliwa sprawe.
    • eva.68 Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 19:01
      Słuszne to i sprawiedliwe, co już zostało tu w tej sprawie napisane. Ja tylko
      dopiszę, że dla mnie Najbardziej Przekonujący jest Brochowy argument o Twojej
      koniecznej przy Julce obecności przez długie jeszcze lata. I to w pełni sił i
      władz umysłowych. I nie ważne jaką metodą tę siłę i sprawność w sobie
      odbudujesz. Ważne, żeby zadziałało.
      Pozdrawiam ciepło i życzę Dużo Dobrego. :-)
      • daria13 Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 19:19
        Kto tu ostatnio napisał, że Torba to miejsce magiczne?
        Napisałam ten post , jak zresztą wiele innych, nawiązując do moich osobistych
        doświadczeń, żeby sprowokować dyskusję na szerszy temat, bardziej ogólnoludzki,
        żebyście nie myśleli, że ja tak ciągle tylko o sobie i swoich problemach, wszak
        od czegoś trzeba wyjść.
        I znowu, nawet tego nie oczekując, otrzymuję od Was całą masę ciepłych słów,
        niosących otuchę i pocieszenie. Jesteście niezawodni:)
        Ten pomysł był bardzo luźny, teraz wiem, że warto spróbować. Mam już namiary na
        dobrego psychologa i jak tylko uda mi się z nim umówić, pewnie pójdę. Muszę
        dobrze funkcjonować, bo Julka choć tego nie uzewnętrznia, może też się boi.
        Pozdrawiam już podniesiona na duchu i zdecydowana:)
        • eva.68 Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 15.09.05, 19:25
          I jak tu nie wierzyć w Cuda?
          :-))
    • noida Powinno być psychiatra, albo co gorsza psycholog. 16.09.05, 10:25
      Bo tytuł psychologa może dostać każdy po ukończeniu odpowiedniego,
      niekoniecznie dobrego i długotrwałego kursu, a psychiatra to osoba wykształcona
      (co oczywiście nie oznacza, że zaraz musi być super dobra, ale mimo wszystko
      ryzyko jest mniejsze). O mojej siostrze wydano kiedyś diagnozę, że posiada
      schizofrenię, a diagnozę tę wydała właśnie pani "psycholog". Oczywiście
      diagnoza była całkowicie błedna, ale co się strachu najedlismy to nasze.

      Zatem uważać należy na szarlatanów, o których łatwiej niestety wśród
      psychologów.
    • nienietoperz Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 16.09.05, 12:26
      Trudno mi powiedziec, o ile sytuacja w UK jest drastycznie inna, pewnie troche
      jest tak, jak pisal Broch - gdzieniegdzie lepiej, gdzieniegdzie gorzej. Mysle,
      ze nieporozumienia wynikaja z dwoch zrodel. Po pierwsze, potencjalni pacjenci
      czasem traktuja wizyte u psychologa jako przepis na szczesliwe zycie, oczekuja
      rozwiazania problemow, ktore sa od nich tak naprawde niezalezne. Po drugie,
      czesto psychologowie nie dostrzegaja roznic miedzy potrzeba pomocy
      psychologicznej a potrzeba konkretnej pomocy finansowej, policyjnej czy jeszcze
      innej. Ta druga obserwacja pochodzi od naszej przyjaciolki, ktora jest
      psychologiem klinicznym, wlasnie obronila doktorat (w UK), i mowila, ze w
      trakcie zajec zwiazanych ze studiami doktoranckimi wielokrotnie obserwowala
      psychologow, dla ktorych jedynym celem jest podanie diagnozy, uparcie
      szukajacych problemu w pacjencie, i lekcewazacych mozliwe czynniki zewnetrzne
      (chocby np. drastyczna bieda czy maz alkoholik).

      Mysle, ze w Twojej sytuacji nie grozi Ci problem pierwszy (tak byloby, gdybys
      np. nie szukala zadnej pomocy lekarskiej dla Julki), z problemem drugim
      najlepiej poradzic sobie szukajac dobrego fachowca. Wizyta naprawde moze pomoc i
      uspokoic.

      Przyklad niedawno uslyszany, przy okazji ilustrujacy glebie ludzkiej
      'pomyslowosci'. Od naszej dosc odleglej znajomej odszedl maz. Coz, moze sie
      zdarzyc, exmaz zachowal sie w porzadku w stosunku do piecioletniego juz synka
      Jacka, odwiedzal go, opiekowal sie i w ogole. Pewnego dnia zabral synka do
      swojego nowego mieszkania i powiedzial: 'A teraz Tata
      zrobi Ci niespodzianke.' Po czym przedstawil mu nowego Jacka, jakiego Tata ma w
      tym mieszkaniu - chlopiec w podobnym wieku, o tym samym imieniu (syn nowej
      partnerki). Reakcja Jacka oryginalnego, jak nietrudno sie domyslec, byla dosc
      radykalna - kompletne rozbicie osobowosci, brak kontaktu ze swiatem zewnetrznym,
      calkowita blokada. Na cale szczescie znajoma z exmezem (ktory kiedy zorientowal
      sie, jaka glupota bylo nieprzygotowanie dziecka na taka sytuacje, mocno sie
      przestraszyl) znalezli dobrego psychologa, i po wielu wizytach calej trojki
      sprawa wrocila do normy. Bez fachowej pomocy na pewno by sobie nie poradzili.

      Trzymajac za Was kciuki,
      nienietoperz
    • agni_me Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 16.09.05, 13:51
      Myślę, że niechęć do "lekarzy dusz" nie wynika tylko z obskurantyzmu
      społeczeństwa. Przez wiele lat i w wielu krajach medycyna nie uznawała za
      poważne licznych schorzeń, choćby depresji, koncentrując się na
      najpoważniejszych zaburzeniach - schizorfenii, uzależnieniach od alkoholu,
      narkotyków, ale w tym ostatnim stadium, niedoszłymi samobójstwami. Zupełnie
      naturalne są więc skojarzenia: psychiatra - wariat. Te skojarzenia, a także
      niewiara w to, że psyche oddziałuje intensywnie na ciało dotyczy wciąż ogromnej
      większości środowiska medycznego.
      Kilka lat temu w poczekalni psychiatry spotkałam kobietę, która czekała na
      swoją matkę. Opowiedziała jak to matka przez dwa lata była faszerowana
      ogromnymi ilościami leków nasercowych, spędzała całe miesiące w szpitalach, bo
      w śnie miała napady koszmarnych duszności. Dwa lata sprowadzano do niej
      najlepszych lekarzy. Aż raz, w drodze do szpitala młoda lekarska z pogotowia
      zapytała czy przypadkiem nie przeżyła jakiejś traumy. Szybko okazało się, ze
      dwa lata temu w wypadku zginął jej ukochany syn. Po tygodniu podawania leków
      uspokajających i przeciwdepresyjnych problem zniknął i się nie pojawiał.
      Matka, starsza kobieta w chustce na głowie, była wyraźnie skrępowana wizytą i
      tym, że ktoś poza córką jest w poczekalni. Jakoś nieśmiało się tłumaczyła, że
      nie jest wariatką, że jeszcze jej nie zamykają w wariatkowie, że jej lekarz od
      serca nie wierzy w działanie tych leków, ale córka się upiera. A była to jej
      kolejna wizyta.
      Wyobrażacie sobie ile miłości i desperacji musiała włożyć w zawleczenie matki
      do psychiatry ta "poczekalniowa" kobieta, prosta w końcu, z jakiejś
      podgrójeckiej wsi? Ogromnie mi tym zaimponowała, tak jak wkurzył mnie profesor
      z milionem specjalizacji, który serce traktował tylko jak mięsień.
      Więc nie ma się co dziwić matkom, mężom, dzieciom, które zalecają dyskrecję.
      Pewnie za pokolenie przestaniemy się dziwić słabości, za dwa pokolenia będziemy
      łykać tabletki na każdą zmianę nastroju, a może za trzy uzyskamy jakąś
      równowagę.
      Dario, idźże spokojnie do tego lekarza, a chwalić się tym nie musisz, tak, jak
      nie dyskutujesz pewnie wizyt u ginekologa.
      • olahabe Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 19.09.05, 16:26
        Dlaczego nie możemy się "chwalić" problemami z psychiką, mało tego- dlaczego
        Durczok informujący społeczeństwo przed kamerą o swoim nowotworze wzbudził
        masowy szok? Nie rozumiem, co jest takiego w chorobach, że wstydzimy się do
        nich przyznawać. I dlaczego wogóle traktować chorobę, niewydolność taką czy
        owaką jako słabość? Jeżeli jakaś część mnie szwankuje, to nie znaczy chyba, że
        mam to ukrywać przed całym światem i spalać się ze wstydu, że jestem słaba? Nie
        zgadzam się z takim podejściem do chorowania fizycznego, a co do niedomagań
        psychicznych, to dziękuję Ci Dario i gratuluję samoświadomości. Za to, że
        określiłaś swój problem i podzieliłaś się wątpliwościami. Ja ze swojej strony
        deklaruję, że mogę wziąć udział w dyskusji na każdy temat. O ginekologu,
        proktologu i psychiatrze też, jeżeli tylko mój głos będzie mógł pomóc komuś i
        dodać coś nowego do ważnego tematu.
        • daria13 Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 19.09.05, 19:05
          Dziękuję Ci Olu za gratulacje i deklaracje:) Traktuję Torbę właśnie trochę tak
          jak spotkanie z ludźmi, z którymi świetnie wymienia się niektóre poglądy, ale
          przede wszystkim niepostrzeżenie nasza Torba stała się dla mnie, i dla
          niektórych myślę też, miejscem zwierzeń, miejscem gdzie można opisać swoje
          radości i smutki, gdzie można znaleźć pocieszenie i wsparcie. Jestem klasyczną
          ekstrawertyczką i takie miejsce jest dla mnie tym cenniejsze. Muszę Wam też
          powiedzieć, że na swoim ekstrawertyźmie zawsze wychodzę dobrze; nie mam dzięki
          temu niezagojonych ran, nie gryzę się po nocach i nie mam typowych dla
          introwertyków schorzeń. Ponadto zawsze znajdzie się ktoś, kto nie tylko dobrą
          radą, ale też konkretną pomocą służy mi w potrzebie. Dzięki temu docieram na
          przykład do lekarzy, którym mogę ufać, a to jest bardzo ważne. Zwierzanie się z
          utraty pracy przez męża, też kiedyś zaowocowało znalezieniem tejże zupełnie
          niespodziewanie, jakby z nieba.
          Z drugiej strony rozumiem i szanuję ludzi, którym taka postawa jest obca, czy
          nawet wręcz nieco wstrętna. Cżlowiek skryty z reguły gardzi takim wiecznie
          zwierzającym się osobnikiem. Myślę, że najlepiej byłoby, gdyby oba typy
          osobowości się szanowały nawzajem. Jeśli kogoś krępuje opowiadanie o swoich
          schorzeniach, czy słabościach, niech milczy, ale niech nie wyśmiewa tego, który
          to robi.
          I za to między innymi lubię Torbiarzy, bo mimo że różnimy się ogromnie, zawsze
          staramy się być wyrozumiali dla innych, za co raz jeszcze dziękuję:)
          • beatanu Re: Psycholog albo, co gorsza, psychatra 19.09.05, 20:25
            Trochę późno dołączam się do tej dyskusji, przez tydzień byłam poza zasięgiem
            cywilizacji na poziomie wyższym niż elektryczność, radio i WC.

            Zastanawiałam się, czy czy jeszcze mogę jeszcze wnieść coś nowego - powiedziano
            chyba prawie wszystko.

            Uważam w każdym razie, że przyznanie się do słabości - jakakolwiek ta słabość
            by nie była - świadczy w pewnym sensie o sile człowieka, który do tej słabości
            sią przyznaje...

            Daria prosiła o wypowiedź Torbiarzy osiadłych za granicą, więc czuję się
            wywołana do tablicy. Mam wrażenie, że generalnie Szwedzi, w porównaniu z
            Polakami, są o wiele bardziej oswojeni z istnieniem instytucji pt.
            profesjonalna pomoc psychologa/psychoterapeuty/psychiatry. Dużo się o zdrowiu
            psychicznym dysktuje i w szkole (młodzież w liceum uczy się podstaw
            psychologii, zajęcia są fakultatywne ale cieszą się dużym powodzeniem) i w
            mediach, i w czasie towarzyskich przyjęć... Ale istnieją oczywiście różnice w
            przyjmowaniu wiadomości typu: "zastanawiam się, czy nie pójść do psychologa,
            bo..." w różnych kręgach społecznych. Obracam się sporo w kręgach medyczno-
            psychologiczno-pedagogicznych i akurat w tych takie stwierdzenie raczej nikogo
            by nie zbulwersowało... Ale jak zauważył mój mąż, który kiedyś pracował jako
            kierowca na poczcie - "gdybym wtedy swoim kolegom z pracy napomknął, że
            poważnie zastanawiam się nad wizytą u psychologa - zapewne popatrzyli by na
            mnie z jak na świra..."

            Mam koleżanki i kolegów z pracy, którzy w ramach wykształcenia "zmuszeni" byli
            poddać się dłuższej lub krótszej psychoterapii, bo tego wymaga zawód psychologa
            dyplomowanego, czy dyplomowanej pielęgniarki psychiarycznej. Ze względu na
            specyfikę oddziału, na którym pracuję mam możliwość uczestniczenia w
            zorganizowanych i finansowanych przez pracodawcę grupowych zajęciach z
            psychologiem/psychoterapeutą. Czasami chodzi o pojedyńcze "debriefing" (po
            polsku???), czasami o systematyczne, trwające cały rok, cotygodniowe sesje w
            małych grupach. Kiedyś, zupełnie dobrowolnie i prywatnie, przez około półtora
            roku chodziłam do psychoterapeutki. Podobnie jak Ty Dario miałam kłopoty, życie
            mnie przerosło, nie dawałam sobie rady... Odważyłam się sięgnąć po
            profesjonalną pomoc i nie żałuję! Takiej harmonii, jaką osiągnęłam po
            ukończonej psychoterapii nie pamiętam od czasów dzieciństwa... O lepszej
            samoocenie, o większej pewności siebie, o efektywniejszym radzeniu sobie ze
            stresem, o lepszym zrozumieniu siebie i swoich reakcji nie wspomnę... Uważam
            więc, że warto!

            Pozdrawiam jak najserdeczniej,
            B

            • aaneta Re: Psycholog albo, co gorsza, psychiatra 20.09.05, 14:12
              Jeśli już gdzieś czytaliście to, co tutaj przeczytacie za chwilę, to proszę o
              wybaczenie, bo przed chwilą niechcący wysłałam w kosmos parę zdań, które
              wcześniej napisałam. Nie mam pojęcia ani jak ja to zrobiłam, ani gdzie ta moja
              radosna twórczość się podziała, ale może jednak gdzieś się przypadkiem
              opublikowała. Pewnie jednak nie, więc od nowa.

              Za każdym razem, kiedy czytam posty Beaty o służbie zdrowia w Szwecji, zwłaszcza
              o opiece psychologicznej nad pacjentami i ich rodzinami, skręca mnie z
              zazdrości. Bo w Polsce można o tym tylko pomarzyć. Nawet o podstawach
              psychologii w liceum, które są bardzo potrzebne, bo naprawdę w wielu przypadkach
              problemów z własną psychiką wcale nie jest niezbędna profesjonalna
              psychoterapia, wystarczy podstawowa wiedza psychologiczna. Oczywiście nie
              oznacza to, że profesjonalna pomoc psychologiczna w ogóle nie jest potrzebna,
              ale niekoniecznie w sytuacjach, kiedy problem polega np. na nieumiejętności
              rozpoznania emocji własnych czy kogoś bliskiego. Bo w takich przypadkach, jak ja
              to nazywam, analfabetyzmu emocjonalnego, psychoterapia to z reguły nie żadna
              psychoterapia z prawdziwego zdarzenia, tylko podstawy wiedzy o sobie samym i
              własnych emocjach. Chyba jednak coś takiego jak podstawy psychologii jest
              aktualnie w programach szkolnych, a że podobno straszne tłumy walą na studia
              psychologiczne, więc może za jakiś czas będzie lepiej.

              Tak samo można tylko mieć nadzieję, że będzie lepiej z możliwością uzyskania
              profesjonalnej pomocy psychologicznej, w sczególności psychoterapeutycznej, bo z
              moich obserwacji wynika, że poza ośrodkami akademickimi jest z tym fatalnie, że
              nie powiem tragicznie. I wcale nie jest tak z powodów, o których pisała Noida -
              że zbyt łatwo zdobyć licencję psychoterapeuty i że pełno szarlatanów, których
              dyplomy są niewiele warte. To też, ale nie do końca, bo jest taka instytucja jak
              Polskie Towarzystwo Psychologiczne, które weryfikuje psychoterapeutów i nadaje
              im certyfikaty, więc łatwo sprawdzić, czy ktoś jest fachowcem czy szarlatanem.
              Gorzej że prawdziwych psychoterapetów jest po prostu za mało, więc zazwyczaj
              ludzie potrzebujący pomocy, nawet jeśli decydują się na to, żeby z niej
              skorzystać, trafiają w najlepszym razie do psychiatry, jeśli nie są latami
              niepotrzebnie leczeni farmakologicznie w związku z dolegliwościami fizycznymi,
              które tak naprawdę nie są objawami żadnej choroby somatycznej, tylko wynikają z
              choroby duszy. Znam bardzo dobrze jeden taki przypadek i mam podstawy sądzić, że
              nie jest odosobniony. Nie mówiąc już o tym, jak mało prawdopodobne jest
              uzyskanie wsparcia psychologicznego w takich przypadkach, jak np. choroba
              nowotworowa. Niby wydawałoby się to oczywiste, ale, niestety, jest to kompletnie
              nierealne. Przy takich tłumach pacjentów, jakie widziałam na własne oczy w
              warszawskim Centrum Onkologii, nie wiem, czy uda się kiedykolwiek wykształcić
              odpowiednią liczbę specjalistów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka