Dodaj do ulubionych

polskie klimaty

21.09.05, 16:17
To chyba będzie narzekanie i może powinnam dzisiaj podpiąć się pod frakcję
pesymistów?

Wróciłam właśnie z Konsulatu Polskiego w Sztokholmie, gdzie OSOBISCIE
musiałam zgłosić się po zaświadczenie uprawniające mnie do głosowania poza
przydzielonym mi okręgiem wyborczym (akurat w dzień wyborów prezydenckich
będę w Krakowie.)Już pomijam fakt, że takie zaświadczenie przy odrobinie
dobrej woli i ZAUFANIU obywatelom możny by wysłać pocztą, wysyła się przecież
o wiele ważniejsze dokumenty. Próbowałam taką wersję przeforsować
telefonicznie, ale nic z tego nie wyszło. I nie o tym chcę w zasadzie pisać.
Tylko o tym, co podczas 45-minutowego czekania na papierek z pieczątką
zaobserwowałam.

1. Brak troski o konfidencjonalność, petenci wyłuskiwali swoje problemy przez
mikrofon, a głos pani zza okienka roznosił się przez głośniki po całym
pomieszczeniu... Nikt nie miał na szczęście jakichś niesamowice intymnych
problemów, ale gdyby miał? Ale to może też nie najważniejsze.

2. Pan w wieku bardzo poemerytalnym, sprawiający wrażenie, że bywa w
Kosulacie często, by sobie pogadać, dostać przeczytane przez pracowników
czasopisma itd itp. Sympatycznie i nic w tym złego, tym bardziej, że chcąc
nie chcąc, poznałam kawał życiorysu tego pana. I właśnie tutaj się zaczęło...
Bo pan dosyć długo nagabywał bogu ducha winną pracownicę Konsulatu, żeby
zapisała sobie jego numer telefonu i powiadomiła go o jakimś DOBRYM prawniku.
Bo przecież ona tutaj spotyka ogromne rzesze ludzi i na pewno nie jest to dla
niej problemem. "Wstrzeliłam się" (wchodząc zaledwie do pomieszczenia) w
dyskusję już po jej rozpoczęciu, więc nie znam szczegłów, chodziło w każdym
razie o mieszkanie w kraju i jakieś prawnicze problemy z nim związane. I to
ciągłe mękolenie o ZNAJOMOśCI, i to cięgłe utyskianie na fakt, że on, po 30
latach pobytu za granicą już tych ZNAJOMOśCI nie posiada. Na nieśmiałą
propozycję pracownicy, żeby spróbował podzwonić sam, pan nawet nie
zareagował, cały czas chodziło mu o znajomego, dobrego i zaufanego prawnika.
Aaaaaaaaaaaa! Toż to jakaś paranoja! Rozumiem, że nie jest łatwo w gąszczu
nazwisk specjalistów różnej maści(prawników, dentystów, szklarzy i
hydraulików) znaleźć kogoś, kto nam przypadnie do gustu, dobrze wykona swoją
robotę i przy okazji nie złupi do gołej skóry. Ale ten chorobliwy brak
zaufania osłabia mnie totalnie!

Wiem, że o wiele łatwiej wypowiadać mi takie sądy, bo od iluś już tam lat nie
mam bardzo ograniczny kontakt z polskimi klimatami. Ale mnie takie rzeczy
cholernie irytowały jeszcze zanim wyjechałam z kraju! Nie wiem - może na
zasadzie "głupi ma szczęście" nigdy nie zostałam oszukana... Nigdy nikomu nie
wręczyłam łapówki, a okazji było sporo - chociażby dlatego, że nasza
pierwsza, urodzona w Polsce córka miała trochę problemów i nasze kontakty z
służbą zdrowia były częste. Po prostu szliśmy do pierwszego z brzegu lekarza
i... nie było tak źle. Cała procedura związana z załatwianiem wywozu tzw
mienia przesiedleńczego też była rodzajem horroru. Schyłkowi PRL (jakby nie
wystarczyła polska paranoja ciągle zmieniających się przepisów celnych)
towarzyszyło zjednoczenie Niemiec i nasze mienie utknęło na długie miesiące
na granicy DDR, czyli kraju, który już nie istniał... Znajomości nie mieliśmy
żadnych i o takie nie zabiegaliśmy, a w końcu te nasze książki i ciuchy, i
pralkę itp dostaliśmy.

3. Para młodych ludzi odprawionych z kwitkiem (a nie była to ich pierwsza
wizyta) bo... tym razem nie mieli ze sobą jakiegoś tam zaświadczenia.

4. Strasznie trudno było mi się skoncentrować na czytaniu "Kysia" :)

Konkluzja? Chyba żadna. Takie sobie luźne obserwacje oddalonej jednak od
biurokratyczno-paranoicznych klimatów Beaty.
Obserwuj wątek
    • broch Re: polskie klimaty 21.09.05, 16:57
      Wymiana polskiego paszportu w Stanach:
      dzisiaj wymagane dokumenty:
      potrzebny jest:
      - wypelniona forma wymiany paszportu
      - stary paszport
      - prawo jazdy (kopia notarialnie potwierdzona)
      - green card (kopia notarialnie potwierdzona), jesli jest sie posiadaczem
      - notarialnie potwierdzony dowod zamieszkania w okregu kompetencji okreslonej
      ambasady
      - PESEL

      jakis czas temu wymagane dokumenty:
      - stary paszport
      - wypelniona forma wymiany paszportu

      Z radoscia stwierdzam ze nadchodzi stare wielkimi krokami.
      Zjawisko ktore obserwowalem w czasie wizyty w Polsce: totalna niekompetencja
      udajaca EU
    • dr.krisk Lacze sie w bolu i narzekaniu... 21.09.05, 17:14
      Zwlaszcza owo polskie przywiazanie do "znajomosci" dziala na mnie
      depresyjnie.... Mam wielki klopot przy okazji sesji na mojej rodzimej polskiej
      uczelni - odbieram wiele telefonow i wizyt rozmaitych Krewnych i Znajomych
      Krolika, ktorzy akurat maja dzieciatko na sasiednim wydziale, a owo dzieciatko
      ma wlasnie egzamin u dra Piernatka, i zeby tak slowko owemu Piernatkowi
      szepnac, coby okiem laskawszym na owo dzieciatko spojrzal.... I dalej tak w tym
      guscie.... Pomijam fakt, ze to jest po prostu nieuczciwe (namawianie do
      falszowania ocen), ale jak to niby mialowy wygladac???? Ani ja Piernatka nie
      znam za bardzo, ani przekupny nie jestem (znaczy nikt mi nie oferowal jeszcze
      interesujacych kwot, a pol litra czystej sam sobie kupie bez laski).
      Oczywiscie jak sa to dalecy Krewni i Znajomi to ich wysylam w cholere, ale jak
      to jest jakis sympatyczny wujek albo inna mila osoba, to mam wielkie problemy...
      Najczesciej mowie, ze zobacze co sie da zrobic, ale niczego nie obiecuje. No i
      oczywiscie nic nie robie, czasem dziecko samo zda, bez zadnego wstawiennictwa.
      Ale nie jestem z tego dumny....
      KrisK Moralnie Podejrzany
      • daria13 Re: Nie do końca się zgodzę... 22.09.05, 10:50
        Po raz pierwszy pozwalam sobie polemizować z Beatą w kwestii znajomości.
        Obawiam sie, że gdybyś miała równie koszmarne doświadczenia z lekarzami jak ja
        i moja rodzina, mogłabyś ulec pokusie zabiegania o takowe. Moje znajomośći
        kończą się właściwie z reguły na odnalezieniu dobrego, poleconego lekarza i co
        najwyżej na powołaniu się na osobę polecającą. Nie daję łapówek. Raz tylko
        Julka dała naszemu ukochanemu profesorowi, u którego od 5 lat się odczulamy
        własnoręcznie wykonany na ceramice kubek na długopisy. Bardzo mu sie podobał.
        Jeśli mam wybierać między zdrowiem bliskich, a dwuznacznością moralna protegi,
        wybieram jednak to pierwsze, sorry.
        Pozdrawiam trochę zawstydzona i skruszona, ale szczera:)
        • beatanu Re: Nie do końca się zgodzę... 22.09.05, 11:18
          I za tę szczerość (ale nie tylko!) Dario Cię lubię!
          Zgadzam się z Tobą jak najbardziej! Gdybym miała wybierać - jak mówią Szwedzi -
          między dżumą a cholerą, wybrałabym oczywiście zdrowie swoich bliskich.
          Co nie znaczy, że podoba mi się obowiązujący w Polsce prawie wszędzie system
          protekcji, poleceń, znajomości, no i te koszmarne łapówki!!!

