13.12.05, 20:15
Ponieważ na TWA zapanowała epidemia dołów, więc postaram się zwalczyć ją
chociaż odrobinę, rzucając na taśmę (jak niegdyś nasz dzielny O.Z., aby
rozruszać dopiero co raczkujące forum) całą serię głupich i mniej głupich
dowcipów.
Zaczynam od Stirlitza, a potem zobaczymy, co się nawinie.
Obserwuj wątek
    • noida Stirlitz. 13.12.05, 20:15
      Stirlitz szedł ulicą, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych
      butów.
      - To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
      Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

      Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie
      społecznym.
      - Wpadłem - pomyślał. Skierował się w kierunku gabinetu Mullera.
      - Gratuluje poczucia humoru - powiedział - Tak jestem agentem sowieckim!
      - Dobra, dobra Stirlitz... Odmaszerować!
      Po chwili Muller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
      - Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz, rzekł ze śmiechem - żeby się
      wykręcić od roboty...

      W kawiarni "Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono
      niestety żadnego znaku rozpoznawczego.
      Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.

      Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
      - Kur.y - pomyślał Stirlitz.
      - Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.

      Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci.
      Od ukradka dzieci puchły i umierały.

      Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyną. Kot wyrwał się,
      przebiegł kilka metrów i upadł.
      - Widocznie benzyna się skończyła - pomyślał Stirlitz.

      Stirlitz, spacerując nad brzegiem jeziora, ujrzał ludzi z wędkami.
      - Wędkarze - pomyślał Stirlitz.
      - Pułkownik Isajew - pomyśleli wędkarze.

      Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i
      tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
      Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

      Stirlitz wypoczywa w swoim tajnym mieszkaniu. Nagle wazon z kwiatami spada z
      parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To tajny sygnał - znak, że jego żona
      właśnie powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera ojcowskie łzy. Tęskni. Od
      siedmiu lat nie był w domu.

      Hitler i Bormann stoją przed mapą i planują ważną akcję. Wchodzi Stirlitz z
      pomarańczami, wyciąga aparat fotograficzny, robi zdjęcia mapy i wychodzi.
      Hitler zdziwiony pyta Bormanna:
      - Kto to był?
      - Stirlitz, radziecki szpieg.
      - Czemu go nie aresztujesz?
      - Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.

      Wróciwszy do swego gabinetu, Mueller zauważył, że Stirlitz podejrzanie kręci
      się w pobliżu sejfu. - Co tu robicie, Stirlitz? - srogo zapytał.
      - Czekam na tramwaj - odparł Stirlitz.
      - W porządku! - rzucił Mueller, wychodząc. Ale na korytarzu pomyślał: Jakiż u
      diabła może być tramwaj w moim gabinecie? Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do
      gabinetu. Stirlitza nie było.
      - Pewnie już odjechał - pomyślał Mueller.

      Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega: może czapka-
      uszanka, może walonki, a może ciągnący się za nim spadochron?

      Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na
      salę depeszę. "Stirlitz, jesteście zwykła dupa!" - mogły odczytać zbyt ciekawe
      oczy. Ale tylko Stirlitz wiedział, że właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera
      Związku Radzieckiego.

      Stirlitz otrzymał telegram: "Jeśli nie zapłacicie za energię elektryczną,
      wyłączymy wam radiostację".

      Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy. - Otwieraj! - krzyknął Mueller.
      - Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz. W ten oto sprytny sposób
      Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

      Stirlitz wchodzi do gabinetu Muellera:
      - Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
      Zszokowany Mueller patrzy podejrzliwie. Stirlitz zmieszany idzie do drzwi.
      Przystaje:
      - Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta. Wie, że ludzie zapamiętują tylko
      koniec rozmowy.

      Stirlitz wszedł do kawiarni Elefant. - To Stirlitz. Zaraz będzie zadyma -
      powiedział jeden z siedzących przy stole. Stirlitz wypił kawę i wyszedł.
      - Nie - odpowiedział drugi. - To nie on.
      - Jak to nie!? To Stirlitz!!! - krzyknął trzeci. Zaczęła się zadyma.

      Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione
      127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno.
      Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

      Stirlitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał kotek.
      - Chcesz mleczka, głuptasku? - spytał czule Stirlitz.
      - Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł kotek.

      Stirlitz, co jest lepsze: radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Mueller.
      - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.

      Stołówka Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann cierpliwie
      stoją w kolejce. Stirlitz wchodzi i od ręki dostaje obiad. Mueller, Himmler i
      Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i Bohaterowie Związku
      Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością.

      Stirlitz jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
      - Rozwodnione.
      A sąsiad na to:
      - Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heineckena.

      Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł
      przez wejście.
      • noida Monty Python (bardzo okrojony) 13.12.05, 20:16
        Montypythonowcy siedzą dookoła stolika, w studiu telewizyjnym zaaranżowanym na
        elegancki salon. Zaczynają się wspomnienia...
        - Wyśmienite, prawda?
        - Racja.
        - To na pewno jest Chateau’de Chasselas, prawda?
        - Masz rację, Obadiah.
        - 30 lat temu nie przyszłoby nam do głowy,że będziemy tu siedzieć, sącząc
        Chateau de Chaselet, prawda?
        - Racja, racja.
        - Wtedy byliśmy zadowoleni ze zwykłej filiżanki herbaty.
        - Tak i to zimnej herbaty!
        - Racja!
        - Bez mleka i cukru!
        - I bez herbaty!
        - I w utłuczonej filiżance.
        - My w życiu nie mieliśmy filiżanki! Zawsze piliśmy ze zrolowanej gazety!
        - A my mogliśmy tylko wysączać wilgoć ze zmoczonej szmaty.
        - Ale byliśmy wtedy szczęśliwi, pomimo tego, że byliśmy biedni.
        - Ponieważ byliśmy biedni! Racja!
        - Mój tata zwykł mawiać: "Pieniądze szczęścia nie dają, synu!"
        - Miał rację! Racja!
        - Byłem wtedy szczęśliwszy, chociaż nie miałem grosza!
        - Mieszkaliśmy w starym, zawalającym się domu, z dziurawym dachem.
        - Dom! Mieliście szczęście, że posiadaliście własny dom! My mieszkaliśmy w
        jednym pokoju, w 26 osób, bez mebli, z oberwaną połową podłogi, siedzieliśmy
        wszyscy, w jednym kącie, trzymając się, w strachu przed upadkiem.
        - To szczęście mieć własny pokój! My mieszkaliśmy na korytarzu!
        - My marzyliśmy o własnym korytarzu! To byłby dla nas pałac! My żyliśmy w
        starej beczce na wysypisku śmieci. Każdego ranka budziliśmy się, gdy zrzucano
        na nas transport zepsutych ryb!
        - Dom...! Kiedy powiedziałem, że to był dom miałem na myśli dziurę w ziemi,
        przykrytą brezentem, ale dla nas to był dom!
        - A my zostaliśmy eksmitowani z naszej dziury w ziemi. Musieliśmy zamieszkać w
        jeziorze!
        - Mieliście szczęście, że mogliście mieszkać w jeziorze!
        - Wszystkich 150 z nas musiało mieszkać w pudełku po butach, na środku ulicy!
        - W tekturowym pudle?
        - No jasne!
        - Mieliście szczęście!
        - My przez trzy miesiące mieszkaliśmy zawinięci w gazetę w rurze
        kanalizacyjnej! Każdego ranka wstawaliśmy o szóstej, czyściliśmy gazetę,
        szliśmy pracować do młyna przez 14 godzin, za 6 pensów tygodniowo, 7 dni w
        tygodniu, a kiedy wracaliśmy do domu, tata zaganiał nas pasem do łóżka!
        - Luksus!
        - My każdego ranka budziliśmy się o trzeciej, sprzątaliśmy jezioro, zjadaliśmy
        garść gotowanych pędraków, pracowaliśmy 20 godzin w młynie za 2 pensy
        miesięcznie, wracaliśmy do domu, a tata bił nas w głowę i kark utłuczoną
        butelką, jeśli mieliśmy szczęście!
        - Nam to było ciężko!
        - Wstawaliśmy z naszego pudełka w środku nocy i wylizywaliśmy ulicę do czysta!
        Jedliśmy pół garści zamrożonych na kość pędraków, pracowaliśmy w młynie przez
        24 godziny za jednego pensa na sześć lat, a kiedy wracaliśmy do domu, tata
        przekrajał nas na pół nożem do chleba!
        - Dobra! Ja musiałem wstawać o 10 wieczorem, pół godziny wcześniej niż
        poszedłem spać, zjadałem porcję zimnej trutki na szczury, pracowałem 29 godzin
        w młynie i płaciłem właścicielowi, żeby pozwalał mi pracować. A kiedy
        wracaliśmy do domu, tata zabijał nas i tańczył na naszych grobach,
        śpiewając "Alleluja"!
        - A kiedy opowiada się o tamtych czasach dzisiejszej młodzieży, to nie wierzą!
        - Nie, nie wierzą!

        KLIENT 2 : Dzień dobry.
        KOBIETA ZA LADĄ : Dobry.
        KLIENT 2 : Co dziś jest w jadłospisie?
        KOBIETA ZA LADĄ : Jajka na bekonie, jajka na kiełbasie i bekonie, jajka z
        mielonką, jajka na bekonie z mielonką, jajka na bekonie z kiełbasą i mielonką,
        mielonka z bekonem, z kiełbasą i mielonką, mielonka z jajkiem, mielonką,
        bekonem i mielonką, mielonka z mielonką, mielonką, jajkiem i mielonką, mielonka
        z mielonką, mielonką, mielonką, prażoną fasolą, mielonką i mielonką, albo homar
        z krewetkami, w sosie księżycowym z truflami i brandy, na tym jajko sadzone i
        mielonka.
        KLIENT 1 : A jest coś bez mielonki?
        KOBIETA ZA LADĄ : Mielonka z jajkiem, kiełbasą i mielonką. Tam nie ma za dużo
        mielonki.
        KLIENT 1 : Nie chcę żadnej mielonki!
        KLIENT 2 : Proszę jej podać jajko z bekonem, mielonką i kiełbasą.
        KLIENT 1 : Ale tam jest mielonka!
        KLIENT 2 : Nie tyle ile w mielonce z jajkiem, kiełbasą i mielonką.
        KLIENT 1 : A mogłabym dostać jajko z bekonem, mielonką i kiełbasą, ale bez
        mielonki?
        KOBIETA ZA LADĄ : Co to ma znaczyć?!
        KLIENT 1 : Ja nie lubię mielonki!
        Wikingowie w chórze : Mielonka, mielonka, to wspaniała przekąska!!
        KOBIETA ZA LADĄ : Stulić mordy! Cisza!! Nie mogę podać jajka z bekonem,
        mielonką i kiełbasą BEZ mielonki!
        KLIENT 1 : Czemu?
        KOBIETA ZA LADĄ : Bo wtedy nie byłoby to jajko z bekonem, mielonką i kiełbasą!
        KLIENT 1 : Ja nienawidzę mielonki!
        KLIENT 2 : Nie rób afery kochanie. Zjem twoją mielonkę, ja ją uwielbiam.
        Chętnie zjem mielonkę z mielonką, mielonką, mielonką, prażoną fasolą i mielonką.
        KOBIETA ZA LADĄ : Fasola się skończyła.
        KLIENT 2 : A dostanę w zamian mielonkę?
        KOBIETA ZA LADĄ : Chce pan mielonkę z mielonką, mielonką, mielonką, mielonką,
        mielonką, mielonką i mielonką?
        KLIENT 2 : Tak.
        WIKINGOWIE : (Śpiewają.)
        KOBIETA ZA LADĄ : Mordy w kubeł! Cisza!!

        Sklep meblowy.
        MĄŻ : Chcemy kupić łóżko.
        SPRZEDAWCA 1 : Zaraz zawołam kolegę. Panie Verity!
        SPRZEDAWCA 2 : Czym mogę służyć?
        MĄŻ : Chcemy kupić łóżko. Dwuosobowe, za jakieś 50 funtów.
        SPRZEDAWCA 2 : Niestety najtańsze łóżko kosztuje 800 funtów.
        MĄŻ : 800 funtów?!
        SPRZEDAWCA 1 : Państwo pozwolą, że wyjaśnię. Pan Verity ma skłonność do
        przesady, więc każdą liczbę mnoży przez 10, poza tym jest zupełnie w porządku.
        MĄŻ : Rozumiem... (Zwraca się do Sprzedawcy 2) A więc najtańsze łóżko kosztuje
        80 funtów?
        SPRZEDAWCA 2 : Tak jest, 800 funtów.
        MĄŻ : A czy jest szerokie?
        SPRZEDAWCA 2 : Szerokość... 60 stóp.
        MĄŻ : (Do żony.) 6 stóp. A długość?
        SPRZEDAWCA 2 : Długość? Lambert! Jaka jest długość wersalki luksusowej?
        SPRZEDAWCA 1 : 2 stopy.
        MĄŻ : 2 stopy?!
        SPRZEDAWCA 2 : Wszystko, co powie pan Lambert muszą państwo pomnożyć przez
        trzy. To silniejsze od niego, poza tym jest zupełnie w porządku.
        MĄŻ : Przepraszam...
        SPRZEDAWCA 2 : Skoro powiedział, że łóżko ma dwie stopy długości, znaczy to, że
        naprawdę ma 6 stóp.
        MĄŻ : Rozumiem.
        SPRZEDAWCA 2 : Nie wliczając materaca.
        MĄŻ : A ile on kosztuje?
        SPRZEDAWCA 2 : Lambert wszystko państwu powie. Lambert! Pokaż tym 20 miłym
        klientom psią budę.
        MĄŻ : Psia buda?! Nam chodzi o materac!
        SPRZEDAWCA 2 : Do pana Lamberta trzeba mówić "psia buda", bo jeśli powiedzą
        państwo "materac", włoży sobie torbę na głowę. Poza tym jest zupełnie w
        porządku.
        MĄŻ : (Do Sprzedawcy 1.) Chcielibyśmy obejrzeć psie budy.
        SPRZEDAWCA 1 : Psie budy?
        MĄŻ : Tak, chcemy zobaczyć psie budy.
        SPRZEDAWCA 1 : Dział zwierzęcy jest na drugim piętrze.
        MĄŻ : Źle pan zrozumiał. Nam chodzi o PSIE budy.
        SPRZEDAWCA 1 : Tak. Dział zwierzęcy, drugie piętro.
        MĄŻ : Tak naprawdę nie chodzi nam o psie budy, ale pański kolega powiedział...
        SPRZEDAWCA 1 : Co państwu wmówił tym razem?
        MĄŻ : Żebyśmy mówili "psia buda" zamiast... "materac". (Sprzedawca 1
        natychmiast wkłada sobie papierową torbę na głowę.)
        SPRZEDAWCA 2 : Powiedział pan "materac"?
        MĄŻ : No... trochę.
        SPRZEDAWCA 2 : Przecież prosiłem, żeby nie wypowiadał pan tego słowa. Będę
        musiał stanąć w tym pudle. (Wchodzi do pudła, zaczyna śpiewać. Wchodzi
        Sprzedawca 3.)
        SPRZEDAWCA 3 : Ktoś powiedział "materac" do pana Lamberta? (Sprzedawca 2
        pokazuje na małżeństwo. Sprzedawca 3 wchodzi do tego samego pudła i też zaczyna
        śpiewać. Po chwili Sprzedawca 1 zdejmuje torbę z głowy.)
        SPRZEDAWCA 2 : Powinien być znowu normalny, ale niech pan po prostu, niech pan
        nie mówi...
        MĄŻ : (Do Sprzedawcy 1.) Chcielibyśmy obejrzeć psie budy.
        SPRZEDAWCA 1 : Na drugim piętrze...
        MĄŻ : Nie nie. Chodzi nam o te (Pokazuje na materac.) psie budy.
        SPRZEDAWCA 1 : Materac?
        MĄŻ : (Podskakuje.) Tak.
        SPRZEDAWCA 1 : Skoro miał pan na myśli materac, czemu pan tego nie powiedział?
        Skąd mam wiedzieć, że mówiąc "psia buda" ma pan na myśli materac? Czemu nie
        powie pan "materac"?
        MĄŻ : Przecież włożył pan na głowę torbę, kiedy powiedziałem "materac"!
        (Sprzedawca 1 znów w
        • braineater Re: Monty Python skecz niepsodzianka 13.12.05, 20:31
          ZAGRANICA

          Wiele razy pytano mnie, czemu nigdy nie byłem za granicą. Postaram się to
          wyjaśnić - w końcu nie po to jeździ się za granicę , żeby być pędzonym niczym
          owce z autobusu do autobusu razem z jakimiś debilami. Te ich kapelusze
          słomkowe, te ich wełniane kamizelki, te ich tranzystory. Wiecznie narzekają na
          herbatę i te wszystkie bary szybkiej obsługi na Majorce, gdzie sprzedają ryby z
          frytkami, kalmary, tanie piwo i sałatki warzywne. A oni siedzą w tych
          bawełnianych kostiumach kąpielowych i smarują te swoje napuchnięte, spieczone,
          ropiejące cielska kremem do opalania, bo słoneczko ich trochę sparzyło. I te
          wszystkie hotele : "Mirra Mare" , "Bella View" i "Continental" z tymi
          nowoczesnymi, luksusowymi pokoikami, z tymi pływalniami pełnymi szczynów i
          tłustych, niemieckich biznesmanów udających akrobatów, robiących piramidy,
          straszących dzieci, pchających się do kolejek na krzywy ryj. Jeśli nie zdążysz
          do stolika przed siódmą, to tracisz talerz grzybowej lury - podstawowe danie
          międzynarodowej kuchni. W barze w każdy czwartek jakiś cholerny kabaret z jakąś
          taką pindą bez bioder i cycków oraz stara tłusta zdzira o włosach zlepionych
          brylantyną , z wielkim dupskiem , tancząca flamenco dla cudzoziemców. A raz w
          tygodniu wycieczka do lokalnych ruin rzymskich gdzie sprzedają rozwodnione lody
          i to ciepłe piwo. Wieczorem zabierają cię do typowej restauracji w której
          przesiadują miejscowe typki. Przysiada się jakiś naprany badylarz z Luton, z
          automatycznym aparatem fotograficznym i numerem "Daily Express" z ubiegłego
          wtorku. Chrzani coś o tym , że rząd jest do niczego i iloma językami potrafi
          gadać Margaret Powell. W końcu zaczyna rzygać drinkami.
          A potem siedzisz przez cztery dni na płycie startowej lotniska w Luton, gdzie
          nie ma nic do żarcia oprócz standardowych kanapek, a nawet nie można się napić
          piwka, bo wciąż jesteś w Anglii, gdzie każdy bar zamykają wtedy gdy w pysku ci
          zaschnie. Dzieciaki płaczą , rzygają , łamią plastikowe popielniczki a seksowny
          głos informuje cię przez megafon , ze odlecisz najdalej za godzinę , choć
          dobrze wiesz , że twój samolot jest jeszcze w Islandii i musi wcześniej
          dostarczyć jakichś Szwedów do Jugosławii. W końcu odprawiają cię o trzeciej
          rano , a potem znów siedzisz godzinami w poczekalni z powodu nieprzewidzianych
          trudności , jak na przyklad strajk kontrolerów lotu w Paryzu. Gdy wreszcie
          lądujesz na lotnisku w Maladze , wszyscy stoją w kolejce do klopa , potem w
          kolejce do odprawy celnej , w kolejce do autobusu. Autobus jeszcze nie
          przyjechał , a ma cię zabrać do hotelu którego jeszcze nie wybudowano i gdy w
          końcu docierasz do jakiejś rudery o nazwie "Hotel Lima Sol" wybuliwszy połowę
          oszczędności jakiemuś licencjonowanemu bandycie w taksówce , to nie ma wody w
          basenie , nie ma wody w kiblu , nie ma wody w kranie , tylko jakaś cholerna
          jaszczurka w bidecie, a połowa zarezerwowanych pokoi jest już zajęta, zresztą i
          tak nie można spać bo w sąsiednim hotelu odbywa się całonocna libacja...


          Tłumaczenie Tomasz Beksiński + anonimowe poprawki:)
    • noida Lepsze fragmenty z wątku pt.Wasz szczyt lenistwa. 13.12.05, 20:26
      mysia25 bo mój taki (miedzy innymi), że robiłam sobie rano herbate na
      sznurku , sznurek wleciał mi do filizanki, a ze NIE CHCIAŁO MI SIĘ sięgnąć po
      łyżeczkę, wyjęłam torebke palcami z wrzątku. cos jeszcze pozniej dopisze ;-))

      joanna_1 Dokładnie tak jest z moim Miśkiem.
      Identycznie postepuje jak Ty.
      Kiedyś mi opowiadał jak to w firmie pił herbatę z jednego kubka
      przez ileś tam
      czasu nie myjac go potem. Aż pewnego dnia po wlaniu wrzątku ujrzał
      brazowa
      barwę "płynu" mimo iż zapomniał wczesniej wrzucic saszetkę :)))
      Nic to, postanowił zadbac o czystośc kubka, nie myjąc oczywiście, a
      stale
      zmieniając model. Dzielne kolezanki myły grzecznie po nim. Pewnego
      dnia nieco
      zniechęcone zaprzestały owej czynności. I tak kubeczków nazbierał
      się cały
      arsenał. Więc mój Misiek, pomysłowy człek, powkladał kubeczek w
      kubeczek , co
      by mniej miejsca zajęły na biurku, budując w ten sposób niezłe
      piramidki. I myk
      do domu. W odwecie, równie pomysłowe kolezanki, rozłozyły owe
      piramidki, w ten
      sposób by jednak zajęły jak najwięcej miejsca na jego biurku, tak
      by nie mógł
      pracować. W ten oto bolesny sposób podyktowany siłą wyższą, mąz
      odkrył
      czarodziejskie działanie gąbki i płynu do mycia naczyń :))
      Ubaw miałam nieziemski jak mi to opowiadał.

      re_ne Przez zwykle lenistwo, nie psrawdzalem nigdy poziomu
      oleju w silniku, i skutek
      tego byl taki, ze zatarlem go. Podczas jazdy, i to bardzo
      szybkiej, z wielkim
      hukiem wywalilo w nim dziure, i z pod maski wychodzily kleby
      dymu. Szok!!! :))


      Malwina nie biore zakretow (za duzo roboty !) i mam wszedzie
      siniaki !

      ryba Jezdzilem swoim (zaznaczm Swoim) samochodem przez 5 lat i nigdy
      nie umylem i
      co gorsze, nie pozwolilem innym umyc go wewnatrz. To co znalazlem w
      nim przy
      sprzedarzy przeszlo moje oczekiwania. To jakby Mikolaj przyszedl :))))
      podobnie moja kolezanka też nie myła nigdy samochodu i pewnego dnia
      ujrzała na
      masce kwitnącą trawkę!
      jak wiosna, to wszędzie

      Ilona to jeszcze nic, mojemu chłopakowi ze zlewu wyrosła dosć
      spora roślinka, pewnie
      jakaś pestka tam wpadła i wykiełkowała. A ja nie miałam serca
      wyrywac jedynej w
      jego domu roślinki ( w koncu trzeba ją było wyrwac bo korzenie
      mogły uszkodzić
      cały syfon, ale żal jej nam było bo nie dowiedzieliśmy się jaka
      to roślina-ja
      stawiałam na pomidorka a Arek na cytrynkę)


      izza 21-01-2003 12:52 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      Ja np jak robie rano sobie kanapki, to jak mam do wyboru
      chleb normalny swiezy, i starszy ale krojony, to wybiore ten
      krojony :) bo niechce mi sie kroic.

      a pozatym maslem nie smaruje bo tez mi sie niechce tylko
      wrzucam jakas wedline i po sprawie.

      Od jakiegos czasu tez wole pic ziola :) bo wystarczy wrzucic
      i mozna pic. a herbate.... trzeba oslodzic, wyjac o czasie itp :)

      hmmm w sumie to duzo takich rzeczy jest:
      -zupe jem czasem z garnka bo niechce mi sie przelaewac na talerz :)
      -jak siedze w domu to nie przebieram sie z pizamy, bo potem znow ja
      zakladac wieczorem to duzo roboty ;)))))
      -wole umowic sie na spotkanie gdzies gdzie np jade godzine autobusem,
      niz gdzies gdzie musialabym isc 20min na pieszo.

      Moja znajoma wołała z sąsiedniego pokoju bawiące się dziecko, żeby przełączyło
      telewizor na inny program, bo nie chciało się jej wstawać z fotela. To
      był taki
      model bez pilota. Myślałam, że pilot właśnie rozwiąże problem. Okazało
      się, że
      jedynie częściowo - znajoma wołała córkę, żeby podała jej pilota
      leżącego dalej
      niż w zasięgu ręki... Córka już podrosła, zbuntowała się i mama musi
      zdobyć się
      na trochę wysiłku:)


      Natalia 21-01-2003 16:09 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      z koleżanką z akademika mieszkamy prawie drzwi w drzwi. Poczatkowo się
      odwiedzałyśmy z każdą bzdurką, potem tylko do siebie dzwoniłyśmy (ok
      pół godz
      na rozmowę) a teraz nawet do telefonu nie chce nam się odejsć od
      biurek wiec
      gadamy przez GaduGadu


      Ale mój mąż to dopiero. Kiedyś musiałam wyjechać na dwa miesiące i
      moja
      pomysłowa połówka już w pierwszy dzień nalała do wanny wody i
      wkładała do niej
      wszystkie zużyte naczynia ( jak mu się skończyły jadł z pokrywek i
      pożyczał od
      sąsiadów ).Nadmienię tylko , że przez cały ten czas wody nawet nie
      zmienił.
      Na samo wspomnienie tego czarnego , maźglatego kożucha
      przykrywającego
      zawartość wanny ....
      Niedługo później kupiliśmy zmywarkę.

      ja czasem leże na łóżku i oglądam w TV np. jakiś program
      rolniczy, który mnie w
      ogóle nie interesuje, ale nie chce mi sie siegnąć po pilota,
      który lezy obok i
      zmienic kana....


      mareq 23-01-2003 00:54 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      Mój szwagier jest bardzo leniwy. Miał oddać mi płyty cd. Na moje
      pytanie czy mi
      przywiózł powiedział że zapomniał z samochodu. Samochód stał pod
      klatką a ja
      mieszkam na 1 pietrze. Powiedział że odda mi jak przyjedzie nastepnym
      razem bo
      mu się nie chce schodzić do samochodu. Mieszka 45 km ode mnie a do
      samochodu
      miał 20 metrów.


      hermina 23-01-2003 04:28 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      W zlewozmywaku i wokół skonstruowałam niedawno wulkaniczny nasyp
      wszystkich
      swoich naczyń i sztućców. Zahodowałam życie. Miesiącami się nim
      cieszyłam. Aż
      pewnego dnia skończyły mi się papierowe kubki na kawę. Wsiadłam w
      taksówkę i
      pojechałam do supermarketu w celu nabycia nowego zestawu naczyń (nie
      papierowych). Po drodze stwierdziłam jednak, że przecież jak sobie
      kupię nowe,
      to te wijące się po kuchni będę musiała wyrzucić, a ja przecież w
      życiu nie
      wyniosę takiej ilości rzeczy do śmietnika. Zawróciłam. Zadzwoniłam po
      kolegę.

      Jak mam za daleko popielniczkę, to czekam, aż mi papieros sam zgaśnie
      w
      palcach. Potem można rzucić gdziekolwiek.

      Przez prawie dwa lata mieszkałam w swoim nowym mieszkaniu bez lodówki,
      umywalki, podłogi... Ale za to na samym początku nabyłam trzy łóżka,
      żeby z
      żadnego punktu mieszkania nie mieć dalej niż trzy kroki.

      A dla równowagi teraz będzie o moim koledze. Przez długi czas
      mieszkaliśmy w
      akademiku w takiej konfiguracji: ja na górze (piętro 10), kolega na
      dole
      (piętro 9). Był jedyną znaną mi osobą, która po wyjściu ode mnie
      zjeżdżała z
      dziesiątego piętra na dziewiąte windą. Naczekać się zwykle musiał na
      tę windę
      przynajmniej kwadrans. Ale dzielny był. Nigdy się nie porwał na
      zejście
      schodami (były bliżej niż winda). Co najmniej raz dziennie, przez
      ponad rok...


      martini02 23-01-2003 23:54 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      Szkła kontaktowe:Trzeba je myć po każdym użyciu-mój płyn stoi
      nienapoczęty:)Nie
      chce też mi się ich wyjmować(mój rekord 3 dni-a w efekcie zapalenie
      spojówek,i
      też nie chciało mi się iść do okulisty:))a jak zgubiłam to chodziłam w
      jednym
      bo szukać mi się nie chciało.
      Poza tym od kilku dni nie odczytuję smsów bo nie chce mi się zejść do
      piwnicy
      po komórkę:D


      kathtea 24-01-2003 11:38 odpowiedz na list o
    • noida A jakby już ktoś musiał się upić, to niech to robi 13.12.05, 20:29
      w towarzystwie Wielkich Ludzi:

      WIELCY O ALKOHOLU....
      Współczuję tym, którzy nie piją. Wstają rano i wiedzą, że cały dzień bedą się
      czuć się tak samo. --Frank Sinatra

      Problem z niektórymi ludźmi polega na tym, że kiedy nie są pijani, są trzeźwi. -
      -William Butler Yeats

      Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas
      z idiotami. --Ernest Hemingway

      Zrób na trzeźwo to, o czym opowiadasz, że zrobiłbyś po pijaku. To cię nauczy
      trzymania gęby na kłódkę. --Ernest Hemingway

      Abstynent: osoba, która poddaje się pokusie odmówienia sobie przyjemności. --
      Ambrose Bierce

      Rzeczywistość to iluzja wywołana brakiem alkoholu --Anonim

      Picie jest idealnym usprawiedliwieniem, gdy mam ochotę na oddanie się mojej
      ulubionej czynności - podrywanie tłustych, brzydkich kobiet.
    • griszah Re: Na doła. 14.12.05, 09:47
      img229.imageshack.us/img229/4834/robota3zg.jpg
    • griszah Re: Na doła. 14.12.05, 09:54
      img228.imageshack.us/img228/517/1443kb.gif
    • brunosch Na doła. 14.12.05, 09:59
      ZAWSZE PATRZ NA JASNĄ STRONĘ ŻYCIA
      "ALWAYS LOOK ON THE BRIGHT SIDE OF LIFE"


      Słowa: Eric Idle
      Muzyka: Eric Idle

      Nie smuć się, Brian...Wiesz, jak mawiają?
      Czasem coś dopieka tak,
      że chce ci się płakać, przeklinać albo szaleć...

      Ale gdy przeżuwasz chrząstki życia,
      zamiast gderać, uśmiechnij się od ucha do ucha
      wtedy coś zawsze na lepsze zmieni się...

      I... Zawsze patrz na jasną stronę życia,
      na jasną stronę życia zawsze patrz...

      Jeśli życie wygląda tak źle, że rzygać się chce,
      to znaczy, że zapomniałeś,
      że można pośpiewać, potańczyć i pośmiać się...

      Więc gdy jak w dołku czujesz się,
      Nie bądź głupi kiep,
      Złóż wargi, zagwiżdż, i to będzie to...

      I... Zawsze patrzcie na jasną stronę życia!
      No, śmiało!

      [Pozostali ukrzyżowani podejmują refren]

      Zawsze patrzcie na jasną stronę życia!

      Bo życie ma coś z absurdu,
      i zawsze kończy je śmierć,
      Więc skłoń się, gdy opada kurtyna,
      zapomnij o swoich grzechach
      i z uśmiechem do widowni wykrzyw się...
      No i baw się tym, drugiej szansy nie będziesz już miał...

      Tak więc...
      patrz zawsze na jasną stronę śmierci,
      zanim weźmiesz ten ostatni wdech...

      Życie jest gównem, jak się lepiej przyjrzeć,
      śmiechu jest warte, a śmierć to też dowcip,
      tak jest...

      Zobaczysz, to wszystko spektaklem jest,
      rozśmieszaj ich, póki jesteś na scenie,
      tylko pamiętaj - ostatni uśmiejesz się ty.

      I... Zawsze patrz na jasną stronę życia,
      na jasną stronę życia zawsze patrz.

      No, Brianie... Uśmiechnij się!
      Zawsze patrz na jasną stronę życia,
      na jasną stronę życia zawsze patrz...
      Wiesz, na morzu gorsze rzeczy się zdarzają...
      Zawsze patrz na jasną stronę życia!

      No bo masz coś do stracenia?
      No wiesz,
      powstałeś z niczego,
      staniesz się niczym...
      Coś tu gdzieś tracisz?
      Nic!

      Zawsze patrz na jasną stronę życia!

      Jak to mówią, z niczego powstać może tylko nic...

      Więc rozwesel się, skurwielu, no, uśmiechnij się
      i zawsze patrz na właściwą stronę życia.

      O, to już koniec filmu...
      nawiasem mówiąc, ta piosenka jest do kupienia przy kasie.

      Zawsze patrz na jasną stronę życia!

      Wiesz, niektórzy z nas też muszą żyć...
      Myślisz, że ktoś płaci za ten cały bzdet?

      Zawsze patrz na jasną stronę życia!

      Oni nigdy nie odzyskają tych pieniędzy...
      Mówiłem mu, powiedziałem mu, Bernie
      że oni nigdy nie odzyskają tych pieniędzy...

      Zawsze patrz na jasną stronę życia!
      ********
      i zawsze sobie można zagwizdać :>
    • griszah Re: Na doła. 14.12.05, 10:30
      A - Ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenia. Wstaję rano za piętnaście
      trzecia, latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony bo golę się
      wieczorem. Śniadanie jadam na kolację – tylko wstaję i wychodzę.
      B. - No – ubierasz się pan.
      A. - W płaszcz - jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
      B. - Aaa fakt.
      A. - Do pekaes mam pięć kilometry (pis. org :)). O czwartej za piętnaście jest
      pekaes.
      B. - I zdanżasz pan (tu brak postulowanych przez Ydoriusa dyftongów – przyp.
      mój)?
      A. - Nie. Ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się.
      B. he he he :).
      A. - Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do
      Szymanowa. Mleko - widzi pan – ma najszybszy transport inaczej się zsiada. W
      Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do
      Stadionu. A potem to już mam z górki bo tak: w 119, przesiadka w 13, przesiadka
      w 345 i jestem w domu – znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma. To
      jeszcze mam kwadrans to sobie obiad jem w bufecie to po fajrancie nie muszę
      zostawać żeby jeść tylko prosto do domu i góra dwudziesta druga pięćdziesiąt
      jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie, idę spać.
      :)
    • noida WYKŁAD O ŚREDNIOWIECZU 14.12.05, 12:19
      wykład profesora Gancarza



      Dzisiejszy wykład się zajmie średniowieczem.



      Wtedy bardzo się liczyli królowie. Ludwik się najbardziej liczył bo do
      siedemnastu, oprócz nich się liczył Henryk, Bolesław i inne tałatajstwo
      królewskie. Liczyli się i rządzili. Każdy król miał błazna, żeby się było z
      czego pośmiać po pracy. Błazny mieli dzwoneczki żeby król nawet po ciemku mógł
      trafić w pysk takiego, jak co powie politycznego. Oni króle mieli obowiązkowe
      zabytki w postaci koron i bereł. Nie było wtedy muzeów, to oni musieli te
      wszystkie korony i berła ze sobą nosić, żeby kto nie ukradł. Najważniejsze były
      korony, które nosili na głowie. Te korony ich uciskały a oni uciskali
      poddanych, za co władza ludowa obcinała im głowy razem z koronami. Były to
      czasy kontrastów społecznych - jedni mieszkali w pałacach a inni na dworze,
      mówili na nich dworzanie. Potomkowie słynnych dworzan jeszcze dziś mieszkają na
      dworcach. A na zamkach mieszkali rycerze. Można ich było poznać po tym, że oni
      byli eleganckie dla kobiet. Zawsze ustępowali miejsca w tramwaju, bili się o
      nie, która ładniejsza - przez co kobiety nie musiały się fatygować na konkurs
      piękności. Jak się rycerz da ł posiekać tzn. że jego dama paskudna. A jak
      rycerz wygrał to dama pozwoliła się pocałować w chusteczkę. Żeby zwiększać
      szanse, to oni ubierali się specjalnie u kowala. W blachy. Co prawda ciężko się
      prasowało to ubranie, ale trudno było pognieść. A jak już się pogniotło, to
      razem z właścicielem. I już mu wszystko jedno, że wygląda jak smoku z gardła
      wyję ty. Taka ich kultura.

      A lata to były strasznej ciemnoty, że nie było nawet żarówek. Ciemno było i
      głupio. Ludzie myśleli, że ziemia jest płaska, ale to nie była prawda. Dopiero
      dużo dużo póĽniej Kopernik z Galileuszem wynaleĽli spychacz.

      Średniowiecze to ciemnota, która już się skończyła.
      Mogę łatwo udowodnić, że teraz ludzie są mądrzejsi.
      Ale chyba wierzycie mi na słowo.
      Są mądrzejsi.

      Autor: Władek Sikora
    • noida Horoskop (wg. S. Tyma) 14.12.05, 12:21
      Baran 21.III - 20.IV Mars Baran to zlosliwa malpa i jest ogólnie
      glupi. Glupi i zarozumialy. Baran duzo czyta, przewaznie gazety, z
      których nic nie rozumie. Dlatego Baran dzwoni po znajomych, o których
      wie, ze oni rozumieja, co czytaja (to sa glównie Wagi), zeby sie od
      nich dowiedziec, o czym czytal. Baran jest uparty jak osiol, a w
      dodatku sam sie nie myje i innym tez nie da sie umyc. Jak Baran
      posprzata, to robi sie jeszcze wiekszy balagan. Dlatego Baran ma
      balagan coraz wiekszy, bo Baran sprzata. Spod znaku Barana: Hitler,
      Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, ibn Laden i Pol Pot.

      Byk 21.IV - 20.V Wenus Kobieta urodzona pod znakiem Byka jest glupsza
      niz grubsza i ryczy na meza, którego zdradza. A zdradza go ta lajza
      stale i jeszcze klamie, ze byla u krawcowej. Tylko ze jak gdzies
      wychodzi (a ciagle gdzies wychodzi, bo chwili w domu nie usiedzi), to
      zawsze sie skarzy, ze nie ma co na siebie wlozyc. Nie ma co wlozyc, a
      nago nie wyjdzie, dlatego kobieta Byk nigdy nigdzie nie wychodzi,
      tylko siedzi w domu i zageszcza atmosfere. Byk w rodzinie to rozklad
      kazdego malzenstwa. Nawet u sasiadów. Spod znaku Byka: Hitler,
      Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot

      Bliznieta 21.V - 21.VI Merkury Bliznieta to przede wszystkim zboczency
      i drobna administracja. Narkotyki u Blizniat to rzecz pewna. Poza tym
      - kazirodztwo: córka z matka do kina, matka z ojcem do lózka, slowem
      wszystkie orientacje! Ponad 95proc. Blizniat przez cale zycie siedzi w
      wiezieniu. Urodzeni pod znakiem Blizniat: Hitler, Goebbels, Pinochet,
      Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot

      Rak 22.VI - 22.VII Ksiezyc Rak to zlodziej i narkoman. Zawsze spocony
      ze strachu, bo chodzi tylem i boi sie, ze na cos wpadnie. Rak nie
      pachnie zbyt ladnie. Panuje opinia, ze Rak to chodzacy fetor! Nawet,
      jesli sie myje. Gdy Rak sie nie myje, fetor jest troche mniejszy.
      Dlatego Raki sie nie myja. Urodzeni pod znakiem Raka: Hitler,
      Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

      Lew 23.VII - 23.VIII Slonce Lew to moczymorda i kanalia. Najczesciej
      pseudointeligent i zarozumialec. Lubi sie popisywaae w towarzystwie
      znajomoscia np. twierdzenia Pitagorasa, ze "cialo wrzucone do wody
      traci tyle na wartosci, ile wypiera". Uwielbia byc politykiem, wiec
      czesto jest. Lew nie zmienia skarpetek, dlatego mozna go rozpoznac
      nawet w zupelnych ciemnosciach. Spod znaku Lwa: Hitler, Goebbels,
      Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

      Panna 24.VIII - 22.IX Merkury Panna to najgorsza swolocz. Sama nie zje
      i drugiemu nie da. Zaklamana szantrapa - jedna reka pisze, a druga
      reka sciera. Wiec nawet nie wiadomo, co ta lajza napisala. Panna,
      gdyby mogla, to by caly swiat w lyzce wody utopila - takie skapiradlo.
      Spod znaku Panny: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden
      i Pol Pot.

      Waga 23.IX - 23.X Merkury Waga to odwaga, wdziek i inteligencja. Duza
      wrazliwosc. Waga jest samodzielna i opiekuncza. Urodzeni pod znakiem
      Wagi to ludzie odpowiedzialni i pracowici, zorganizowani i godni
      zaufania, wszystkie swe talenty poswiecaja dla dobra ogólu. Wagi sa
      madre, szczere i uczciwe. Waga ma tak, ze gdyby kogos oszukala, to by
      sie ze wstydu spalila. Oszczedna dla siebie i szczodra dla innych, oto
      cala Waga. Spod znaku Wagi: Kosciuszko, Szopen, Beethoven, Cervantes,
      Washington, Kopernik, Czajkowski, Einstein, Milosz, Szymborska,
      Wolszczan, Malysz, Curie-Sklodowska, Szekspir, Wieniawski, Chrobry,
      Stanislaw Tym.

      Skorpion 24 X - 22 XI Mars i Pluton Kleptoman i intrygant. Rozwali
      kazde malzenstwo. Wlasne takze. Skorpion ma czesto braki w uzebieniu.
      Len i aspolecznik. Jesli zrobi niechcacy cos pozytecznego - ciezko to
      odchorowuje. Skorpion czesto bywa sadysta i wtedy jest dentysta.
      Wówczas jego pacjenci maja braki w uzebieniu. Urodzeni pod znakiem
      Raka: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

      Strzelec 23.XI - 21.XII Jowisz Strzelec to moczymorda i ochlapus,
      zawsze sie zalapie na krzywego ryja, a tak sie schla, ze sie uwali i
      lezy. Gdy tylko wstanie i ma mozliwosc, to zawsze zdradzi ojczyzne.
      Poza tym Strzelec to polityczna hustawka, anarchista i podziemie
      gospodarcze. A juz przynajmniej mafia albo gangster. Czasami az sie
      inni zastanawiaja, skad sie bierze i jak sie miesci tyle swinstwa w
      jednym czlowieku. U urodzonych pod znakiem Strzelca zawsze sie
      zmiesci. Dzieci Strzelca i Panny to najgorsza zaraza. Jak uczciwy
      policjant kogos goni, to wiadomo, ze to Waga goni Strzelca. Wsród
      Strzelców jest duzo zboczenców, dlatego rodzi sie u nich najwiecej
      Blizniaków i w koncu nie wiadomo, które gorsze i to jest najgorsze...
      Spod znaku Strzelca: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin
      Laden i Pol Pot.

      Koziorozec 22.XII - 20.I Saturn Koziorozec jest wyjatkowo
      abominacyjny. Zawsze sie slini. Udaje przed toba przyjaciela, ale
      tylko po to, zeby cie okrasc lub oszukac, a praktycznie i jedno, i
      drugie. I jeszcze ci zone zbalamuci, szczególnie gdy masz zone Panne
      albo Byka. Koziorozec, gdy juz nie ma kogo oszukac, to od samego
      siebie pozyczy sto zlotych i nigdy nie odda. Klamie nawet wtedy, gdy
      mówi "dobranoc". Spod znaku Koziorozca: Hitler, Goebbels. Pinochet,
      Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

      Wodnik 21.I - 19.II Uran i Saturn Wodnika latwo poznac po tym, Wodnik
      ze stale cos pierze, a wszystko ma brudne. Wbrew nazwie znaku Wodnik
      Wodnik niczego nie pierze w wodzie, tylko wszystko chemicznie, dlatego
      smierdzi siarkowodorem, chlorkiem rteci, nitrodwuetylotoluenem,
      dwuchloro-dwufenylo-trójmetyloheksanem oraz przeterminowana naftalina.
      Karaluchy, mole i przedziorki czuja sie u Wodnika jak Ryby w wodzie.
      Spod znaku Wodnika: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin
      Laden i Pol Pot.

      Ryby 20.II - 20.III Neptun i Jowisz Ryby to chodzaca nieuczciwosc i
      korupcja. Ryby czuja sie u Wodnika jak karaluchy, mole i przedziorki.
      Mówi sie, ze rybka lubi plywac. Owszem, ale tylko w przemycanym
      alkoholu, na którym spoleczenstwo straci, a Ryby zarobia brudne
      pieniadze, które upiora i wydadza na wóde. Upiora u Wodnika, bo to
      dobrana para, czyli trójkat: Spod znaku Ryb: Hitler, Goebbels,
      Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.
    • noida Pamiętnik. 14.12.05, 12:25
      Drodzy moi! Jestem chory, czego i wam życzę! Teraz trochę o sobie:

      10 października
      Na korytarzu znów brudno. Wczoraj wywiesiłem tabliczkę - NIE PLUĆ!, dzisiaj
      ktoś zrezygnowany dopisał - A CO ROBIĆ?. Musiało mu życie dopiec. Wieczorem pod
      oknami chodzili. Nie śpiewali. Coś wisi w powietrzu, ale nie mogę zobaczyć
      dokładnie co, bo za daleko. Kończę żółte tabletki, zaczynam różowe.

      17 października
      Miałem anginę i gości. Zjedli babkę.

      21 października
      Trzeba przyznać, że nasza poczta działa bez zarzutu. Wczoraj wysłałem poleconym
      galaretę dla Józka, a dzisiaj ciotka już mi przyniosła kawałek keksu. Był
      wspaniały. Okruchy wysypałem na balkon Wróblom. U nich i tak brudno.

      23 października
      Znów czyjeś imieniny. Dzwoniłem do kilku znajomych, ale nikt się nie chciał
      przyznać. Pewnie coś mi się z tego wszystkiego pokręciło. Sprawdziłem -
      rzeczywiście, bardziej jestem kędzierzawy niż zwykle.

      27 października
      Fiuta podobno ma bliźniaki. Wczoraj się urodziły, ale jeszcze nie mówią.
      Szkoda, Fiuta by się cieszyła. A tak między nami, to babka jej zawsze wróżyła
      na dwoje. Mąż Fiuty był przedtem inżynierem, teraz dla odmiany jest szczęśliwy
      i pije z tej zgryzoty po babce. Nic nie rozumiem, muszę się położyć. Kończę
      różowe, zaczynam białe.

      28 października
      Wczoraj obchodziłem imieniny. Dzisiaj nogi mnie bolą.

      3 listopada
      Ciotkę ugryzł pies na kobiety. Prawdziwy - a nie ten aktor. Teraz musi brać
      zastrzyki i chodzić do przychodni aż na Litewską, żeby się nie wściekła. Ja bym
      się wściekł, przecież to kawał drogi. Ręce mi się trzęsą coraz gorzej. Mówią,
      że za dużo piję. Możliwe, chociaż więcej rozlewam.

      5 listopada
      Odwiedził mnie znajomy lekarz. Na sygnale. Podobno mam coś nie tak jak trzeba.
      Kazał zrobić zdjęcie. Zdjąłem. Co miałem robić? Ciotka mówi, że to już
      niedługo - o co jej chodzi?

      12 listopada
      Miałem urodziny. Byli goście, dostałem kwiaty, prezenty, upominki i szoku.
      Listonosz był dzisiaj wcześniej niż zwykle. Przyniósł ciotkę, bo skręciła nogę.
      Podpisałem gdzie trzeba i dałem mu słony paluszek. Podobno świetnie smakuje z
      napiwkiem. Skończyłem białe, zacząłem zielone.

      16 listopada
      Był zdun. Zapytał gdzie piec. Pokazałem mu. Upiekł sobie i poszedł. Wieczorem
      znowu pogotowie. Posiedzieli dłużej. Przymierzałem kaftan. Było miło.

      19 listopada
      Od kilku dni ciotka skarży się na woreczek. Jutro jej zaceruję. Zresztą na
      razie może chodzić z torbą. Bardziej elegancko i więcej się mieści. Na
      wycieraczce pod drzwiami tym razem był łupież. Ciekawe kto się tak nad nią
      wytrząsa? Czuję się niezbyt dobrze. Dalej zielone.

      25 listopada
      Miałem koszmarną noc. Śniło mi się uroczyste wodowanie wielkiego kadłuba.
      Samego. Reszty nie było. Makabra. Obudziłem się z krzykiem, zlany zimnym sosem.
      Koniecznie muszę kupić ciotce okulary, bo to już nie pierwszy raz.

      29 listopada
      Stłukłem talerz. Sam nie wiem za co. Robię się coraz bardziej nerwowy. Sąsiedzi
      zza ściany cały czas klepią biedę - uszy puchną, spać nie można. Skończyłem
      zielone, zaczynam niebieskie.

      2 grudnia
      Pogoda coraz paskudniejsza, deszcz ze śniegiem monotonnie dzwoni o parapety.
      Wszystkie ptaki już dawno odleciały na południe, tylko Bocian dzień w dzień
      przychodzi pijany i drze się na całą klatkę.

      4 grudnia
      Nic nie pamiętam.

      6 grudnia
      Był Mikołaj. Po prośbie. Nie jest dobrze.

      7 grudnia
      Interesy wuja idą nieźle. Podobno znów ma coś ciekawego na oku. Tak jakby mu
      bielmo nie wystarczyło. Zresztą zawsze był zachłanny. Po południu bawiłem się z
      ciotką w rządzenie. Wyrządziłem podobno wiele szkód. Ciotka mówi, że jak ktoś
      nie umie, to niech się nie pcha. Czego mnie to mówi? Skończyłem niebieskie,
      zacząłem znowu białe.

      10 grudnia
      Zaskakujące są sukcesy odnoszone przez ludzi w walce z pasożytami. Wczoraj na
      korytarzu dozorca wyłożył trutkę na szczury - dzisiaj się na tym wywalił
      Kalbarczyk. A wydawało się, że to taki porządny człowiek.

      12 grudnia
      Odwiedził nas Wąchała ze sprawą. Sprawę znałem, bo to znajomy ojca z czasów jak
      jeździli z rąbanką. Rąbankę też pamiętam, mordziasty był, czerwony i zajmował
      się szmuglem. A Szmugiel od dawna nie przychodzi, zresztą teraz nazywa się
      podobno inaczej.

      17 grudnia
      Idą święta. Ciotka intensywnie się odchudza i systematycznie spada z wagi. A
      ile wrzasku przy tym. Potrzebuję spokoju. Znów podjechał samochód. Słychać
      kroki. Ciekawe kto to?…
    • eva.68 Re: Na doła. 14.12.05, 18:01
      Autentyczne dialogi pilotów:

      Wieża: Żeby uniknąć hałasu, odchylcie kurs o 45 stopni w prawo.
      Pilot: Jaki hałas możemy zrobić na wys. 35000 stop?
      Wieża: Taki kiedy wasz 707 uderzy w tego 727, którego macie przed sobą...

      Wieża: Jesteście Airbus 320 czy 340?
      Pilot: Oczywiście, ze Airbus 340.
      Wieża: W takim razie niech pan będzie łaskaw włączyć przed startem pozostałe
      dwa silniki.

      Pilot: Dzień dobry Bratysławo.
      Wieża: Dzień dobry. Dla informacji - mówi Wiedeń.
      Pilot: Wiedeń?
      Wieża: Tak.
      Pilot: Ale dlaczego, my chcieliśmy do Bratysławy.
      Wieża: OK w takim razie przerwijcie lądowanie i skręćcie w lewo...

      Pilot Alitalia, któremu piorun wyłączył pół kokpitu:
      "Skoro wszystko wysiadło, nic już nie działa, wysokościomierz nic nie
      pokazuje...."
      Po pięciu minutach nadawania odzywa się pilot innego samolotu:
      "Zamknij się, umieraj jak mężczyzna"

      Pilot: Mamy mało paliwa. Pilnie prosimy o instrukcje...
      Wieża: Jaka jest wasza pozycja? Nie ma was na radarze.
      Pilot: Stoimy na pasie nr 2 i już całą wieczność czekamy na cysternę.

      Pilot: Prosimy o pozwolenie na start.
      Wieża: Sorry, ale nie mamy waszego planu lotu, dokąd lecicie?
      Pilot: Do Salzburga, jak w każdy poniedziałek...
      Wieża: DZISIAJ JEST WTOREK
      Pilot: No to super, czyli mamy wolne...

      Wieża: Wasza wysokość i pozycja?
      Pilot: Mam 180 cm wzrostu i siedzę z przodu po lewej...

      Wieża: Macie dość paliwa czy nie?
      Pilot: Tak.
      Wieża: Tak, co?
      Pilot: Tak, proszę pana.

      Wieża: Podajcie oczekiwany czas przylotu.
      Pilot: Wtorek by pasował...

      DC-1 miał bardzo daleką drogę hamowania po wylądowaniu z powodu nieco
      za dużej prędkości przy podejściu. Wieża San Jose: "American
      751 skręć w prawo na końcu pasa, jeśli się uda. Jeśli nie, znajdź
      wyjazd "Guadeloupe" na autostradę nr 101 i skręć na światłach w prawo,
      żeby zawrócić na lotnisko.

      Po każdym locie, piloci linii lotniczych są zobowiązani do wypełnienia
      kwestionariusza na temat problemów technicznych, napotkanych podczas
      lotu. Formularz jest następnie przekazywany mechanikom w celu
      dokonania odpowiednich korekt. Odpowiedzi mechaników są wpisywane w
      dolnej części kwestionariusza, by umożliwić pilotom zapoznanie się z
      nimi przed następnym lotem. Nikt nigdy nie twierdził, że załogi naziemne i
      mechanicy są pozbawieni poczucia humoru. Poniżej zamieszczono kilka
      autentycznych przykładów podanych przez pilotów linii QUANTAS oraz
      odpowiedzi udzielone warto zauważyć, że QUANTAS jest jedyną z wielkich
      linii lotniczych, która nigdy nie miała poważnego wypadku...

      P = problem zgłoszony przez pilota
      O = Odpowiedź mechaników

      P: Lewa wewnętrzna opona podwozia głównego niemal wymaga wymiany.
      O: Niemal wymieniono lewą wewnętrzną oponę podwozia głównego.

      P: Przebieg lotu próbnego OK. Jedynie układ automatycznego lądowania
      przyziemia bardzo twardo.
      O: W tej maszynie nie zainstalowano układu automatycznego lądowania.

      P: Coś się obluzowało w kokpicie.
      O: Coś umocowano w kokpicie.

      P: Martwe owady na wiatrochronie.
      O: Zamówiono żywe.

      P: Autopilot w trybie \\\'\\\'utrzymaj wysokość\\\'\\\' obniża lot 200
      stóp/minutę.
      O: Problem nie do odtworzenia na ziemi.

      P: Ślady przecieków na prawym podwoziu głównym.
      O: Ślady zatarto.

      P: Poziom DME niewiarygodnie wysoki.
      O: Obniżono poziom DME do bardziej wiarygodnego poziomu.

      P: Zaciski blokujące powodują unieruchomienie dźwigni przepustnic.
      O: Właśnie po to są.

      P: Układ IFF nie działa.
      O: Układ IFF zawsze nie działa, kiedy jest wyłączony.

      P: Przypuszczalnie szyba wiatrochronu jest pęknięta.
      O: Przypuszczalnie jest to prawda.

      P: Brak silnika nr 3.
      O: Silnik znaleziono na prawym skrzydle po krótkich poszukiwaniach.

      P: Samolot śmiesznie reaguje na stery.
      O: Samolot upomniano by przestał, latał prosto i zachowywał się poważnie.

      P: Radar mruczy.
      O: Przeprogramowano radar by mówił.

      P: Mysz w kokpicie.
      O: Zainstalowano kota.

      P: Po wyłączeniu silnika słychać jęczący odgłos.
      O: Usunięto pilota z samolotu.

      P: Zegar pilota nie działa.
      O: Nakręcono zegar.

      P: Igła ADF nr 2 szaleje.
      O: Złapano i uspokojono igłę ADF nr 2.

      P: Samolot się wznosi jak zmęczony.
      O: Samolot wypoczął przez noc. Testy naziemne OK.

      P: 3 karaluchy w kuchni.
      O: 1 karaluch zabity, 1 ranny, 1 uciekł.


      American 702: Wieża, American 702 przełączamy się na Odloty. Jeszcze
      jedno: po tym, jak się podnieśliśmy widzieliśmy jakieś martwe zwierzę na
      końcu pasa.
      Wieża: Continental 635, macie pozwolenie na start, przejdźcie na Odloty
      na 124,7. Słyszeliscie co mówił American 702??
      Continental 635: "Continental 635, pozwolenie na start odebrane, i tak,
      słyszeliśmy American 702 i juz zawiadomiliśmy naszą firmę cateringową"


      Niemieccy kontrolerzy lotu na lotnisku we Frankfurcie należą do
      niecierpliwych. Nie tylko oczekują, że będziesz wiedział, gdzie jest
      twoja bramka, ale również, jak tam dojechać, bez żadnej pomocy z ich
      strony. Tak więc z pewnym rozbawieniem słuchalismy (my w PanAm 747)
      poniższej wymiany zdań miedzy kontrolą naziemną lotniska frankfurckiego
      a samolotem British Airways 747 Speedbird 206.
      Speedbird 206: "Dzien dobry, Frankfurt, Speedbird 206 wyjechal z pasa
      ladowania."
      Wieża: "Guten Morgen. Podjedź do swojej bramki."
      Wielki British Airways 747 wjechał na główny podjazd i zatrzymał się.
      Wieża: "Speedbird, wiesz gdzie masz jechać?"
      Speedbird 206: "Chwilę, Kontrola, szukam mojej bramki."
      Wieża (z arogancka niecierpliwoscia): "Speedbird 206, co, nigdy nie
      byłeś we Frankfurcie!?"
      Speedbird 206 (z zimnym spokojem): A tak, byłem, w 1944. W innym
      Boeingu, ale tylko żeby coś zrzucić. Nie zatrzymywałem sie tutaj"


      Pilot helikoptera do kontroli podejścia: "Tak, jestem 3000 stóp nad
      Charlie."
      Drugi głos na tej samej częstotliwości: "NIE! Nie możesz! Ja też jestem
      na tej samej wysokości nad tym samym namiarem!"
      Krótka przerwa, po czym odzywa się głos pierwszego pilota (bardzo głośno):
      "Ty idioto! Ty jesteś moim drugim pilotem!"


      Samolot linii SABENA zatrzymuje się za samolotem KLM-u na zatłoczonej
      drodze podjazdowej, w oczekiwaniu na start.
      SABENA do KLM na czestotliwości kontroli: "KLM, czwarty w kolejce na
      start, zgłoś się na 3030"
      Po paru minutach SABENA woła znowu:
      "KLM, trzeci w kolejce na start, zgłoś sie na 3030"
      Znów brak odpowiedzi, więc SABENA woła kontrolę:
      "Wieza, powiedzcie maszynie KLM przed SABENA 123, żeby sie do nas
      zgłosili na 3030"
      I wtedy włącza się załoga KLM-u: "Wieża, powiedz SABEN-ie, że
      profesjonaliści z KLM Holenderskie Linie Lotnicze nie wchodzą na
      prywatne kanały, podczas gdy powinni być na nasłuchu wieży."
      SABENA odpowiada na to: "Dobra wieża, nie ma sprawy, tylko powiedz tym
      profesjonalistom z KLM-u, że nie zdjęli szpilek blokujacych podwozie."
      (chwila ciszy)
      KLM: "Wieża, KLM prosi o pozwolenie na powrót do bramki."


      Pilot-uczeń: "Zgubiłem się; jestem nad jakimś jeziorem i lecę na wschód"
      Kontroler: "Zrób wielokrotnie skręt o 90 stopni, to bedę mógł cię
      znaleźć na radarze"
      (krótka przerwa...)
      Kontroler: "No dobra. To jezioro to Ocean Atlantycki. Proponuje
      natychmiast skręcić na zachód..."
    • blue.berry Re: Na doła. 15.12.05, 09:53
      ja wprawdzie dowcipu nie mam ale za to mam strone ktora ostatnio ubawila mnie
      wyjatkowo
      www.chomiks.com/
      oraz druga ktora napewno na dolu pomoze bo jest po prostu piekna
      www.samorost2.net/
      moge tez zdradzic tajemnice ze samorost1 byl wczesniej i kto chce to tez ma:)
      www.samorost2.net/samorost1/
      • daria13 Re: Na doła. 15.12.05, 20:18
        Jagódko!!! Siedzę w domu chora, mam dużo wolnego czasu, więc zabrałam się z
        Julką za Samorosty. Ależ nam frajdę zrobiłaś! Dla mnie bomba. Zupełnie nie
        znajduję czasu na gry komputerowe, więc dla mnie to była nowość i wielkie
        wyzwanie! Bez dzieciaków w życiu bym nie przeszła tych wszystkich poziomów.
        Ale mieliśmy zabawę! Wielkie dzięki. Tym, którzy jeszcze tego nie robili
        polecam gorąco. To naprawdę świetny sposób na doła!
        Pozdrawiam serdecznie i gorąco:)
        Ps.
        Jagódko, spotkasz się z nami (znaczy z frakcją warszawską), jak już wszystkie
        wydobrzejemy? Bardzo bym tego chciała:)
        • noida Re: Na doła. 15.12.05, 20:21
          Dario, a przeszliście przez ten pokój z grubasem przed tv? Bo ja się poddałam
          przy tym! Jak to zrobić?
          Berry, przyłączam się do prośby o spotkanie :-)
          • noida Re: Na doła. 15.12.05, 20:57
            Już skończyłam :-) Ale pełnej wersji chyba nie kupię.
            • daria13 Re: Na doła. 15.12.05, 21:46
              A ja bym kupiła, jakby niedroga była, bo mnie strasznie wciągło:) Miałabym
              ochotę teraz sama spróbować swoich sił, bo z pomocą Młodych, to się nie liczy.
              Ale były momenty, że to ja wpadałam na pomysł rozwiązania pewnych kwestii.
              Apel do wszystkich: Jak macie więcej takich zabawek, to ja poproszę. Ładnie
              poproszę:)))
              Pozdrawiam rozochocona:)
              • blue.berry Re: Na doła. 15.12.05, 21:52
                no to sie ciesze bardzo ze sie podobalo:))
                samorosty sa piekne:)

                no i dziekuje za zaproszenie. kiedys napisalam ze jestem przeciwniczka tego
                rodzaju spotkan ale chyba dla was moje panie zrobie wyjatek:)))
                • daria13 Re: Na doła. 15.12.05, 21:57
                  Wiedziałam, że nam się nie oprzesz:))) Jestem przekonana, że nie będziesz
                  żałowała:) Ach, ta wrodzona skromność;)
                  Pozdrawiam i kuruję się intensywnie:)
                  • noida Re: Na doła. 15.12.05, 22:02
                    Ja też się cieszę i też się kuruję :-)
                    • daria13 Re: Na doła. 15.12.05, 22:42
                      Choć bardzo mi pilno do takiego spotkania (Aneta i Mamarcela, z tego co mi
                      wiadomo, w pełnej gotowości), to obawiam się, że jest na nie szansa dopiero po
                      świętach, bo mi się przyszły tydzień kroi bardzo pracownity: 20.12 - wigilia
                      klasowa u Kuby, 21.12 - wigilia klasowa i Jasełka u Julki, 22.12 - wigilia
                      pracowa w knajpie Kareta, cokolwiek to znaczy, a znaczy tyle, że może
                      przeciągnąć się do późnych godzin wieczornych:(. Cóż, służba nie drużba, buuuu.
                      Generalnie myślę, że taki przedświąteczny tydzień, to za bardzo jest nerwowy i
                      pośpieszny i że lepiej byłoby spotkanie przełożyć na tydzień następny. Nie wiem
                      jak Wy, ale ja wzięłam sobie wolne na czas między świętami a Nowym Rokiem i nie
                      mam żadnych planów, więc pomyślcie dziewczyny (jak jakiś chłopak zapragnie, to
                      też może pomyśleć:))).
                      Pozdrawiam już szczerze uradowana na myśl o spotkaniu:)
                      • noida Re: Na doła. 15.12.05, 22:44
                        Ja wyjeżdżam na narty, więc uprzejmie prosze po Sylwestrze. Akurat będzie w
                        ramach pocieszeń, że Święta już za nami a jeszcze tyyyle zimy przed nami :-(
                      • blue.berry Re: Na doła. 15.12.05, 22:46
                        drogie Panie
                        po pierwsze - kurujcie sie i zdrowiejcie
                        po drugie - do konca roku jestem nie do wy je cia. do wigilii mam w firmie tota
                        a potem az do nowego roku wybywam poza miasto:) tak wiec jesli cos kolwiek i
                        kolo tego to po nowym roku:))
                        • daria13 Re: Na doła. 15.12.05, 23:09
                          Ok. poczekamy. Albo spotkamy się dwa razy:) Albo poczekamy:))) To się zobaczy.
                          Najważniejsze, że teraz już nie możesz się wymigać. Mamy za dużo świadków.
                          W tajemnicy powiem, że to był mój szczwany plan, jaki miałam po naszym ostatnim
                          spotkaniu, ale czekałam na dogodny moment i ten właśnie nastąpił. Ale jestem
                          sprytna:) Straaaasznie się cieszę:)
                          P:)
                          • blue.berry Re: Na doła. 15.12.05, 23:16
                            no to, ze sie tak wyraze, pieknie:))
                            podstepnie zostalam wzieta na choroby i czule slowka:))
                            no ale slowo sie rzeklo:) to i postaram sie nie migac.
                            a zeby nie bylo pozniej ze sie migam to juz dzis powiem tak:
                            w tygodniu czasu mam minimalnie i z reguly w poznych godzinach lub tez jestem
                            tak zmeczona ze nie chce mi sie, wiec umowic sie ze mna jest ciezko (moge
                            dolczacy potwierdzenia pisemne znajomych i krewnych krolika). najbardziej w
                            weekend i najchetniej tak popoludniami. to tak w sferze marzen o zyciu
                            idealnym:))
        • brunosch Dario, 16.12.05, 09:09
          co trzeba zrobić w dole z pajęczynami? Tam, gdzie lata natrętna mucha, a pod
          stopami Wędrowca urywa się stara rura? Żadnej możliwości wyjścia.
          • blue.berry Re: Dario, 16.12.05, 10:15
            nie pytac! samemu kombinowac:))))) da sie tylko trezba myslen nielinearnie,
            nieszablonowo i czasem byc bardzo dokladnym. poza tym im dluzej sie czlowiek
            zastanawia tym dluzej trwa przyjemnosc:)
    • blue.berry na doła jeszcze:) 16.12.05, 10:28
      z tym ze to wygrzebane staroscie wiec moze zaistniec sytuacja ze dobrze znane:)

      www.99rooms.com/
      svt.se/hogafflahage/
      www.thetruthiswhatyoubelieve.com/painting/index.html
      www.i-am-bored.com/bored_link.cfm?link_id=13595
      www.fasco-csc.com/works/crimson/crimson_e.php
      www.fasco-csc.com/works/viridian/index_e.php
      • daria13 Re: na doła jeszcze:) 16.12.05, 17:44
        Dzięki Jagódko. 99 pokoi nas (znaczy Julkę i mnie) rzuciło na kolana. Jak my
        kochamy takie klimaty. Przeleciałyśmy dość szybko z ciekawości, ale w wolnej
        chwili pewnie jeszcze do nich wróce, żeby nacieszyć wzrok (i słuch też).
        Jak będziesz jeszcze coś podobnego miała, to ja się nieustająco polecam.
        Pozdrawiam:)
        Ps.
        Nie będę podpowiadała w kwestii Samorosta, bo rzeczywiście im więcej
        kombinowania, tym przyjemniej, a jeżeli Kuba przeszedł obie gry bardzo szybko,
        to innym też się z pewnością uda:)Życzę cierpliwości i powodzenia:)
      • kubissimo Re: na doła jeszcze:) 17.01.06, 23:43
        wlasnie chcialem dorzucic pokoje, ale widze, ze juz zrobilas :)
        wiesz jak wyjsc z zielonego?
        szlag mnie trafia, bo nie umiem :/
      • kubissimo Re: na doła jeszcze:) 18.01.06, 00:11
        ojacie
        99 pokoi to cudenko
        w sam raz do ogladania w nocy i ze sluchawkami na uszach
        dzieki :)))
    • noida Bunny suicides. 18.12.05, 01:07
      hannes.domainplanet.at/fusi/BunnySuicide/Bunny%20suicides.html
      A to tak przez kontrast...
    • kawa_malinowa z pamietnika terrorysty 18.12.05, 11:49
      Dzień 1.
      Od miesiąca przygotowywaliśmy się do ataku na Polskę. Teraz jestem razem z
      wieloma innymi, którzy są gotowi oddać życie za wiarę na miejscu. Na lotnisku
      co prawda zgubiła się część bagaży, ale dużo zostało.
      Pobili nas łysi panowie w spodniach z paskami.
      Wynajęliśmy pokój w hotelu.

      Dzień 2.
      Razem z Al-Muzharedinem i Olazeherem podłożyliśmy bombę w samochodzie i
      poszliśmy oglądać wiadomości. Ponieważ nic nie mówili o samochodzie-pułapce,
      poszliśmy sprawdzić, co się stało. Z samochodu znikły – radio, wycieraczki,
      pokrowce na fotele, lusterka, blokada kierownicy oraz bomba.
      Pobili nas łysi panowie w spodniach z paskami.

      Dzień 3.
      Dzisiaj odpoczywamy po porażce. Pobili nas łysi panowie.
      Mają nam przysłać dodatkowy sprzęt z naszego kraju.
      Wieczorem posłaliśmy pięciu naszych z najtwardszymi łbami do baru, mieli zapić
      Polaków na śmierć. Wszyscy polegli w boju, pomodliliśmy się za nich.
      Pobili nas łysi panowie.

      Dzień 4.
      Ponieważ ukradli nam telewizor z hotelu, słuchamy radia. Chrześcijański, polski
      przywódca duchowy jest jeszcze gorszy niż nasz! Nienawidzi Żydów i masonów,
      którzy chcą zniszczyć polski naród. Czyżby ktoś nas ubiegł? Mamy nadzieję, że
      o. Rydzyk nie dowie się o nas, póki będziemy w tym kraju.
      Nie pobili nas łysi panowie, bo siedzimy w domu.

      Dzień 5.
      Trwają przygotowania do zburzenia Pałacu Kultury. Miał przyjść dzisiaj sprzęt,
      ale wszystko zgubiło się na poczcie, doszła tylko paczka z instrukcjami, jak
      używać broni, która nie doszła. Oglądaliśmy „M jak miłość”, Alezhebar się
      popłakał.

      Dzień 6.
      Wysłaliśmy kopertę z wąglikiem do polskiego prezydenta. Nie doszła.
      Pobili nas łysi panowie.

      Dzień 7.
      To dzisiaj punkt kulminacyjny, burzymy Pałac Kultury. Z braku ładunków
      wybuchowych, kupiliśmy dobre polskie łopaty w supermarkecie i podkopujemy
      fundamenty. Łopaty połamały się.
      Pobili nas łysi panowie.

      Dzień 8.
      Dzisiaj Al-Quaherezejuan podjął się samobójczej misji! Wbiegnie z bombą do
      supermarketu i zdetonuje ją. Wrócił po sześciu godzinach. Najpierw ukradli mu
      bombę, potem pobili go łysi panowie.

      Dzień 9.
      Wracamy do kraju. Polska sama świetnie sobie radzi bez naszych zamachów.
    • kawa_malinowa kfiatki z koła. autentyczne. 20.12.05, 16:21
      1.
      Wymień bohaterów sonetów do Laury?
      Laura i Filon.

      2.
      Jakie dwa miasta pojawiają się w zakończeniu Apokalipsy i co się z nimi dzieje?
      Rzym zostaje zburzony i powstaje nowy Babilon.

      3.
      Jak zakończył życie Eliasz?
      Zamienił się w drzewko bobkowe :)
    • staua Re: Na doła. 20.12.05, 18:52
      Juz to dalam na forum O perfumach (tematyka) ale mam nadzieje, ze Wam tez poprawi humor. Do
      konca nie jestem pewna, czy to nie jest zart.
      www.allegro.pl/show_item.php?item=75930430
      • noida Re: Na doła. 21.12.05, 18:14
        To się nazywa walka z alfabetem... A co to w ogóle za pefrumy to dej? Czy
        chodzi o coś innego? Staua- rozszyfrowałaś to?
        • staua Re: Na doła. 21.12.05, 18:17
          Today.
          On ma tez inne aukcje, gdzie sprzedaje cos co sie nazywa lajf na przyklad.
          Prawde mowiac, trudno mi to zrozumiec, bo przeciez mogl spisac z opakowania...
          • noida Re: Na doła. 21.12.05, 18:23
            No tak sobie pomyślałam, ale wydało mi się tak głupie, że aż niemożliwe.
            Właśnie dlatego, że powinien był spisać z opakowania a nie pisać fonetycznie :-
            ) Na logikę rzecz biorąc. Ale miał ponad 150 kupców, to może nie żart?
            • daria13 Re: Na doła. 06.01.06, 15:25
              www.nowydzien.pl/nowydzien/1,70088,3098690.html
              P:)
              • beatanu co robić gdy wybuchnie bomba 06.01.06, 15:44
                daria13 napisała:

                > www.nowydzien.pl/nowydzien/1,70088,3098690.html

                Poczytałam, pośmiałam się ALE: mnie uczono na PO (koniec lat
                siedemdziesiątych), że w razie wybuchu bomby atomowej należy schować się za
                krawężnik... O kopaniu dołków nic nie pamiętam :(

                B niedouczona?
                • daria13 Re: Dla tych z zacieciem 17.01.06, 15:44
                  Dziwna, dla mnie za trudna strona do pokombinowania:
                  zestriddle.fanzine.pl/
                  Pozdrawiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka