nienietoperz
22.09.05, 18:21
Przypomniala mi sie podczytana w 'Thinks!' Lodge'a gra towarzyska. Powiesciowo
odbywala sie w gronie zawodowych literaturoznawcow, co dodawalo jej
dodatkowego smaku. Zasady sa bardzo proste: nalezy wymienic jedna ksiazke,
ktorej sie nie czytalo, a ktorej nieprzeczytanie jest mozliwie najbardziej
wstydliwe, swiadczy o ignorancji literackiej i (szerzej) kulturowej. Wygrywa
ten, ktorego przyklad jest 'najlepszy' ( w powiesci zabawa konczy sie, kiedy
jeden z profesorow literatury wymienia Hamleta - wszyscy uwazaja, ze nie da
sie go przebic, i ze na pewno oszukuje). Proponuje wybrac na ostatecznego
arbitra braineatera, jako, ze
a) uprawnia go stanowisko ojca zalozyciela
b) czytal wszystkie ksiazki na swiecie
c) jesli juz jakiejs nie czytal, to na pewno sie tego nie wstydzi:-)
Mozna zglosic tylko jedna pozycje!
Zaczynam przyznajac sie do
'W poszukiwaniu straconego czasu'
Rumieniac sie
nntpz