          Chciałabym dożyć chwili, w której większość moich rodaków będzie mogła bez
          lęków i obaw wykręcić numer pierwszego z brzegu lekarza, stolarza czy tłumacza
          mając ufność, że nie zostaną zrobieni w trąbę...

          Słyszałam historię o żonie leżącego w naszym szpitalu (ale nie na "moim"
          oddziale) pacjenta. Obydwoje pochodzili z byłej Jugosławii, w Szwecji
          przebywali dość krótko. Kobieta usilnie starała się dowiedzieć, do kogo ma
          zwrócić się z "podziękowaniami" (=kopertą). NIKT nie rozumiał o co jej chodzi!
          Po prostu w świadomości szwedzkiego pracownika służby zdrowia nie istnieje
          pojęcie łapówki! Co nie znaczy, że nasi pacjenci nie przynoszą przy wypisie
          tortów/ciastek/czekolady/owoców. Ale przynoszą je 1.w chwili wyjścia ze
          szpitala, 2.dziękują CAŁEMU personelowi (bo sukces pt. wyzdrowienie, bo porażka
          pt. śmierć a przed śmiercią sukces w postaci godnej opieki palliatywnej) to
          nie tylko zasługa (czy klęska) pojedyńczych ordynatorów z tytułem profesora czy
          bez. No ale Szwecja bardzo egalitarnym krajem jest i... bardzo mi się to podoba.

          B :)
    • griszah Re: polskie klimaty 23.09.05, 11:47
      Jest w W-wie taka lecznica, na widok której krew mi się lasuje – nazywa się to
      Lecznica Profesorsko-Ordynatorska „....”. Właśnie tak – a w domyśle – przyjdź
      do nas, zapłać słono ale - przyjmie cię jakiś Autorytet lekarski na stanowisku
      i jak będzie trzeba to drogie specjalistyczne badania/zabiegi zrobimy ci w
      placówce podległej profesorowi/ordynatorowi po za kolejką po znajomości jako
      klientowi naszej lecznicy – a zwykli ludzie w szpitalu Jaśnie Pana Ordynatora
      to miesiącami mogą czekać na zabieg/operację/badanie. No nóż się otwiera w
      kieszeni.
      Pozdrawiam.
      • daria13 Re: polskie klimaty 23.09.05, 12:55
        Najciekawsze jest to, że tak naprawdę najlepsi lekarze wywodzą się nie spośród
        profesorów, ale doskonałych praktyków. To, że Julka odczula sie u profesora, to
        czysty przypadek;) Zresztą zaczynaliśmy jeszcze zanim został prof. Bardzo go z
        Julką kochamy, bo jest uroczy i cenimy, bo jest doskonałym fachowcem. Miałyśmy
        masę szczęścia.
        Beatko, dziękuję za wyrozumiałość:)
        Pozdrawiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka