Dodaj do ulubionych

Bolesne dorastanie

13.01.06, 16:09
Ci z Was, którzy mnie trochę znają wiedzą, że jestem z natury dziecinnie
naiwna. Zawsze wierzyłam w to, że ludzie w zdecydowanej większości są dobrzy,
mili i życzliwi, przynajmniej ci znani mi osobiście. Ale od jakiegoś czasu z
każdą nową osobą, z każdym nowym doświadczeniem, dociera do mnie prawda inna,
prawdziwa. A wczoraj kielich goryczy dopełniła ostatnia kropla.
Zawsze podkreślam, że mieszkam na wsi, ale tak naprawdę jest to osiedle
domków za miastem. Osiedle ludzi na ogół bogatych. Julka ma na tej samej
ulicy ma bliską koleżankę, z którą chodzi do tej samej klasy.
Ostatnio mój mąż wyjchał służbowo na tydzień, a że duże mrozy były poradziłam
Julce, żeby zabierała się rano do szkoły z koleżanki tatą samochodem.
Wczoraj, ostatniego dnia (de facto Julka jeździła z nimi raptem 3 razy) od
szanownego tatusia koleżanki, usłyszała, że ma nadzieję, że to wyjątkowa,
jednorazowa sytuacja i że on nie życzy sobie więcej jej wozić, bo nie chce
brać za nią odpowiedzialności podczas transportu. Na naszym osiedlu wiele
rodzin stosuje wahadłowe wożenie dzieci do szkól w Warszawie i to jest
generalnie norma. Julce było bardzo przykro, najbardziej zaś zabolało mnie
to, że facet zamiast przyjść z tym do mnie, czy do męża, powiedział to
dziecku. Jestem więcej niż przekonana, że jego nastawienie jest związane z
tym, że nasza sytuacja finansowa jest nieporównywalnie gorsza od jego i że to
osobnik oceniający innych po stanie portfela.
U mnie w pracy od jakiegoś czasu pogarsza się sytuacja, mnożą się zwolnienia
i ludzie zamiast jakoś się wobec tych zajść konsolidować, zachowują się
strasznie, atmosfera jest nie do wytrzymania.
Wiem, że to śmieszne, żeby tak późno przejrzeć na oczy, dorosnąć, ale mi do
tej pory było naprawdę dobrze z moją naiwnością i niewiedzą na temat
prawdziwej natury ludzkiej.
Zastanawiam się też, czy ja z tą swoją wieczną życzliwością nie wydaję się
innym śmieszna? Nie mówię, że teraz przestanę się starać być miła, bo ja się
nie staram, taka jestem, ale boli mnie nastawienie ludzi pod tytułem: a czym
Ty się przejmujesz? Co Cię obchodzi ten czy ta, kiedy się o kogoś martwię.
A może możecie mnie pocieszyć i powiecie mi, że tak nie jest, że większość
ludzi jest z natury dobra i tylko mam ostatnio pecha?
Pozdrawiam:)
Nieposkładane to wszystko mocno, ja wiem, ale jestem wciąż jeszcze rozbita z
powodu tego dojrzewania, mam jednak nadzieję, że jako osoby inteligente
zrozumiecie mój przekaz.
Obserwuj wątek
    • aaneta Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 16:21
      Koleżanko, nie generalizuj. Ludzie są różni, jedni dobrzy, drudzy źli, trzeba
      tak kombinować, żeby mieć do czynienia w życiu z tymi dobrymi, a jak się nie da,
      to trudno. Ja oczywiście jako niepoprawna optymistka uważam, że więcej jest
      dobrych i że ludzie nie rodzą się źli, między innymi z tego powodu nie podoba mi
      się jedna z głównych tez religii chrześcijańskiej, tzn. koncepcja grzechu
      pierworodnego, ale to trochę inny temat, chociaż nie do końca, ale teraz już nie
      mam czasu, żeby to wytłumaczyć.
      Ogólnie rzecz biorąc, nie jest źle, a że dostajesz od świata tyle, ile sama
      dajesz, więc może dlatego do tej pory nie zauważyłaś, że nie wszyscy są dobrzy,
      mili, bezinteresowni itd., ale w końcu musiało się to zdarzyć, choć nie z Twojej
      winy.
    • dr.krisk Typowe... 13.01.06, 16:36
      daria13 napisała:

      > usłyszała, że ma nadzieję, że to wyjątkowa,
      > jednorazowa sytuacja i że on nie życzy sobie więcej jej wozić, bo nie chce
      > brać za nią odpowiedzialności podczas transportu.
      Typowe dla niektórych palantów - ważny jestem ja oraz moja rodzina a cała
      reszta to [...]. Taki bęcwał nigdy nie stanie w czyjejś obronie: no chyba że
      zagrożenie dotyczy jego inwentarza. Wtedy gotów zabić za podeptanie trawnika...

      Tak przypomniała mi się opowieść z mojej znajomej wsi - jak gospodarze na
      zmianę wozili wszystkie wiejskie dzieci do szkoły. Czym tam kto miał: furmanką,
      ciągnikiem, samochodem. A prości to ludzie byli, jednak przyzwyczajeni do
      brania odpowiedzialności za siebie i innych....

      Przynajmniej nie musisz się odkłaniać. Chamstwo trzeba tępić.
      Co do tego jacy są ludzie, to nie mam zdania. Najczęsciej przestraszeni, i
      przez to czasem groźni.
    • nienietoperz Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 16:37
      Jasne, ze w takich sytuacjach jest przykro. Nie ma to nic wspolnego z tym, czy
      ktos uwaza, ze ludzie sa ogolnie dobrzy, czy ogolnie okropni; paskudne
      zachowanie jest paskudne tak czy inaczej. Sama pisalas, ze wozenie wahadlowe
      jest dla wielu rodzin norma - podobnie jak norma sa, jak sadze, zachowania mile
      i sympatyczne. Nie oznacza to, ze Ciebie ani Julki zgrzyty tego typu nie beda
      spotykac. Trzeba sobie z nimi jakos radzic, co - uwaga! - nie znaczy absolutnie,
      ze ma to nas nie dotykac. To drugie oznaczaloby, ze samemu zgubilo sie gdzies
      prosta ludzka wrazliwosc.
      Co do uwag dotyczacych naiwnosci czy wiary w ludzi, prywatnie do bialej jak
      snieg goraczki doprowadzaja mnie wypowiedzi osob, ktore 'dawno te naiwnosc
      stracily' - osob, ktore wiedza, ze tak naprawde kazdy kolega z pracy to mniej
      lub bardziej swinia, leniuch i plotkarz, ze sasiadka z lewej nie mowi
      dziendobry, sasiad z prawej to karierowicz. Podobnie jak na przyklad wiedza, ze
      caly tlum obchodzacy swieta to slepa ciemnota widzaca tylko supermarketowy
      aspekt celebracji. Nie wiem, moze tak jest, moze nie - nie mam danych, zeby to
      oceniac, nie chodze z tymi ludzmi do domow, nie sprawdzam, co sie dzieje w ich
      glowie. W tym konkretnym przypadku proponuje nie doszukiwac sie specjalnie w
      zachowaniu sasiada wnioskow o naturze spoleczenstwa.

      W polskich realiach praca w sytuacji powszechnego zagrozenia zwolnieniem to stan
      nie do pozazdroszczenia nikomu, i o ile moze to akurat brzmi to ponuro, nie
      oczekiwalbym przesadnej konsolidacji, dopoki przynajmniej czesciowo sprawa sie
      nie ustabilizuje. Kiedy wystepuje obiektywna przyczyna stresu, wielu ludziom
      trudno jest sobie z nia poradzic - na pewno z czasem to minie.

      Na razie pozdrowienia i zyczenia milej zabawy dzis dla Darii i wszystkich innych
      gwiazdozlotow
      Nienietoperz
    • broch Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 17:26
      "Zawsze wierzyłam w to, że ludzie w zdecydowanej większości są dobrzy,
      mili i życzliwi"
      :)) Masz odwrotnie niz Ja. Zaleta mojej "metody" jest to ze spotykaja mnie
      wylacznie mile niespodzianki: nieuprzejmosc to norma, a jesli ktos jest "nie z
      tego swiata = uprzejmy" to tylko sie ciesze.

      Przygoda Julki az tak nie martwilbym sie: dziewczyna jest coraz starsza i coraz
      czesciej bedzie spotykac ludzi roznych. Uwazam ze ochrona przed realiami to
      powazny blad, bo co bedzie gdy umrzesz (jak kazdy) i corka zostanie sama, wydana
      na "pastwe losu" lub gdy po prostu znajdzie sie w sytuacji niemilej a Ty nie
      bedziesz mogla ochronic? Rowniez w szkole coraz czesciej beda zdarzaly sie
      dorosle (tzn niekoniecznie mile) sytuacje. Przed tym nie ochronisz, lepiej wiec
      aby Julka powoli wdrazala sie do swiata. Moim zdaniem dzisiaj jest bardziej
      drapiezne niz (nasze) wczoraj i dzisiaj ochrona przed zyciem przyniesie wiecej
      szkody niz wczoraj.
      Mam oczywiscie nadzieje ze Julka nie bedzie miala przez dlugi czas zbyt wielu
      niemilych sytuacji i oczywiscie zycze aby Twoja praca sie ustabilizowala.

      Ludzi jak pan od carpool jest wielu i zawsze bylo wielu. Sadze ze nie przyszedl
      do Was nie dlatego ze byl okrutny czy tchorzliwy, po prostu facet jest
      gruboskurny, zle wychowany. I tyle. Nihil novi sub sole.
    • beatanu Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 17:59
      daria13 napisała:
      Jestem więcej niż przekonana, że jego nastawienie jest związane z
      > tym, że nasza sytuacja finansowa jest nieporównywalnie gorsza od jego i że to
      > osobnik oceniający innych po stanie portfela.

      Dario, nie napiszę Ci, żebyś się tym forsiastym i nieczułym sąsiadem nie
      przejmowała, bo racjonalnie można sobie wytłumaczyć milion rzeczy a w środku i
      tak boli... I z tą boleścią czasami wzbierającą musimy się nauczyć żyć. Bo nie
      wszyszcy są mili, uprzejmi i kochani.

      Ale też nie jest tak, że większość ludzi, to paskudne stworzenia, na które
      nigdy nie można liczyć... Przypomina mi się od razu krakanie dorosłych w moim
      otoczeniu, gdy dzieckiem będąc słyszałam od czasu do czasu: "Zobaczysz, jesteś
      mała i naiwna (= głupia), nic nie rozumiesz, a jeszcze się przekonasz, że
      ludzie są okropni i chcą tylko twojej szkody... itd, itp." Nasłuchałam się tego
      wystarczająco dużo, żeby w ramach zwykłej przekory udowodnić, że nastawienie
      ludzi do mnie może być inne, dlatego, bo i ja mam inne do nich nastawienie...
      Staram się postrzegać ludzi jako moich potencjalnych przyjaciół, a nie wrogów.
      I... nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek się srodze zawiodła. A może tak
      mi dobrze, bo moje oczekiwania względem innych nie są wygórowane? A może mam
      tylko trochę szczęścia i wszystkie katastrofy jeszcze przede mną? Nie wiem.

      Napiszę Ci za to, że jestem jeszcze większą "naiwniarą" niż Ty (a jak to się
      mierzy?) bo żyję w przekonaniu, że właśnie osoby o większych dochodach mają ,
      albo przynajmniej powinny mieć, moralny obowiązek pomagania innym. A jeżeli
      Twój sąsiad mierzy wartość ludzi ich zarobkami, to... można o nim
      powiedzieć "biedny człowiek".

      Mam nadzieję, że sytuacja w pracy nie stanie się jeszcze gorsza. A może nawet
      ulegnie poprawie? Bo gdy w końcu się wyklaruje, kto musi odejść, gdy stan
      zawieszenia - ten najtrudniejszy okres - minie, może być już tylko lepiej...
      Dario, jesteśmy różni i różnie reagujemy w sytuacjach zagrożenia. Nawet w
      sytuacjach "normalnych" jedni wykazują więcej empatii, niż drudzy. Znów prawię
      banały, ale czasami dobrze jest sobie głośno nawet takie rzeczy wypowiedzieć,
      ot, choćby dlatego, żeby nie zwariować, tylko żyć dalej, czerpiąc przy okaji co
      nieco radości z tego życia... czego (tzn tej radości) Ci gorąco życzę. I dziś i
      jutro i jeszcze później!

      B :)

    • braineater Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 19:09
      Maryś postanowiła się wypowiedzieć:

      >Zawsze wierzyłam w to, że ludzie w zdecydowanej większości są dobrzy,
      > mili i życzliwi, przynajmniej ci znani mi osobiście.

      Otóż to, że ludzie są dobrzy nie oznacza, że muszą być mili i życzliwi - ja nie
      zawsze (a wręcz w stosunku do niektórych nigdy) nie jestem miła ani życzliwa co
      wcale nie oznacza że jestem zła. Nie oznacza to wcale że maryś sobie mówi "dziś
      będe niemiła dla tego lub tej" - ja porostu nie potrafię byc miła dla
      niektórych osób. Nie znaczy to wcale, że oni coś mi zrobili - poprostu ich
      jakoś polubić nie potrafię chyba, co, jak mi się wydaje, jest rzeczą naturalną.
      Uważam również, że ludzie permamentnie mili i życzliwi są nudni i nieprawdziwi -
      nie można byc miłym cały czas i dla wszystkich przecież.

      > Jestem więcej niż przekonana, że jego nastawienie jest związane z
      > tym, że nasza sytuacja finansowa jest nieporównywalnie gorsza od jego i że to
      > osobnik oceniający innych po stanie portfela.

      Wcale nie zamierzam fuczeć na Darię, że tak napisała bo może to i prawda. Maryś
      natomiast nigdy przenigdy nie zgodzi się z faktem, że "nastawienie ludzi do
      świata" związane jest z grubością portfela. Będąc, jako dziecko a potem
      młodzież (jezu, jak to kretyńsko brzmi), traktowana przez rówieśników i ich
      rodziców coponiektórych jak "burżujka co to ma bogatych rodziców i dlatego jej
      się wszystko udaje" ma na ten temat zupełnie przeciwne zdanie wręcz. Mając
      równie naiwny stosunek do ludzi, co Daria zbyt często obrywała za to że rodzice
      mają kasę - co nie przeszkadzało ludziom tym wielokrotnie wykorzystywać fakt,
      że marysi rodzice mają pieniądze. A wierzcie, w kraju gdzie większość ludzi
      cierpi na brak kasy a większość z nich wręcz żyje dookoła tego problemu, uwagi
      w stylu "twoi rodzice mają pieniądze więc cokolwiek bys dobrze nie zrobiła i
      tak jesteś gorsza" mogą dziecku naprawdę zrobic krzywdę. Dlatego własnie maryś
      uczulona jest na takie stwierdzenia o grubości portfela i jakości "dobroci"
      człowieka.

      Pozdrawiam:)
      • broch Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 20:45
        "Maryś natomiast nigdy przenigdy nie zgodzi się z faktem, że "nastawienie ludzi do
        świata" związane jest z grubością portfela."

        chyba nie o to chodzilo (?) :))
        rzecz w tym ze cham to cham, a bogaty cham to tylko gorzej. Mozna rowniez
        zalozyc iz Marys zyje dosc krotko. Pewne spostrzezenia socjalne sa uwarunkowane
        portfelem, nawet jesli osoba z portfelem tego nie dostrzega (i jest "niewinna").
        Sama obecnosc portfela o tym decyduje (choc nie sadze aby to byl przypadek
        Darii). Za 10-15 lat spotkasz sie ze znajomymi z liceum lub podstawowki (tymi z
        ktorymi wielkiego kontaktu nie mialas) i okaze sie ze burzujka :)))
      • phiona Re: Bolesne dorastanie 13.01.06, 23:43
        > się wszystko udaje" ma na ten temat zupełnie przeciwne zdanie wręcz. Mając
        > równie naiwny stosunek do ludzi, co Daria zbyt często obrywała za to że
        rodzice
        > mają kasę - co nie przeszkadzało ludziom tym wielokrotnie wykorzystywać fakt,
        > że marysi rodzice mają pieniądze. A wierzcie, w kraju gdzie większość ludzi
        > cierpi na brak kasy a większość z nich wręcz żyje dookoła tego problemu,
        uwagi
        > w stylu "twoi rodzice mają pieniądze więc cokolwiek bys dobrze nie zrobiła i
        > tak jesteś gorsza" mogą dziecku naprawdę zrobic krzywdę. Dlatego własnie
        maryś uczulona jest na takie stwierdzenia o grubości portfela i
        jakości "dobroci"
        > człowieka.

        marys, a jednak...
        opowiem ci inna historie,
        gdy ja bylam dzieckiem i dorastalam- w domu z pieniedzmi bylo kiepsciuutko. ale
        to byly takie czasy i nie bylo to niczym nienormalnym, by nie rzec ze w
        niektorych srodowiskach nalezalo wrecz do swoistego "bontonu":)
        gdy moja siostra byla dzieckiem i dorastajaca panna- rodzicom wiodlo sie
        niezgorzej, zwlaszcza w porownaniu do rodzicow rowiesnikow siostry.
        nie wiem jak w okresie dorastania (bo to przeciez tak bardzo hermetyczny swiat,
        swiat dorastania, do ktorego nikt- a coz dopiero starsze rodzenstwo, wstepu nie
        ma:)))- ale w okresie dzieciectwa nie bylo roznic miedzy nia a innymi dziecmi,
        a jesli- to raczej na "niekorzysc" siostry. nie miala np nigdy lalki barbi -
        choc "wszystkie" dzieci mialy, drozszych rzeczy, itp. (pieniedza zawsze byly na
        sport, jezyki itp, ale tego dzieci z "podworka"- nie widza).
        rodzice starali sie za to np sfinansowac wycieczke dzieciom z klasy, ktorych na
        to nie bylo stac (oczywiscie bez wiedzy siostry).
        nie wiem marys jak bylo u ciebie, ale byc moze - to ze "bylas winna bo rodzice
        i pieniadze" skads sie jednak wzielo?
        oczywiscie -przeszlosci sie nie zmieni, trudno tez winic rodzicow ze chca dla
        dziecka jak najlepiej (moim bylo o tyle "latwiej"- ze byli juz starsi - no i ze
        wiedzieli co to zyc biednie)- ale moze jednak warto sie zastanowic- tak dla
        siebie samego- czy to na pewno wszystko bez powodu?

        pozdrawiam
      • daria13 Re: Bolesne dorastanie 14.01.06, 00:11
        Marysiu, Twoja wypowiedź dała mi wiele do myślenia. Kazała mi spojrzeć na
        problem z drugiej strony. Być może jest tak, że o ile syty głodnego nie
        zrozumie, to odwrotnie - głodny sytego - też nie. Ale widzisz, ja nie oceniałam
        nigdy ludzi pod tym kątem i nie miałam kompleksów związanych z tym, że ktoś
        jeździ lepszym samochodem, bo między moim stanem majątkowym nie było aż takiej
        przepaści, ale wiem z doświadczenia, że dla wielu ludzi, ten głupi samochód
        jest niezwykle ważny.
        Dużo myślę o wczorajszym zajściu i próbuję je sobie zracjonalizować, ale nijak
        nie przychodzi mi inny wniosek niż ten, który podałam. Jak Ty myślisz, Marysiu,
        jaki mógł być inny powód takiego zachowania tego człowieka, który nota bene w
        obyciu zawsze był gburowaty, więc zdaję sobie sprawę z tego, że powiedział to
        Julce a nie mi z braku jakiejkolwiek wrażliwości.
        Opisałam to zdarzenie nie tyle po to, żeby się Wam wyżalić,choć może
        troszeczkę, ale dlatego, że było to jedno ze zdarzeń z mojej rzeczywistości,
        które odbiera mi wiarę w ludzką życzliwość, empatię i bezinteresowność. Takich
        kwiatków jest wokół coraz więcej i dlatego czuję nadchodzący kryzys wartości, w
        jakich żyłam tak długo.
        Jak mam postępować w takim razie z dziećmi? Czy tak jak radzi Broch - kubełki
        zimnej wody i uświadamianie, że większość ludzi jest be i ma się mieć stale na
        baczności, czy próbować jednak zaszczepić jej wiarę w człowieka, tę wiarę,
        która przyświecała mi tyle lat i z którą było mi zawsze tak dobrze.
        Zaznaczam, że właściwie nie spotkało mnie ze strony nikogo realne zło, ale
        codzienne obserwacje wciąż odzierają mnie ze złudzeń.
        Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie Wasze bardzo mądre słowa:)
        • broch Re: Bolesne dorastanie 14.01.06, 00:28
          "Czy tak jak radzi Broch - kubełki
          zimnej wody i uświadamianie, że większość ludzi jest be i ma się mieć stale na
          baczności, czy próbować jednak zaszczepić jej wiarę w człowieka, tę wiarę,
          która przyświecała mi tyle lat i z którą było mi zawsze tak dobrze."
          Ja nie pisalem o "kubelkach" ja pisalem o koniecznosci radzenia sobie samemu.
          Teoretycznie wszystko fajnie, ale Julce bylo "bardzo przykro". A do kogo corka
          pojdzie po pocieche gdy Ciebie nie bedzie? Wszystko z umiarem, swiat zly nie
          jest ale na pewno nie jest to "najlepszy ze swiatow".

          Aska przeszla niezla szkole na poczatku. Byla inna i w zwiazku z tym stala sie
          ofiara bullying. To jest duzo gorsze niz uwaga pana i moze trwac przez wiele
          lat. Nie chciala pomocy, zacisnela zeby i dala sobie rade choc wiem ze nie bylo
          Jej latwo. Jest to jedna z cech ktore u Niej cenie.

          Chowanie w kokonie jest przyczyna wiekszych stresow i problemow w zyciu doroslym
          niz pokazanie jak jest: czasem dobrze a czasem nieszczegolnie. Nie idzie o
          straszenie bo to po prostu glupie.
          • stella25b Samo zycie 15.01.06, 16:24
            Niestety powiem krotko, samo zycie. Wiem, takie sytuacje sa nieprzyjemne, a
            jeszcze bardziej draznia gdy dotycza naszych dzieci. No niestety, nic nie
            zrobisz Dario. Facet jest chamem i trzeba przyjac to do wiadomosci. Gdyby
            wszyscy byli na tym swiecie dobrzy, to pewnie polowa z nas pochodzilaby od
            Neadertalczyka. Homo sapiens ma to juz niestety w genach, ze to co mu nie
            pasuje, niszczy. Nie wiem, czy to pierwsze przykre doswiadczenie Julki ze zlym
            swiatem ale jestem pewna, ze nie ostatnie- niestesty. Mysle, ze dzieci powinny
            byc konfrontowane takze z takim sytuacjami, gdyz te pomoga im roziwiazywac
            podobne problemy w ich doroslym zyciu. Wiem, jest to napewno ciezkie przezycie
            dla dziecka wrazliwego, a taka osoba jest Julka ale "trzymanie jej w kokonie"
            jak mowi Broch, moim zdaniem nie jest dobre. W pewnym momencie i tak bedzie
            musiala sama dawac sobie w zyciu rade. I takie problemy beda nalezaly do tych
            blachych.
    • zielka Re: Bolesne dorastanie 16.01.06, 11:03
      Dario, ja doskonale odnajduje sie w Twojej naiwnosci, i - szczesliwie - jakos jeszcze nie musialam jej
      kwestionowac wobec znanych mi bliznich.

      Natomiast tak, stracilam w ogole jakas naiwna radosc pisania na przyklad na forum ksiazki po
      interwencji dosc zadziwiajacej w braku jakiejkolwiek zyczliwosci brocha. No, ale to jest oczywiscie tylko
      moj problem, ktory pozwalam sobie zaznaczyc tylko z uwagi na to, co wspominam w zdaniu
      pierwszym.
    • ben-oni Re: Bolesne dorastanie 16.01.06, 11:44
      Dorastanie jest bolesne. Kości trzeszczą, ruchy niepewne i kilka oślepień
      dziwnym światłem stroboskopowym.

      Ja kiedyś leczyłem nauczycielkę córki z głupoty. Ta niedouczona nauczycielka
      nauczania podstawowego ośmioletniej dziewczynce kazała przekazywać rodzicom
      przypomnienia o jakichś tam zapłatach, pieniądzach na ubezpieczenie, komitet
      itd. Stanąłem przed tym babsztylem i W TWARZ babie powiedziałem, że nie życzę
      sobie, że chciałbym by p. nauczycielka jeśli ma coś do mnie, to zadzwoniła lub
      porozmawiała z żoną, która i tak codziennie córkę do i z szkoły prowadzała.
      Są rzeczy o których dzieci winny dowiadywać się ostatnie. Rodzice próbują
      chronić ale nie da się... bo chamstwo nie widzi różnicy między dzieckiem a
      dorosłym...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka