Dodaj do ulubionych

Everest... ;0)

02.11.05, 19:40
tak mi przemknęło, kiedy zobaczyłem licznik
:0)
Obserwuj wątek
    • cover_wielki Re: Everest... ;0) 02.11.05, 21:15
      16 luty 1980 godzina 14:25 Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki stanęli na
      szczycie (8 848 mnpm). Zimą, bo cóż można było dokonać. ... :) tak ku pamięci
      jeśli już Old wspomniał.
    • lubie.pomponiki Re: Everest... ;0) 03.11.05, 18:43
      najwyższa i najpiękniejsza góra, na której byłam to Krywań
      wiem, że nigdy nie zdobędę Himalajów
      i to jest chyba jedyna rzecz, której żałuję: tego, że jest tyle pieknych gór, a
      mnie tam nigdy nie będzie
      • wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 11.11.05, 19:04
        lubie.pomponiki napisała:

        > jedyna rzecz, której żałuję: tego, że jest tyle pieknych gór, a
        >
        > mnie tam nigdy nie będzie
        Czy mniej piękne są te, gdzie byłaś. Obrazki nie przekazują zapachu, dźwięku,
        nawet kolor jest zmanipulowany. Zamknij oczy, wróć.
        W.
    • urszulka_ma forumowy "Everest"...?:) 04.11.05, 22:35
      ciężko było..
      ufff..
      ale jest zdobyty..!
      i czas...
      ..zdobywać następny:)

      każdego dnia, każdy z nas,
      zdobywa, jakiś tam swój mały everest...
      • wredota_sromotnicza Re: forumowy "Everest"...?:) 11.11.05, 19:06
        Krok w krok, krok za krokiem, byle w slusznym kierunku.
        W.
        • urszulka_ma istnieje życiowy kompas 11.11.05, 21:03
          ..słusznego kierunku?

          jeśli wybiera się samodzielnie drogę
          własną drogę, po której się kroczy...
          to.. ta droga, będzie chyba dobra dla nas
          ta przez nas wybrana
          • wredota_sromotnicza Re: istnieje życiowy kompas 12.11.05, 08:56
            Zawsze warto wziąć pod uwagę to, co mają do powiedzenia inni. Czasem to ratuje
            przed zjazdem na pobocze, a czasem to drogowskaz na ciemną bocznicę. Decyzje są
            nasze..i konsekwencje, to naturalne. Gdy plecak ciężki, nie należy przerzucać
            go na kogoś.
            W.
            • urszulka_ma droga.. 12.11.05, 10:14
              Droga codzienna

              Wiele ścieżek przedeptanych
              tych znajomych i nieznanych
              A na ścieżkach spotkania...
              znaki zapytania
              myśli zagubione
              słowa porzucone
              same kłopoty i radości
              chwile piękne i miłości
              smutki...
              odejścia
              powroty
              przystanki

              ścieżki..
              ...z kamieniami
              ...polne
              ...leśne
              ...dzikie
              ...z poboczem
              ...z chodnikami
              ...cywilizowane

              a my na tych ścieżkach....
              sami
              ciągniemy po nich wózek życiem zwany
              i stale wybieramy w jaki kierunek...
              ...........................zmierzamy
            • urszulka_ma Re: istnieje życiowy kompas 27.11.05, 15:12
              można na chwilkę przysiąść, odpocząć
              i ruszyć z ciężkim plecakiem powolutku dalej?
    • lubie.pomponiki Re: Everest... ;0) 11.11.05, 09:24
      Oto moja opowiastka;)
      Byłam wtedy z Gosią (moją córką) w Tyliczu, na kilka dni dojechał mój mąż i
      stwierdziłam, że jak nie pójdę w góry to zwariuję:) Nie mogłam iść z Gosią bo
      była wtedy za mała na trzydniówkę; tak wiec poszłam sama.
      Szłam z Krynicy do Krościenka, taki był plan. Wybrałam się oczywiście jak to ja
      zwykle: bez żadnej zaprawy, bez maści no idiotka;) Mialam tylko mały plecak, w
      nim bieliznę na zmianę, jakieś picie i forsę.
      Zaczęłam podchodzić z Czarnego Potoku czerwonym szlakiem, na samym początku
      było dość ostre podejście więc gdzieś tak przed Diabelskim Kamieniem padłam,
      ale dosłownie, dowlekłam się do jakiejś polany (ależ były tam wspaniale
      wrzosy:) i leżałam jak trup kilkanaście minut, bez tchu, no serio myślałam że
      umrę:) Pozbierałam się wtedy, gdy przechodzili jacyś turyści w adidasach i
      zaczęli zagadywać:)
      Na Jaworzynie Krynickiej był triangul, wyszłam tam i był boski widok, byłam tam
      dość długo żeby się nim nasycić, jednak przywlekli się jacyś młodzieńcy którzy
      tak potwornie klęli, że uciekłam stamtąd jak najprędzej.
      Szlam dalej czerwonym szlakiem, pierwszy nocleg wyznaczyłam sobie na Hali
      Łabowskiej (doszłam jak już zmierzchało). Nie pamiętam jak wielu ludzi
      spotkalam, pamiętam tylko jednego z takim wielkim plecakiem, który siedział
      gdzieś w okolicach Runka i grzebał w bucie i był dość smutny;) Nawet
      przystanęłam obok, żeby go pocieszyć:) ale poszłam szybko bo plan był inny;)
      Kiedy doszłam na Łabowską ten z butem i plecakiem już tam był (jak on to zrobił
      do dziś nie wiem), w każdym razie rozpalił sobie ognisko i siedział przy nim
      sam; miałam ochotę podejść i usiąść obok, ale jeszcze wtedy byłam strasznie
      dzika i przerażona, więc nie zrobiłam tego.
      W nocy, w pokoju obok jakaś para dość głośno się kochała więc zasnęłam późno,
      ale było ok, rano wyruszyłam dalej. Cały czas szłam czerwonym szlakiem bo taki
      był plan. Pamiętam, że w okolicach Pisanej Hali była cała masa borówek i
      dziurawca, wiec się napchałam tymi borówkami, nazbierałam dziurawca (byłam
      kiedyś zielarką:) Napatrzyłam się na wspaniały widok i lazłam dalej. Pamiętam,
      że przed Rytrem było dość ostre zejście wiec trochę spuchłam, ale spotkałam
      dwie sarenki i jakoś mi było lżej;)
      W Rytrze wsiadłam do autobusu i podjechałam do Starego Sącza (taki był plan).
      Powłóczyłam się po Sączu, bo bardzo lubię tę mieścinę i zaczęłam podchodzić
      żółtym szlakiem na Prehybę. Chciałam wrócić do wspomnień, bo to chyba była moja
      pierwsza wędrówka właśnie kiedyś tam. Nie spotkalam wtedy ani jednego człowieka
      na szlaku! Na początku pobłądziłam, ale jak zwykle dałam sobie radę. Tuż przed
      Prehybą też zeszłam ze szlaku i nawet trochę się bałam bo już mocno się
      ściemniało, ale doszłam na Prehybę już po ciemku całkiem ale doszłam bo tak
      musiało być;) Spałam w jednym pokoju z takim jakimś ułomem, miejscowym, który
      zbierał borówki dla szmalu, koszmarnie chrapał ale wtedy zasnęłam dość szybko
      bo byłam zmęczona okrutnie. Rano kierownik schroniska mnie przepraszał za to
      towarzystwo, nie miał sumienia go dać do namiotu bo było zimno jak diabli, ale
      wyjaśniliśmy to sobie miło przy porannej kawie;)
      Zmieniłam plan i poszłam do Piwnicznej, też po to, aby powspominać Radziejową:)
      I wyobraźcie sobie, że gdzieś w okolicach Wielkiego Rogacza znowu spotkałam
      tego z butem i wielkim plecakiem:) Stanęliśmy jak wryci naprzeciwko siebie,
      pogapiliśmy się na siebie w milczeniu i poszliśmy, każde w swoja stronę;)
      Przed Obidzą miałam sakramencki kryzys, serio myślałam, że nie dojdę, ale
      zdopingowali mnie znowu jacyś pseudoturyści, którzy pytali jak daleko jest
      gdzieś tam, a to było jakieś pól godziny drogi, wiec im wyjaśniłam i zeszłam na
      sztywnych już całkiem nogach do Suchej Doliny. Dość długo czekałam na autobus
      do Piwnicznej, ale się wreszcie doczekałam, dojechałam a w Piwnicznej, po jakimś
      ohydnym obiedzie w ohydnej knajpie wsiadłam w autobus do Krynicy no i
      dojechałam i dojechałam też do Tylicza i było pięknie bo Gosia się na mnie
      rzuciła i musiałam jej wszystko opowiedzieć;) (najbardziej mi zazdrościła
      sarenek;).
      • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 11.11.05, 11:39
        lubie.pomponiki napisała:

        >i było pięknie bo Gosia się na mnie
        > rzuciła i musiałam jej wszystko opowiedzieć;)

        powroty zdobywców.. własnych everestów:)
      • wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 11.11.05, 19:16
        Pozbawilaś sie na szlaku najcenniejszych estetyczno-emocjonalno-intelektualnych
        doznań.
        W.
        • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 11.11.05, 21:06
          myślę, że zyskała fizyczne zmęczenie i zdrowy, kamienny sen..
          który w tym momencie chyba najbardziej był Jej potrzebny

          • wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 12.11.05, 09:01
            urszulka_ma napisała:

            > myślę, że zyskała fizyczne zmęczenie i zdrowy, kamienny sen..
            Sen bez marzeń nie jest zdrowy. Jest taki, nazywa się śmierć.
            > który w tym momencie chyba najbardziej był Jej potrzebny
            Funkcjonował jak kokon, a przecież wcześniej był motyl. Nie ma do czego wracać.
            Wredzia
            • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 12.11.05, 10:05
              nie wiemy.. czy to był sen bez marzeń:)

              motyl..
              hmm..
              czy nie musi/ nie może... czasem złożyć skrzydełek i odpocząć?
              • wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 12.11.05, 11:51
                urszulka_ma napisała:

                > nie wiemy.. czy to był sen bez marzeń:)
                Podglądalaś. To brzydko plątać się po cudzych snach.
                >
                > motyl..
                > hmm..
                > czy nie musi/ nie może... czasem złożyć skrzydełek i odpocząć?
                Odpoczynek jest konieczny, żeby móc dalej iść, ale można odpoczywać, kiedy jest
                na to stosowne miejsce i czas.
                Wredzia
                • oldpiernik Re: Everest... ;0) 12.11.05, 14:39
                  czekam na autobus do domu
                  szczyty bywają takie nieoczekiwane ;0)
                • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 13.11.05, 00:58
                  dziś się lekko zaplątałam we własnym śnie:)
                  pospałam snem misiowym..
                  i teraz co tu robić..
                  dalej spać.. czy też zacząć zdobywać jakiś szczyt nowy?:)
                  • yoanna Re: Everest... ;0) 13.11.05, 02:32
                    Jesteś jeszcze Urszulko?
                    Przyplątałam się z mojego snu...bo zagubiłam się nieco w czasie...
                    Prawie jak u Wellsa;)
                    A tu ośmiotysięczniki padają...i trud wędrowania wyczuwalny;)
                    • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 13.11.05, 21:17
                      yoanna napisała:
                      ...bo zagubiłam się nieco
                      > A tu ośmiotysięczniki padają...i trud wędrowania wyczuwalny;)


                      zostawię Tobie znaki ----> -----> ------->
                      trzymaj się wyznaczonego szlaku!:)
                      • wredota_sromotnicza Re: Everest... ;0) 13.11.05, 21:52
                        urszulka_ma napisała:

                        > zostawię Tobie znaki ----> -----> ------->
                        > trzymaj się wyznaczonego szlaku!:)
                        Nie złamie sobie karku. Tu nie żadnego ryzyka, chodzi tylko o drogę. Prosto na
                        prawo? Też tak myślę.
                        W.
                        • oldpiernik Re: Everest... ;0) 14.11.05, 21:00
                          tak wyruszyć
                          stąd
                          na Czantorię
                          a potem, szlakiem czerownym
                          na wchód
                          aż po granicę z Ukrainą
                          jeśli kiedyś się na to zdobędę
                          to będzie mój Everest
                          a teraz
                          spojrze na zamglone światła
                          prawie niewidoczne w tej chłodnej mgle
                          i zaparzę herbatę

                          OLDNIZIUTKOBARDZO :0)
                          • urszulka_ma przerwa w podróży:) 27.11.05, 15:16
                            za oknem deszcz..
                            śniegiem białym zabarwiony,
                            nie widać żadnej świata strony..

                            przysiadę tu z niedzielną kawą:)
                            • yoanna Re: przerwa w podróży:) 28.11.05, 01:15
                              Za oknem bajkowo zupełnie,
                              Sypie śnieg,wirując bez opamiętania
                              Jako ,że nie może się zdecydować gdzie podsypać więcej...
                              sypie we wszystkich kierunkach.

                              Uważaj Urszulko,teraz nie należy przysiadać...
                              Trzeba ruszac w drogę.
                              • urszulka_ma chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 18:47
                                ..i dalej przed siebie!:)
                                jestem już tak blisko..
                                tak..
                                zdobywanie dwóch górek jednocześnie.. może się źle skończyć
                                terminy się trochę zbiegły
                                ale..
                                postanowiłam, tak!.. dam sobie z nimi radę!:)

                                • wredota_sromotnicza Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 19:59
                                  urszulka_ma napisała:

                                  > dam sobie z nimi radę!:)
                                  Bardzo złe podejście zwiastuje upadek.
                                  W.
                                  • urszulka_ma Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 21:11
                                    wszak o dźwigu, nie zapominam..
                                    z upadku się szybko podrywam!
                                    ..w górę!:)
                                    • wredota_sromotnicza Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 21:56
                                      Nie tylko Ty się liczysz, także górki, którym chcesz dołożyć.
                                      W.
                                      • yoanna Re: chwilka odpoczynku.. 28.11.05, 23:38
                                        Ulka jest dobrą alpinistką, udźwignie ciężar , przeskoczy górki ;)
                                        • urszulka_ma Re: chwilka odpoczynku.. 29.11.05, 00:00
                                          kozica ma dziś uszkodzone lewe przednie podwozie
                                          ale..nic to!.. jak powiedział pan Kowalski!
                                          jutro ruszamy dalej..O!:)
                                          • urszulka_ma i.... 30.11.05, 07:13
                                            powolutku w górę...:)
                                            • yoanna Re: i.... 30.11.05, 07:41
                                              i dobrze...
                                              Wiedziałam;)
                                              • urszulka_ma Re: i.... 02.12.05, 00:16
                                                jedna górka zdobyta:)))
                                                • oldpiernik Re: i.... 03.12.05, 07:46
                                                  Ty już na górze
                                                  a w mojej dolinie
                                                  cicho życie płynie
                                                  oby jak najdłużej

                                                  :0)
                                                  • urszulka_ma i... 03.12.05, 20:33
                                                    jedna "góra" zdobyta
                                                    następna na horyzoncie się jawi,
                                                    teraz mi trochę trudności sprawi
                                                    zdobycie tej "górki",
                                                    może pomogą mi duszki z chmurki?:)
                                                  • urszulka_ma i.... 15.12.05, 07:45
                                                    trzymajcie ..za mnie dziś,.. mocno kciuki:)
                                                    idę zdobywać moją, następną "górkę"
                                                  • oldpiernik Re: i.... czekamy na wieści.... 15.12.05, 08:59

                                                  • yoanna Re: i....trzymamy 15.12.05, 09:42
                                                    i jak mam pracować z takimi kciukami zacisniętymi ,co? ;)
                                                    Trzymam moooocno;)



                                                    ----------
                                                    (czy stosowne będzie w tej sytuacji kopnięcie w koło zapasowe na szczęście?)

                                                  • urszulka_ma Re: i.... 15.12.05, 18:53
                                                    > (czy stosowne będzie w tej sytuacji kopnięcie w koło zapasowe na szczęście?)

                                                    miałam ochotę dziś wielką..
                                                    kopnąć kogoś innego.. niż koło:)

                                                    zdobywanie górki utknęło w połowie..
                                                    do szczytu niewiele brakowało
                                                    ale niestety się nie udało

                                                    podwinę rękawy
                                                    i ...
                                                    zrobię drugie podejście!:)

                                                  • urszulka_ma Re: i.... 13.01.06, 07:33
                                                    wczoraj drugie podejście jeszcze wiekszą klapą było jak pierwsze
                                                    ale uli się nie podda
                                                    i co zaplanowane, będzie zrealizowane!..O!:)
                                                  • yoanna Re: i.... 13.01.06, 11:39
                                                    i tak trzymaj!
                                                  • urszulka_ma Re: i.... 13.01.06, 13:53

                                                    ..trzymam i ..zaśpiewam sobie!..O!:)


                                                    clips.interia.pl/index2.html?id=13057
                                                  • wredota_sromotnicza Re: i.... 13.01.06, 14:55
                                                    urszulka_ma napisała:

                                                    > wczoraj drugie podejście jeszcze wiekszą klapą było jak pierwsze
                                                    Klapę bezpieczeństwa zawsze warto mieć, a najlepiej dwie.
                                                    W.
                                                  • urszulka_ma Re: i.... 14.01.06, 19:53
                                                    wredota_sromotnicza:

                                                    > Klapę bezpieczeństwa zawsze warto mieć, a najlepiej dwie.
                                                    > W.

                                                    tak, jeśli jest bezpieczną klapą:)


                                                  • urszulka_ma i.... 10.02.06, 14:59
                                                    ..znowu klapa
                                                    ech..
                                                    jestem beznadziejna..

                                                    a byłam już dziś, tak blisko..
                                                  • yoanna Re: i.... 10.02.06, 17:57
                                                    :(
                                                    -------------
                                                    Beznadziejny jest raczej system.
                                                  • urszulka_ma mały everest?:) 10.02.06, 20:30
                                                    to jest bardzo dobry biznesowy system
                                                    tak
                                                    szkoleniowcy kasują za szkolenie
                                                    egzaminatorzy kasują za egzaminy
                                                    łapią na idiotycznych błędach(czasem na drobnostkach)
                                                    odsyłają do szkoleniowców..
                                                    szkoleniowcy kasują za dodatkowe godziny
                                                    egzaminatorzy kasują za następne podejścia egzaminacyjne
                                                    i w kółeczko....
                                                    ciekawe czy istnieje ewidencja rekordzistów..
                                                    dziś, w grupie w której zdawałam.. na 15 osób nie zdał nikt
                                                    a były w niej osoby zdające po raz któryś tam
                                                    interesik się kręci...
                                                    a ludzie zostają w przekonaniu, że są beznadziejni..
                                                    tylko dlaczego aż tylu uczniów jest beznadziejnych?

                                                    no dobrze.. nie szukam usprawiedliwienia
                                                    zdobędę ten świstek! tak!
                                                    jakieś "everesty" trzeba zdobywać:)
                                                    a pod górkę lekko nie ma!:)
    • lubie.pomponiki Re: Everest... ;0) 07.01.06, 08:57
      Wysoka:))
      Bardzo lubilam chodzic wlasnie z Malgosia i tylko z Nia. Jej dziecieca radosc i
      zachwyt i to jak kiedys powiedziala: wiesz Mamusiu, dziekuje Ci ze pokazalas mi
      góry.
      Nie pamietam ile Gosia wtedy miala lat, moze 4 moze 5, byla niesamowicie
      ruchliwa, wlasciwie nie chodzila tylko caly czas biegala;)
      Zaczelysmy podchodzic z Jaworek, z tego glupiego Homola, moze nie glupiego mimo
      wszystko, bo wzdluz calego wawozu plynie wszakze potok Homole;) Uwielbiam
      górskie potoki, na kazdym odcinku, i wtedy gdy woda plynie spokojnie, i wtedy
      gdy jest rwaca, bo pokonuje kamienie i glazy. Czesto stawalam przy brzegu
      takiego górskiego potoku, patrzylam na wóde, jakos to mnie koilo. Lubilam tej
      wody dotykac, zanurzac w niej rece, dotykac kamieni, znajdowac piekne
      otoczaki;) A czasem sciagalysmy buty i wlazilysmy do wody i bylo bosko;) Tak
      wiec ja patrzylam na potok, Gosia biegla przed siebie i czasem przystawala i
      czekala na mnie dosc niecierpliwie, i nie mogla uwierzyc w to, ze nie mam ani
      sily ani ochoty pedzic tak jak ona;)
      Na koncu Homoli sa takie wielkie glazy, zwykle tam wszyscy turysci koncza
      wedrowanie, my tam zaczelysmy, bo bylo juz zdecydowanie mniej ludzi, (Gosia
      oczywiscie wspinala sie po tych glazach, a ja zbieralam macierzanke;)
      Potem jest dosc smetna droga (tak to pamietam) dopóki nie zacznie sie niebieski
      szlak, bo na samym poczatku jest taka sakramencka wyrypa, Gosia oczywiscie
      pokonala ja w podskokach ja dosc czesto musialam przystawac. Ale po tej
      wyrypie idzie sie juz dosc lagodna droga, tylko tuz przed Wysoka jest kilka
      minut ostrzejszego podejscia. Wlasnie na tej lagodnej drodze nie bylo zabawnie
      w pewnym momencie, bo z jednej i drugiej strony byla przepasc, z prawej strony
      taka podstepna, bo niewidoczna, rósl jakis ladny krzew, dosc wysoki, Gosia
      podbiegla do niego i zaczela sie zachwycac ale robila to bardzo energicznie i
      naprawde w ostatniej chwili zlapalam ja bo spadalaby na dól. Kurcze,
      zdenerwowalam sie wtedy, i zarzadzilam jednak jakas tam dyscypline (mniej
      biegania, wiecej patrzenia;)
      Tuz przed szczytem Wysokiej jest takie podejscie po bardzo duzych kamieniach.
      Kiedy bylysmy moze 10 metrów od samego szczytu zobaczylysmy takiego wesolego
      pana w ortalionowej kurtce i adidasach, który trzymal malego chlopca i wydawalo
      mu sie ze jest zabawny bo hustal tym chlopaczkiem w te i wewte a dzieciak byl
      mocno przerazony. No nic, wlazlysmy na szczyt, bylo sporo ludzi a miejsca malo,
      wiec troche sie ocieralismy o siebie;) Gosia byla zawsze bardzo towarzyska i
      otwarta, natychmiast upolowala taka mloda pare bardzo sympatycznych ludzi i
      zaczela konwersowac tudziez pokazywac im lisia (to taki pluszowy lisek, z
      którym nie rozstawala sie nigdy, do dzis tak jest. Kiedy ktos na to zaslugiwal
      mógl lisia nawet potrzymac;) Tak stalo sie i wtedy: lisio byl trzymany i przez
      te dziewczyne i przez jej chlopaka;) Dosc dlugo tam bylysmy na szczycie bo
      Gosia zapalala gwaltowana miloscia do dziewczyny, bylo to uczucie
      odwzajemnione;) Jednak ja i ten chlopak chcielismy isc dalej, chyba oboje
      bylismy takimi samymi ponurakami, wilkami stepowymi;)
      Wreszcie nastapilo dramatyczne rozstanie, oni poszli niebieskim w strone Suchej
      Doliny, my w przeciwna. Szlysmy do Szczawnicy tez niebieskim, jest to droga
      dosc monotonna tak sie idzie i idzie i idzie, ale i tak bylo fajnie, bo byla
      cudowna pogoda, piekny widok z jednej i z drugiej strony. Mnie po slowackiej
      stronie najbardziej zachwycaly te ogromne lany jakichs zóltych zbóz, tak pieknie
      falowaly;)
      Uwielbiam górski wiatr, nawet gdy jest upal to wtedy sie tego nie czuje, bo ten
      wiatr chlodzi i koi;)
      Tuz przed zejsciem do Szczawnicy przystanelysmy przed takim dziwnym drzewem,
      nie mam pojecia co to bylo za drzewo, ale nie dosc ze drzewo bylo nam nieznane
      to na dodatek na tym drzewie spiewal jakis dziwny ptak, do dzis nie wiem, jaki
      to byl ptak. W ogóle sie nas nie bal, siedzial sobie na tym drzewie i
      wyspiewywal swój zachwyt (mam nadzieje ze to byl zachwyt), a my stalysmy,
      sluchalysmy i trwalo to dosc dlugo i bylo wspaniale;)
      A potem zeszlysmy juz do tej Szczawnicy zbierajac po drodze borówki i cieszac
      sie jak glupie z tego ze po prostu jestesmy;)
      No a potem szlysmy asfaltem do Kroscienka i doszlysmy i potem bylo ognisko
      wieczorem i kiedys na pewno bedzie jeszcze piekniej;)
      • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 07.01.06, 11:33
        lubie.pomponiki napisała:

        > Uwielbiam górskie potoki, na kazdym odcinku, i wtedy gdy woda plynie
        > spokojnie, i wtedy gdy jest rwaca, bo pokonuje kamienie i glazy

        potok jak życie
        wypływa tak nagle,
        nieoczekiwanie zaskakuje
        małe źródełko zaczynające swoją wędrówkę
        Cieszy oczy
        świadków swojego narodzenia
        Zachwyca
        swoją czystością i bezradnością pierwszych ruchów..
        a jednocześnie siłą,
        z jaką zaczyna się przedzierać
        musi mocno się natrudzić, żeby pokonać przeszkody
        i znaleźć dla siebie swoje miejsce..
        czasem płynie wolno..
        spokojnie,
        czasem, jego nurt się zrywa i pędzi gdzieś przed siebie..
        aż zmęczony...
        zwalnia pokornie...
        ale..
        płynie,
        płynie,
        uparcie,
        czasem mocno zabrudzony
        czasem prawie martwy
        wysycha
        czasem trafia na filtry
        i po oczyszczeniu,
        odżywiony
        wzmocniony
        płynie..
        dalej..
        do swojego brzegu
    • oldpiernik Re: Everest... ;0) 09.01.06, 10:10
      Starsze moje dziecio wyjeżdża w środę na pierwsze, w swoim nastoletnikm życiu,
      spotkanie ze stokiem... :0)
      Narty przygotowane, buty dopasowane, a przede mną szczyt powściągliwości w
      okazywaniu niepokoju. ;0)

      OLDTATA ;0)
      • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 09.01.06, 21:27

        obserwowałam kiedyś jaskółkę z jaką cierpiwością i opanowaniem
        obserwowała swoje młode uczące się latać..
        pozwalanie młodym ptakom na pierwsze samodzielne loty,
        wymaga mądrej rodzicielskiej miłości:)

        ..opanowania życzę:)

      • yoanna Re: Everest... ;0) 09.01.06, 23:48
        jak się nie wywrócis...to sie nie naucys...
        hej;)
        • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 12.01.06, 09:29
          yoanna napisała:

          > jak się nie wywrócis...to sie nie naucys...
          > hej;)

          ja się wczoraj wywróciłam ..aleinotylko cztery litery swe odbiłam:)
          i nic się nie nauczyłam..
          no.. może tylko przypomniałam sobie, jak mocno ścieżki lodowe są ślizgie:)
          • oldpiernik Re: Everest... ;0) 17.01.06, 13:35
            Narty wróciły do wypożyczalni.
            Dziecio wróciło w całości.
            Trzeba będzie zewrzeć szeregi i nabyć sprzęt... chyba.
            Dla drugiego dziecia też.
            I dla Mamy...

            łooooj ;0)
            • yoanna Re: Everest... ;0) 17.01.06, 20:53
              Znaczy, będziesz ekwipował rodzinę...i czyścił portfel;)
              Powodzenia;)
              • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:06
                jeśli czyści portfele..to znaczy - bezpieczniej nie "naumieć" się jedzić:)
                Joanno podsunęłas mi dobrą wymówkę:)
                • yoanna Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:14
                  Ula...NIE KOMBINUJ!
                  Old pewnie lubi porządek w portfelu;)
                  • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:20
                    sem trochem pokombinujem,
                    jeszcze cztery litery czuje:)
                    sama wiesz, że przewracam się na minimalnych górkach:)
                    • oldpiernik Re: Everest... ;0) 17.01.06, 21:25
                      portfel mam tak czysty, że można by na nim oddział szpitalny wzorować...
                      co do sprzętu... się zobaczy
                      póki co, szkolne półrocze... i nie ma co młodzieży rozpieszczać ;0)
                      • urszulka_ma Re: Everest... ;0) 18.01.06, 21:51
                        a śnieg pada na ziemię jak życzenia ludzi..:)

                        pada śnieg, wszędzie biało,
                        ferie by już się nam mieć przydało..
    • urszulka_ma zaczyna się .. 10.02.06, 20:39
      ..zdobywanie sportowych "everestów":)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka