daria13
15.09.05, 16:23
Nie radzę sobie z lękiem o stan zdrowia Julki. Mam złe sny, mam trudności z
koncentracją, jestem nadpobudliwa, słowem trudno ze mną wytrzymać. Ten stan
zamiast zmierzać do poprawy, z czasem wręcz narasta. Wymyśliłam więc, że może
powinnam poszukać pomocy u specjalisty, bo to wszystko rzutuje na jakość
mojego życia, ale też na moje najbliższe otoczenie. Jako, że pracuję w
wydawnictwie medycznym i mamy wiele znajomości wśród najlepszych lekarzy w
swoich dziedzinach chciałam zasięgnąć języka u koleżanek współpracującyh
bezpośrednio ze specjalistami. Powiedziałam o tym nieopatrznie mężowi, który
doradził dyskrecję, bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że wybieram się do
psychologa. W jego mniemaniu jest to sprawa wstydliwa. Nie pierwszy raz
spotykam się z takim podejściem i trochę mnie to dziwi, bo przecież od
niepamiętnych czasów w krajach cywilizowanych wizyta u psychologa jest
rzeczą nie tylko najzupełniej normalną, ale wręcz modną i poniekąd wyznacza
wyższy status w społeczeństwie. Nikt nie musi się tego wstydzić. Tak to w
każdym razie pokazują w amerykańskich filmach:)Dlaczego więc u nas wciąż
pokutuje taki pogląd, że do psychologa czy psychiatry chodzą tylko osoby
ciężko chore umysłowo?
To jeszcze jeden przejaw mentalności społecznej większości Polaków, który
działa mi na nerwy. Czy w krajach, w których mieszkają niektórzy Torbiarze,
rzeczywiście rzecz ma się zupełnie inaczej?
Pozdrawiam lekko zgnębiona.