Dodaj do ulubionych

Dzis 13 grudnia

13.12.05, 09:54
24 rocznica proklamowania stanu wojennego.

Kto pamieta?
Obserwuj wątek
    • lotak Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 10:25
      maria421 napisała:

      > 24 rocznica proklamowania stanu wojennego.
      >
      > Kto pamieta?

      Udało nam się uciec z Gdańska via Warszawa do Kolonii (wraz z całą rodziną!) w
      5 miesięcy i 7 dni wcześniej. Niemieckiem pogranicznikowi, który odwoził nas do
      obozu dla azylantów, podarowałem przypięty do klapy marynarki znaczek
      Solidarności...

      Potem, już w grudniu, za pośrednictwem Radia Wolna Europa przekazywaliśmy z
      żoną pozdrowienia dla krewnych w naszych rodzinnych stronach, a kiedy już można
      było, wysyłaliśmy regularnie paczuszki za pieniądze z pomocy socjalnej...

      Straszne to były czasy, przygnębiające; z jednej strony człowiek cieszył się
      wolnością, z drugiej ta gorycz i obawy o przyszłość...

      Ech, książke możnaby napisać!

      lotak
    • maika7 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 10:41
      > Kto pamieta?

      Pokolenie 35-40 latków i starszych.

      M.
      • a000000 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 11:30
        ja pamiętam. Z mojej rodziny nikt nie uciekał. Wszyscy przeżyliśmy godzinę
        policyjną, człogi na ulicach. Różne zakazy nakazy, wymuszenia - np "lojalek" w
        pracy, gdzie aby pracować, a więc zarabiać na życie, trzeba było podpisać
        oświadczenie, że "podporządkuję się prawu stanu wojennego".
        Mało kto wie, ale nie wolno było kupować od rolników "na lewo". Rolnik miał
        obowiązek do skupu, a reszta motłochu do sklepu z kartkami wędrowała.

        Według mnie, wyglądało to wszystko tak, jakby to ówczesna władza wymyśliła sobie
        wroga i następnie z tym wrogiem walczyła. Teraz mam nieco więcej wiadomości na
        ten temat, i NA PEWNO opowiastki o czającej się kontrrewolucji ze strony
        solidarności to BAJE.
        Dopiero wprowadzenie stanu wojennego sprowokowało do myślenia, do zastanowienia
        się nad sensem tego wszystkiego, do działania.

        Kto za tym stał? W stanie wojennym umarł Polak - idealista, a narodził sie Polak
        - cwaniak. Który już NIKOMU nie wierzy, zadnych idaełów nie uznaje. Któremu nie
        przeszkadza kłamliwy i koniunkturalny prezydent. Który w wypowiedzi
        Mazowieckiego słyszał to, co KTOŚ podał do słyszenia. (Ja słyszałam to expose,
        dokładnie słuchałam. I to co nazajutrz przeczytałam i usłyszałam w mediach
        wprawiło mnie w stan osłupienia). Polak, który zapomniał co to "wojna na górze",
        który daje poklask takiemu samemu kłamliwemu cwaniakowi, jak i on. Polak, który
        wyśmiewa się z tych, co to jeszcze coś tam o "życiu w prawdzie" przebąkują.

        Okrągły stół, wolne wybory - to nieliczni pozostali idealiści, którzy do dziś są
        opluwani przez kłamczuchów i zawistników. I jak obserwuję, wielu z tamtych
        bojowników o "wolność waszą i naszą" już zostało "wychowanych" i biją pokłony
        przed mamoną na ołtarzu.

        Brak ideałów, relatywizm, polityczna poprawność (a więc zgoda na narzucone
        "prawdy"), mamona na ołtarzu - to pokłosie temtych czasów.

        Ech, dużo by można o tym, ale czy warto? Ludzie, dla których relatywizm moralny
        to codzienność i tak nie pojmą, a ci którzy pojmują - sami wiedzą.

        Ciekawi mnie amnezja dzisiejszej "ulicy". Dlaczego ludzie nie chcą wiedzieć? nie
        chcą pamiętać? czyżby ich rodziny były umaczane po niewłaściwej stronie?
        • maika7 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 11:48
          >>Kto za tym stał? W stanie wojennym umarł Polak - idealista, a narodził sie
          Polak- cwaniak. Który już NIKOMU nie wierzy, zadnych idaełów nie uznaje. Któremu
          nieprzeszkadza kłamliwy i koniunkturalny prezydent. Który w wypowiedzi
          Mazowieckiego słyszał to, co KTOŚ podał do słyszenia. (Ja słyszałam to expose,
          dokładnie słuchałam. I to co nazajutrz przeczytałam i usłyszałam w mediach
          wprawiło mnie w stan osłupienia). Polak, który zapomniał co to "wojna na górze",
          który daje poklask takiemu samemu kłamliwemu cwaniakowi, jak i on. Polak, który
          wyśmiewa się z tych, co to jeszcze coś tam o "życiu w prawdzie" przebąkują.

          Nie przeceniaj mocy rozrodczej stanu wojennego. Polak-cwaniak był juz wczesniej,
          zdrajca, koniunkturalista, kolaborant. I popatrz do licha wokół - to my - różni.
          Polacy. Nie wszyscy mieścimy się w Twoich ramkach.

          >>Okrągły stół, wolne wybory - to nieliczni pozostali idealiści, którzy do dziś
          są opluwani przez kłamczuchów i zawistników. I jak obserwuję, wielu z tamtych
          bojowników o "wolność waszą i naszą" już zostało "wychowanych" i biją pokłony
          przed mamoną na ołtarzu.

          Idealiści ciągle się rodzą. Także Ci nie obciążeni piętnem stanu wojennego.
          Warto dać im szansę :-)

          >>Brak ideałów, relatywizm, polityczna poprawność (a więc zgoda na narzucone
          "prawdy"), mamona na ołtarzu - to pokłosie temtych czasów.

          Nie, to rys chrakterystyczny dla wszystkich czasów.

          >>Ech, dużo by można o tym, ale czy warto? Ludzie, dla których relatywizm
          moralny to codzienność i tak nie pojmą, a ci którzy pojmują - sami wiedzą.

          Podzielimy sie na tych lepszych i tych gorszych? Lewa strona, prawa strona,
          kłótnie, oceny.... Moze warto w końcu przestac dzielić!!!

          >>Ciekawi mnie amnezja dzisiejszej "ulicy". Dlaczego ludzie nie chcą wiedzieć?
          nie chcą pamiętać? czyżby ich rodziny były umaczane po niewłaściwej stronie?

          A może niektórzy mają dośc kombatanctwa, może chcą po prostu pracować dla
          swojego kraju, bez tych cholernych flag, wieńców i patriotycznych piosenek na
          ustach??? Po prostu uczciwie pracowac i uczciwie żyć?
          Po niewłasciwiej stronie? Tak - rozliczajmy nadal, babrzmy sie w tym... czynmy
          odpowiedzialnymi dzieci za czyny ojców... to takie .... patriotyczne i
          sprawiedliwe i wzniosłe...

          Przpraszam Azerko - poniosło mnie.

          M.
          • a000000 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 12:12
            maika7 napisała:

            > Przpraszam Azerko - poniosło mnie.

            Ależ proszę bardzo. Każdy ma prawo do swojego widzenia świata.

            Jedną mam tylko prośbę. Opracuj jakąś metodę, aby czytający nie miał wątpliwości
            co jest TWOIM zdaniem, a z czym polemizujesz.
            • maika7 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 12:16
              > Jedną mam tylko prośbę. Opracuj jakąś metodę, aby czytający nie miał wątpliwośc
              > i co jest TWOIM zdaniem, a z czym polemizujesz.

              To znaczy? Nie widać wyraźnie do której części Twojego tekstu się odnoszę?

              M.

            • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 20:57
              a000000 napisała:

              > maika7 napisała:
              >
              > > Przpraszam Azerko - poniosło mnie.
              >
              > Ależ proszę bardzo. Każdy ma prawo do swojego widzenia świata.
              >
              > Jedną mam tylko prośbę. Opracuj jakąś metodę, aby czytający nie miał wątpliwośc
              > i
              > co jest TWOIM zdaniem, a z czym polemizujesz.

              Droga A000000,

              Nie wiem dlaczego denerwujesz się na czcigodną Maikę7?
              Bardzo mądrze Ci odpisała.
              Przecież cwaniacy byli zawsze, a idealizm...

              Ostatnio przeczytałem na GW jeden ciekawy artykuł o tym naszym idealizmie (przed
              stanem wojennym).

              serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3058864.html
              Kłaniam się nisko.
              • a000000 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 21:50
                Ależ ja się nie denerwuję!!!

                Napisałam długi tekst Diabolciu, ale....stwierdziłam, że nie zrozumiesz. Więc
                pozostańmy przy stwierdzeniu, że sie nie denerwuję. Może nieco zadziwiam. Ale
                pewnie dlatego, żem idealistka. Coraz mniejsza. Bo poświęcać się można, gdy jest
                dla kogo. Mogę być conajwyżej zasmucona.
                • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 07:47
                  a000000 napisała:

                  > Ależ ja się nie denerwuję!!!
                  >
                  > Napisałam długi tekst Diabolciu, ale....stwierdziłam, że nie zrozumiesz. Więc
                  > pozostańmy przy stwierdzeniu, że sie nie denerwuję. Może nieco zadziwiam. Ale
                  > pewnie dlatego, żem idealistka. Coraz mniejsza. Bo poświęcać się można, gdy jes
                  > t
                  > dla kogo. Mogę być conajwyżej zasmucona.


                  No, więc sobie myślę, że zupełnie niepotrzebnie.
                  Szkoda, że nie wystawiłaś na próbę mojego rozumienia.
                  Rzeczywiście coś straszna pesymistka z Ciebie ostatnio.

                  W życiu prywatnym wszystko w porządku?

                  Kłaniam się nisko.
          • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 07:54

            A propos wypowiedzi czcigodnej Maiki7, przypomina mi się taki tekst Staszewskiego:

            "...a za nami pozostanie:
            wiece w rykach, wojsko w łazikach,
            politka, partia i klika, i dialektyka,
            i w ogóle wszystko co nam przeszkadza
            spokojnie leżeć na słońcu trzymając ręce
            na piersiach panienek i patrzyć na chmury
            typu cumulus w kolorze białym;
            natomiast niebo jest przy tym niebieskie"

            (mogłem trochę pomieszać, bo cytuję z ułomnej pamięci).

            Kłaniam się nisko.
            • maika7 Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 08:14
              Chciałabym dodac:
              Uważam, ze o stanie wojennym nie wolno nam zapomnieć. Był. Wielu ludziom
              rozsypało się wtedy życie. Pisałam, że stan wojenny pamietają 35-40 latki i
              starsi. To nie jest prawda. pamiętają tez ci, którzy byli dziecmi, a którym
              zabrano rodziców zamykając ich na czas nieokreslony bez prawa do kontaktu z
              rodziną. Pamietają bolesnie ci, ktorzy przezyli wtedy strach, zagrożenie, którym
              zaglądano do toreb, buszowano po półkach w poszukiwaniu bibuły, pamiętaja Ci,
              którym rozwalano maszyny drukarskie. Pamietaja ci, ktorych rozpedzano armatkami
              wodnymi, pałowano, zatrzymywano, przesłuchiwano.....
              Pamiętaja też ci, ktorzy nagle znaleźli sie po tej lub tamtej stronie barykady.
              Podziały na swoich i obcych. Przyjaciele i wrogowie. Syn przeciw ojcu. Ojciec
              przeciw synowi.
              Dlatego nie wolno o tym zapomniec.

              Ale - to co we mnie pozostało po tamtym czasie to przeświadczenie, że bardzo
              łatwo nas (naród) podzielic i postawić jednego przeciw drugiemu. Tak niewiele
              potrzeba żebyśmy zaczęli byc przeciwko sobie, zakleszczeni w naszej wzajemnej
              nienawiści. Polewający wodą, strzelający do siebie, bijący do nieprzytomności.

              PO co?
              PO CO????
              Mało nam jeszcze?
              Więc jestem przeciw stawianiu jednego człowieka przeciwko drugiemu.

              Nie chodzi mi Diabolo, o beztroskość i błogość i wygodną amnezję.


              M.
              • a000000 Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 11:50
                maika7 napisała:


                > Pamiętaja też ci, ktorzy nagle znaleźli sie po tej lub tamtej stronie barykady.
                > Podziały na swoich i obcych. Przyjaciele i wrogowie. Syn przeciw ojcu. Ojciec
                > przeciw synowi.
                > Dlatego nie wolno o tym zapomniec.

                Ano nie wolno. Naród, który pamięci nie ma, nie jest wart niepodległości.

                Dlatego cofnę się o następne 10 lat. Rok 1970, grudzień. Niecałe dwa lata po
                syjonistowskiej hucpie.
                Znajomy z pracy był wówczas w wojsku. Ateista, komunista z przekonania,
                lubiliśmy się, choć poglądów swoich nie podzielaliśmy.
                Dostał rozkaz: w transporterze opancerzonym bronić dostępu do gmachu Komitetu
                Partii, ze strzelaniem (ostrym) do tłumu włącznie. Stał w małej bocznej uliczce,
                na placu tłum robotników. A on, z rękami na spustach armatnich, czy jak to się
                tam nazywało, błagał Boga w którego nie wierzył, aby stał się cud i tłum poszedł
                inną ulicą. Bo nie wiedział, czy woli zabijać, czy woli sam zginąć. Cud się
                stał. Rąk krwią braci nie splamił, i zrobił wszystko , aby na zawsze przejść do
                cywila.
                Piszę to po to, aby KAŻDY który podzieli wedle stereotypów miał się na
                baczności, gdyż może właśnie wielką krzywdę człowiekowi prawemu wyrządza. Należy
                pamiętać, że nie każdy po stonie słusznej to święty, i nie każdy po niesłusznej
                stronie to drań.

                A wracając do dnia dzisiejszego, a propos podziałów: zauważam prawidłowość
                następującą. NA NASZYM FORUM. Odzywa się katolik - natychmiast któryś z ateistów
                czuje się w obowiązku wykazać jego zaściankowość. Czy tak Maiko ma wyglądać
                zgoda narodowa? Czy to ateiści mają monopol na wiedzę i postęp, a katolicy
                zawsze w ciemnogrodzie dyrdymały plotą? Czy ateiści w uwielbieniu swej prawdy
                nie zauważają drwiącego i pełnego wyższości tonu wobec ludzi wierzących?
                • maika7 Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 17:09
                  >>>Piszę to po to, aby KAŻDY który podzieli wedle stereotypów miał się na
                  baczności, gdyż może właśnie wielką krzywdę człowiekowi prawemu wyrządza. Należy
                  pamiętać, że nie każdy po stonie słusznej to święty, i nie każdy po niesłusznej
                  stronie to drań.

                  Widzisz, z Twojej poprzedniej wypowiedzi zrozumiałam, że dzielisz. Na tych
                  "dobrych" i na tych "złych". A też uważam, że podziały i stereotypy wyrządziły
                  w naszym kraju juz wiele szkody.

                  >>>A wracając do dnia dzisiejszego, a propos podziałów: zauważam prawidłowość
                  następującą. NA NASZYM FORUM. Odzywa się katolik - natychmiast któryś z ateistów
                  czuje się w obowiązku wykazać jego zaściankowość. Czy tak Maiko ma wyglądać
                  zgoda narodowa? Czy to ateiści mają monopol na wiedzę i postęp, a katolicy
                  zawsze w ciemnogrodzie dyrdymały plotą? Czy ateiści w uwielbieniu swej prawdy
                  nie zauważają drwiącego i pełnego wyższości tonu wobec ludzi wierzących?

                  Azerko, może cos przeoczyłam, ale po obu stonach widzę zarówno takie osoby,
                  które nie wnikają w światogląd tylko słuchja i próbuja zrozumieć dany argument.
                  I po obu stronach widze osoby zamknięte w stereotypach. Sprawa jest o tyle
                  złożona, że świat widziany oczami wierzących i oczami niewierzących jest różny.
                  Wzajemne zrozumienie i uszanowanie odmiennego poglądu, odmiennego patrzenia
                  wymaga czasu, cierpliwości, dobrej woli itp., a nie zawsze nas (wszystkich) na
                  to stać. Ale mamy tu okazje probowac się porozumieć, próbować się wzajemnie
                  zrozumieć. A często odmienne poglądy nie wynikaja z odmiennego swiatopoglądu
                  tylko ze zwyczajnych (pozaświatopoglądowych) różnic pomiędzy nami wszystkimi.

                  :-)
                  M.
                • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 20:53
                  a000000 napisała:
                  >
                  > A wracając do dnia dzisiejszego, a propos podziałów: zauważam prawidłowość
                  > następującą. NA NASZYM FORUM. Odzywa się katolik - natychmiast któryś z ateistów
                  > czuje się w obowiązku wykazać jego zaściankowość. Czy tak Maiko ma wyglądać
                  > zgoda narodowa? Czy to ateiści mają monopol na wiedzę i postęp, a katolicy
                  > zawsze w ciemnogrodzie dyrdymały plotą? Czy ateiści w uwielbieniu swej prawdy
                  > nie zauważają drwiącego i pełnego wyższości tonu wobec ludzi wierzących?

                  Droga A000000,

                  Popatrz, to bardzo interesujące, bo sam bym nigdy nie wpadł na to, aby
                  przeprowadzić klasyfikację uczestników tego forum według kryterium katolicy -
                  ateiści.

                  Prawie zawsze zgadzam się z opiniami takich katolików jak czcigodni Witold czy
                  Isma.
                  Nawet do Ciebie mam dziwną słabość...

                  Oczywiście są tacy katolicy "walczący" i "obrażalscy", których sama obecność
                  "myślących inaczej" obraża, i ci katolicy mają stosunek do ateistów dokładnie
                  taki jaki Ty przypisałaś ateistom (jakim?).
                  Dla przykładu mogę podać niedawny casus forumowicza katolickiego, który źle
                  "oszacował" katolickiego adwersarza, no i wyszło mu na to, że ateiści to buraki,
                  które po prostu nie rozumieją pewnych głębokich, duchowych przeżyć ludzi
                  wierzących.

                  Jednak podziały religia-ateizm na tym forum to stanowczo jakieś Twoje fantazje.

                  Kłaniam się nisko.
              • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 17:50
                Czcigodna Maiko7,

                Po pierwsze chciałem podkreślić, że słowa które tylko tak fatalnie
                poprzekręcałem nie należały do mnie, lecz do S.Staszewskiego, żołnierza
                Powstania Warszawskiego, żołnierza Wermahtu, dezertera z Wermahtu, więźnia obozu
                Mauthausen, komunisty, antykomunisty, emigranta, niewątpliwie obserwatora
                francuskiej rewolty roku 68, poety, pieśniarza.

                Szersze fragmenty owego tesktu idą tak:

                -----------------------------------
                U Marianny orzechy z miodem,
                U Marianny szampan pod lodem,
                U Marianny krwawa langusta,
                Ma Marianna ćwiczone usta,
                Bieliznę z polotem, na ekler majtki złote,
                Chłopców judzi, ale się nudzi.
                (...)

                O jak klawo, o jaka draka,
                Można śmiać się, można i płakać,
                Wnet zapomnieć na dupie krosty,
                Zamiast krzywych - nogi mieć proste,
                Przeliczne podniety i nowe wciąż gadżety -
                Kat, ofiara Che Guevara.
                (...)

                Przez Mariannę w nocy polucja,
                Całe szczęście jest rewolucja,
                Śmietnik płonie, policja pędzi,
                No co z tą pałą, do kurwy nędzy?
                Łap pióro, ponuro w odezwie opisz flika,
                Gwałcącego panny z barykad.

                A ciotka Idalia żuje obiadek,
                Sto batów Praksedzie na goły zadek,
                Na Sybir Macieja, do pierdla Hryćka,
                Ogrody, szynszyle, róż na policzkach,
                Krucyfiks, z nim w zgodzie fotosik na komodzie,
                Panna dzika, Nike barykad.

                Ech, Marianno, zrzuć-no suknię,
                Jutro rano trzydziestka stuknie,
                Chodź no z nami, wynajmiem chalet,
                Odgryziem szyjkę, zrobimy balet
                I pokażemy, bo znamy te problemy,
                Co wynika z ognia barykad.

                Nas ciotka Idalia nie może złapać,
                My ciotkę Idalię zaklniemy w capa,
                Przepchniemy baniolę bez laissez-passer,
                Tygrysa do baku i wio na trasę,
                W słońca migotanie, za nami świat zostanie,
                I panika ery barykad,
                Morda flika, wojsko w łazikach,
                Polityka, klasa i klika,
                Wiece w rykach, partia, syndykat,
                dialektyka
                i w ogóle wszystko,
                co nam przeszkadza spokojnie leżeć na słońcu
                trzymając ręce na piersiach panienek
                i patrzeć na chmury typu cumulus w kolorze białym...
                Natomiast niebo jest przy tym niebieskie.
                -----------------------------------------------

                Oczywiście głupio jest pisać na temat "co autor miał na myśli" w tym tekście.
                Jednak coś mi podpowiada, że nie chodziło tutaj o "beztroskość i błogość i
                wygodną amnezję".

                Po drugie mój stosunek do stanu wojennego jest taki sam jak stosunek do historii
                w ogóle, o czym już tu chyba pisałem.
                Uważam, że to niezwykle cenne kompendium wiedzy o człowieku, czyli o nas i
                należy podchodzić do niego z powagą, spokojem i obiektywizmem.
                Nudzą mnie wszystkie pompy i "akademie na cześć".
                A próby podsycana czy wykorzystywania do celów politycznych (jak to ciągle
                obserwujemy) emocji historycznych raz mnie śmieszą, innym razem przerażają.

                Kłaniam się nisko.
                • gumpel Re: Dzis 13 grudnia 17.12.05, 00:38
                  Też bardzo lubię ten tekst (w wykonaniu syna, ma sie rozumieć). W kontekście
                  tego co napisałeś o stanie wojennym i historii w ogóle jakoś tak przypomniał mi
                  sie taki oto tekst Kaczmarskiego <a
                  href="http://www.kaczmarski.ltd.pl/ " target="_blank> (utwór Weterani z
                  płyty Między nami) </a>(

                  Karki cherlawe, serca szklane,
                  Umysły - prawdę rzec - nietęgie,
                  Słowem: lepieni na kolanie,
                  Stawiani pod istnienia pręgierz
                  Łapiemy się na chwyty tanie
                  I, zanim ktoś po rozum sięgnie,
                  Do słów tracimy zaufanie
                  I wielka wściekłość w nas się lęgnie.
                  Łapiemy się na chwyty tanie
                  I, zanim ktoś po rozum sięgnie,
                  Do słów tracimy zaufanie
                  I wielka wściekłość w nas się lęgnie.

                  Karki, jak dęby, serca - dzwony,
                  W umysłach prawda, jak łza - czysta:
                  Nie bacząc na rachunek słony
                  Grzmimy, jak jeden wielki wystrzał.
                  Szubrawcy drżą, padają trony,
                  Jutrzenka nam się jawi mglista;
                  Przed lustrem ćwiczy już ukłony
                  Ten, który bunt nasz wykorzysta.
                  Szubrawcy drżą, padają trony,
                  Jutrzenka nam się jawi mglista;
                  Przed lustrem ćwiczy już ukłony
                  Ten, który bunt nasz wykorzysta.

                  Próchnieją dęby, serca milkną,
                  Zwątpieniem - prawdy łza mętnieje
                  I już my - weterani tylko
                  Nie pojmujący co się dzieje.
                  Już nasze epopeje - chwilką,
                  Najwyżej ktoś się z nich uśmieje,
                  A - dzisiaj gorzką są pastylką,
                  Snów naszych wymazuje rejestr.
                  Już nasze epopeje - chwilką,
                  Najwyżej ktoś się z nich uśmieje,
                  A - dzisiaj gorzką są pastylką,
                  Snów naszych wymazuje rejestr.

                  Karków badyle i serc kiście,
                  Zwiędłych umysłów byt roślinny -
                  Zbieramy zawsze suche liście
                  Z sadzonych z takim trudem winnic.
                  Śmierci nie znamy osobiście -
                  Jak dotąd - umierali inni...
                  Jeśli to piekło jest, lub czyściec -
                  Niebu nic nie jesteśmy winni.
                  Śmierci nie znamy osobiście -
                  Jak dotąd - umierali inni...
                  Jeśli to piekło jest, lub czyściec -
                  Niebu nic nie jesteśmy winni.
                  • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 17.12.05, 10:23

                    Bardzo fajnie, nie znałem.
                    Poszukam w internecie, może znajdę wersję śpiewaną.

                    Kłaniam się nisko.
    • monikaannaj Pamietam doskonale. 13.12.05, 10:58
      U mnie w domu nie działał tego ranka zaden zegarek. Budzik stanął. Zegarynka? -
      telefon nie działał. Mama powiedział, zebym poszła do sasiadki. U nich tez
      telefon milczał. Więc włączyłysmy radio. I usłyszałysmy - nie która godzina,
      tylko przemowienie generała. ja nie bardzo rozumiałam o co chodzi, mama stała
      jak skamieniała, babcia uklękła i zaczęła sie modlić. Ojciec pracował w
      Berlinie Zachodnim. Zero kontaktu. Do ostatniej chwili nie wiedziałysmy czy
      perzyjedzie na swieta. Przyjechał w Wigilię o 16..

      A pamiętacie ze było cos takiego jak przepustki do innego województwa? Moja
      mama musiała czesto jeździc do żyrardowa (Skierniewickie) do chorej tesciowej.
      Na stanie w kolejce po przepustkę nie miała czasu. Więc z pociagu wyskakiwało
      się nie na peron, tylko druga strona i przemykało jakimis opłotkami zeby na
      nadziac sie na patrol na dworcu...
    • lynx.rufus Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 11:09
      z samego 13 grudnia wspomnienia mam dosyc typowe: nie bylo teleranka :(
      ale za to juz w styczniu nastepnego roku wszystko sie zmienilo, jak ojca i mnie
      z ulicy zgarneli tajniacy.
      pozdrawiam
      lynx
    • kohei Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 14:13
      Z racji wieku wówczas mocno szczenięcego pamiętam niewiele. Pamiętam jednak
      wozy pancerne na ulicach, wzmocnione patrole i blokady na drogach. No i ubeków
      nachodzących moich rodziców.
      Przede wszystkim pamiętam, że się bałem, mimo że rodzice próbowali mnie trzymać
      od tego z daleka. Ale i tak mi wystarczy.
    • maria421 Re: Dzis 13 grudnia 13.12.05, 14:19
      13 grudnia 1981 rano.Wlaczam radio, zamiast zwyczajnych programow jesty tylko
      muzyka powazna. Wlaczam telewizor-najpierw sniezy, a potem jest tylko plansza.
      Ide do sasiadow- u nich to samo. Chce dowiedziec sie jak u kolezanki- telefon
      jest gluchy. I w koncu w TV pojawia sie Jaruzelski...
      Nie wierze! Trzeba isc na miasto, dowiedziec sie. Wychodze i wiedze
      obwieszczenia na murach. Stan wojenny. Godzina policyjna. Kara smierci.
      Zawieszenie zajec szkolnych i uniwersyteckich. Internowania.WRON.
      Ide na niedzielna msze do kosciola, ktory peka w szwach. Ksiadz z ambony
      nawoluje do zachowania spokoju. Spiewaja "Boze cos Polske". Kryje twarz w
      kolnierz i placze. Podobnie jak wiekszosc osob wkolo mnie.

      Kazdy z nastepnych dni wymagalby osobnej relacji. Ale, czy teraz to jeszcze
      kogos obchodzi?
    • kochanica-francuza A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolicznego 13.12.05, 17:41
      teleranka!

      Pewnie nie chciało mi się akurat oglądać...

      Z samego stanu pamiętam, jak wyjrzałam z okna na 12. piętrze (u Mamy
      przyjaciółki) i oczy mi łzawiły.

      Azerciu, pogoń za mamoną istnieje od czasu , kiedy człowiek stworzył gospodarkę
      , w której istniały nadwyżki dóbr! Żaden komuch nic do tego nie ma! To tak jak
      twierdzić, że Ford wynalazł koło... ;-)))

      A POlak generalnie - potrafi się zrywać powstańczo etc. , ale zasuwać w
      codziennym kieracie już nie. I tyle.
      • a000000 Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 13.12.05, 18:37
        Pogoń za mamoną obserwujemy ab urbe condita, czyli od czasów, gdy Fenicjanie -
        oby ich pokręciło! - wynaleźli pieniądze.
        Tylko, że ta pogoń była w szerszym wymiarze statystycznym jakoś bardziej
        zrównoważona z wartościami bardziej duchowymi. Dziś już nawet nikt nie udaje:
        money, money, money...only. Nie ma sztuki, nie ma bezinteresowności (no, chyba
        że zawiść) nie ma wielkoduszności. Nie ma zasad, nie ma wartości.... Kiedyś, gdy
        się szło do pracy, to pierwsze pytanie było: co mam robić. Dziś: zrobię
        wszystko, tylko za ILE. Trudno, kapitalizm.
        • hiperrealizm Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 13.12.05, 18:42
          a000000 napisała:

          > Pogoń za mamoną obserwujemy ab urbe condita, czyli od czasów, gdy Fenicjanie -
          > oby ich pokręciło! - wynaleźli pieniądze.
          ====================================================
          Hmmmm ciekawe za czym ludzie wcześniej się uganiali? :)
          PS
          Wynalazek UNIWERSALNEGO MIERNIKA WARTOŚCI to jedno z najwspanialszych
          osiągnieńć ludzkości!

          Trudno, kapitalizm.
          =======================
          Jakie to szczęście że kapitalizm :)
          • kochanica-francuza Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 13.12.05, 19:14
            hiperrealizm napisał:

            > a000000 napisała:
            >
            > > Pogoń za mamoną obserwujemy ab urbe condita, czyli od czasów, gdy Fenicja
            > nie -
            > > oby ich pokręciło! - wynaleźli pieniądze.
            > ====================================================
            > Hmmmm ciekawe za czym ludzie wcześniej się uganiali? :)
            >

            Za lokalną monetą, np. muszlą jakąś tam.
            • a000000 Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 13.12.05, 20:11
              albo bryłką soli.
              • hiperrealizm Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 14.12.05, 18:38
                a000000 napisała:

                > albo bryłką soli.
                =============================
                A czym różni się bryłka soli od bryłki złota? Jeśli do obiegu wprowadzimy
                bryłki soli to będą one pełnoprawnym PIENIĄDZEM.
                Forma nie ma większego znaczenia.
            • hiperrealizm Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 14.12.05, 18:37
              kochanica-francuza napisała:

              > hiperrealizm napisał:
              >
              > > a000000 napisała:
              > >
              > > > Pogoń za mamoną obserwujemy ab urbe condita, czyli od czasów, gdy F
              > enicja
              > > nie -
              > > > oby ich pokręciło! - wynaleźli pieniądze.
              > > ====================================================
              > > Hmmmm ciekawe za czym ludzie wcześniej się uganiali? :)
              > >
              >
              > Za lokalną monetą, np. muszlą jakąś tam.
              ============================================
              Kochanico przed wynalezieniem pieniądza nie było czegoś takiego jak "lokalnych
              monet" (gdyby był to byłby wynalazkiem o którym mówimy)
              PIENIĄDZ to rzecz umowy - forma nie decyduje o tym co jest a co nie jest
              pieniądzem. Dlatego jeśli w obiegu były by np. muszle to nalezy je uznać za
              pełnoprawny pieniądz.
          • a000000 Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 13.12.05, 20:13
            hiperrealizm napisał:

            > a000000 napisała:
            > Trudno, kapitalizm.
            > =======================

            > Jakie to szczęście że kapitalizm :)

            hehehe, nawet ten z podatkiem katastralnym? Na Florydzie 0,9% wartości, podoba
            Ci się?
            • hiperrealizm Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 14.12.05, 18:39
              a000000 napisała:

              > hiperrealizm napisał:
              >
              > > a000000 napisała:
              > > Trudno, kapitalizm.
              > > =======================
              >
              > > Jakie to szczęście że kapitalizm :)
              >
              > hehehe, nawet ten z podatkiem katastralnym? Na Florydzie 0,9% wartości, podoba
              > Ci się?
              =================================
              No no tylko bez takich :)))))
              PS
              Jestem wrobiem podatków! A zwłaszcza podatku katastralnego.
              • a000000 Re: A ja nie pamiętam braku cholernego i symbolic 14.12.05, 18:51
                No to się zdecyduj. Kapitalizm to podatki od własności. Wprawdzie świętej i
                nienaruszalnej, ale dochody państwa też są święte.
                hehehehe
    • nauma Re: Dzis 13 grudnia 14.12.05, 22:55
      Pamiętam.
      Choć miałem raptem 8 lat.
      Pamiętam dziwną ciszę i pustki na ulicach, poszarzałe twarze rodziców,
      zatrzymanie taty... Pamiętam skoty stojące na rogu Wołoskiej (wtedy Komarowa) i
      Odyńca, na dawnej pętli autobusowej i przerażenie mamy, gdy z sąsiadem rzucałem
      w nie śnieżkami. Pamiętam zbiegowisko kilka dni później, gdy w budynku obok
      zwinięto radiostację. Pamiętam gaz łzawiący na Marszałkowskiej, przy Domach
      Centrum. Pamiętam ogromną kłótnię mamy (i jej łzy) z dziadkiem, starym
      partyjniakiem, gdy wydarzyło się mordowanie w Wujku. Pamiętam - i nie wiem, jak
      oceniać. PZPR to dla mnie mafia, ale nie wiem, czy akurat SAMA decyzja o
      wprowadzeniu stanu wojennego była złem, czy mniejszym złem. Wiem tyle, że z tej
      decyzji wyniknęło mnóstwo zła, za które dotąd winnych nie ukarano.
    • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 16.12.05, 20:46

      Dzisiaj rocznicza masakry w Trójmiescie w 1970 roku.

      Kłaniam się nisko.
      • lotak Re: Dzis 13 grudnia 16.12.05, 21:10
        diabollo napisał:

        >
        > Dzisiaj rocznicza masakry w Trójmiescie w 1970 roku.
        >
        > Kłaniam się nisko.


        Byłem wtedy w wojsku. Leśny garnizon nad samym Bałtykiem, Choczewo koło
        Lęborka...
        Miałem dziewczynę w pobliskim miasteczku i w sobotę koniecznie chciałem pójść
        na przepustkę. Łaziłem za naszym dowódcą kompanii jak krowa za pastuchem, a on
        nie dawał się przebłagać. Tłumaczył, że choćby chciał, to z pewnych względów
        nie może. Wreszcie w tajemnicy przed resztą, zgodził się na 12 godzin – od 20-
        stej do 8-mej rano!
        Dopiero następnego dnia dowiedziałem się, jaka była faktyczna przyczyna tych
        obostrzeń. Podobno także nasza jednostka miała być – w razie czego – wysłana do
        Trómiasta...

        Ech, to były czasy!

        lotak
        • diabollo Re: Dzis 13 grudnia 16.12.05, 22:29

          Drogi Lotaku,

          Naprawdę podziwiam Cię kiedy opowiadasz historie z życia.
          Świetna narracja, dystans do siebie, autentyzm.

          Tylko dlaczego przerywasz w najważniejszym momencie?
          Jak wypadła przepustka? Z dziewczyną w pobliskim miasteczku, czy zaskakująco
          inaczej?

          No i jak "wojowała" Twoja jednostka?

          Kłaniam się nisko.

          • lotak Diabollo, nie kuś mnie w Adwencie! 17.12.05, 00:49
            diabollo napisał:

            >
            > Drogi Lotaku,
            >
            > Naprawdę podziwiam Cię kiedy opowiadasz historie z życia.
            > Świetna narracja, dystans do siebie, autentyzm.
            >
            > Tylko dlaczego przerywasz w najważniejszym momencie?
            > Jak wypadła przepustka? Z dziewczyną w pobliskim miasteczku, czy zaskakująco
            > inaczej?
            >
            > No i jak "wojowała" Twoja jednostka?
            >
            > Kłaniam się nisko.

            Drogi Diabollo!

            Kiedyś jako dwudziestoparoletni chłopak, podobnie jak wielu młodych ludzi,
            próbowałem coś tam pisać.
            Kilka z moich „opowiadań“ zaniosłem nawet pewnemu, poznanemu przez znajomego,
            literatowi z Gdańska. Ten, nieżyjący już, niegłupi facet przeczytał
            nadspodziewanie szybko moje bazgroły, zamyślił się i orzekł: „Wiesz, pisanie to
            ty pozostaw innym. I nie chodzi tu wcale o talent czy coś w tym rodzaju, ale o
            fakt, że ty tak jednoznacznie ZAKAŃCZASZ swoje opowiadania! Tego nie wolno
            robić! Zawsze trzeba pozostawić czytelnikowi pole do domysłów i spekulacji!
            Niech główkuje, bo po to ma łeb na karku! A ty smarujesz te teksty DO SAMEGO
            KOŃCA i zdaje się, ze inaczej już nie potrafisz!“

            No i okazuje się, że się gość jednak mylił, chyba:)

            Ok.

            - z dziewczyną, której twarzy już nie pamiętam, spędziłem trzy rozkoszne
            godziny (pozostałe pięć przemaszerowałem w tą i spowrotem w zupełnych
            ciemnościach, bo innej możliwości dostania się do lubej nie było) i zupełnie
            wykończony przesypiałem w niedzielę każdą wolną chwilę gdzie się tylko dało,
            nawet w ubikacji...

            - nasza jednostka do Trómiasta nie trafiła, ale przez miesiąc z górą nie wolno
            nam było opuszczać koszar i CODZIENNIE mieliśmy odprawy-pogadanki z oficerem
            politycznym, który opowiadał jakieś pierdoły o „zakusach“ Zachodu,
            o „wichrzycielach“, o koniecznej „czujności“ i złowrogich „niebezpieczeństwach
            czychających na naszą ukochaną Ojczyznę“. I o wołającym o pomoc towarzyszu
            Gierku.
            Efektem tego miesięcznego odizolowiania i politruckiej indoktrynacji była
            autentyczna luka w wiedzy o wydarzeniach grudniowych, którą wyczerpująco
            wypełniłem dopiero po wyjściu do cywila...

            Jak więc widzisz, zakończenie mojej opowieści jest zupełnie prozaiczne i chyba
            nie warto było je zdradzać. Poza tym mój literat się w grobie przewraca.

            Gdybym nie dopowiedział rzeczy do końca, to znając mnie z moich wpisów na tym
            forum (moją pobożność i pieniactwo), mógłbyś sobie np. wyobrazić, że wraz z
            dziewczyną i jej rodzicami odmawiałem tamtej nocy różaniec w intencji
            nawrócenia się na katolicyzm towarzysza Wiesława, albo cuś jeszcze pardziej
            efektowniejszego, żeby następnego ranka, wraz z moją jednostką zostać
            przerzuconym do Gdyni i strzelać z RKM-u do protestujących stoczniowców...

            Słowem – dramat, tragedia, rozdarcie – jak u Wajdy czy Kieślowskiego...

            Mogło więc być tak ciekawie, a zostały: marsz, dupa, marsz, zmęczenie i drzemki
            w ubikacji, oraz miesiąc politycznej indoktrynacji...

            Niestety, znowu posłuchałem podszeptów diabła...

            :)))))

            Dobranoc!

            lotak

            • diabollo Re: Diabollo, nie kuś mnie w Adwencie! 17.12.05, 10:21

              Czcigodny Lotaku,

              No i jak Cię nie lubić?
              Tylko czcigodna A000000 twierdzi, że tu na formum jak świat światem nie będzie
              atesita katolika sympatykiem.

              Kłaniam się nisko.
              • nauma Re: Diabollo, nie kuś mnie w Adwencie! 18.12.05, 01:14
                A i ja napiszę, żeś Lotaku wielce mnie zaciekawił najpierw tajemniczością, a
                potem opowieścią, a żem sympatię poczuł i podziękę dla losu, że nie zetknął mnie
                ani z wojskiem, ani z groźbą postawienia na kartach historii po stronie, która
                mnie obrzydza...
              • a000000 Re: Diabollo, nie kuś mnie w Adwencie! 18.12.05, 14:42
                diabollo napisał:

                > Tylko czcigodna A000000 twierdzi, że tu na formum jak świat światem nie będzie
                > atesita katolika sympatykiem.

                I tą wypowiedzią czcigodny Diabollo udowodnił prawdziwość twierdzenia czcigodnej
                Azerki. Gdyż nie mógł sobie podarować okazania tej sympatii i ugryzł.

                A czcigodna Azerka uda, że nie przeczytała, i sie nie odniesie. hehehe
                • diabollo Re: Diabollo, nie kuś mnie w Adwencie! 18.12.05, 18:41
                  a000000 napisała:

                  > diabollo napisał:
                  >
                  > > Tylko czcigodna A000000 twierdzi, że tu na formum jak świat światem nie b
                  > ędzie
                  > > atesita katolika sympatykiem.
                  >
                  > I tą wypowiedzią czcigodny Diabollo udowodnił prawdziwość twierdzenia czcigodne
                  > j
                  > Azerki. Gdyż nie mógł sobie podarować okazania tej sympatii i ugryzł.
                  >
                  > A czcigodna Azerka uda, że nie przeczytała, i sie nie odniesie. hehehe

                  Droga A000000,

                  A czy możesz mi jeszcze wyjaśnić w jaki sposób ugryzłem?

                  Załączając wyrazy sympatii kłaniam się nisko.
    • diabollo Bardzo ciekawy odczyt A. Michnika... 18.12.05, 13:34

      ...właśnie na temat stanu wojennego.

      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3071712.html
      Kłaniam się nisko.
      • maika7 Re: Bardzo ciekawy odczyt A. Michnika... 18.12.05, 23:05
        Za te słowa :

        "Powyższe słowa pragnę zadedykować nowemu prezydentowi Rzeczypospolitej, Lechowi
        Kaczyńskiemu:
        Zwracam się doń z tego miejsca: Niech Pan skończy, Panie Prezydencie, ten smutny
        spektakl śledztw i procesów odwetowych. Niech Pan wystąpi z aktem abolicyjnym,
        który sprawi, że Polska stanie się godna swej wielkiej tradycji - państwa bez
        stosów, bez procesów politycznych, państwa tolerancji i kompromisu. Niechaj taki
        będzie znak rozpoznawczy Pańskiej prezydentury. Dajmy szansę samym sobie, żeby
        stać się lepszymi.

        Będę chyba fanką Michnika. Za kilka innych słów też :-)

        M.
        • lotak A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 00:10
          maika7 napisała:

          > Za te słowa :
          >
          > "Powyższe słowa pragnę zadedykować nowemu prezydentowi Rzeczypospolitej,
          Lechow
          > i
          > Kaczyńskiemu:
          > Zwracam się doń z tego miejsca: Niech Pan skończy, Panie Prezydencie, ten
          smutn
          > y
          > spektakl śledztw i procesów odwetowych. Niech Pan wystąpi z aktem abolicyjnym,
          > który sprawi, że Polska stanie się godna swej wielkiej tradycji - państwa bez
          > stosów, bez procesów politycznych, państwa tolerancji i kompromisu. Niechaj
          tak
          > i
          > będzie znak rozpoznawczy Pańskiej prezydentury. Dajmy szansę samym sobie, żeby
          > stać się lepszymi.
          >
          > Będę chyba fanką Michnika. Za kilka innych słów też :-)
          >
          > M.

          A ja mam w stosunku do pana Adama coraz bardziej mieszane uczucia.
          Ambiwalentne, takie... Ma niewątpliwe zasługi, ale ostatnio zbyt często co
          innego gada i wypisuje, a co innego sam robi.

          Kiedyś, w czasach KOR-u i demokratycznej opozycji uwielbiałem go, łykałem
          wszystkie jego eseje i książki wydawane w drugin obiegu, ale już po Magdalence
          coraz bardziej przestawał mi się podobać. Pod hasłem grubej kreski zaczął kumać
          się ze swoimi dawnymi prześladowcami, a razy rozdzielał dawnym przyjaciołom. I
          obrastał w piórka, coraz natrętniej domagając się uznania go za Najwyższy
          Autorytet.

          Szczególnie podpadł mi za te ohydne moralnie wódeczki z Urbanem, za te obskórne
          towarzyskie spotkania z Kiszczakiem i peany na cześć Generała.

          Jako katolik jestem naturalnie za wybaczeniem, za zaniechaniem zemsty, ale
          wybaczyć nie oznacza wcale usprawiedliwiać zła wyrządzonego przez tego, komu
          się wybacza... Pan Adam wpadł zdaje się w drugą skrajność, a mianowicie według
          własnego widzimisię dyskwalifikuje dawnych towarzyszy walki o wolną Polskę,
          coraz bezczelniej rehabilitując komunistycznych sprzedawczyków i różne męty w
          rodzaju tego zbydlęconego Urbana.

          A „z kim przestajesz, takim się stajesz“ – powiada znane przysłowie.

          Ogólnie mam takie wrażenie, jakby pan Adam od czasow uzyskania niepodległości,
          coraz wyraźniej stawał się takim moralnym dr. Jerkylem i Mr. Hydem. Inny
          prywatnie, dla swojaków od wódeczek i rautów, którymi są obecnie głównie
          postkomuniści, a inny oficjalnie, dla „maluczkich“, dla czytelników, których z
          profesjonalną zręcznością dalej „powala“ swoimi, godnymi św. Franciszka
          tekstami, grając rolę nieskazitelnie czystego moralizatora, pouczającego i
          grożącego palcem...

          Kropką nad „i“, przynajmniej w moich oczach, był jego oburzający „występ“ przed
          komisją w sprawie Rywina. Skompromitował się tam dokumentnie. Arogancki,
          niezrównoważony, bezczelny...

          Obecne szamotanie się, coraz bardziej zdradza chyba... strach pana Adama.
          Po raz pierwszy u władzy są ludzie mu nieprzyjaźni, ale i od niego niezależni,
          którzy w dupie mają jego moralizowanie i których nie musi on „rehabilitować“, a
          którzy są jak najbardziej w stanie zweryfikować jego wizerunek, odbrązowić
          pomnik, który z takim trudem sam sobie stawiał.

          Chowa się więc za „społeczeństwo“ za „naród“ i jego dobro, a tymczasem bardziej
          chyba chodzi mu o jego własny, mocno nadszarpnięty image...

          Ja mu po prostu przestałem wierzyć. Mimo jego „cudownych“ moralnie tekstów.

          Pozdrowienia

          lotak
          • maika7 Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 07:11
            Łatwo przychodzą Ci oceny drugiego człowieka.

            Niezaleznie z czyich ust wyszłyby te słowa o skupieniu się na budowaniu nowej
            Polski bez babrania się w przeszłości, bez odwetów, koniecznych rozliczeń,
            pręgieży - jestem właśnie za takim działaniem.


            M.
            • a000000 Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 11:10
              Majko, przebaczyć mogą TYLKO poszkodowani. Ani Ty, ani ja. Wyłącznie ci, którzy
              zdrowie stracili, którzy uciekać musieli, którzy wygnani zostali (znam
              osobiście), którym rodziny się rozpadały, którzy w końcu NA GROBY CHODZĄ. Którzy
              do dziś cierpią z powodu zmarnowanych szans na lepsze życie. Tylko ci. Którzy
              upokorzeni zostali.
              A rząd??? Rząd ma obowiązek działać zgodnie z prawem. Czyli ustalić, czy
              popełnione zostało przestępstwo i jeśli tak, osądzić i skazać.

              Co do Michnika mam równie ambiwalentne uczucia co Lotak. Jedynie występ przed
              Komisją Rywina pomijam, gdyż Michnik wówczas był już ciężko chory.
              Jednakże JEŚLI Michnik w swoim imieniu wybaczył swoim oprawcom, chwali mu się to
              i to bardzo. Spodziewałabym się jednak przynajmniej wyjaśnienia zmiany stosunku
              do niegdysiejszych kolegów.
              • maika7 Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 11:33
                1. Nie wiesz co się działo z moją rodziną w tym czasie. Nigdzie o tym nie pisałam.
                2. Nie pisałam o przebaczeniu, to osobiste sprawy dotkniętych traumą. I nikt od
                nikogo nie ma prawa wymagać przebaczenia.
                3. Rząd nie sądzi. Sądzą sądy.
                4. Od Michnika nie spodziewam się niczego i nie będę go osądzać (nie tylko jego
                zresztą) - sprawa zmiany stosunku do jego kolegów może byc jego prywatną,
                osobistą sprawą.
                5. Nadal jestem zdania, że skupianie się na rozniecaniu emocji prowadzących do
                wzajemnej wrogości jest gorsze od skupiania się na budowaniu porozumień
                ponadpodziałowych.

                Amen

                M.


                • a000000 Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 12:06
                  maika7 napisała:

                  > 1. Nie wiesz co się działo z moją rodziną w tym czasie. Nigdzie o tym nie pisałam.

                  Nie wiem.


                  > 2. Nie pisałam o przebaczeniu, to osobiste sprawy dotkniętych traumą. I nikt
                  od nikogo nie ma prawa wymagać przebaczenia.

                  Zgadzam się.


                  > 3. Rząd nie sądzi. Sądzą sądy.

                  Niestety, minister sprawiedliwości jest członkiem rządu, a sądy jemu podlegają.
                  I w tym sensie osądzenie przestępst do rządu należy. Poszczególni sędziowie to
                  tylko sposób wykonywania PRZEZ RZĄD prawa.


                  > 4. Od Michnika nie spodziewam się niczego i nie będę go osądzać (nie tylko
                  jego zresztą) - sprawa zmiany stosunku do jego kolegów może byc jego prywatną,
                  > osobistą sprawą.

                  Prywatną dotąd, dokąd nie wychodzi z potępieniem na forum publiczne, nie
                  uzasadniając zmiany stanowiska.


                  > 5. Nadal jestem zdania, że skupianie się na rozniecaniu emocji prowadzących do
                  > wzajemnej wrogości jest gorsze od skupiania się na budowaniu porozumień
                  > ponadpodziałowych.

                  A!!! tu już mogę się z Tobą zgodzić nawet bezwarunkowo.


                  > Amen

                  I niech się tak stanie.
                  >
                  • grzespelc Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 14:23
                    < minister sprawiedliwości jest członkiem rządu, a sądy jemu podlegają.

                    Nieprawda, w żaden sposób żaden sędzia nie podlega ministrowi.

                    • a000000 Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 14:33
                      grzespelc napisał:

                      > < minister sprawiedliwości jest członkiem rządu, a sądy jemu podlegają.
                      >
                      > Nieprawda, w żaden sposób żaden sędzia nie podlega ministrowi.


                      Nie manipuluj, nigdzie nie powiadziałam, że sędziowie podlegają.
                      Sędzia jest niezawiły w WYROKOWANIU!!!
                      Sądy administracyjnie podlegają ministerstwu sprawiedliwości.
            • lotak Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 11:28
              maika7 napisała:

              > Łatwo przychodzą Ci oceny drugiego człowieka.

              Po pierwsze, osoba publiczna, która to swoje upublicznienie dobrowolnie wybrała
              i w sumie nieźle na tym wychodzi, POWINNA liczyć się z tym, iż będzie poddawana
              ocenie i krytyce, nawet takiej, która jej samej wydaje się zbyt ostra czy
              niesprawiedliwa.

              Po drugie, właśnie tacy ludzie jak pan Adam, zmuszają wręcz opinię publiczną do
              DOKŁADNIEJSZEGO przyglądania się ich postępowaniu, a to ze względu na
              moralizujące teksty, i kreowanie samego siebie na Najwyższy Swiecki Autorytet
              Moralny. Niestety od dłuższego już czasu pan Adam robi takie wrażenie, jakby
              pisywał swe (ach, jakże piękne!) teksty, jedynie dla INNYCH, samego siebie
              stawiając POZA własnymi "wskazówkami"... Ba, oburza się nawet na "nieufających
              mu krytyków", śmiących zarzucać komuś takiemu JAK ON coraz bardziej widoczną
              rozbieżność słów i czynów.

              Po trzecie i ostatnie, także i ja mam swoje poglądy, oparte na dość bogatym,
              życiowym doświadczeniu, a także na długoletniej, szczegółowej obserwacji
              polskiej sceny politycznej i jej głównych aktorów i wolno mi pisać, co mi się
              podoba. Ktoś może się ze mną nie zgadzać, może spróbować moje tezy podważyć,
              ale samo przygadywanie mi, że "łatwo" serwuję wyroki, to trochę za mało, aby
              zniechęcić mnie do posiadania własnego zdania.

              > Niezaleznie z czyich ust wyszłyby te słowa o skupieniu się na budowaniu nowej
              > Polski bez babrania się w przeszłości, bez odwetów, koniecznych rozliczeń,
              > pręgieży - jestem właśnie za takim działaniem.

              Owszem, sama idea wybaczania, miłosierdzia i zaniechania "polowań na
              czarownice" także jest mi bliska, ale ja niestety przykładam RÓWNIEŻ wagę do
              OSOBY nawołującej, która w/g mnie MUSI być wiarygodna. Może wynika to po prostu
              z faktu, że mi tych pouczeń nie potrzeba, ja je akceptuje już od dłuższego
              czasu, a apele pana Adama bardzie traktuje jako apele PANA ADAMA, a nie
              altruistyczne głoszenie jakichś znanych mi od dawna, uniwersalnych wartości...

              I tym się chyba różnimy:)

              pozdrawiam

              lotak
              • maika7 Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 12:29
                >>Po pierwsze, osoba publiczna, która to swoje upublicznienie dobrowolnie wybrała
                i w sumie nieźle na tym wychodzi, POWINNA liczyć się z tym, iż będzie poddawana
                ocenie i krytyce, nawet takiej, która jej samej wydaje się zbyt ostra czy
                niesprawiedliwa.

                Osoba publiczna sie pewnie liczy. Ja się dziwie TOBIE jako osoba prywatna, że
                łatwo oceniasz.

                >>>Po drugie, właśnie tacy ludzie jak pan Adam, zmuszają wręcz opinię publiczną do
                DOKŁADNIEJSZEGO przyglądania się ich postępowaniu, a to ze względu na
                moralizujące teksty, i kreowanie samego siebie na Najwyższy Swiecki Autorytet
                Moralny. Niestety od dłuższego już czasu pan Adam robi takie wrażenie, jakby
                pisywał swe (ach, jakże piękne!) teksty, jedynie dla INNYCH, samego siebie
                stawiając POZA własnymi "wskazówkami"... Ba, oburza się nawet na "nieufających
                mu krytyków", śmiących zarzucać komuś takiemu JAK ON coraz bardziej widoczną
                rozbieżność słów i czynów.


                Mądre teksty są po prostu mądrymi tekstami. I na tym wolę się skupiać. Zamiast
                skupiac sie na osobie je piszacej. Bo to dla mnie przesłanie płynace z tekstów
                jest ważne.

                >>>Po trzecie i ostatnie, także i ja mam swoje poglądy, oparte na dość bogatym,
                życiowym doświadczeniu, a także na długoletniej, szczegółowej obserwacji
                polskiej sceny politycznej i jej głównych aktorów i wolno mi pisać, co mi się
                podoba. Ktoś może się ze mną nie zgadzać, może spróbować moje tezy podważyć,
                ale samo przygadywanie mi, że "łatwo" serwuję wyroki, to trochę za mało, aby
                zniechęcić mnie do posiadania własnego zdania.

                Posiadanie własnego zdania a ferowanie ocen to nieco co innego. Nie
                przygadywałam Ci. Stwierdziłam fakt. Poprzec cytatami z Twoich wypowiedzi?

                >>>Owszem, sama idea wybaczania, miłosierdzia i zaniechania "polowań na
                czarownice" także jest mi bliska, ale ja niestety przykładam RÓWNIEŻ wagę do
                OSOBY nawołującej, która w/g mnie MUSI być wiarygodna. Może wynika to po prostu
                z faktu, że mi tych pouczeń nie potrzeba, ja je akceptuje już od dłuższego
                czasu, a apele pana Adama bardzie traktuje jako apele PANA ADAMA, a nie
                altruistyczne głoszenie jakichś znanych mi od dawna, uniwersalnych wartości...

                Pan Adam ma chyba prawo wypowiadac apele w "tym temacie". I on nie POUCZA, on
                apeluje o pokój - w Polsce. I to jest dla mnie najwazniejsze - i nie jest dla
                mnie ważne czy te słowa padaja z ust Papieża, Kaczynskiego, Wałęsy,
                Jaruzelskiego czy kogokolwiek innego. To przesłanie jest mi bliskie niezaleznie
                od tego kto je wypowiada.

                M.

          • diabollo Re: A ja mu nie dowierzam... 19.12.05, 20:01
            lotak napisał:
            >
            > A ja mam w stosunku do pana Adama coraz bardziej mieszane uczucia.
            > Ambiwalentne, takie... Ma niewątpliwe zasługi, ale ostatnio zbyt często co
            > innego gada i wypisuje, a co innego sam robi.

            A co takiego robi innego niż gada i wypisuje?


            > Kiedyś, w czasach KOR-u i demokratycznej opozycji uwielbiałem go, łykałem
            > wszystkie jego eseje i książki wydawane w drugin obiegu, ale już po Magdalence
            > coraz bardziej przestawał mi się podobać. Pod hasłem grubej >kreski zaczął
            kumać się ze swoimi dawnymi prześladowcami, a >razy rozdzielał dawnym przyjaciołom.

            A mi się to właśnie bardzo zawsze podobało, że potrafił rozmawiać z być blisko z
            ludźmi przeciwnej opcji.


            >I
            > obrastał w piórka, coraz natrętniej domagając się uznania go za Najwyższy
            > Autorytet.

            A to już Twoja interpretacja.

            >
            > Szczególnie podpadł mi za te ohydne moralnie wódeczki z Urbanem, za te obskórne
            >
            > towarzyskie spotkania z Kiszczakiem i peany na cześć Generała.

            Nigdy nie przeczytałem żadnego "peanu na cześć Generała", może podasz jakieś
            źródło?
            Nawet w cytowanym tekście z Generałem polemizuje, choć stara się być obiektywny.
            A wódeczka z Urbanem czy Kiszczakiem? Sam bym się chętnie z nimi napił i
            porozmawiał. Co w cale nie znaczy, że podzielam ich postawy.


            > Jako katolik jestem naturalnie za wybaczeniem, za zaniechaniem zemsty, ale
            > wybaczyć nie oznacza wcale usprawiedliwiać zła wyrządzonego przez tego, komu
            > się wybacza... Pan Adam wpadł zdaje się w drugą skrajność, a mianowicie według
            > własnego widzimisię dyskwalifikuje dawnych towarzyszy walki o wolną Polskę,
            > coraz bezczelniej rehabilitując komunistycznych sprzedawczyków i różne męty w
            > rodzaju tego zbydlęconego Urbana.

            Słuchaj, z Urbanem można się nie zgadzać, można mu zarzucić fatalną przeszłość,
            można go nawet za to nie lubić. Ale bydlęciem on napewno nie jest, lecz
            człowiekiem, w dodatku nietuzinkowym.


            > A „z kim przestajesz, takim się stajesz“ – powiada znane przy
            > słowie.


            Jak wszystkie "mądrości" tego typu można naciągać w stronę Mądrości, można też
            wykazać, że to kompletny idiotyzm.


            > Ogólnie mam takie wrażenie, jakby pan Adam od czasow uzyskania niepodległości,
            > coraz wyraźniej stawał się takim moralnym dr. Jerkylem i Mr. Hydem. Inny
            > prywatnie, dla swojaków od wódeczek i rautów, którymi są obecnie głównie
            > postkomuniści, a inny oficjalnie, dla „maluczkich“, dla czytelników
            > , których z
            > profesjonalną zręcznością dalej „powala“ swoimi, godnymi św. Franci
            > szka
            > tekstami, grając rolę nieskazitelnie czystego moralizatora, pouczającego i
            > grożącego palcem...
            >
            > Kropką nad „i“, przynajmniej w moich oczach, był jego oburzający &#
            > 8222;występ“ przed
            > komisją w sprawie Rywina. Skompromitował się tam dokumentnie. Arogancki,
            > niezrównoważony, bezczelny...


            Nie widziałem, ale słyszałem, że się zagotował, bo komisja jego traktowała jak
            złoczyńcę, podczas kiedy to on złoczyńcę ujawnił.



            > Obecne szamotanie się, coraz bardziej zdradza chyba... strach pana Adama.
            > Po raz pierwszy u władzy są ludzie mu nieprzyjaźni, ale i od niego niezależni,
            >
            > którzy w dupie mają jego moralizowanie i których nie musi on „rehabilitow
            > ać“, a
            > którzy są jak najbardziej w stanie zweryfikować jego wizerunek, odbrązowić
            > pomnik, który z takim trudem sam sobie stawiał.


            Pożyjemy i zobaczymy jacy to ludzie doszli do władzy.


            > Chowa się więc za „społeczeństwo“ za „naród“ i jego dob
            > ro, a tymczasem bardziej
            > chyba chodzi mu o jego własny, mocno nadszarpnięty image...
            >
            > Ja mu po prostu przestałem wierzyć. Mimo jego „cudownych“ moralnie
            > tekstów.

            Właśnie dożyliśmy takich czasów, że ludzi nie ocenia się po ich twórczości tylko
            "jak wypadł w telewizji" (na przykład podczas przesłuchani przed komisją).

            Również pozdrawiam i kłaniam się nisko.
            • lotak Re: A ja mu nie dowierzam... 20.12.05, 12:21
              diabollo napisał:

              > A co takiego robi innego niż gada i wypisuje?


              (...)

              Drogi Diabollo!

              Zupełnie dobrowolnie i nadwyraz głupio dałem się sprowokować Twoją linkem do
              kolejnego moralizatorskiego eseju Michnika, a następnie wciągnąć do dyskusji
              nad tą postacią, o której mówić w zasadzie nie lubię.

              Tą moją niechęć do dyskutowania o panu Adamie, możnaby porównać do tej, którą
              odczuwam również w stosunku do rozmów o pewnej fajnej dziewczynie, mojej
              wielkiej, pierwszej miłości, która aby mnie wkurzać, często flirtowała z moimi
              kolegami, zwłaszcza z tymi, których specjalnie nie lubiałem. Najpaskudniejsze
              było przy tym to, że zachowując się tak, ciągle na nowo wyznawała mi swoją
              miłość.

              Wszystko skończyło się tak, jak się skończyć musiało, a mianowicie "wpadką" tej
              dziewczyny i małżeństwem z wyjątkowo niesympatycznym typem, z którym była potem
              bardzo nieszczęśliwa. I także dlatego nie lubię o niej rozmawiać.

              Z Adamem Michnikiem jest w moim wypadku podobnie.

              Jak już napisałem, pan Adam był dla mnie w latach mojej młodości (przełom lat
              sześćdziesiątych i siedemdziesiątych) absolutnym idolem; podziwiałem jego
              odwagę, jego pierwsze, pisane w podziemiu eseje i analizy, kochałem go za
              cierpienia których doznawał, za lata w więżieniach, za "nieznanych sprawców",
              za KOR, za Solidarność, za przyjaźń z Vaclawem Havlem, Mikołajewską, Kuroniem i
              za wiele innych fantastycznych rzeczy...

              Nawet już po wyjaździe z Polski połykałem wszystko co pisał; miałem bowiem
              szczęście już w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych dostać pracę w
              Federalnym Instytucie Studiów Wschodnich i Międzynarodowych w Kolonii (BIOst),
              który dysponował bardzo bogatym archiwum, i abonował wszystkie najważniejsze
              periodyki i wydawnictwa, także te z Polski. Instytut ten, po upadku muru
              berlińskiego rozwiązano, większość z jego współpracowników została jednak
              przejęta przez inną, jeszcze okazalszą "think tank" czyli Fundację Nauki i
              Polityki (SWP) w Berlinie, a więc dalej mam szeroki dostęp do doskonałych
              archiwów i wydawnictw.

              Nie piszę tego, żeby się chwalić czy coś w tym rodzaju.
              Chcę jedynie, abyś zrozumiał, że moje antypatie nie biorą się z
              niedoinformowania czy jakiejś tam prawicowo-radykalnej ideologii, ale z
              trzeźwej oceny tej postaci i nieprzyjemnego uczucia zawodu pomysłami i
              wyczynami pana Adama po roku 89-tym.

              Seweryn Blumstein napisał w padzierniku w Wprost artykuł o A. Michniku, który
              mógłby być mojego autorstwa. Zgdadzam się dosłownie z każdą linijką tego tekstu.

              www.wprost.pl/ar/?O=81745


              Oczywiście jako człowiek panu Adamowi (z wzajemnością!) nieprzyjazny, Blumstein
              pomija w swoim artykule milczeniem wszystko to, o czym ja napisałem powyżej, a
              więc jego NIEWĄTPLIWE zasługi, jego walkę i oddanie sprawie niepodległości
              Polski, jego zaangażowanie, jego patiotyzm. Ale reszta tej analizy jest w/g
              mnie absolutnie bezbłędna.

              Tak więc odsyłam Cię do lektury i... proszę o zaniechanie dalszych dyskusji na
              ten temat, w którym się z całą pewnością nie dogadamy.

              Odnośnie urbana dodam tylko, że godzę się na "kompromis". Godzę się na Twoje
              określenie "nietuzikowości"; zgadza się, urban to NIETUZINKOWY BYDLAK i nie
              wymagaj ode mnie katolika, człowieka, który i tak już grzeszy, wyrażając się w
              ten sposób o innych, abym uzasadnił dodatkowo moją opinię, bo na to, to już
              ABSOLUTNIE nie mam ochoty.

              Pozdrowienia

              lotak
              • lotak Re: A ja mu nie dowierzam... 20.12.05, 13:35
                lotak napisał:

                > Seweryn Blumstein napisał w padzierniku w Wprost artykuł o A. Michniku,(...)

                Oczywiście chodzi o Bronisława Wildsteina.

                Przepraszam za pomyłkę; nazwiska takie podobne, cholera...

                ;)


                Pozdrowienia

                lotak
                • diabollo Re: A ja mu nie dowierzam... 29.12.05, 18:30
                  Czcigodny Lotaku,

                  Przeczytałem ten felieton(?) Bronisława Wildsteina.

                  I muszę Ci wyznać, że się z nim całkowicie nie zgadzam i odbieram jako zwykły
                  zestaw dość obrzydliwych pomówień.

                  Akurat trochę ostatnio miałem czasu i poczytałem sobie teksty Michnika, pewnie
                  większość z komentowanej tutaj jego książki:

                  serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3083159.html

                  A wracając do pana Wildsteina to jestem przekonany, że sam nie wierzy w
                  większość rzeczy, które sugeruje o Michniku w cytowanym przez Ciebie felietonie.
                  Tym baredziej obrzydliwe wydają się jego sugestie, że "Michnik i jego
                  środowisko" zawarli układ z nomenklaturą, że Michik jakoby odmówił "rozliczenia
                  przeszłości", a nade wszystko Michnik zachwalał III RP w celu chronienia jej
                  elit władzy i ukrywania patologii, których źródło tkwiło w PRL.

                  Wiesz, muszę Ci wyznać, że zawsze bardziej będę ufał ludziom takim jak Michnik,
                  którzy za walkę z elitami władzy siedzieli latami w więzieniach, a potem kiedy
                  wszystko się odmieniło, mówili, że nie można kopać leżących, że rzeczywistość
                  nie jest czarno-biała lecz dużo bardziej skomplikowana, że należy budować
                  przyszłość na porozumieniach.

                  Będę takim ludziom ufał dużo bardziej, niż panu Bronkowi, który robi polityczą
                  karierę na prostych (a nawet prostackich) podziałach, pogrywając ubeckimi
                  archiwami.
                  Jakoś nie ufam człowiekowi, który nawet w artykule dyskredytującym Adama
                  Michnika jako "warszawskiego inteligenta" i zakładnika elit III RP musi
                  podlizywać się braciom Kaczyńskim (dzisiejszej top-elicie) i pisać o nich jak o
                  genialnych strategach, którzy doprowadzili do buntu SD i ZSL odbierając PZPR
                  władzę (oczywiście bronione przez Michnika).

                  Naprawdę nie rozumiem jak ten tekst Wildsteina mógł Ci się podobać.

                  Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka