Dodaj do ulubionych

About a Bat

31.01.06, 15:38
and NoBat:)

Randall Jarell



A Bat Is Born


A bat is born
Naked and blind and pale
His mother makes a pocket of her tail
And catches him. He clings
to her long fur
By his thumbs and toes and teeth.
And then the mother dances through the night
Doubling and looping,
Soaring, somersaulting-
Her baby hangs on
underneath.
All night, in happiness,
She hunts and flies.
Her high sharp cries
Like shining needlepoints of sound
Go out into the night and
echoing back,
Tell her what they have touched.
She hears how far it is,
how big it is,
which way it's going:
She lives by hearing.
The mother eats the moths and gnats
she catches
In full flight, In full flight.
The mother drinks the water of the pond,
She skims across,
Her baby hangs on tight.
Her baby drinks the milk she makes him.
In moonlight or starlight,
In midair
Their single shadow,
printed on the moon
Or fluttering across the stars,
Whirls on all night.
At daybreak,
the tired mother flas home to her rafter
The others are all there.
They hang themselves up by their toes,
They wrap themselves in their brown wings.
Bunched upside down, they sleep in air.
Their sharp ears,
Their sharp teeth
Their quick sharp faces
Are dull and slow and mild.
All the bright day, as the mother sleeps,
She folds her wings about her sleeping child.

***************************************************************************

All night, in happiness - życzą oba Braineatery:)


P:)
Obserwuj wątek
    • mamarcela Re: About a Bat 31.01.06, 16:21
      Taka sobie bajka znaleziona w necie.
      Z dedykacja urodzinową dla Nienietoperza.
      Ale nie tylko... :)
      Bajka o nietoperzu, ale nie tylko...
      Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w wielkiej jaskini ukrytej głęboko w
      lesie, żył sobie nietoperz. Właśnie, jak co roku wczesną wiosną, pochrapywał
      sobie smacznie, wykorzystując ostatnie chwile zimowego uśpienia, gdy nagle do
      jego uszu dotarło jakieś kwilenie. Niechętnie otworzył oczy i zobaczył
      stworzenie bardzo malutkie i mocno przestraszone. Miało oczy, dziób, pazury i
      skrzydła, a obrośnięte było czymś długim i puchatym. Nietoperz pomyślał, że
      doprawdy, bardzo jest paskudne. Po bliższych oględzinach okazało się nie tylko
      paskudne, ale także małe i słabe. Nie przestawało też kwilić i nietoperz
      stwierdził, że musi być głodne. Szybko złapał kilka much i na próbę podsunął je
      stworzeniu. I zanim zdążył raz mrugnąć okiem - zniknęły wszystkie!
      Odtąd nietoperz i stworek stali się nierozłączni. Wieczorami ruszali razem na
      polowania i nocne podniebne spacery, za dnia spali przytuleni do siebie w
      ulubionym zakątku jaskini. Nietoperz nauczył malucha chowania się przed gorącą,
      żółtą kulą wiszącą na niebie, skradania na łowach oraz wybierania co tłustszych
      much spośród całego ich roju. Maluch jednak nie był zbyt pojętnym uczniem. Nie
      chciał wystarczająco cicho latać i często szum jego skrzydeł płoszył cenną
      zdobycz. Zresztą, w trakcie polowań był jakoś dziwnie ospały i powolny. Za to
      kiedy przychodziła pora na sen robił się niezmiernie ruchliwy, ciekawski i
      naprawdę trzeba było wykorzystać wszystkie metody wychowawcze, żeby choć trochę
      go uspokoić. Ale najgorszy był ten jego śpiew - cała jaskinia pełna zmęczonych
      nietoperzy usiłuje spać a ten akurat musi hałasować! I to jeszcze jak -
      wszystkich aż uszy bolą od tych dźwięków! Nic dziwnego, że czasem jakiś
      bardziej krewki nietoperz sprawił małemu lanie.
      Najgorsze jednak było to, że uparcie odmawiał spania jak Bóg przykazał,
      zwisając głową w dół. Ilu światłych, starych nietoperzy z nim rozmawiało,
      tłumacząc mu, że jeśli nie będzie prawidłowo wypoczywał to zachoruje, krew
      przestanie dobrze krążyć, straci siły i nie będzie umiał zdobyć pożywienia.
      Mały uparcie powtarzał tylko: "Nie chcę!", "Nie chcę!", "Nie mogę!". I bądź tu
      mądry z takim uparciuchem! Nietoperza bardzo martwił ten stan rzeczy. Zresztą
      widoczne było jak maluch z dnia na dzień robi się coraz bardziej zmęczony,
      smutny i osowiały. Już nikogo nie budziły jego hałasy. W ogóle nie chciał
      śpiewać. Zawsze był brzydki, ale teraz jego okrycie przestało lśnić w świetle
      księżyca i stało się dziwnie nieprzyjemne i chropawe. No i ciągle zasypiał
      podczas polowania.
      Nietoperz starał się pilnować malucha kiedy opuszczali jaskinię, ale któregoś
      wieczoru po prostu zagalopował się w pogoni za olbrzymią, tłustą bożą krówką i
      jakoś nie mógł odnaleźć małego. Co gorsza, niesforne stworzonko nie wróciło
      także do jaskini, a nietoperz czekając przez cały dzień wciąż budził się ze
      zmartwienia. I chociaż był niewyspany jednak zaraz następnej nocy wyruszył na
      poszukiwania. Szukał i szukał calutki czas i zamyślony nie zauważył, że robi
      się niezwykle późno, a niebo nabiera niebezpiecznie jasnej barwy.
      I właśnie wtedy usłyszał kwilenie małego. Ależ jakie ono było radosne, jakież
      pełne szczęścia i oczekiwania! Po chwili do tego śpiewu dołączyły inne,
      podobne. Nietoperz natychmiast poleciał za głosem swego wychowanka. Jego oczom
      ukazało się stadko stworzeń bardzo podobnych do małego, stworzeń, które właśnie
      budziły się (gdy była pora na sen) i wspólnie hałasowały robiąc wokół siebie
      nieznośnie dużo zamieszania. I gdy tak patrzył i patrzył nagle z radosnym
      kwileniem podleciał do niego mały:
      - Wiesz - powiedział - oni mówią, że jestem wróblem. Nietoperz odpowiedział:
      - No cóż, nietoperzem nie jesteś. Za to na pewno jesteś szczęśliwy.
      I szybko odleciał. Zresztą był już najwyższy czas, bo właśnie wstawało słońce i
      wszystkie nietoperze w jaskini układały się do snu.

      Joanna Bielawska


      Uściski urodzinowe :)
      i żeby niekt sie znowu podtekstów i złych intencji nie doszukał
      mamarcela z wyrazami najgorętszej wirtualnej sympatiii
    • kawa_malinowa Re: About a Bat 31.01.06, 16:47

      Nietoperz
      Maria pawlikowska-jasnorzewska


      1Gdy już zmierzch wonne olejki w tęczowe niebo wetrze,nietoperz wylatuje ze
      strychui zaczyna mierzyć po cichuwielkie koła tęsknoty rozlane na
      wietrze...2Traci ślad i zaczyna na nowo.Cicho trzepie skrzydłem błoniastemi
      mierzy, i mierzy do świtukoła wieczornych tęsknot wiszących nad miastem.
    • kawa_malinowa andrzej bursa 31.01.06, 16:48
      Chory synek


      Wróbelkom nie sypiesz bułeczkiWiewiórka nie przyjdzie do raczkiMój synek jest
      chory... Łóżeczkozdyszane oblepia gorączkaAch dałbym ci księżyców tysiącI pałac
      miodowy za górąOsiołka i parę tygrysiąJak gdybyś już bajki rozumiałLecz ty nie
      rozumiesz biedactwoI w główce maleńkiej coś marzyszA żona pobiegła do
      miastaAżeby sprowadzić lekarzaUcichły na schodach jej krokiGdy z synkiem
      zostaliśmy samiJak wielki nietoperz - niepokójSzybował powoli nad nami
    • brunosch Re: About a Bat 31.01.06, 23:09
      Jak powstały nieoperze.

      Dawno, dawno temu, gdy sawanna prastała całą ziemię (dość płaską, bo góry
      dopiero wyrastały i jeszcze były dość niziutkie), w jednej z jaskiń mieszkało
      pra-stado pra-ludzi. I Stado to żyło sobie spokojne, żywiąc się tym, co urosło,
      albo nie zdążyło uciec do jamy i zakopać się wystarczająco szybko.
      I żyłoby sobie spokojnie chadzając po łąkach tam i sam, jedząc to i owo, gdyby
      nie myszy, które wraz z pra-stadem pra-ludzi też zamieszkiwały jaskinię.
      Jedna z nich była na tyle nieostrożna, że zamiast nawiać i schować się w jaką
      szczelinę, wpadła w łapy pra-ludzia. A ten, zamiast ją natychmiast zjeść,
      zaczął się nią bawić. Międlił ją w dłoniach, a ona śmiesznie łypała oczkami. Z
      radości podrzucił ją pod sam strop jaskini.
      - Piiiii! zapiszczała ochoczo myszka.
      - Ułachaaaa! zawył radośnie pra-ludź.
      I rzucił znowu i znowu i znowu...
      Zabawa z myszką spodobała się reszcie pra-stada, więc mianowali swojego
      pobratymca Naczelnym Rzucaczem Myszką. Tak jakoś przywykli do widoku faceta
      siedzącego w kącie i rzucającego myszą, że nawet nie zauważyli, że funkcja ta
      przeszła z ojca na syna (pra-ludzie żyli dość krótko) i choć myszy zmieniano
      dość często, zawsze znalazły się świeże i dalej można było nimi rzucać. Po
      kilku pokoleniach zaczęto nawet wróżyć sobie z lotu myszy i jakie będą efekty
      łowów (bo w międzyczasie nauczyli się zabijać większe zwierzęta niż pędraki i
      karaluchy). I trwał ten proceder i trwał, przez wieki i tysiąclecia.
      Aż tu nagle...
      Jedna mysz zamiast spaść w podstawioną dłoń zrobiła myk! i złapała się tylnymi
      łapkami za występ skalny. Z dołu wyraźnie było widać, jak zdziwionym pra-
      ludziom pokazuje wała.
      - A takiego! pisnęła nie będzie pra-ludź pluł nam w twarz i ciepał nas pod
      sufit!
      Zostanę nietoperzem.
      I tak to człowiek pozostał z pustymi rękami i nietoperzem nad głową...

      (Dla Nienietoperza w dniu urodzin - Bruno z własnym spojrzeniem na darwinizm)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka