Dodaj do ulubionych

Wątek dla Marquisa

25.03.06, 21:17
z cyklu poznajmy się:)
Tym raszem szansa wypowiedzenia się w temacie 'najgłupsza rzecz, jaką
zdarzyło mi się w życiu robić za pieniądze'.
Zaczynam:

Rok bodaj 1994, szukam sobie zajęć które przynoszą profity i nie wymagają
posiadania dowodu osobistego (lat mam wtedy 17). Co poniedziałek nabywam
gazetę i szperam po ogłoszeniach ukierunkowując sie specjalnie na ramki z
wpisem 'leniwych i niewykształconych przyjmę'. Nietety w tej specjalizacji
konkurencja jest tak olvbrzymia, że ogłoszenia tej treści pojawiają się
jeszce rzadziej niż 'przyjmę do pracy w kantorze. Koniecznie Świadek Jehowy'.
Dzwonie po róznych ogłoszeniach, szczególnie takie gdzie do pracy za barem,
albo wysoko płatan praca dla niewykwalifikowanych. Za bar, niestety dowód
trza, więc poza etap rozmów nie wychodzę, natomiast wysokopłatna praca dla
niewykwalifikowanych zaczyna brzmiec coraz bardziej kusząco. Pytam sie
miłego żeńskiego głosa, czy to aby nie akwizycja jest, bo człek swój honor ma
i do pewnych prac (ściślej do 99% prac) odczuwa wyraźny wstręt, pani odrzeka
iż oczywiście, że nie. Się umawiam, że na dzien następny na 9 rano zjawię się
w Siemianowicach i dowiem co i jak.

Zjawiam się. Odkurzyłem sztruksową marynarkę, dżimsom, cokolwiek przetartym w
miejscach strategicznych nadąłem elegancki kant (gdzie niegdzie nawet trzy
równoległe kanty) i stoje pod efekciarskim barakiem, którego wypieszczony
biały siding rozsiewa blask w promieniach słońca. Prócz mnie stoi jeszce paru
kolesi.

Czekamy. Palimy. Czekamy. Palimy. Czekamy. Palimy. Palimy. Palimy.
Z uliczki z cichym pomrukiem wynurza się czerwony samochód marki "kompleks
małego penisa" a po chwili wyskakuje z niego dziewczę marki kompleks Danuty
Lato, za nią ciagnie się smutny pan w garniturze marki kompleks Franza Kafki.
Zostajemy zaproszeni do środka baraku, który o dziwo wcale nie jest
opustosząły, tylko po prostu nikt nas wczesniej nie chciał tam wpuścić.

Muzyka nap.. jak w remizie, po korytarzach kręci sie cała armia ataku klonów
w garnitutrach, co i rusz ktoś taszczy wielkie turystyczne torby. Aha, mysli
sobie Braineater, nie akwizycja, taaaa. No ale cóż, skoro juz się z łózka
zwlekłem skoro i tak juz tu dojechałem, to zobaczmy co i jak, bo it ak nic
więcej się dziś nie wydarzy.

Poszliśmy na zebranie. Tam pan zasunął przemową, że naszym zadaniem jest
zdobycie diamentu, wdrapanie się na czołowe miejsce w przyszłościowej i
rokującej firmie, oraz w przeciągu najdalej półroku, nabycie za własne
pieniadze samochodu marki kompleks itd. Oczywiście radośc zagościła na
naszych twarzach, a oczki zmaiskrzyły się chęciom zysku. Mordki co prawda
wnet straciły wyraz, gdy okazło się iz owe upragnione cele, osiągnąc mamy za
pomocą ulicznej sprzedazy kaset z muzyka disco-polo.

Tuz po zebraniu zostalismy zorganizowani w 5 osobowe oddziały, obdarzeni
dwoma torbami na oddział i pod przewodnictwem jednego z Diamentów (któren
okazał się byc funkcją, a nie szlachetnym węglowym odpadem) rzuceni w miasto.

Pan Diament juz na głównym placu zaczął demonstrować swe osząłamiające
techniki sprzedaży. A to zastawiał nogą przejście waskie między dwoma ławkami
i niewolił jakąs niewiastę, która z obłędem w oczach próbowała umknąc (kupiła
dla siebie i dla córuni), a to tyrpał jakiegos pogodnie drzemiącego pijaczka.
wmawiając mu, że muzyka go uszlachetni (kupił jedną), a to matce z dzieckiem
wmawiał, że muzyka niezbędną jest dla prawidłowego rozwoju latorośli
(wzbogaciłem swój słownik o kilka nieznanych wczesniej kombinacji bluzgów). I
tak przez osiem godzin, z czego przez dwie ostatnie zostalismy obdarzeni
zaszczytem własnoręcznej sprzedaży. Swoja kasetę opchnąłem w pobliskim
zakladzie fryzjerskim, mówiąc panu, iż zakład z muzyka przyciąga lepszych
klientów. Wróciliśmy, pogratulowano nam, podpisalismy jakies smieszne
papierki i juz mieliśmy pracę

Nie wiem jednak, co pokusiło mnie bym pojechał tam na drugi dzień. Może spac
nie umiałem, może sie nudziłem, fakt faktem drugi dzień rano zastał mnie
stojącego przed barakiem. Wpuszczano juz bez oczekiwania i na dzieńdobry
usłyszałem, iz dzis dzień specjalny, bo przyjeżdża guru. Hmmmmm.

Przyjechał.

Pan był dziwny, nosił biała szate model Arab z kreskówki, sandały i białe
spodnie, a wszyscy Diamentowie oraz długonogie dziewcze wyglądali na
niemiłosiernie w nim zakochanych. Ogłoszono miting, na którym wszyscy
mieliśmy wysłuchac tej krynicy madrości. Duża sala po brzegi wypełnieona
klonami, zamrła na chwilę, aż guru wyszedł na podium i zaintonowął pieśń. I
wtedy autentycznie zdzicząłem, bo oni wszyscy jak jeden mąz zaczęłi śpewac
wraz znim, od czau do czasu zachowując sie jak ekstatycy na mszy gospel. Jak
dla mnie wystarczyło. Cichutko, opierając się o ściane plecami przesuwałem
się w stronę drzwi, az udało mi się wymknąć z tego pandemonium marketingu.
Kilka kroków pustym korytarzem, mysl płocha, czy nie wziąśc sobie na pamiatkę
jedenej z toreb (zwalczona) i wreszcie mogłem nadal być szczęśliwym
bezrobotnym.

P:)
Obserwuj wątek
    • marquis Re: Wątek dla Marquisa 25.03.06, 21:32
      Dżiii, toś się rozpisał! :)

      Ja tez miałem przygodę z "marketingiem" (choć niezupłeni było to takie głupie).
      Był pierwszy rok studiów, w kieszeniach pusto, duma nie pozwalała prosic
      kogokolwiek o wsparcie czy choćby pożyczkę, toteż zacząłem się rozglądać za
      jakim szybkim zarobkiem, coby mój przytulny pokoik w akademiku opłacić (a brakło
      kasy dlatego, że zrealizowałem na poczcie dwa czeki, co mi bank do konta dał -
      sęk w tym, że były bez pokrycia). Koleżanka zwerbowała mnie do pracy a "agencji
      reklamowej". I teraz niespodzianka: te kilka dni było naprawdę ekstra :)
      Siedzieli tam sami studenci, kierunki wszelakie. Zajmowaliśmy się adresowaniem
      kopert (nalepki z adresami były na takiej taśmie), wkładaniem prospektów
      reklamujących papierosy do tychże kopert a potem zaklejaniem tychże kopert
      (każda z tych czynności była opłacana kwotą 1 grosza) naklejaniem nalepek "2+1
      gratis" na budynie (1 grosz za budyń), a ci, co mieli farta - składali
      zapalniczki (tam stawki były luksusowe). Ale klimacik był świetny: kawkę i
      ciasteczka serwowali za darmo a przy okazji ile się nadyskutowaliśmy "o życiu" :)))
    • beatanu Re: Wątek dla Marquisa 25.03.06, 22:07
      Nie wiem, czy to były najgłupsza rzecz, raczej najbardzej odklejona i "nie z
      tej bajki" - ale jako (prawie) siedemnastolatka pracowałam przez miesiąc
      wakacji w krakowskim Polmosie. Załączam obrazek, tzn obrazki czarno-białe są w
      dolnej części zapodanej w linku strony:
      www.polmos.krakow.pl/polski/firma.php
      Korzystając z pośrednictwa OHP (Ochotnicze Hufce Pracy - istnieją jeszcze
      takie?) zatrudniłam się w zakładzie, w którym (przynajmniej takie miałam
      wrażenie) prawie wszyscy pracownicy byli na rauszu (zresztą ja też i tylko na
      skutek wielogodzinnego przebywania w oparach wódy, bo wtedy nawet jeszcze nie
      wiedzałam jak smakuje taki mocny alkohol).

      Praca była prosta ale szalenie ogłupiająca. Aparatowa urządzeń nalewniczych -
      chyba tak nazywała się moja funkcja. Było to nieustanne gapienie się w tysiące
      sunących po taśmie butelek - albo pustych, z myjni (i wtedy moim zadaniem było
      wyłapywanie tych niedomytych) albo napełnionych (i wtedy wyłapywałam butelki
      wypełnione niedokładnie albo wcale).

      W zakładzie owym zetknęłam się po raz pierwszy z tak nowymi dla mnie sytuacjami
      jak:
      - picie wódki z obitych emaliowanych garnuszków półlitrowych bodajże (naprawdę
      wtedy nie piłam i przeżyłam szok, gdy mnie do tego picia namawiano)
      - "zamiatanie" wódki razem z odłamkami szkła z podłogi i wlewanie tego
      wszystkiego do cynowych wiader (nie wiem, czy później tę wódkę przesączano i
      napełniano nią butelki, nie chciałam wnikać)
      - wizyta na pogotowiu ratunkowym dokładnie w siedemnaste urodziny, na dwa dni
      przed zakończeniem wakacyjnej pracy. Powód - przedłużona brutalnie linia życia
      lewej dłoni na pękniętej butelce z "żytnią", która to (butelka, nie żytnia)
      wbiła mi się w dłoń paskudnie powodując krwawienie obfite, ból (moje) i panikę
      brygadzistki (coś z ubezpieczeniem nieletnich).
      Na pogotowiu założono mi dwa szwy i pamiętam, że byłam bardzo rozczarowana,
      ponieważ nie jechałam karetką na sygnale. Polecono mi bowiem w Polmosie (po
      uprzednim wstępnym opatrzeniu rany) wsiąść do tramwaju numer nie pamiętam
      jaki...

      Ale bliznę mam do dziś :)))
    • ydorius Re: Wątek dla Marquisa 25.03.06, 22:14

      Widzę, ze Polska Droga do Kapitalizmu jedno ma imię :-)
      Mój pan od kaset wyglądał jak ksiądz proboszcz i podobnie jak ten ostatni
      obwieszony był od stóp do głów łańcuchami z serii
      'i-tak-nie-poznacie-że-to-tombak'. Mówił długo i patetycznie a potem zapytał kto
      bierze ile tych kaset, a ja powiedziałem, że ani jednej, na co ksiądz proboszcz
      spojrzał na mnie wzrokiem z repertuaru 'żal mi ciebie, dziecko' oraz 'wrota
      sezamu ujrzysz jak świnia niebo'. To było na tyle, jeśli idzie o kasety.
      Co się tyczy składania ulotek i pakowania ich w koperty, to tu już było lepiej,
      albowiem robiliśmy to całą familią swego czasu. Z tym, że brało się te paczki do
      domu i siedziały trzy lub cztery świstaki po nocach zawijając ulotki w
      koperty... Matko, co to była za robota straszna, do dziś to w kociach czuję, nie
      mówiąc już o tym, że koło piątej rano nadchodziła tradycyjna głupawka :-)

      Jeszcze załapałem się na wklepywanie ankiet i przeprowadzanie wywiadów przez
      telefon. Pierwsze zajęcie trwało na tyle długo, że odruch posługiwania się
      klawiaturą numeryczną zagościł u mnie na stae, drugie było o tyle sporadyczne,
      że po jednym dniu powiedziałem 'dość' i nawet nie odebrałem tych dwunastu
      złotych nigdy...

      m,
      .y.

      P.S. Aha, pracowałem też kiedyś jako pomocnik hydraulika, hehe :-)

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
    • formaprzetrwalnikowa Re: Wątek dla Marquisa 25.03.06, 22:23
      nie wiem, czy najgłupsza, ale na pewno najgorsza robota w moim zyciu. w pewnym
      sensie tez najgłupsza, bo jak ktos z tak głębokim uposledzeniem orientacji w
      przestrzeni mógł sobie zachciec pracowac jako pilot wycieczek.
      Ale zachciał.
      skonczył nawet specjalny (bardzo ciekawy) kurs, na któym nauczył się czytac
      mapę i uzywać kompasu i innych metod orientacji w terenie.
      neistety, uzytecznosc onych metod w miescie jest nikła, o czym nizej podpisana
      przekonała się w czasie chrztu bojowego pod postacią Wycieczki Nastolatków Ze
      wsi (wsi, z któerj zrezstą pochodzi rodziciel rzeczonej). Wycieczce przewodziła
      Straszna Pani NAuczycielka - wiecei jaka - kazdy na jakims etapie swej edukacji
      taką miał- od samego spojrzenia nawet anioł wątpił we własną niewinnosć.
      i z taką włanie wycieczką nizej (wyżej) podpisana zgubiła się.
      zgubiła sie w centrum miasta.
      konkretnie: w centrum miasta, w którym spedziła ostatnich 6 lat swego
      studenckiego zycia.
      na szczęscie dla rzeczonej, cud sie zdarzył i zaginiony w okolicach poznanskiej
      palmiarni autokar się odnalazł
      ;)
    • zdanka1 Re: Wątek dla Marquisa 26.03.06, 11:22
      Najgłupsza(a głupich było naprawdę dużo), tak wiec najgłupsza, aczkolwiek
      całkiem przyjemna to jak w wakacje stałam , albo łaziłam po Krakowie przebrana
      w strój Krasawicy, wraz z moją znajomą przebraną w strój panny młodej
      z "Wesela" cykali nam zdjecia Japońce i nie tylko, a trochę kasy wpadło.
      Najgorsze było robienie tego stroju , bo trwało bity mieiąc z haftowaniem,
      wszywaniem koraalikow, robieniem niebiesko - szarych liści na utwardzonym
      płótnie... Pamiiętam jak awanturowaliśmy się z baba w Jamie Michalikowej, w
      której WC-cie zawsze sie przebierałysmy, a ona wydzielrała sie, ze to nie jest
      jakiś burdel:))))), jak również opieprzyłyśmy białego z rynku:))))

      A wyglądało to mniej więcej tak:
      www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Wladyslawa_Ordon.jpg
      Panny młodej w pierwowzorze nie mogę znależć, ale było to coś pomiędzy:

      www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Caritas_1.jpg
      a drugim obrazem, po lewej:)
      www.um.oswiecim.pl/pl_chemik/07_2001/articles/Wesele.html
      • beatanu krasawica-zdanka 26.03.06, 11:41
        Jestem pod wrażeniem!
        A dawno to było? Gdybym was zobaczyła, też bym chyba was uwieczniła:)

        I tak same z własnej inicjatywy, czy miałyście jakiegoś "pracodawcę"?

        A tak a propos fotografujących Japończyków, to przypomniała mi się historia
        sprzed dziesięciu lat z krakowskiego rynku właśnie... Mój ojciec postanowił
        kupić wnuczkom stroje krakowskie, coby ich tożsamość polską podbudować i
        wystrojone jak lale wyszły z Sukiennic i właśnie miałyśmy wracać do domu, gdy
        podeszła do nas Japonka (chyba?) z aparatem i zapytała, czy może z koleżanką
        zrobić sobie zdjęcie z moimi córkami. Pozwoleństwo dałam oczywiście, ale miałam
        nadzieję, że nie będą wnikać w szczegóły, bo wbrew pozorom (stroje + pszeniczne
        warkocze córki no.1) turystki z Azji miały do czynienia z największą podróbą
        Krakowianek. Nie dość, że pół-Szwedki kaleczące polski, to jeszcze tylko w
        porywach w Krakowie. Chociaż właśnie córka nr 1 urodziła się w grodzie Kraka...

        :)
        • zdanka1 Re: krasawica-zdanka 26.03.06, 12:12
          No to bylo z jakieś 5 może 6 lat temu.Ponieważ jezdziłyśmy do Krakowa na
          wakacje z kumpelą (mieszkałyśmy u kumpla albo w akademiku AWF - który teraz tak
          zdrożal, ze raczej już tam nie pomieszkam;/), wpadłyśmy kiedyś na taki pomysł
          dorobienia, choć w założeniu to nawet nie o dorobienie chodziło, ja miałam
          hopla na punkcie Wyspiańskiego i tak sobie na to wpadłyśmy, a pieniadze w
          zasadzie ludzie sami zaczęli dawac, więc czemu nie? .Komu jak komu , ale
          Wyspiańskiemu fantazji w projektowaniu odmówić nie można , więc zrobienie tych
          ciuchow mimo niepzrespanych nocy stanowiło spora przyjemnośść przynajmniej nie
          wyglądaliśmy jak stroj ludowy krakowski:)
          Zreszta Kraków zawsze bardzo dobrze wspominam z takich jazd- ze tzry lata temu
          wracałam z Zakopca i wpadłam na jakieś trzy dni tak sobie posiedziec, byle jak
          najtaniej. Koło Wawelu "usłyszałam" trójkę wrocławiaków, którzy szukali
          przewodnika , tak więc poinformowałam ich, ze ja ich chętnie pooprowadzam, tyle
          tylko, ze już w tym momencie zabieramy sie spod Wawelu i oglądamy Kraków
          modernizmem:))) I tak miałam 2 dni oprowadzania + kasa + odwiedzenie moich
          ukochanych miejsc:) Niestety, u mnie wmieście takie jazdy nigdy nie odchodza;/
      • beatanu zapomniałam zapytać 26.03.06, 11:43
        zdanka1 napisała:

        > jak również opieprzyłyśmy białego z rynku:))))

        Jakiego białego?
        • zdanka1 Re: zapomniałam zapytać 26.03.06, 12:13
          Stał tam kiedyś taki koleś w firance przy Mariackim , mim, cały na biało,
          postać kultowa.
          • beatanu Re: zapomniałam zapytać 26.03.06, 12:22
            zdanka1 napisała:

            > Stał tam kiedyś taki koleś w firance przy Mariackim , mim, cały na biało,
            > postać kultowa.

            Aha, to ten :)
            Widuję też mima złotego, myślisz, że to ten sam?
            • zdanka1 Re: zapomniałam zapytać 26.03.06, 13:05
              Wydaje mi się, ze złoty to inny - złoty stoi może na takiej skrzynce? Chyba
              kiedyś widziałam go na Floriańskiej.
      • stella25b Re: Wątek dla Marquisa 26.03.06, 12:35
        Super pomysl. A masz jakies swoje zdjecie w tym stroju?
        • stella25b Re: Wątek dla Marquisa 26.03.06, 12:36
          nie wiem dlaczego ten post znalazl sie na koncu. Mial byc pod pierwszym
          zdankowym.
        • zdanka1 Re: Wątek dla Marquisa 26.03.06, 13:04
          Heh, no własnie paradoks polega na tym, ze jacyś Japończycy mają moje zdjęcia
          na drugim końcu świata, a ja nie mam ani jednego:)
          Ale został mi cały strój Krasawicy i większość stroju panny młodej i szczerze
          wam powiem, ze jak patzrę jak są zrobione niebieską i fioletową siateczką, taką
          jak w rajstopach płatki irysów, naciągniete jescze na druty, dla stałego
          kształtu - to nieskoromnie musze przyznać, ze wygladałyśmy ...zjawiskowo:)))))))
          A poniweaż Wyspiański wierzył w palingenezę, to na pewnio jemu też się
          podobało:)
          • monikate Re: Wątek dla Marquisa 26.03.06, 18:54
            Jako wyrośnięte dziewczę w końcówce szkoły podstawowej statystowałam (za zgodą
            rodziców) w pewnym serialu historycznym. Ach, co to miało nie być! W filmie
            gram! W praktyce wyglądalo to tak, iż z kilkoma koleżankami musiałyśmy się się
            stawić na plan filmowy o gdoz. 6 rano. Godzina mniej więcej spaceru po pustym i
            wyziębionym podwórku tudzież okolicy i wpuszczano nas do magazynu. Statyści
            dostawali najgorsze, najbrudniejsze i zgoła cuhnące przebrania... pchły nawet w
            nich buszowały. Życie i zdrowie były nam miłe, toteż historyczne suknie
            (przepięknie w filmie się prezentowały!) wdziewałyśmy na nasze ubrania
            codzienne. Nierzadko na dżinsy, bluzki i swetry, bo chłodno było. Nic to, dawne
            mieszczki były pulchne. Potem do godziny 11-12, w porywach do 14 włóczyłyśmy
            się po planie. A to światła nie było, a to kamera się zepsuła, a to... nie wiem
            co, dosć, że momenty filmowania były b. rzadkie. Nudne było to jak cholera,
            chociaż zapłacono nam uczciwie za każdy dzień zdjęciowy. Te doświadczenia
            wybiły mi skutecznie myśli, aby zostać aktorką filmową. Z wyjątkiem gwiazdy
            filmowej superstar, sądzę, że te ostatnie są na ciekawszych prawach :))
    • samica1 Re: Wątek dla Marquisa 27.03.06, 01:34
      Rzecz tak głupia, że tylko za pieniądze mogłam to zrobić.
      Obraz.
      Miałam mecenasa. Naprawdę. Człowiek był dyrektorem gorzelni, pedantem w każdym
      calu i na moje szczęście miłośnikiem martwych natur. Regularnie zamawiał u mnie
      jakieś kopie i chociaż podnosiłam ceny (nieznacznie i nieśmiało), to nie zrażał
      się.
      Pewnego razu przyszedł i mówi, że chce coś niezwykłego. Pomyślałam, że pewnie
      chodzi o konia - i w złą godzinę to pomyślałam.
      - Mój dziadek miał sen. Śniło mu się, że w upalne przedpołudnie, pod lasem,
      orał pole, wie pani, takim drewnianym pługiem (a może sochą), bruzdy takie
      wyraźne, leszczyny, lipy, kasztany, w każdym razie liściasty las, koniem
      kasztankiem, klaczą znaczy się, on w takim ubraniu chłopskim, butach byle
      jakich... I nagle... Matka Boska mu się objawiła wśród tych drzew. To by
      musiało być pięknie i porządnie zrobione - cmok w rękę - a tu albumy z końmi
      przyniosłem. Taki nieduży obraz.
      - Sześcet złotych - jęknęłam.
      - Dobrze. I nie spieszy się, może być za miesiąc.
      To oznaczało tyle, że od rana do wieczora przez następne dni szkicowałam konia,
      który miał być klaczą i drewniane coś do orania.
      Namalowałam to. Najłatwiej mi poszło, wbrew pozorom, z mistycznym światłem
      wśród drzew. Liściastych.
      Po miesiącu przyszedł, przyjrzał się. Długo się przyglądał. Sądziłam, że liczy
      skiby ziemi, których miało być też dokładnie cztery.
      - A gdzie podpis?
      Naiwna...
      Nie chcę wiedzieć, gdzie jest teraz ten obraz, myślę, że po śmierci pana P.
      rodzina wrzuciła go do piwnicy, wyjąwszy uprzednio ze "złotych" ram (dostałam
      zdjęcie).
      Obawiam się, że zobaczę go jeszcze kiedyś, w przeciwieństwie do wielu
      porządnych rzeczy, które rozdałam lub za nędzne grosze sprzedałam.
      Co nie znaczy, że dziś pogardziłabym taką, hm, fuchą:)))

      • stella25b Re: Wątek dla Marquisa 27.03.06, 11:30
        No kto wie Samico, moze jeszcze gdzies na aukcji "konia, skibe i swiatlo"
        spotkasz.

        Wiesz, ten mecenas cenil Cie bardzo jako artystke. Gdyby tak nie bylo nie
        szukalby podpisu.
        • samica1 Re: Wątek dla Marquisa 27.03.06, 12:33
          Myślę, że wagę podpisu znał jako "szef z zawodu", jakim był od dawien dawna.

          Przypomniał mi się jeszcze obraz, jaki namalowałam zupełnie za darmo dla
          polskokatolików. Przedstawiał niejakiego Donalda Marto Malinowskiego w stroju
          krakowskim, z orderem (nie pamiętam jakim). Miał trafić do izby pamięci w 2-
          tysięcznym miasteczku, z którym obiekt coś łączyło. Nie muszę dodawać, że to
          był podobny koszmarek: twarz z czarno-białej fotografii z książki, którą
          dostałam na ten cel, strój krakowski bodajże z encyklopedii "Polska Moja
          Ojczyzna", dumną postawę zademonstrował mąż.
          Kilka lat potem, mniej więcej w tym samym czasie, dotarły do mnie dwie
          wiadomości:
          Portret Donalda trafił wraz z pamiątkami od niego lub po nim (w 2003 zmarł) do
          muzeum wojska w Warszawie. Skądinąd wiem, że do muzeum tego różne rzeczy
          trafiają, np. ojciec koleżanki przekazał mundur, w którym służył na Wzgórzach
          Golan (innymi słowy, pozbył się go).
          Mam nadzieję, że słowo "trafił" w tym wypadku nie oznacza "jest eksponowany".

          Druga wiadomość na temat D.M.M. to artykuł w Rzeczpospolitej lub Wyborczej. W
          smsowym skrócie - że jego prawdziwy życiorys nijak się ma do wersji, jaką można
          przeczytać chociażby w Wikipedii. I że to raczej łobuz niż bohater.

          Było takich kuriozów więcej (wielokrotny portret klauna, czy czwororęki
          autoportret), ale te dwa, Donald i objawienie oracza, chyba najgłupsze:))
      • totalna_apokalipsa Re: Wątek dla Marquisa 27.03.06, 11:34
        Hhewhehhehehe:)))))))))
        No w dzisiejszych czasach to ja bym się nie zdziwiła, jakby Twój obraz
        pt" "Objawienie wsród jesiennego pola" zaczał słynąć z łask i okazałoby sie,
        ze namalowany tam wiesniak to nikt inny, a jakiś błogoslawionyP:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka