09.10.05, 19:54
w ramach niedzielnego spacerku po wino i produkty spozywcze, trafilismy dziś
na odpust piękny przykościelny. Oczęta nasze zmamione zostały mnogością barw,
uszęta natłokiem dźwieków specyficznie odpustowych, jak to strzelanie
korkowców, dźwięk trąbek przeokrutny, a organy węchowe wypełniła woń waty
cukrowej i krajanki wraz z piernikiem w czekoladzie. Czegóz to jeszcze na
tych straganach odnaleźć się niedało: połyskliwe zwierzaczki z plastiku,
sposobne by na ołtarzyku telewizora postawić, lale co dźwięki rózne z siebie
wydawały, portrety papy Ratziego w ramach nadobnie przozdobionych lampionami
choinkowymi, co mu wielokorową poświatę autorytetu tworzyły, male wiszące
penisy, które po naciśnięciu rechot rubaszny z siebie wydawałay, modele broni
plastikowe, a jak prawdziwe i z optycznym celowniczkiem, atrapy telefonow
komórkowych co po wybraniu odpowiedniego numeru obdarzały właściciela garścią
cukierów w toksycznie kolorowej polewie. Ach cuda same, i do dziećięctwa
powrót błyskawiczny, co spowodowało, iz powrociliśmy do domu, taszcząc pod
pacha fluorescencyjna maryjkę w kolrze wściekle różowym i z buziami umazanymi
obrzydliwie słodkimi makronami i cukrową watą...
Ktoś jeszce kocha odpusty?

Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • 3promile Re: Odpust 09.10.05, 20:12
      Ufarbowana nadmanganianem potasu prezerwatywa spięta niczym iglicą zmyślną
      piszczałką, która swym dźwiękiem wyprowadzała z równowagi mojego ojca...
      Za złotych trzy.
      Anforgetybol...
      • noida Re: Odpust 09.10.05, 22:14
        Ja uwielbiam odpustowe wiatraczki i te plastikowe pierścionki za 50 groszy...
        • brunosch Re: Odpust 09.10.05, 23:02
          ale czy one jeszcze są na odpustach - te wiatraczki, złote pierścionki z
          mieniącym oczkiem; gry zręcznościowe, polegające na tym, aby kiwając pudełkiem
          umieścić kilka kulek w wyciętych otworach; gumowe diabły, którym po naciścięciu
          skroni wysuwał się czerwony jęzor i wyłaziły oczy z oczodołów? Gwizdki,
          piszczałki, trąbki wydające piekielne dźwięki? I pistolety na kapsle?
          A kudłate maszkarony za cholerę niepodobne do niczego, ale wieszało się je na
          gumce u lusterka w samochodzie?
          Do tego dziwnie wielkie, lepkie i na ogół czerwone lizaki, precle na sznurku,
          wata cukrowa no i ogórki małosolne?
          I strzelnica gdzie można zdobyć trofeum w postaci bukietu kwiatów z farbowanych
          piór, albo gipsowego kota o oczach Cioci Zosi?
          No, jeśli to gdzieś jeszcze jest, to lubię odpusty.
          • braineater Re: Odpust 09.10.05, 23:05
            diabełków się drogi Bruno naszukałem jak wściekły - ni ma:(
            takoz i pieski kiwogłówki zaginęły gdzieś w dziejów otchłani:(
            A tradycji strzelniczo zręcznościowej nigdy w mej okolicy nie było - w końcu
            jest Lunapark i trza jakieś bardziej wielkomiejskie rozrywki proponować

            P:)
            • brunosch pieski 09.10.05, 23:21
              najczęściej buldożki, które sadzało się przy tylnym oknie samochodu, to nie był
              produkt odpustowy, ale komisowo-peweksowy, szalenie drogi i świadczący o
              nieprzebranym bogactwie właściciela. Pies na półce świadczył o tarzaniu się w
              luksusach i w innych zbytkach.
              Cały smak posiadania samochodu usensawiał się dokupieniu pieska. Wtedy dopiero
              finis coronat opus. Wieszanie proporczyków (nawet z frędzelkami) było tylko
              nędzną namiastką posiadania buldożka.
              UWAGA! Znajomy zaimponował wszystkim, ustawiając sobie w aucie niewiarygodnie
              wprost kolorową figurkę Chińczyka, siedzącego w kucki i oczywiście kiwającego
              głową. Długi czas wszyscy chodzili jak struci.
              • nienietoperz Re: pieski 10.10.05, 09:44
                A co sie stalo z Myszka Miki na hustawce, wprawiana w ruch przy pomocy
                jednoczesnego wcisniecia guziczkow po bokach podstawki? Ze szmaciana pileczka
                na gumce, ktora mozna bylo odbijac tak dlugo, jak dlugo rzeczona gumka
                wytrzymala? Z piekielnie twardymi obwarzankami na sznurku?
                Z czescia pirotechniczna odpustu jako dziecko tluste i strachliwe do czynienia
                nie mialem, nie liczac oczywiscie obserwacji aktywnosci kolegow.

                Wasz
                Jurajski
                Nienietoperz
                • brunosch Myszka Miki 10.10.05, 10:03
                  została wyparta przez figurkę olimpijczyka (nie wiadomo, dlaczego nazywa się to
                  "Małysz"), którą tylko raz się pchnie potem przez długie godziny robi to-to
                  salta na poręczy. Pojawia się na środkowomazowieckich straganach. Koszt
                  niewielki, przyjemności sporo, zwłaszcza jak się postawi na telewizorze.
                  • olahabe Re: Myszka Miki 10.10.05, 10:42
                    Myszka Miki po naciśnięciu guzika umieszczonego na podstawie robiła salta w
                    zależności od siły nacisku. Stare, które zniknęły z odpustów: pudełko od
                    zapałek, z którego po otworzeniu wyskakiwały na wierzch myszki- biała i czarna
                    z drugiej strony. Urocze. Szkaradny golasek leżący, który po naciśnięciu guzika
                    wyskakiwał na wysuwany spod łóżka nocniczek. Nawet kołdra mu się odsuwała pod
                    wpływem tajemniczej siły. Czy Wasza plastikowa Madonna ma odkręcaną głowę,
                    umożliwiającą napełnienie wnętrza święconą wodą?
                    • braineater Re: Myszka Miki 10.10.05, 11:00
                      i owszem:)
                      Ma jakieś 90 centymetrów wzrostu, toksycznie rózowe (Maryś twierdzi, że
                      fioletowe) wdzianko, niebieska koronę, która da się zdemontowac właśnie w tym
                      celu. Jest piękna.

                      P:)
                      • brunosch jeśli ma 90 cm wzrostu 10.10.05, 11:21
                        możesz ją wykorzystać jako podstawkę pod kwiatki doniczkowe. Widzę to tak:
                        odkręcasz koronę, napełniasz wodą i w otwór wkładasz doniczkę z roślinką
                        wodolubną. Na przykład z papirusem, czy inną trawą bagienną. Roślina będzie
                        sobie wodę ssać, figurka w kącie stać, w nocy fosforyzować. Dzięki czemu nie
                        tylko upiększysz mieszkanie, to jeszcze będziesz miał pewność, że nocą nie
                        potkniesz się o mebel i od tej chwili żyć będziesz w poczuciu bezpieczeństwa.
                      • olahabe Re: Myszka Miki 10.10.05, 11:24
                        Jest też, jak widzę, wzrostu rocznego dziecka, czyli całkiem spora. Gdzie można
                        postawić takie cudo? Z dewocjonaliów odpustowych wymierającym (a może sie mylę)
                        gatunkiem są portrety Chrystusa z sercem gorejącym lub boleściwym. Pierwsza
                        wesja z wizerunkiem narządu otoczonym wieńcem z kwiatów i aureolą, druga-
                        tragiczna- z koroną cierniową wokół. Wyraz twarzy adekwatny do przesłania. Plus
                        święta rodzina z dzieciątkiem w pejzażu idyllicznym, prerafaelickim. Jaka to
                        była technika? Kolory złamane, szaro bure lub sepia. W punktach strategicznych
                        podkolorowane ostro, w róz, zieleń, złoto. Bogata rama, za szkłem.
                        • brunosch a Maria Magdalena? 10.10.05, 11:33
                          z rozwianym włosem (bo inaczej widać byłoby goły biust) w pół klęczy, pół kuca
                          przed jaskinią, wznosi oczy w rozgwieżdżone niebo, a w ręce ma ludzką czaszkę?
                          Kolory te same, rumieńce na policzkach płonące, oczka błękitne.
                        • braineater Re: Myszka Miki 10.10.05, 11:33
                          Maryjeczka stanęła na poczesnym miejscu pośród rozrastającej sie kolekcji
                          devocyjnej i zabawkarskiej, dobieranej ze względu na szczególna paskudnośc
                          wizualna, czyli plastikowej Sagrady Familii, kuli sniegowej z aniołeczkiem co
                          dzieciatka dwa zagubione przez kładkę niebezpiecznie pękniętą w czasie
                          zawieruchy przeprowadza, światka frasobliwego, po którego twarzy znać
                          niumiarkowane uwielbienie alkoholu, plasticzanego króliczka z oczetami ofiary
                          wirusowego zakażenia żółtaczką typu B, oraz coraz większego zbiorku wytworów z
                          metaloplastyki - ze szczególnym uwzglednieniem kwiecia wszelakiego.
                          Ale wsadzenie jej kwatuszka w głowke, coraz bardziej do mnie przemawia:)
                          Pozdrowienia:)
                          • kwiecienka1 Re: Myszka Miki 10.10.05, 11:47
                            :-)
                            jestem za kwiatuszkiem!
                            i bardzo proszę o foto na forum - w najbliższym czasie planuję zmianę wystroju
                            mojej dziupli i każda sugestia fotoobrazkowa mile widziana
                            precz z nudą i sztampą!
                            pozdrawiam
                            Kwiecienka w Dekoratorsko-Dizajnerskim Nastroju
                • gatta13 Re: pieski 10.10.05, 22:41
                  Za szmacianą piłeczką na gumce łezka się w oku kręci, obwarzanki z niejakim zakłopotaniem, acz i pełnym zadowoleniem przyjmuję od rodziców 1 listopada pod cmentarzem, próbując ukryć, że już nie wypada, a watę cukrową widziałam dziś w hipermarkecie. W wiaderku. W kolorach, że pozwolę sobie zacytować, toksycznych. Sama nie wiem, co mną bardziej wstrząsnęło: kolory czy wiaderko. Czyż cały urok waty nie polegał na przyglądaniu się (aaaach, czasem pan dał pokręcić!) jak powstają słodko i ciepło pachnące kłęby?
                  • 3promile Re: pieski 10.10.05, 22:45
                    Trochę ta szmaciana piłeczka zawiści we mnie wzbudziła, gdyż w moich krzyżackich
                    pieleszach dostępna była jedynie wersja wyposażona w kasztan owinięty pazłotkami
                    pocukierkowymi (mejd in Spółdzielnia Inwalidów "Solidarność"), a całość była
                    szumnie nazwana jojem...
                    • beatanu o piłeczkach i śnieżnych kulach 11.10.05, 11:23
                      Hmmmm. Na odpustach krakowskich trzydzieści lat temu z hakiem nabywało się
                      piłeczki nie tyle szmaciane co w pozłacanym celofanie tudzież celofanowym
                      pozłotku, wypełnione trocinami albo jakimiś innymi bebłochami. Odbijane
                      namiętnie do pierwszego urwania się gumki.

                      Ale moim przedmiotem pożądania number one była zawsze (no, przynajmniej gdy
                      miałam lat 4-11) szklana kula z figurką czegośtam. Figurka nieważna, ważna była
                      ta zamieć śnieżna, którą tak łatwo wzburzyć było można odwracając kulę do góry
                      nogami (podstawką?) Ło jezu, piękne! Marzenie nigdy niespełnione.

                      Tak więc wzruszyłam się lekko, gdy podobne ustrojstwo (chociaż w mini-formacie
                      i z kwiatuszkiem w środku) dostaliśmy w prezencie (oprócz pałeczek do jedzenia
                      i innych drobiazgów) od chińskiej nastolatki, która gościła u nas parę miesięcy
                      temu. I kto by pomyślał, że międzynarodowa wymiana licealistów może dostarczyć
                      takich nostalgicznych wrażeń rodzicom tychże licealistów....

                      B
                      • mamarcela Re: o piłeczkach i śnieżnych kulach 11.10.05, 11:51
                        Muszę natychmiast, bo ten wątek mnie skłonił do dania głosu na tym forumie.
                        Konkretnie pieski i śnieżne kule. Ale z powodu fermentu nie zdążyłam.
                        Najpierw pieski. Wszyscy posiadacze samochodów ( w mojej klasie było ich chyba
                        pięcioro sic) mieli kiwające głowami jamniko i mopsopodobne pieski, a ja nie,
                        bo moja szanowna rodzicielka była wielbicielką klimatów okołocepeliowskich i
                        kiczem tak oczywistym gardziła niezmiernie. Tęskniłam za pieskiem okrutnie i
                        czułam się towarzysko niepełnosprawna, bo co to za samochód bez pieska.
                        karykatura, a nie samochód. W końcu mój ukochany wujek(nawiasem mówiąć artysta
                        plastyk) przywióżł mi z RFN, imaginujcie sobie Waćpaństwo, kiwającą głową krowę
                        i to na dodatek z kwiatuszkiem w mordce. Do auta co prawda nie trafiła -
                        okrutna matka, ale kiwając rzeczoną główką na mojej półce zdecydowanie
                        podniosła mój status towarzyski.
                        Kule śnieżne. Wrocław. Dworzec kolejowy. Facet sprzedaje kule takoweż piękne
                        pięknem okrutnym i absolutnym. Matka moja mówi stanowcze nie. Kule śnią mi się
                        po nocach.
                        Wiele lat później. Macro Cash and Carry. Zakupy przedświąteczne. Widzę podobną
                        kulę jeno, że w wersji plastykowej. Natychymiast ładuję do koszyka. Ja nie będę
                        toksyczną matką. Mam dziecko w wieku kulowym więc będzie miało kulę. Kasa mówi
                        nie. Kula nie ma kodu kreskowego i ceny, nie można jej kupić. Szukam. Próbuję
                        perswazji. Przekupstwa. Żądam widzenia z managerami wszelkiego stopnia. moje
                        dziecko musi mieć kulę i to natychmiast. Nic z tego. W końcu jęta szałem pakuję
                        kulę do kieszeni kurtki i kradnę ją jak najbezczelniej. Mam szczęśliwe dziecko.
                        Dwa dni po świętach przyłazi do mnie jedna głupia koleżanka i w swoim bezdennym
                        idiotyzmie tłucze kulę mojego dziecka. Tę samą, którą ja dla dobra jej
                        (dziecka) rozwoju psychicznego ukradłam. Obiecuje odkupić. Nigdy tego nie czyni.
                        Nawiasem mówiąc dziecko, które już dawno wyrosło z wieku kulolubnego, do dziś
                        wspomina, że ciotka H. rozbiła jej kiedyś taką piękną zabawkę.
                        Niech żyją szklane kule ze śniegiem w środku!
                        A ja kolekcjonuję aniołki, i koty, i małe sówki, i wszyscy wielbiciele
                        minimalizmu wnętrzarskiego, którzy patrzą ze zgrozą na moje kolekcje mogą się...
                        Nie miałam kuli, nie miałam pieska to muszę moje wewnętrzne dziecko jakoś
                        dopieścić, nieprawdaż?
                        • beatanu witaj w klubie! 11.10.05, 12:16
                          mamarcela napisał:
                          > Niech żyją szklane kule ze śniegiem w środku!
                          > A ja kolekcjonuję aniołki, i koty, i małe sówki, i wszyscy wielbiciele
                          > minimalizmu wnętrzarskiego, którzy patrzą ze zgrozą na moje kolekcje mogą
                          się..

                          Piękna historia o kuli, dziękuję!
                          Beata - Była Kolekcjonerka Aniołków (będąc przedwczoraj w Krakowie musiałam co
                          chwilę upominać siebie samą żeby NIE kupić jakiegoś nowego)
                        • nienietoperz Re: o piłeczkach i śnieżnych kulach 11.10.05, 13:11
                          Cudowna historia, cudowna.

                          Moja siostra zostala ostatnio, po latach tesknot, marzen i wzdychan, obdarzona
                          przez meza kula w wersji ekskluzywnej. Kula jest dosyc duza, a ponadto zamiast
                          aniolka, Mikolaja czy innego paskudztwa zawiera renifera. Siostrzency (w
                          liczbie 3) moga na Mamy zabawke najwyzej popatrzec. I tak trzeba trzymac;
                          przeciez gdyby nie te traumy mlodziencze, nieosiagalne kule czy marynarze i
                          zabawki psujace sie przed pierwszym uzyciem, wyrosloby z nas cos zupelnie
                          innego.

                          Ekologicznym mamom pod rozwage,
                          nienietoperz
                          • mamarcela Re: o piłeczkach i śnieżnych kulach 11.10.05, 13:29
                            Żeby było o książkach. Pamiętacie może historię przycisku do papieru w uroczej
                            książce Erica Malpassa (chyba tak go się pisze, bo książkę mi ktoś niestety
                            eufemistycznie nazywając - podchrzanił). Tam dziecię płci męskiej marzy o kuli,
                            a dostaje antycznego renifera z czegoś tam, nie pomnę. Pzdrw.
                        • nienietoperz śnieżna kula 17.10.05, 15:15
                          Odkrylem wlasnie w weekend w okolicy sklep z kartkami, badziewiami wszelakimi i
                          truwajami nieantykwarycznymi o wdziecznej nazwie 'La boule neige', czyli jak w
                          temacie. Od razu sobie wyobrazilem wybiegajaca stamtad Mamarcele o rozwianych
                          wlosach, z obledem w oczach, pochowane po wszystkich rekawach i kieszeniach
                          szklane kule tlukace sie z hukiem o chodnik...
                          Tak milo pomarzyc...
                          • mamarcela Re: śnieżna kula 17.10.05, 16:08
                            Drogi ~~Toperzu!
                            Jakżesz wzruszoną się poczułam, żeś nie tylko w weekend o mnie pomyślał, ale
                            nawet sobie mnie wyobraził i to na dodatek niezwykle trafnie, bo (tu znowu
                            punkty)
                            1. mamarcela ma przeważnie włosy, no, może nie rozwiane, ale na pewno
                            rozczochrane
                            2. charakteryzuje ją takowoż niemal permanentny obłęd w oczach ,wynikający z
                            tego, że nie dość iż krótkowzroczna to na dodatek strasznym dystraktem jest
                            (znowu ładne słowo!)
                            3.w latach późnokomunistycznych, a młodzieńczych w/w lubiła ona nade wszystko
                            francuskie sklepy z badziewiem wszelakim, których to sklepów wówczas w jej
                            ojczyźnie nie było. Ach te kadzidełka, tizanierki z przykrywką, skrzyneczki
                            najrozmaitsze itp. Właściciele owych sklepików byli przeważnie bardzo mili i
                            lubili sobie z mamarcelą pogadać. Drugą namiętnością mamarceli z lat owych były
                            francuskie sklepy z przyborami pismiennymi.
                            4. mamarcela charakteryzuje się umiłowaniem do kieszeni, w których to nosi cały
                            dobytek, z rzadka posługując się tzw. torebką. Posiada nawet kurtkę z
                            kieszeniami, w ktorych miesci się bez trudności książka.
                            5.mamarcela rzadko coś tłucze posiada natomiast kota, który czyni to regularnie
                            iz rozkoszą.
                            6. mamarcela stanowczo protestuje, aby nawet w marzeniach przypisywać jej rolę
                            złodzieja kul śnieżnych. Tamto zdarzenie było jednostkowe. I przyznac się tutaj
                            komuś do grzechu.!
                            7. Pozdrawiam najserdeczniej
                            mamarcela również rozmarzona
                            • nienietoperz Mamarceline punkty 17.10.05, 17:27
                              Mama (ze pozwole sobie na taka poufalosc) tak pieknie punktuje!

                              Poza tym jest w stanie za kazdym razem zmniejszyc szeroki teren nienietoperzej
                              ignorancji slownej.
                              Bo czymze sa tizanierki?
                              Do tego z przykrywka?

                              Ad.6, juz sie Mamarcela nie wywinie. Cytujac 'Nieznosna lekkosc bytu', juz mi
                              sie scena z MM na Rue des Granges (tam jest rzeczona carterie), z kulami
                              snieznymi wysypujacymi sie gromadnie, wpisala do pamieci poetyckiej.




                              mamarcela napisał:

                              > Drogi ~~Toperzu!
                              > Jakżesz wzruszoną się poczułam, żeś nie tylko w weekend o mnie pomyślał, ale
                              > nawet sobie mnie wyobraził i to na dodatek niezwykle trafnie, bo (tu znowu
                              > punkty)
                              > 1. mamarcela ma przeważnie włosy, no, może nie rozwiane, ale na pewno
                              > rozczochrane
                              > 2. charakteryzuje ją takowoż niemal permanentny obłęd w oczach ,wynikający z
                              > tego, że nie dość iż krótkowzroczna to na dodatek strasznym dystraktem jest
                              > (znowu ładne słowo!)
                              > 3.w latach późnokomunistycznych, a młodzieńczych w/w lubiła ona nade wszystko
                              > francuskie sklepy z badziewiem wszelakim, których to sklepów wówczas w jej
                              > ojczyźnie nie było. Ach te kadzidełka, tizanierki z przykrywką, skrzyneczki
                              > najrozmaitsze itp. Właściciele owych sklepików byli przeważnie bardzo mili i
                              > lubili sobie z mamarcelą pogadać. Drugą namiętnością mamarceli z lat owych
                              były
                              >
                              > francuskie sklepy z przyborami pismiennymi.
                              > 4. mamarcela charakteryzuje się umiłowaniem do kieszeni, w których to nosi
                              cały
                              >
                              > dobytek, z rzadka posługując się tzw. torebką. Posiada nawet kurtkę z
                              > kieszeniami, w ktorych miesci się bez trudności książka.
                              > 5.mamarcela rzadko coś tłucze posiada natomiast kota, który czyni to
                              regularnie
                              >
                              > iz rozkoszą.
                              > 6. mamarcela stanowczo protestuje, aby nawet w marzeniach przypisywać jej
                              rolę
                              > złodzieja kul śnieżnych. Tamto zdarzenie było jednostkowe. I przyznac się
                              tutaj
                              >
                              > komuś do grzechu.!
                              > 7. Pozdrawiam najserdeczniej
                              > mamarcela również rozmarzona
                              • mamarcela Re: Mamarceline punkty 17.10.05, 20:21
                                Otóż drogi ~~Toperzu, tizanierki czyli po francusku tisaniere - pewnie z
                                jakimś akcentem, ale mój francuski choć biegły jest raczej kuchenny (la cuisine
                                chez mme Nicole L.), niż w różnych ecole'ach wyuczony - służy do przyrządzania
                                tisane czyli naparu z ziół, herbatki ziołowej. To maszyna raczej prosta i
                                składająca się z kubeczka wysokiego (często w rysunki ziół zdobnego), sitka
                                porcelanowego (fajansowego) do tegoż kubka dopasowanego i przykrywającej
                                wszystko pokrywki, zwowu obficie zdobionej. Przedmiot ten w latach 80 ubiegłego
                                wieku, stulecia i tysiąclecia był mrocznym przedmiotem pożądania i dobrem w
                                naszej pięknej ojczyźnie absolutnie niedostępnym. Nic więc dziwnego, że
                                mamarcela rozmaite tizanierki sobie z Francyi przywoziła. Teraz kiedy i
                                tizanierki, i pióra najrozmaitsze pelikanowate, i atramenta fiołkowe, i
                                papeterie pachnące weszły pod polskie strzechy - mamarcela pije w kubku, a
                                pisze wyłącznie na komputerze, bo się ręcznie pisać odzwyczaiła. Sic transit
                                gloria mundi et mamarceli. Za to herbatki najdziwniejsze smakowe dalej
                                uskutecznia. Pozdrowienia.
                      • brunosch śnieżne kule :) 11.10.05, 13:39
                        babcia miała takie cudo wigilijne:
                        szklana kula podtrzymywana przez klęczącego Anioła o złotych skrzydłach, a w
                        niej zaśnieżone choinki, domek z rozświetlonymi oknami i sarny (aż trzeba
                        powiedzieć - sarenki) stojące w śniegu. I do tego zamieć płatków.

                        Ale w tej kuli nic się nie ruszało, bo znajomi mieli z kolebiącym się na boki
                        bałwankiem, co wydawało mi się szczytem osiągnięć pięknościowych.
    • dr.krisk Rzecz przecudna! 10.10.05, 18:54
      A ja tez mam kwiatek z tematyki okoloodpustowej. Mianowicie w kraju
      Amerykanskim chadzam na targi rozmaite (mam na mysli zwykly targ, gdzie
      handluje sie roznymi roznosciami). Ostatnio zauwazylem rzecz przecudnej urody:
      Czarnoskory polmetrowy aniolek, z podswietlanymi skrzydelkami, i krzyzem na
      piersi. Sprytnie ukryty silniczek porusza skrzydelkami, a z aniolka piesn
      wdzieczna religijna sie wypiszcza!!!! Uroda owej rzeczy wielka jest, i w mem
      sercu niedowiarka jakas nuta ukryta zadrzala, juzem w pyl mial na kolana rymnac
      i lzami serdecznymi trysnac obficie, alem sobie przypomnial ze portki nowe mam
      na sobie.... Tozem tylko chwile popiszczal z aniolkiem i poszedlem na stoisko
      gdzie prawdziwe buty kowbojskie (z Chin) sprzedawali!!!
    • griszah A kto pamięta Pańską skórkę? 11.10.05, 12:09
      Nikt jeszcze nie wspomniał o pańskiej skórce - takiej zawijanej w biały
      nawoskowany papierek - to była ni to guma do żucia ni cukierek ciągutka - takie
      ni pies ni wydra cuś na kształt świdra ;). Teraz można to kupić czasami na 1
      listopada pod cmentarzami - to już za kilka tygodni :).
      Pozdrawiam.
      • brunosch A kto pamięta Pańską skórkę? 11.10.05, 12:19
        ja pamiętam, ale to są złe wspomnienia. Pańska skórka wyrwała mi z dziąseł dwa
        mleczaki. Ohydne wrażenie, gdy się międli w ustach nie-wiadomo-skąd-się-wzięte
        jakieś twarde i chrupoczące przedmioty, które okazują się być naszymi, rodzonymi
        zębami...
        • stella25b odpust 11.10.05, 12:24
          Oj, pamietam wachlarze i pierscionki i koraliki i owe pileczki na gumakach a
          dla chlopcow byly zawsze pistolety na kapiszony. To bylo typowe wyposazenie
          odpustowych bud sprzed 30 laty.
        • 3promile Re: A kto pamięta Pańską skórkę? 11.10.05, 12:24
          Boże mój, ależ to traumatyczne wspomnienie! Moja prywatna trauma związana jest z
          takim prześlicznym marynarzykiemem, który zgrabnie wspinał się po sznurku -
          pamiętacie go, prawda? Otóż marynarzyk po długich błaganiach został nabyty przy
          użyciu zawartości portmonetki maminej, ale po pięciu minutach się popsuł
          skubaniec i odmówił dalszej wspinaczki. Koszmar!!!
        • braineater Re: A kto pamięta Pańską skórkę? 11.10.05, 13:52
          Bruno!
          pisz ostrzeżenia, bo własnie ekran muszę z kawy ocierać:)

          Pozdrowienia:)
    • staua Re: Odpust 18.10.05, 18:02
      W moim miasteczku tutaj jest Christmas Shop (otwarty jak rok dlugi). W niedziele pierwszy raz sie
      skusilam i weszlam do srodka. Tych zlotych aniolkow, glowek Mikolajow z broda z wlosia anielskiego,
      plastykowych obrazkow nie zlicze - bylo ich w wiele wiecej niz zwyklych, szklanych, dmuchanych
      bobmek... Festiwal odpustowy. Dodatkowo jablka na patyku, w polewie z cukru (taki lizak) z posypka
      mieniaca sie barwami teczy... Fantastyczne.
      • crazy.berserker Re: Odpust 19.10.05, 13:53
        statua napisala:
        > W moim miasteczku tutaj jest Christmas Shop (otwarty jak rok dlugi).

        Kurcze, strasznie zazdroszczę tego sklepu-obłędne rzeczy pewnie można znaleźć

        A na takim prawdziwym odpuście to zdarzyło mi się być, ho,ho z dziesięć lat
        temu - w wyniku czego niewiele pamiętam. Z okołoodpustowych tematów kojarzą mi
        sie wyłącznie targi dewocjonaliów (brzmi to dumnie - a faktycznie całe targi to
        z 10 straganów na krzyż) - można się tam w różańczyki różne zaopatrzyć,
        obrazeczki swiętych, Panjezuska i matuli jego w girlandy promieni złocistych
        spowitych, pojemniczki malusie na wodę święconą - o kształcie Matki Boskiej we
        wdzianeczku różowym i z główeczką odkręcaną i inne cacuszka serce radujące.
        Bywają też księgi święte - różne wydania Pisma Świętego - oczywiście
        najfajniejsze sa te dla dzieci - z obłędnie kolorowymi obrazkami, żywoty
        swiętych i twórczość pisarzy powszechnie uznanych za chrześcijańskich.
        Na wspomnianych właśnie stoiskach z księgami świetymi udało sie moim rodzicom
        nabyć pełne, dwutomowe wydanie opowieści z Narnii C.S.Lewisa - do dziś stoi
        sobie na u mnie na półce i cieszy swoją obecnością.

        Pańskiej skórki nie widziałam - ale jest za to wata cukrowa, chociaż tyle.
        Podobno kiedys można bylo się w przysmak o wdzięcznej nazwie "Makagigi"
        zaopatrzyć - ale co to takiego było to pojęcia nie mam.

    • brunosch Re: Odpust 20.09.06, 09:25
      img218.imageshack.us/my.php?image=odpustnb8.jpg
      to jest zdjęcie z odpustu w Szczebrzeszynie. Niedokładnie widać co jest na
      straganie, więc wyliczę od góry:

      1. wiszące kaczki
      2. lalki powieszone za głowę (dyndają jak na stryczkach robiąc koszmarne wrażenie)
      3. rząd krucyfiksów z Jezusem w figlarnie różowiutkiej szacie dookoła bioder
      (scena jak z Zywota Briana ;)
      4. broń wszelka przede wszystkim palna, choć kilka mieczy, szabel i kordzików
      też dało się znaleźć; do tego granaty, lornetki polowe oraz kajdanki.
      Było też kilka hiciorów odpustowych - piłki na gumce, trąbki i różowe kotki
    • tupot Re: Odpust 20.09.06, 15:00
      Ech, rzeczywiście łezka w oku się kręci jak sobie przypomnę te wszystkie
      cudeńka okołoodpustowe, te płeczki na sznurkach, pająki sztuczne-wielkie i
      włochate, takie gumowate ustrojstwo, które rzucało się na ścianę np. i się do
      niej przyklejało, trąbki, pierścionki "złote", koraliki, waty cukrowe i inne
      pieknoty.
      Ostatnio moja przyjaciółka przyjechała z londyny i zaprosiła mnie i jeszcze
      jedną wspólną znajomą na tzw. grila bez grila (innymi słowy: picie na
      tarasie:). Wręczyła nam też prezenty z tej okazji. Obok obowiązkowej książki,
      dostałyśmy też po jednym dodatkowym drobiazgu. I tu musiałam mocno się trzymać
      bo wyraz rozczarowania i chęć popełnienia brzydkiego uczynku, wyzierały z lica
      mego straszliwie. Otóż, ja dostałam cukierki w paski (takie laseczki, które
      zawsze pokazują w okresie okołoświątecznym, w bajkach "zachodnich", w biało-
      czerwone paski), a niczego nieświadoma M. dostała cholerną kulę śnieżną ze
      ślicznym fragmentem jakiejś uliczki i domkami jak z książek dla dzieci!!!
      Dostała kulę!!!! Wyobrażacie to sobie?? Kulę!!! Zawsze taką chciałam, ale nigdy
      nie znalazłam nigdzie, a potem to już nie szukałam przesadnie, licząc, że
      kiedyś samo mi wpadnie. I wpadło, cholera! M. wpadło!!!
      Naprawdę wtedy chciałam postąpić nieładnie:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka