oldpiernik 02.11.05, 19:40 tak mi przemknęło, kiedy zobaczyłem licznik :0) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
cover_wielki Re: Everest... ;0) 02.11.05, 21:15 16 luty 1980 godzina 14:25 Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki stanęli na szczycie (8 848 mnpm). Zimą, bo cóż można było dokonać. ... :) tak ku pamięci jeśli już Old wspomniał. Odpowiedz Link Zgłoś
lubie.pomponiki Re: Everest... ;0) 03.11.05, 18:43 najwyższa i najpiękniejsza góra, na której byłam to Krywań wiem, że nigdy nie zdobędę Himalajów i to jest chyba jedyna rzecz, której żałuję: tego, że jest tyle pieknych gór, a mnie tam nigdy nie będzie Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 11.11.05, 19:04 lubie.pomponiki napisała: > jedyna rzecz, której żałuję: tego, że jest tyle pieknych gór, a > > mnie tam nigdy nie będzie Czy mniej piękne są te, gdzie byłaś. Obrazki nie przekazują zapachu, dźwięku, nawet kolor jest zmanipulowany. Zamknij oczy, wróć. W. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma forumowy "Everest"...?:) 04.11.05, 22:35 ciężko było.. ufff.. ale jest zdobyty..! i czas... ..zdobywać następny:) każdego dnia, każdy z nas, zdobywa, jakiś tam swój mały everest... Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: forumowy "Everest"...?:) 11.11.05, 19:06 Krok w krok, krok za krokiem, byle w slusznym kierunku. W. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma istnieje życiowy kompas 11.11.05, 21:03 ..słusznego kierunku? jeśli wybiera się samodzielnie drogę własną drogę, po której się kroczy... to.. ta droga, będzie chyba dobra dla nas ta przez nas wybrana Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: istnieje życiowy kompas 12.11.05, 08:56 Zawsze warto wziąć pod uwagę to, co mają do powiedzenia inni. Czasem to ratuje przed zjazdem na pobocze, a czasem to drogowskaz na ciemną bocznicę. Decyzje są nasze..i konsekwencje, to naturalne. Gdy plecak ciężki, nie należy przerzucać go na kogoś. W. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma droga.. 12.11.05, 10:14 Droga codzienna Wiele ścieżek przedeptanych tych znajomych i nieznanych A na ścieżkach spotkania... znaki zapytania myśli zagubione słowa porzucone same kłopoty i radości chwile piękne i miłości smutki... odejścia powroty przystanki ścieżki.. ...z kamieniami ...polne ...leśne ...dzikie ...z poboczem ...z chodnikami ...cywilizowane a my na tych ścieżkach.... sami ciągniemy po nich wózek życiem zwany i stale wybieramy w jaki kierunek... ...........................zmierzamy Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: istnieje życiowy kompas 27.11.05, 15:12 można na chwilkę przysiąść, odpocząć i ruszyć z ciężkim plecakiem powolutku dalej? Odpowiedz Link Zgłoś
lubie.pomponiki Re: Everest... ;0) 11.11.05, 09:24 Oto moja opowiastka;) Byłam wtedy z Gosią (moją córką) w Tyliczu, na kilka dni dojechał mój mąż i stwierdziłam, że jak nie pójdę w góry to zwariuję:) Nie mogłam iść z Gosią bo była wtedy za mała na trzydniówkę; tak wiec poszłam sama. Szłam z Krynicy do Krościenka, taki był plan. Wybrałam się oczywiście jak to ja zwykle: bez żadnej zaprawy, bez maści no idiotka;) Mialam tylko mały plecak, w nim bieliznę na zmianę, jakieś picie i forsę. Zaczęłam podchodzić z Czarnego Potoku czerwonym szlakiem, na samym początku było dość ostre podejście więc gdzieś tak przed Diabelskim Kamieniem padłam, ale dosłownie, dowlekłam się do jakiejś polany (ależ były tam wspaniale wrzosy:) i leżałam jak trup kilkanaście minut, bez tchu, no serio myślałam że umrę:) Pozbierałam się wtedy, gdy przechodzili jacyś turyści w adidasach i zaczęli zagadywać:) Na Jaworzynie Krynickiej był triangul, wyszłam tam i był boski widok, byłam tam dość długo żeby się nim nasycić, jednak przywlekli się jacyś młodzieńcy którzy tak potwornie klęli, że uciekłam stamtąd jak najprędzej. Szlam dalej czerwonym szlakiem, pierwszy nocleg wyznaczyłam sobie na Hali Łabowskiej (doszłam jak już zmierzchało). Nie pamiętam jak wielu ludzi spotkalam, pamiętam tylko jednego z takim wielkim plecakiem, który siedział gdzieś w okolicach Runka i grzebał w bucie i był dość smutny;) Nawet przystanęłam obok, żeby go pocieszyć:) ale poszłam szybko bo plan był inny;) Kiedy doszłam na Łabowską ten z butem i plecakiem już tam był (jak on to zrobił do dziś nie wiem), w każdym razie rozpalił sobie ognisko i siedział przy nim sam; miałam ochotę podejść i usiąść obok, ale jeszcze wtedy byłam strasznie dzika i przerażona, więc nie zrobiłam tego. W nocy, w pokoju obok jakaś para dość głośno się kochała więc zasnęłam późno, ale było ok, rano wyruszyłam dalej. Cały czas szłam czerwonym szlakiem bo taki był plan. Pamiętam, że w okolicach Pisanej Hali była cała masa borówek i dziurawca, wiec się napchałam tymi borówkami, nazbierałam dziurawca (byłam kiedyś zielarką:) Napatrzyłam się na wspaniały widok i lazłam dalej. Pamiętam, że przed Rytrem było dość ostre zejście wiec trochę spuchłam, ale spotkałam dwie sarenki i jakoś mi było lżej;) W Rytrze wsiadłam do autobusu i podjechałam do Starego Sącza (taki był plan). Powłóczyłam się po Sączu, bo bardzo lubię tę mieścinę i zaczęłam podchodzić żółtym szlakiem na Prehybę. Chciałam wrócić do wspomnień, bo to chyba była moja pierwsza wędrówka właśnie kiedyś tam. Nie spotkalam wtedy ani jednego człowieka na szlaku! Na początku pobłądziłam, ale jak zwykle dałam sobie radę. Tuż przed Prehybą też zeszłam ze szlaku i nawet trochę się bałam bo już mocno się ściemniało, ale doszłam na Prehybę już po ciemku całkiem ale doszłam bo tak musiało być;) Spałam w jednym pokoju z takim jakimś ułomem, miejscowym, który zbierał borówki dla szmalu, koszmarnie chrapał ale wtedy zasnęłam dość szybko bo byłam zmęczona okrutnie. Rano kierownik schroniska mnie przepraszał za to towarzystwo, nie miał sumienia go dać do namiotu bo było zimno jak diabli, ale wyjaśniliśmy to sobie miło przy porannej kawie;) Zmieniłam plan i poszłam do Piwnicznej, też po to, aby powspominać Radziejową:) I wyobraźcie sobie, że gdzieś w okolicach Wielkiego Rogacza znowu spotkałam tego z butem i wielkim plecakiem:) Stanęliśmy jak wryci naprzeciwko siebie, pogapiliśmy się na siebie w milczeniu i poszliśmy, każde w swoja stronę;) Przed Obidzą miałam sakramencki kryzys, serio myślałam, że nie dojdę, ale zdopingowali mnie znowu jacyś pseudoturyści, którzy pytali jak daleko jest gdzieś tam, a to było jakieś pól godziny drogi, wiec im wyjaśniłam i zeszłam na sztywnych już całkiem nogach do Suchej Doliny. Dość długo czekałam na autobus do Piwnicznej, ale się wreszcie doczekałam, dojechałam a w Piwnicznej, po jakimś ohydnym obiedzie w ohydnej knajpie wsiadłam w autobus do Krynicy no i dojechałam i dojechałam też do Tylicza i było pięknie bo Gosia się na mnie rzuciła i musiałam jej wszystko opowiedzieć;) (najbardziej mi zazdrościła sarenek;). Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 11.11.05, 11:39 lubie.pomponiki napisała: >i było pięknie bo Gosia się na mnie > rzuciła i musiałam jej wszystko opowiedzieć;) powroty zdobywców.. własnych everestów:) Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 11.11.05, 19:16 Pozbawilaś sie na szlaku najcenniejszych estetyczno-emocjonalno-intelektualnych doznań. W. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 11.11.05, 21:06 myślę, że zyskała fizyczne zmęczenie i zdrowy, kamienny sen.. który w tym momencie chyba najbardziej był Jej potrzebny Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 12.11.05, 09:01 urszulka_ma napisała: > myślę, że zyskała fizyczne zmęczenie i zdrowy, kamienny sen.. Sen bez marzeń nie jest zdrowy. Jest taki, nazywa się śmierć. > który w tym momencie chyba najbardziej był Jej potrzebny Funkcjonował jak kokon, a przecież wcześniej był motyl. Nie ma do czego wracać. Wredzia Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 12.11.05, 10:05 nie wiemy.. czy to był sen bez marzeń:) motyl.. hmm.. czy nie musi/ nie może... czasem złożyć skrzydełek i odpocząć? Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 12.11.05, 11:51 urszulka_ma napisała: > nie wiemy.. czy to był sen bez marzeń:) Podglądalaś. To brzydko plątać się po cudzych snach. > > motyl.. > hmm.. > czy nie musi/ nie może... czasem złożyć skrzydełek i odpocząć? Odpoczynek jest konieczny, żeby móc dalej iść, ale można odpoczywać, kiedy jest na to stosowne miejsce i czas. Wredzia Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Everest... ;0) 12.11.05, 14:39 czekam na autobus do domu szczyty bywają takie nieoczekiwane ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 13.11.05, 00:58 dziś się lekko zaplątałam we własnym śnie:) pospałam snem misiowym.. i teraz co tu robić.. dalej spać.. czy też zacząć zdobywać jakiś szczyt nowy?:) Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: Everest... ;0) 13.11.05, 02:32 Jesteś jeszcze Urszulko? Przyplątałam się z mojego snu...bo zagubiłam się nieco w czasie... Prawie jak u Wellsa;) A tu ośmiotysięczniki padają...i trud wędrowania wyczuwalny;) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 13.11.05, 21:17 yoanna napisała: ...bo zagubiłam się nieco > A tu ośmiotysięczniki padają...i trud wędrowania wyczuwalny;) zostawię Tobie znaki ----> -----> -------> trzymaj się wyznaczonego szlaku!:) Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 13.11.05, 21:52 urszulka_ma napisała: > zostawię Tobie znaki ----> -----> -------> > trzymaj się wyznaczonego szlaku!:) Nie złamie sobie karku. Tu nie żadnego ryzyka, chodzi tylko o drogę. Prosto na prawo? Też tak myślę. W. Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Everest... ;0) 14.11.05, 21:00 tak wyruszyć stąd na Czantorię a potem, szlakiem czerownym na wchód aż po granicę z Ukrainą jeśli kiedyś się na to zdobędę to będzie mój Everest a teraz spojrze na zamglone światła prawie niewidoczne w tej chłodnej mgle i zaparzę herbatę OLDNIZIUTKOBARDZO :0) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma przerwa w podróży:) 27.11.05, 15:16 za oknem deszcz.. śniegiem białym zabarwiony, nie widać żadnej świata strony.. przysiadę tu z niedzielną kawą:) Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: przerwa w podróży:) 28.11.05, 01:15 Za oknem bajkowo zupełnie, Sypie śnieg,wirując bez opamiętania Jako ,że nie może się zdecydować gdzie podsypać więcej... sypie we wszystkich kierunkach. Uważaj Urszulko,teraz nie należy przysiadać... Trzeba ruszac w drogę. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 18:47 ..i dalej przed siebie!:) jestem już tak blisko.. tak.. zdobywanie dwóch górek jednocześnie.. może się źle skończyć terminy się trochę zbiegły ale.. postanowiłam, tak!.. dam sobie z nimi radę!:) Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 19:59 urszulka_ma napisała: > dam sobie z nimi radę!:) Bardzo złe podejście zwiastuje upadek. W. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 21:11 wszak o dźwigu, nie zapominam.. z upadku się szybko podrywam! ..w górę!:) Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 21:56 Nie tylko Ty się liczysz, także górki, którym chcesz dołożyć. W. Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 23:38 Ulka jest dobrą alpinistką, udźwignie ciężar , przeskoczy górki ;) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: chwilka odpoczynku.. 29.11.05, 00:00 kozica ma dziś uszkodzone lewe przednie podwozie ale..nic to!.. jak powiedział pan Kowalski! jutro ruszamy dalej..O!:) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: i.... 03.12.05, 07:46 Ty już na górze a w mojej dolinie cicho życie płynie oby jak najdłużej :0) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma i... 03.12.05, 20:33 jedna "góra" zdobyta następna na horyzoncie się jawi, teraz mi trochę trudności sprawi zdobycie tej "górki", może pomogą mi duszki z chmurki?:) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma i.... 15.12.05, 07:45 trzymajcie ..za mnie dziś,.. mocno kciuki:) idę zdobywać moją, następną "górkę" Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: i....trzymamy 15.12.05, 09:42 i jak mam pracować z takimi kciukami zacisniętymi ,co? ;) Trzymam moooocno;) ---------- (czy stosowne będzie w tej sytuacji kopnięcie w koło zapasowe na szczęście?) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: i.... 15.12.05, 18:53 > (czy stosowne będzie w tej sytuacji kopnięcie w koło zapasowe na szczęście?) miałam ochotę dziś wielką.. kopnąć kogoś innego.. niż koło:) zdobywanie górki utknęło w połowie.. do szczytu niewiele brakowało ale niestety się nie udało podwinę rękawy i ... zrobię drugie podejście!:) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: i.... 13.01.06, 07:33 wczoraj drugie podejście jeszcze wiekszą klapą było jak pierwsze ale uli się nie podda i co zaplanowane, będzie zrealizowane!..O!:) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: i.... 13.01.06, 13:53 ..trzymam i ..zaśpiewam sobie!..O!:) clips.interia.pl/index2.html?id=13057 Odpowiedz Link Zgłoś
wredota_sromotnicza Re: i.... 13.01.06, 14:55 urszulka_ma napisała: > wczoraj drugie podejście jeszcze wiekszą klapą było jak pierwsze Klapę bezpieczeństwa zawsze warto mieć, a najlepiej dwie. W. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: i.... 14.01.06, 19:53 wredota_sromotnicza: > Klapę bezpieczeństwa zawsze warto mieć, a najlepiej dwie. > W. tak, jeśli jest bezpieczną klapą:) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma i.... 10.02.06, 14:59 ..znowu klapa ech.. jestem beznadziejna.. a byłam już dziś, tak blisko.. Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: i.... 10.02.06, 17:57 :( ------------- Beznadziejny jest raczej system. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma mały everest?:) 10.02.06, 20:30 to jest bardzo dobry biznesowy system tak szkoleniowcy kasują za szkolenie egzaminatorzy kasują za egzaminy łapią na idiotycznych błędach(czasem na drobnostkach) odsyłają do szkoleniowców.. szkoleniowcy kasują za dodatkowe godziny egzaminatorzy kasują za następne podejścia egzaminacyjne i w kółeczko.... ciekawe czy istnieje ewidencja rekordzistów.. dziś, w grupie w której zdawałam.. na 15 osób nie zdał nikt a były w niej osoby zdające po raz któryś tam interesik się kręci... a ludzie zostają w przekonaniu, że są beznadziejni.. tylko dlaczego aż tylu uczniów jest beznadziejnych? no dobrze.. nie szukam usprawiedliwienia zdobędę ten świstek! tak! jakieś "everesty" trzeba zdobywać:) a pod górkę lekko nie ma!:) Odpowiedz Link Zgłoś
lubie.pomponiki Re: Everest... ;0) 07.01.06, 08:57 Wysoka:)) Bardzo lubilam chodzic wlasnie z Malgosia i tylko z Nia. Jej dziecieca radosc i zachwyt i to jak kiedys powiedziala: wiesz Mamusiu, dziekuje Ci ze pokazalas mi góry. Nie pamietam ile Gosia wtedy miala lat, moze 4 moze 5, byla niesamowicie ruchliwa, wlasciwie nie chodzila tylko caly czas biegala;) Zaczelysmy podchodzic z Jaworek, z tego glupiego Homola, moze nie glupiego mimo wszystko, bo wzdluz calego wawozu plynie wszakze potok Homole;) Uwielbiam górskie potoki, na kazdym odcinku, i wtedy gdy woda plynie spokojnie, i wtedy gdy jest rwaca, bo pokonuje kamienie i glazy. Czesto stawalam przy brzegu takiego górskiego potoku, patrzylam na wóde, jakos to mnie koilo. Lubilam tej wody dotykac, zanurzac w niej rece, dotykac kamieni, znajdowac piekne otoczaki;) A czasem sciagalysmy buty i wlazilysmy do wody i bylo bosko;) Tak wiec ja patrzylam na potok, Gosia biegla przed siebie i czasem przystawala i czekala na mnie dosc niecierpliwie, i nie mogla uwierzyc w to, ze nie mam ani sily ani ochoty pedzic tak jak ona;) Na koncu Homoli sa takie wielkie glazy, zwykle tam wszyscy turysci koncza wedrowanie, my tam zaczelysmy, bo bylo juz zdecydowanie mniej ludzi, (Gosia oczywiscie wspinala sie po tych glazach, a ja zbieralam macierzanke;) Potem jest dosc smetna droga (tak to pamietam) dopóki nie zacznie sie niebieski szlak, bo na samym poczatku jest taka sakramencka wyrypa, Gosia oczywiscie pokonala ja w podskokach ja dosc czesto musialam przystawac. Ale po tej wyrypie idzie sie juz dosc lagodna droga, tylko tuz przed Wysoka jest kilka minut ostrzejszego podejscia. Wlasnie na tej lagodnej drodze nie bylo zabawnie w pewnym momencie, bo z jednej i drugiej strony byla przepasc, z prawej strony taka podstepna, bo niewidoczna, rósl jakis ladny krzew, dosc wysoki, Gosia podbiegla do niego i zaczela sie zachwycac ale robila to bardzo energicznie i naprawde w ostatniej chwili zlapalam ja bo spadalaby na dól. Kurcze, zdenerwowalam sie wtedy, i zarzadzilam jednak jakas tam dyscypline (mniej biegania, wiecej patrzenia;) Tuz przed szczytem Wysokiej jest takie podejscie po bardzo duzych kamieniach. Kiedy bylysmy moze 10 metrów od samego szczytu zobaczylysmy takiego wesolego pana w ortalionowej kurtce i adidasach, który trzymal malego chlopca i wydawalo mu sie ze jest zabawny bo hustal tym chlopaczkiem w te i wewte a dzieciak byl mocno przerazony. No nic, wlazlysmy na szczyt, bylo sporo ludzi a miejsca malo, wiec troche sie ocieralismy o siebie;) Gosia byla zawsze bardzo towarzyska i otwarta, natychmiast upolowala taka mloda pare bardzo sympatycznych ludzi i zaczela konwersowac tudziez pokazywac im lisia (to taki pluszowy lisek, z którym nie rozstawala sie nigdy, do dzis tak jest. Kiedy ktos na to zaslugiwal mógl lisia nawet potrzymac;) Tak stalo sie i wtedy: lisio byl trzymany i przez te dziewczyne i przez jej chlopaka;) Dosc dlugo tam bylysmy na szczycie bo Gosia zapalala gwaltowana miloscia do dziewczyny, bylo to uczucie odwzajemnione;) Jednak ja i ten chlopak chcielismy isc dalej, chyba oboje bylismy takimi samymi ponurakami, wilkami stepowymi;) Wreszcie nastapilo dramatyczne rozstanie, oni poszli niebieskim w strone Suchej Doliny, my w przeciwna. Szlysmy do Szczawnicy tez niebieskim, jest to droga dosc monotonna tak sie idzie i idzie i idzie, ale i tak bylo fajnie, bo byla cudowna pogoda, piekny widok z jednej i z drugiej strony. Mnie po slowackiej stronie najbardziej zachwycaly te ogromne lany jakichs zóltych zbóz, tak pieknie falowaly;) Uwielbiam górski wiatr, nawet gdy jest upal to wtedy sie tego nie czuje, bo ten wiatr chlodzi i koi;) Tuz przed zejsciem do Szczawnicy przystanelysmy przed takim dziwnym drzewem, nie mam pojecia co to bylo za drzewo, ale nie dosc ze drzewo bylo nam nieznane to na dodatek na tym drzewie spiewal jakis dziwny ptak, do dzis nie wiem, jaki to byl ptak. W ogóle sie nas nie bal, siedzial sobie na tym drzewie i wyspiewywal swój zachwyt (mam nadzieje ze to byl zachwyt), a my stalysmy, sluchalysmy i trwalo to dosc dlugo i bylo wspaniale;) A potem zeszlysmy juz do tej Szczawnicy zbierajac po drodze borówki i cieszac sie jak glupie z tego ze po prostu jestesmy;) No a potem szlysmy asfaltem do Kroscienka i doszlysmy i potem bylo ognisko wieczorem i kiedys na pewno bedzie jeszcze piekniej;) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 07.01.06, 11:33 lubie.pomponiki napisała: > Uwielbiam górskie potoki, na kazdym odcinku, i wtedy gdy woda plynie > spokojnie, i wtedy gdy jest rwaca, bo pokonuje kamienie i glazy potok jak życie wypływa tak nagle, nieoczekiwanie zaskakuje małe źródełko zaczynające swoją wędrówkę Cieszy oczy świadków swojego narodzenia Zachwyca swoją czystością i bezradnością pierwszych ruchów.. a jednocześnie siłą, z jaką zaczyna się przedzierać musi mocno się natrudzić, żeby pokonać przeszkody i znaleźć dla siebie swoje miejsce.. czasem płynie wolno.. spokojnie, czasem, jego nurt się zrywa i pędzi gdzieś przed siebie.. aż zmęczony... zwalnia pokornie... ale.. płynie, płynie, uparcie, czasem mocno zabrudzony czasem prawie martwy wysycha czasem trafia na filtry i po oczyszczeniu, odżywiony wzmocniony płynie.. dalej.. do swojego brzegu Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Everest... ;0) 09.01.06, 10:10 Starsze moje dziecio wyjeżdża w środę na pierwsze, w swoim nastoletnikm życiu, spotkanie ze stokiem... :0) Narty przygotowane, buty dopasowane, a przede mną szczyt powściągliwości w okazywaniu niepokoju. ;0) OLDTATA ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 09.01.06, 21:27 obserwowałam kiedyś jaskółkę z jaką cierpiwością i opanowaniem obserwowała swoje młode uczące się latać.. pozwalanie młodym ptakom na pierwsze samodzielne loty, wymaga mądrej rodzicielskiej miłości:) ..opanowania życzę:) Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: Everest... ;0) 09.01.06, 23:48 jak się nie wywrócis...to sie nie naucys... hej;) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 12.01.06, 09:29 yoanna napisała: > jak się nie wywrócis...to sie nie naucys... > hej;) ja się wczoraj wywróciłam ..aleinotylko cztery litery swe odbiłam:) i nic się nie nauczyłam.. no.. może tylko przypomniałam sobie, jak mocno ścieżki lodowe są ślizgie:) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Everest... ;0) 17.01.06, 13:35 Narty wróciły do wypożyczalni. Dziecio wróciło w całości. Trzeba będzie zewrzeć szeregi i nabyć sprzęt... chyba. Dla drugiego dziecia też. I dla Mamy... łooooj ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: Everest... ;0) 17.01.06, 20:53 Znaczy, będziesz ekwipował rodzinę...i czyścił portfel;) Powodzenia;) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:06 jeśli czyści portfele..to znaczy - bezpieczniej nie "naumieć" się jedzić:) Joanno podsunęłas mi dobrą wymówkę:) Odpowiedz Link Zgłoś
yoanna Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:14 Ula...NIE KOMBINUJ! Old pewnie lubi porządek w portfelu;) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:20 sem trochem pokombinujem, jeszcze cztery litery czuje:) sama wiesz, że przewracam się na minimalnych górkach:) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:25 portfel mam tak czysty, że można by na nim oddział szpitalny wzorować... co do sprzętu... się zobaczy póki co, szkolne półrocze... i nie ma co młodzieży rozpieszczać ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma Re: Everest... ;0) 18.01.06, 21:51 a śnieg pada na ziemię jak życzenia ludzi..:) pada śnieg, wszędzie biało, ferie by już się nam mieć przydało.. Odpowiedz Link Zgłoś
urszulka_ma zaczyna się .. 10.02.06, 20:39 ..zdobywanie sportowych "everestów":) Odpowiedz Link Zgłoś