braineater
09.10.05, 19:54
w ramach niedzielnego spacerku po wino i produkty spozywcze, trafilismy dziś
na odpust piękny przykościelny. Oczęta nasze zmamione zostały mnogością barw,
uszęta natłokiem dźwieków specyficznie odpustowych, jak to strzelanie
korkowców, dźwięk trąbek przeokrutny, a organy węchowe wypełniła woń waty
cukrowej i krajanki wraz z piernikiem w czekoladzie. Czegóz to jeszcze na
tych straganach odnaleźć się niedało: połyskliwe zwierzaczki z plastiku,
sposobne by na ołtarzyku telewizora postawić, lale co dźwięki rózne z siebie
wydawały, portrety papy Ratziego w ramach nadobnie przozdobionych lampionami
choinkowymi, co mu wielokorową poświatę autorytetu tworzyły, male wiszące
penisy, które po naciśnięciu rechot rubaszny z siebie wydawałay, modele broni
plastikowe, a jak prawdziwe i z optycznym celowniczkiem, atrapy telefonow
komórkowych co po wybraniu odpowiedniego numeru obdarzały właściciela garścią
cukierów w toksycznie kolorowej polewie. Ach cuda same, i do dziećięctwa
powrót błyskawiczny, co spowodowało, iz powrociliśmy do domu, taszcząc pod
pacha fluorescencyjna maryjkę w kolrze wściekle różowym i z buziami umazanymi
obrzydliwie słodkimi makronami i cukrową watą...
Ktoś jeszce kocha odpusty?
Pozdrowienia:)