conejito13
25.05.06, 08:56
wiem, ze cos juz bylo o snach, ale nie mam czasu szukac. zarobiona jestem,
wiec pisze szybko:)
snila mi sie sonrie.
bylysmy gdzies, w jakims miejscu, chyba w meksyku czy gdzies. poszlysmy do
wegetarianskiej na pyszne zarcie i byl facet sonrie. nazywal sie mirek
(???!), byl rudy i wcale nie za przystojny. sonrie za to nazywala sie sonrie
i byla sliczna, ze az zazdrosc brala, ciemne dlugie proste wlosy, piekna
karnacja i brazowe oczy. a ten mirek rudy...lecial na mnie???!!!, bo sonrie
usiadla przy innym stole (bylo nas duzo osob). i gadal do mnie po angielsku
(?!), a ja nie chcialam, z nim gadac w narzeczu lengluidz.
potem ogladalam zdjecia i widzialam jak sonrie i mirek spadaja ze
spadochronow i na tym zdjeciu ja zrobilam pewna modyfikacje, bo tego mirka
wyslalam na drzewo (doslownie). wyjelam go ze zdjecia i umiescilam na
pobliskim drzewie a nie zeby wyladowal na ziemii ladnie jak to chyba mialo
miejsce (sadzac po zdjeciach). obsmiewalysmy sie z sonrie jak norki.
zmeczylam sie jak cholera tym spaniem a wrocilam do domu zjebana na maxa o 21:
(
a freud i nawet moze jung mieliby co robic z moja glowa:( eh...