daria13
13.01.06, 16:09
Ci z Was, którzy mnie trochę znają wiedzą, że jestem z natury dziecinnie
naiwna. Zawsze wierzyłam w to, że ludzie w zdecydowanej większości są dobrzy,
mili i życzliwi, przynajmniej ci znani mi osobiście. Ale od jakiegoś czasu z
każdą nową osobą, z każdym nowym doświadczeniem, dociera do mnie prawda inna,
prawdziwa. A wczoraj kielich goryczy dopełniła ostatnia kropla.
Zawsze podkreślam, że mieszkam na wsi, ale tak naprawdę jest to osiedle
domków za miastem. Osiedle ludzi na ogół bogatych. Julka ma na tej samej
ulicy ma bliską koleżankę, z którą chodzi do tej samej klasy.
Ostatnio mój mąż wyjchał służbowo na tydzień, a że duże mrozy były poradziłam
Julce, żeby zabierała się rano do szkoły z koleżanki tatą samochodem.
Wczoraj, ostatniego dnia (de facto Julka jeździła z nimi raptem 3 razy) od
szanownego tatusia koleżanki, usłyszała, że ma nadzieję, że to wyjątkowa,
jednorazowa sytuacja i że on nie życzy sobie więcej jej wozić, bo nie chce
brać za nią odpowiedzialności podczas transportu. Na naszym osiedlu wiele
rodzin stosuje wahadłowe wożenie dzieci do szkól w Warszawie i to jest
generalnie norma. Julce było bardzo przykro, najbardziej zaś zabolało mnie
to, że facet zamiast przyjść z tym do mnie, czy do męża, powiedział to
dziecku. Jestem więcej niż przekonana, że jego nastawienie jest związane z
tym, że nasza sytuacja finansowa jest nieporównywalnie gorsza od jego i że to
osobnik oceniający innych po stanie portfela.
U mnie w pracy od jakiegoś czasu pogarsza się sytuacja, mnożą się zwolnienia
i ludzie zamiast jakoś się wobec tych zajść konsolidować, zachowują się
strasznie, atmosfera jest nie do wytrzymania.
Wiem, że to śmieszne, żeby tak późno przejrzeć na oczy, dorosnąć, ale mi do
tej pory było naprawdę dobrze z moją naiwnością i niewiedzą na temat
prawdziwej natury ludzkiej.
Zastanawiam się też, czy ja z tą swoją wieczną życzliwością nie wydaję się
innym śmieszna? Nie mówię, że teraz przestanę się starać być miła, bo ja się
nie staram, taka jestem, ale boli mnie nastawienie ludzi pod tytułem: a czym
Ty się przejmujesz? Co Cię obchodzi ten czy ta, kiedy się o kogoś martwię.
A może możecie mnie pocieszyć i powiecie mi, że tak nie jest, że większość
ludzi jest z natury dobra i tylko mam ostatnio pecha?
Pozdrawiam:)
Nieposkładane to wszystko mocno, ja wiem, ale jestem wciąż jeszcze rozbita z
powodu tego dojrzewania, mam jednak nadzieję, że jako osoby inteligente
zrozumiecie mój przekaz.