Dodaj do ulubionych

Literakuchnia

29.06.06, 14:59
ja mam taki zgrzyt, który mi się naniósł na umysł a mówi on o literaturze czy
klimacie obecnym w jakimś wytworze kulturowym (no, zostaje tylko komiks i
film) - klimacie kuchennym. Czy pociągały was kiedyś takie myśli, że kuchnia
to szczególne miejsce do bycia/życia? że fragmenty literatury dziejące sie w
kuchni mają taką szczególną atmosferę, taki klimat "inny" niż pozostałe
przestrzenie domowe...?


Jak widać świat z kuchni? To mnie ciekawi...niekoniecznie chodzi o gotowanie
i patrzenie na świat przez operacje kuchenne typu: tarcie marchewek ale
raczej o siedzenie tam i myśli przepływające właśnie przez tą kuchenną
przestrzeń...
Jak tam u was z kuchnią? Czym ona jest i po co wam ona jest?
A może kuchnia to najbardziej melancholijne miejsce w całym układzie domu?
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:16
      Nienawidzę staropolskiego obyczaju siedzienia w kuchni. Nie lubie kuchni w
      ogóle i ogranicza sie ona tylko do pomieszczenia w którym stoi lodowka. To
      jedyna pozytywna cecha tego miejsca. Prócz tego sa tam tylko niebezpieczne
      narzędzia, natłok zapachów, najczęściej w natężeniu takim, że każdy staje sie
      paskudny, oraz rózne rzeczy, które tylko czyhają żeby mi zrobic krzywdę, typu
      piecyk, czy mikrowela. I last bat nie liśc - nie wiem skad sie to bierze, ale
      we wszystkich kuchaniach jakie znam, z moimi własnymi włacznie sa najbardziej
      niewygodne krzesła świata, wprost z gabinetów trotur, twarde, proste i
      paskudne, albo jakieś ławy ochydne nad którymi kazdy lekarz od kregosłupow by
      się załamał. Jak mogę staram się ograniczyc swoje pobyty w tym pomieszczeniu do
      zrobienia sobie kawy, albo ekspresowego podgrzania fastfuda i przenieśc sie
      natychmiastowo do innych pokoi, gdzie mozna wygodnie usiąść i pogadać.

      P:)
    • griszah Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:25
      Nie wiem jak to się dzieje ale zauważyłem, że większości towarzyskich imprez
      domowych wcześniej czy później osiąga stan, w którym znakomita większość
      uczestników okupuje kuchenny stół. Częściowo pewnie z powodu bliskości
      wiktuałów (bardzo lubię to słowo) ale częściowo z powodu tego niesprecyzowanego
      czegoś.
      Pozdrawiam.
      • mamarcela Re: Literakuchnia 29.06.06, 16:05
        Kuchnia w życiu (patrz post Braina), a i w literaturze traci w dużej częsci
        swoją "magiczność". Co prawda obserwuje się tendencje do włączania jej w obręb
        życia rodziny (kuchnie otwarte), ale to chyba są głównie jednak zabiegi
        architektoniczne.
        Kuchnia niegdysiejsza - miejsce nawiązywania i kultywowania więzi, a także
        laboratorium alchemika z rytuałami z pogranicza gotowania i czarów, zmienia się
        w sterylne laboratorium chemika, gdzie wpada się na krótko, żeby cos wrzucić do
        mikrofali i gdzie człowiek gotujący (najczęściej jednak, o Promisie Trzy,
        kobieta) bardzo często czuje się samotny.
        Bo gotowanie (patrz "Przepiórki na płatkach róży" chociazby) ma w sobie wiele
        zmysłowości, ciepła i swego rodzaju metafizyki, ale pod warunkiem, że jest
        zajęciem nieindywidualnym.
        Dlatego najpyszniejsze są np. pierogi lepione w gronie przyjaciół. Okraszone
        rozmowami literaturze, sztuce i różnych takich.

        I jeszcze jedno - kuchnia kiedyś była miejscem zarezerwowanym dla swoistej
        wspólnoty kobiet. Podobnie jak np. kółka szycia kołder (quiltów), czy innego
        hafciarstwa. W kuchni wymieniano nie tylko plotki, ale również była ona swego
        rodzaju uniwersytetem życia.

        P;-)
    • eva.68 Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:36
      Natychmiast, w kontekście kuchnia w literaturze, przyszła mi do głowy kuchnia
      Borejków. :)
      Ja w kuchni czytam. Bo robię to wieczorem/w nocy, kiedy dziecko śpi i mogę
      stamtąd czuwać nad spokojem snu tego. Krzesła średnio wygodne posiadam, ale
      siedzenie mają sprężynowo-tapicerowane (jak ktoś pamięta wystroje
      sypialnio-jadalni z lat 60/70, wie o czym mówię).
      :)
    • skajstop Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:36
      Coś w tych kuchniach jest... do jedzenia blisko, a być może wchodzi też w grę
      inna, nie zawsze uświadamiana sprawa: to jest teren bardzo prywatny. I jak już
      kogoś tam wpuszczam, to znaczy, że nie jest tylko takim banalnym gościem... ma
      większe prawa...

      No wiecie, wkracza w kolejny krąg piekieł ;-D

      Ergo: ja głosuję za kuchniami :P również ze względu na wiktuały.
      • braineater Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:44
        Zdecydowanie preferuje, jak ktos w ramach podwyższania mojego statusu 'goscia'
        zaprosi mnie do sypialni (dziewczynka), lub do warsztatu/gabinetu/'swojego
        prywatnego pokoju' (chłopiec) niż do kuchni:)

        P:)
        Wspominałem, że nie lubie kuchni i wszystkiego, co się z nią wiąże..?:)
        • eva.68 Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:50
          "W naszych mieszkaniach niebiańsko prostych..." nie zawsze jest miejsce na
          sypialnię. ;) A wkuchni można robić różne rzeczy. :))
          • braineater Re: Literakuchnia 29.06.06, 15:53
            no można, ale z dwojga złego to juz wolę plener, a jak zimno to chocby i klatka
            schodowa. Oparzenie sie o piecyk nie jest tak rozkoszne, jak niektore strony
            internetowe przedstawiają:)

            P:)
        • mamarcela tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 15:56
          Ci, co nie przywiązują wagi do jedzenia, nie potrafią się cieszyc smakiem,
          zapachem i wyglądem potraw, nie umieją również doceniać W pełni innych
          zmysłowych aspektów życia.



          to nie ja to powiedziałam
          to nie ja
          to Brillat-Savarin
          Anthelme zresztą
          • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 16:01
            ta, tylko pan Brylant żył w czasach, gdzie wszystko przygotowywało mu stado
            kucharek, podkuchennych i innej słuzby wykwalifikowanej. Więc się mógł
            rozkoszować, nigdy paluszkiem przyrzadów do oprawiania pokarmu nietknąwszy. A
            perspektywa (excuse le mot) długotrwałego pierdolenia się z produktami, tylko
            po to, by coś zjeść, zdecydowanie jest mi obca.:) Gotowanie jest NUDNE i
            zajmuje niepotrzebnie czas, który można poświęcic na cieszenie sie ciekawszymi
            aspektami zycia, a tych jest cała moc. I nie trzeba zblizac sie do piecyka...


            P:)
            • eva.68 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 18:27
              braineater napisał:
              Gotowanie jest NUDNE i
              > zajmuje niepotrzebnie czas, który można poświęcic na cieszenie sie ciekawszymi
              > aspektami zycia, a tych jest cała moc. I nie trzeba zblizac sie do piecyka...

              Się zgadzam. Ale do kuchni jako takiej niechęci nie żywię.
              :)
              • chihiro2 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 19:06
                A ja sie zupelnie nie zgadzam!!! Gotowanie jest fantastyczne, rozwija
                kreatywnosc, daje satysfakcje z wykorzystania mocy tworczej (a potem jeszcze
                satysfakcje dla brzucha i kubkow smakowych), w ogole jest jedna z
                najwspanialszych sztuk :) A przy tym latwe jest jak zjedzenie banana.
            • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 19:56
              Gotowanie wcale nei jest nudne, tzreba po prostu mieć na coś chęc, albo chciec
              komuś sprawić przyjemność:)
              Perspektywa jedzenia chińskiej zupki jest dla mnie tak obrzydliwa, ze wolałabym
              już n tydzień pic capuccino(czyli jedyną kawę jaką lubię) niż zjeść to cos.
              Oczywiscie gotowanie na codzień to duzo za dużo jak na moje nerwy , ale tak raz-
              dwa razy na tydzien - to po prostu przyjemnośc.

              No i oczywiście jest kwestia tego, co sie gotuje - np. taki pstrąg w warzywach
              z sosem musztarodwo-winogronowym . Brzmi jak danei za 100 zł, co?:))))No
              widzicie , a kosztuje na 4 osoby około 25 zł;)
              W ogóle , jeśli juzktoś chce poczuć , co to znaczy smak- sugeruje przestać jesć
              mieso we wszystkich postacach- akurat idealna pora teraz:)

              PS. Powstala własnie pasta bobowo-czosnkowa, yeah:)))Dobre!!!!!!
              • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:04
                nie jadłem mięsa lat 7, teraz jem. Róznic smakowych brak - prócz tego, że jak
                teraz idę do sklepu po pokarm, to zajmuje mi wybieranie o połowę czasu mniej:)
                No i w temacie fastfoodów otwarła się przede mna cała nowa kraina:)
                Dań gotowych jest tyle, że nie widze sensu marnowac czasu:)

                P:)
                • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:15
                  Hmm....zaczyna mi być Cię zal;/Mówić o fastfoodzie jak o jedzeniu - to
                  wszystko ma równie paskudny słodko-kwaśny pseudosmak, to jest okropne;/

                  Dania gotowe nigdy nie dotrą nawet do połowy samku dań robionych, głownei
                  dlatego, zesa robione przemysłowo. To jest normalnie tak, jakbyś powiedział, z
                  e niczym nei rózni sie kefir Bakoma z marketu, zsiadłe mleko w górach z mleka
                  prosto od krowy, zostawione na noc w kamionce i turecki jogurt do krojenia
                  nożem! Brain, może ty masz chore kubki smakowe?:)
                  • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:21
                    aha, Brain , jakbyś powiedział, ze mój mleczny sernik z brzoskwiniami smakuje
                    tak samo, jak sernik ze sklepu, to delikatnie rzecz ujmując, chyba bym sie do
                    Ciebie więcej nei odezwała:P

                    Podejrzewam, ze po prostu nigdy nie zetknałeś sie z kimś , kto naprawde dobzre
                    gotuje, bo zrozumiałbyś róznicę. Ja miałam ten fart, ze mój ojciec uwielbiał
                    gotować i co neico mnei nauczył - może dlatego makżda pizza, lasania i
                    hamburger smakuja dla mnie jak identyczna wata szklana w kwasnej zalewie;/
                    • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:36
                      Smaki odrózniam - ostry = dobry, mdły = niedobry. Słodki = dobry, słony =
                      paskudny. Gorzki = niejadalny. O serniku się nie wypowiem, bo w ciastach
                      niegustuję prawie wcale, jak nałożą to zjem, ale jak położą obok kromę ze
                      smalcem, to wybiorę kromę. Faktycznie z całej rodziny tylko babcia była
                      kucharką (z zamiłowania und zawodu) i pod jej wpływem nabrałem obrzydzenia do
                      kuchni polskiej i sląskiej, bo ileż można:) A dobry fastfood nie jest zły, bo
                      nie angażuje - paliwo po prostu.

                      P:)
                      • skajstop Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:42
                        Nie no, litości, Braineaterze!

                        > A dobry fastfood nie jest zły, bo nie angażuje - paliwo po prostu.

                        Toż to chrzczone paliwo jest!
                        Nie, żebym sam czasem na takim nie jeździł, ale wezwane tu zostały serniki, a za
                        dobrym sernikiem to ja bym do piekła poszedł i do kotła dał się wsadzić...
                        zresztą za wieloma potrawami...
                        • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:46
                          No wreszcie ktos normalny:)
                          • mamarcela Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:51
                            Nie wiem, dlaczego większość uważa, że dobre domowe jedzenie musi byc potwornie
                            praco i czasochłonne. Faktycznie tradycyjna kuchnia polska niby taka jest.
                            Ale ja przed chwilą pożarłam cos pysznego i wykwintnego, czego przygotowanie
                            zajęło mi mniej niz podgrzanie jakiegos gotowca.
                            Jejku, jakie pyszne było.
                            • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:54
                              :) W sumie to chyba jakieś combry jelenie i jagnieciny w zalewach musiały być
                              czasochłonne, ale kto teraz poluje na jelenie?:)))))))))))))))))
                            • chihiro2 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:39
                              No wlasnie. Domowe jedzenie, zwlaszcza jak jest sie wegetarianinem jak Brain
                              (albo jak ja) jest banalnie proste i szybkie. Brain, wegetarianizm daje Ci
                              mozliwosc kosztowania dziesiatek roznych warzyw i owocow, dziesiatek roznych
                              roznie przyrzadzanych zboz, produktow sojowych... Naprawde nie kusi?
                          • kawa_malinowa Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 22:20
                            a co w takim razie z królestwem zupek chinskich? 8)
                            - na imprezie
                            - po imprezie
                            - w czasie całonocnej nauki

                            czy to nie jest piękne? blokowisko, murek przed blokiem, kubek z zupką i trzy
                            papierosy?
                            Poza tym nie uznaję.
                            :)
                            • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 22:44
                              Nie, to ja jużwolę goracy kubek Knorra, bo zupka chińska to synonim koszmaru.
                              Mam szczerze mówiac dość zrypany zoładek i jedząć fast foody zapijane kawą
                              zdecydowanie czuję, ze mam taką część ciała, a to mi się mało podoba, wiec bez
                              zalu - nie dotykam.
                              • holabola Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.10.06, 21:30
                                zupki chinskiej w ogole sie nie da porownac do nudli knorra, i do tego mozna
                                bylo wygrac namiot na forum nudli,ale teraz tez mozna podrzucac pomysly na nowe
                                nagrody,same plusy:)
                      • chihiro2 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:37
                        A znasz smak umami?
                  • mamarcela Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:33
                    Chyba ma chore kubki smakowe ten Brain.Nie Ty pierwsza na to wpadłaś.
                    A tu masz dowody zbrodni. W wątku seksistowsko-kuchennym.
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=34609480&a=34625178
                    P;-)
                    • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:41
                      No i to potwierdza moje przypuszczenia:) Motyw jedzenia jako zabierajacego czas
                      na coś ważniejszego jakos mnie nie rusza:))Myślę, ze to po prostu zalezy od
                      tego do jakiej kuchni się cżłoweik przyzwyczai od dzieciństwa :)
                      Ech, Brain czy ty w ogóle wiesz chociaż czym sie rózni doprawiony, tarty
                      chrzan w grudniu od brukwi a`la chrzan , którą kupujesz w sklepie na Boze
                      Nardzodzenie? Tym , ze chrzan starty przez mojego starego stanowi obiekt
                      pozadania sąsiadów - choć maleńki słoiczek:)))

                      Naprawdę ,wątek ten wyzwolił we mnie talenta siostry miłosierdzia uzalającej
                      się nad zaawansowanym grużlikiem:)
                      • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 20:51
                        W życiu do niczego chcrzan mi sie nie przydał, więc raczej nie wiem:) Wiem, że
                        ludzie sobie robia fetysze z jedzenia, bo i do mojej babci przychodziły
                        somsiadki stadami po jakieś sikretne przepisy, co je skrupulatnie przepisowały
                        (z 10 zeszytów tego została, po niemiecku i gotykiem zapisanych:), ale nie
                        powiem, żebym ten rodzaj kultu rozumiał.
                        A z sióstr miłosierdzia i gruxlików to zasze niezłe, melodramatyczne romance
                        powstawały:)

                        P:)
                        • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:05
                          Dam ci taka radę :) Nigdy nei mów gospodarzowi, czy gospodyni, ze dla ciebie
                          jedzenie jest czymś takim . Nie masz nawet pojęcia jaką to sprawia przykrośc:)
                          • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:07
                            Ale o tym to ja wiem. Stąd tez z reguły nie jem po ludziach, a jak jem to
                            chwalę, chyba, że jest naprawde paskudne.:)

                            P:)
                            • zdanka1 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:14
                              I to jest kolejny dowód na to, ze jak Polak coś chwali, to nei mozna mu
                              wierzyć:)))))))))))
                            • mamarcela Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:23
                              Brajanku, a jak czytasz jakąś mocno "kulinarną" książkę to Cie nic a nic nie
                              rusza? I dalej masz ochotę na parówy?
                              • aaneta Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:52
                                Dobre parówy nie są złe. Ale naprawdę dobre i nie na okrągło.
                        • pinos Re: tani psycholog kuchenny w akcji 17.07.06, 14:27
                          Braineaterze!

                          Wskanuj, wskanuj, wskanuj i się podziel...
                          albo skseruj i się podziel...
                          pełzam błagalnie w pyle
                          i zaraz zawołam Brunoscha, tyż pełzać będzie...
                          • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 17.07.06, 14:38
                            nie ma sprawy, tylko dojde, która z moich rozlicznych sklerotycznych ciotek
                            przejęła te zeszyty:)

                            P:)
                            • pinos Re: tani psycholog kuchenny w akcji 17.07.06, 15:38
                              Świetnie. Czekam cierpliwie.
                              Popełzam w tem pyle jeszcze chwilę
                              dla pewności.
                • chihiro2 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 21:36
                  Ale nie jest dla Ciebie wazne, co wkladasz do buzi?
                  Ja mam zasade - nie jestem smietnikiem, nie pcham w siebie byle czego. A dania
                  gotowe uwazam, za przeproszeniem, za byle co.
                  • braineater Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 22:07
                    Przyznam szczerze Czi, że nie jestem wyznawca opcji moje ciało to świątynia.
                    Wręcz przeciwnie, bezcielesnośc byłaby o wiele ciekawsza opcją:) Zaśmiecam się
                    na dziesiątki róznych sposobów, jak na razie bez skutków ubocznych, więc nie
                    mam motywacji by przestać. Smak mam podejrzewam uposledzony, bo naprawdę
                    nieprzywiązuję większej wagi do tego, jak co smakuje - juz prędzej do tego, jak
                    co pachnie. Nieznosze smakow intensywnych, nienawidze rzeczy słonych, mam
                    skurcze przy rzeczach kwaśnych i mdleję od rzeczy gorzkich:)S ą rzeczy do
                    jedzenia które lubię i którymi w sumie żywię się na okragło - parówki, biały
                    ser, jajka (bez soli i dodatków) oraz czekolada milka. I to w sumie zaspokaja
                    cąłe spektrum smaków, jakie mi sa potrzebne do szczęścia. Może to gupie (na
                    pewno), może nudne, ale już tak mam.

                    P:)
                    • chihiro2 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 23:38
                      You'll die suffering from great pains, my Lord...
              • onion68 Re: tani psycholog kuchenny w akcji 12.07.06, 16:09
                Zgadzam się z Tobą, jeżeli chodzi o odczuwanie smaku po odstwieniu mięsa, mam
                ten sam objaw! Poza tym, najprostsze dania upichcone przez siebie smakują mi
                bardziej niż jedzenie w restauracjach (z wyjątkiem India Curry w Warszawie),
                zwłaszcza tych obleganych ostatnio z ogromnymi porcjami dań polsko-niemieckiej
                kuchni. To jest właśnie mały minus wyjazdów - jedzenie nie daje takiej
                satysfakcji, jak w domu. Ale pichcić na wyjazdach też mi się nie chce, bo nie
                lubię gotować w nie swoich kuchniach.
                Lubię swoją kuchnię, lubię gotować (chociaż codziennie to by był okropny kierat)
                i uwielbiam czytać o gotowaniu i jedzeniu. Teraz oprócz "Przepiórek...", książek
                Musierowicz, to przypomina mi się, jak to Woland częstował swoich gości (Stiopę
                - nie tam Woland był gościem, i bufetowego) oraz obiad, którym podjął doktor
                Niegłowicz pannę Józię...
          • kawa_malinowa Re: tani psycholog kuchenny w akcji 29.06.06, 22:17
            > Ci, co nie przywiązują wagi do jedzenia, nie potrafią się cieszyc smakiem,
            > zapachem i wyglądem potraw, nie umieją również doceniać W pełni innych
            > zmysłowych aspektów życia.
            >
            >
            >
            > to nie ja to powiedziałam
            > to nie ja

            A moim zdaniem nieprawda.
            Bo mozna miec na cos ochote - i wtedy ugotowac / zmusic kogos do ugotowania.
            Ale zazwyczaj to mi jest ganz egal czy bedzie pomidorowa czy ogórkowa, nawet
            jesli sama mam zrobic. JEdzenie po prostu niegodne sie wydaje zastanowienia,
            jesli np. ktos mnie odrywa od lektury :) A tak to wygląda najczęsciej.


            > to Brillat-Savarin
            > Anthelme zresztą
        • skajstop Re: Literakuchnia 29.06.06, 16:28
          braineater napisał:

          > Zdecydowanie preferuje, jak ktos w ramach podwyższania mojego statusu 'goscia'
          > zaprosi mnie do sypialni (dziewczynka)

          A co na to żona i policja? :D
          Oj, figlarz z Ciebie, Brajanie, figlarz... :-)
    • chihiro2 Re: Literakuchnia 29.06.06, 16:01
      Ja mam malutka kuchnie, bez stolu, takze gosc co najwyzej moze stac w progu i
      przygladac sie, jak gotuje ja albo moj chlopak. Siedzi sie przy stole
      w "salonie", ktory jest tez jadalnia.
      Chcialabym miec porzadna kuchnie, wygodna, gdzie mialabym miejsce na wszystko,
      co potrzebne i co mniej potrzebne. Uwielbiam gotowac, czesto wieczorem ukladam
      plan, co bedziemy jesc przez najblizsze kilka dni (wedlug tego robimy zakupy),
      ale czasem spontanicznosc wygrywa. Wszystkie szafki i lodowke mam zawsze pelne
      wiktualow, tak wiec nie ma momentu, ze nie mialabym, z czego zrobic posilek.
      Co ciekawe - bardzo lubie tez sprzatac w kuchni. I to nie tylko przetrzec blaty
      (to akurat lubie najmniej), ale lubie porzadkowac w szafkach, zmywac naczynia,
      ukladac wszystko w lodowce... Innych czesci mieszkania nie lubie tak sprzatac
      jak kuchnie.
      Chcialabym miec kuchnie z charakterem, moze z drzwiami wychodzacymi do ogrodu -
      moglabym wtedy kroic warzywa na schodach i sluchac muzyki dobiegajacej z
      wnetrza (fajnie jest sluchac muzyki przy zadaniach kuchennych). Kuchnie
      pachnaca ziolami, lawenda i w ogole bardzo aromatyczna. Dobrze oswietlona,
      dyskretnie, ale wygodnie, ulatwiajac prace. Kuchnie przyjazna, w ktorej wszyscy
      chca przebywac. Moze za pare lat?

      A z kuchnia i gotowaniem wiaza sie pewne literackie wspomnienia. "Przepiorki w
      platkach rozy", "Afrodyta", "Smazone zielone pomidory". Jakos chyba tak jest,
      ze glownie tzw. cieple ksiazki. Ale takze "Panna Julia" Strindberga rozgrywa
      sie w kuchni, a ciepla nie jest...
      • aaneta Re: Literakuchnia 29.06.06, 16:10
        Lawenda w kuchni? Niedobrze mi się zrobiło...
        • chihiro2 Re: Literakuchnia 29.06.06, 16:15
          Dlaczego? Nieraz widzialam na zdjeciach przedstawiajacych kuchnie w Prowansji
          peki lawendy, zwlaszcza wlasnie gdy kuchnia otwiera sie na ogrod.
          • mamarcela Lawenda w kuchni 29.06.06, 16:33
            Przede wszystkim zdobi i odstrasza mole mączne, czy jak tam im jest. Oraz inne
            robactwo. W doniczkach lub suszona w pękach.
            Ponadto lawenda przyprawia sie niektóre dżemy oraz używa się jej do
            aromatyzowania octów.
            Dodaje sie także niewielką ilośc suszonej do gulaszu.
            Kwiaty można kandyzować.
            P;-)
      • zdanka1 Re: Literakuchnia 29.06.06, 20:10
        Chihiro, oglądasz może czasem 'Nigella bites' ? Ten program, w którym Nigella
        Lawson gotuje? Uwielbiam na tę kobietę patrzeć , ale chyba bardziej uwielbiam
        patzreć na jej spiżarnię. A w spiżarnię cuda w stylu kandyzowanego imbiru,
        płatków mięty w lukrze, własnoręcznei robione ciastka bakaliowo-owsiane z
        karmelem, stojace w metalowych puszkach, zeby kruszały, trzymała tam chyba
        nawet marynowaną ośmiornice:))))Musze przyznac, ze spiżarnia Nigelli mnie
        rozczula - to po prostu sezam.

        ---
        nie ma wybawców, którzy wiodą tłum
        nie ma wybawców, którzy zbawią nas
        jest tylko układ wrogich sił
        • chihiro2 Re: Literakuchnia 29.06.06, 21:44
          Nie mam telewizora, nic nie ogladam...
          Ale bedac w Polsce obejrzalam odcinek Nigelii i dwa odcinki Tessy Caponi-
          Borawskiej i Tessa mi sie bardziej podobala. Nigella robiac meat balls wylala
          na patelnie szklanke oliwy, po czym dodala do tego pol kostki masla. Ja bym
          wyladowala w szpitalu po czyms takim. Poza tym nie jest moralne (zwlaszcza w
          Anglii) pokazywanie na koniec programu, jak Nigella w nocy tup tup do lodowki
          po 1/4 ciasta. A potem drugi raz.
          Tessa przyrzadzala (przynajmniej w tych odcinkach, ktore widzialam)
          smaczniejsze rzeczy, lzejsze i jakos takie cieplo i elegancja od niej bily,
          czego nie moge powiedziec w przypadku Nigelli.

          Wiesz, co mnie inspiruje? Dobre ksiazki kucharskie. Mam zaledwie cztery, ale sa
          rewelacyjne! I ksiazki o wnetrzach - od razu moge sobie wyobrazic dobre
          jedzenie do tych wnetrz... Wlasnie zakupilam 4 albumy Taschen o wnetrzach,
          niesamowicie dzialaja na wyobraznie...
          • zdanka1 Re: Literakuchnia 29.06.06, 22:56
            Borawska mi nie podchodzi, to nie ten styl - dla mnei ejj kuchnia jest tak
            sterylna, jakby nei było w niej ludzi. Zmusiłam się do zrobienia clafoutis wg
            jej pzrepisu, wyszło takie jak kazde clafoutis - nie lubie tego za bardzo, ale
            co pewien ktoś mnie zmusza do robienia tego naleśnika pseudo ciastowego. I mogę
            smiało rzec, ze truskawkowe nie rózniło sie od tego zrobionego z gruszkami i
            tego zrobionego z wiśniami - konsystencja tego ciasta mówi mi, ze to nei na mój
            gust:))))
            . Ostatnio konstruowała sałatkę z orkiszem i chyba ją zrobię,bo mam orkisz
            znaleziony po pól roku szukania w Polsce:))))))Sklepy wegetariańskei w mojej
            okolicy naprawdę dziwnei podchodządo sprawy:)

            tvnstyle.pl/1326118,1,1343436,programy.html
            PS. W Nigelii podoba mi sie :
            a) burdel
            b) zmysłowość
            c) zakradanie sie do lodówki
    • kawa_malinowa Re: Literakuchnia 29.06.06, 22:15
      Kuchnia jest miejsem chyba najbardziej konfliktogennym. Lista problemów:
      - kto gotuje?
      - co wam ugotowac?
      - kto posprząta?
      - czzemu jest niepozmywane?
      - kto zostawi taki balagan?
      - no to kto gotuje?
      - ale tak się tego (tu nazwa jakies wielce skomplikowanej czynnosci) nie robi.

      ideal? Wizja przedstawiona u Gretkowskiej. Zostawiam tacę, sztucce i
      szklankę. :)
      W kuchniach nie lubie ani siedziec ani przebywac.
      • obly Re: Literakuchnia 29.06.06, 23:50

        ja tam uwielbiam kuchnie
        jest jakieś "spocznij" tam w powietrzu
        w sensie roboty naokoło tyle że jak juz tam siedzisz to jakbys juz i tak
        pracował ;))
        młodosc:
        tam sie odbywała wieszosc najbardziej interesujących rozmów, w telewizorkowie
        wiało nudą, lazienki mocno naintymnione a kuchnie były strefą wolnocłowych
        mysli. najwiecej skrytek tam było a i najwiecej rzeczy w tych tajnych dziwnych
        skrytkach. naprawdę jako 9 latkowi przeglądanie starych gwarancji dawało tyle
        satysfakcji co brainowi teraz murakami. tam były te luzniejsze wizyty. tam jak
        wpadał sąsiad to do kuchni to sprzedawał najfajniejsze historyjki, tam mnie
        sasiad kazimierz co to po pijaku magnetyzmem się parał doprowadził mnie na
        zasadzie kaszpirowskiego ze zemdlenia, w kuchni mej mama grzyby przypaliła ale
        to tak ze ogień z dolnej szuflady na metr bił a dymu tyle ze jak kumpel akurat
        siedział w pokoju to do dzis wspomina ze jak wychodził to jak w siwe mleko by
        wchodził, nagle z tego siwego mleka mamusia moja machając scierka pyta sie
        kolegi co u niego jakby nigdy nic. pamietajmy - ogien na metr. w kuchni sie
        odbywaly najbardziej tajne rodzinne rozmowy, tam byly podejmowane decyzje o
        kredytach o srytach o sprzedaży domu, o wyjezdzie na wakacje i tam tatko lapal
        setuchne pod jezyk aby nikt nie widzial. jest jakas aura luzu.
        mlodosc pozna:
        tam byla moja pracownia alchemiczna, z rajcji lat 80 i pustek w sklepach jak
        nie bylo rodziców robilem czekolade. a to kogile mogiel, a to kakao z maslem
        mikser i mleka ciut (wyczytane skladniki z tabliczki czeko) a to tam pierwsze
        frytki po szkole sie robilo zanim matuchna przyszla i krupnikiem raczyla człek
        sie musial uwijac aby zdazyc po ludzku zjesc, tam tez sterty krzyzówek lezało
        co to czlek uwielbial sobie kończyc.
        heh
        a teraz?
        kuchni nie bardzo lubię, jest bo jest ale kojarzy mi sie ze zmywaniem niestety
        jeno, co prawda uwielbiam pichce nie sobie czegos tak kole 23 w nocy a zasadzie
        partyzanta, tak aby nikt nie widzial na szybko, puszke fasoli na patelnie,
        pokrojona kielbaska, potem pomidor bez skórki, mnóstwo przypraw, po 3 minutach
        zostal tyko zapach w powietrzu i ciepłe palniki.

        do tego pamietajmy ze na wsiach wytworzył sie podzial izb na biale i czarne -
        architektura miast przezywala swoje baroki, rokoki, klasycyzmy a na wsiach od
        16 do nawet 20 wieku mniej wiecej podzial izb byl podobny: wchodzi sie srodkiem
        przez sien i po jednej stronie byla kuchnia i tam skupialo sie zycie rodzinne,
        grzalo sie towarzystwo od kuchni a symetrycznie po drugiej stronie byla izba
        biala: lozko, poduchy, krzyzyk i obraz najswietrzej panienki i tam sie ksiedza
        przyjmowalo. nie bede udawal ze polacy to miastowi, jeszcze w latach 60 okolo
        80% mieszkanców to wsiowe ludy a przed wojną nawet do 90%. mnie to nie
        przeszkadza.
        niemniej lubie kuchenne zycie
        jak powiedziala mamarcela tam sie odbyaly te mniej oficjalne spotkania...
        heh
        • sutekh1 Re: Literakuchnia 30.06.06, 14:19
          oj,nieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
          ja nie o tym co większość zdołała wypuścić na forumowe światło.
          to chodzi o to, że np. w kuchni ja sie inaczej poruszam - dokładnie kiedy
          przygotowuję se coś do zażarcia (bo po to tam chodzę). to fakt oczywisty, że w
          kuchni mozna zaczytywać się np. filozofią - ale tam przede wszystkim można
          mysleć i wymyślać. u mnie na 4th floor może jakieś fluidy krążą, że to miejsce
          takie myśli o nim rozwija...
          to gdzie wam najlepiej jeśli nie w kuchni?
          heha
          • braineater Re: Literakuchnia 30.06.06, 14:22
            sutekh1 napisał:

            > to gdzie wam najlepiej jeśli nie w kuchni?
            > heha

            We własnym łóżku. Tam zawsze najwięcej gadam.

            P:)
          • chihiro2 Re: Literakuchnia 30.06.06, 14:24
            Obecnie - w sypialni (chociaz traktuje sypialnie wylacznie jako miejsce do
            spania i kochania).
            A najchetniej - w lazience. Chcialabym miec wielka lazienke, z oknem od podlogi
            do zufitu, widokiem na morze i dzika plaze. W lazience obrazy, ksiazki, fotele
            i tam spedzalabym wiekszosc czasu.
            • daria13 Re: Literakuchnia 30.06.06, 15:44
              Mamy to szczęście, że każdy domownik ma swój pokój. I wydawać by się mogło, że
              powinniśmy z nich korzystać. Nic z tego. Jak myślicie, gdzie dzieci odrabiają
              lekcje? Mają swoje biureczka, mają dobre lampki, mają spokój. Gdzie tam, tylko
              kuchnia. Życie toczy się w kuchni.
              Goście w kuchni. Hmmm, może mało elegancko, ale swoisko, wygodnie, bo talerze
              mogą stać na stole, a nie na kolanie, bo w salonie tylko mały stolik kawowy, a
              przede wszystkim pani domu/pan domu nie jest odizolowana od gości i może
              uczestniczyć w każdej konwersacji. O ile mniej czasu byśmy ze sobą spędzali,
              gdyby wstęp do kuchni miała tylko osoba gotująca. Nie, dziękuję.
              A propos powiązań literatura/film/kuchnia moim numerem jeden, przed
              Przepiórkami, jest Uczta Babette. A może Brainowi przydałby się udział w takiej
              uczcie, żeby doznać olśnienia wobec tej sfery ludzkiej zmysłowości?:)))))
              P:)
              • chihiro2 Re: Literakuchnia 30.06.06, 15:52
                Uwazaja, Daria, bo jeszcze sie skusi "jedzeniowymi" filmami i na pierwszy ogien
                wybierze "Wielkie zarcie"...
    • broch Re: Literakuchnia 30.06.06, 20:27
      Kuchnia jest fajna: moja ulubiona to ta z "Raju" Lezamy Limy. Jedzenie moze byc
      przyjemna czynnoscia. Tak jak i siedzenie w kuchni. Tzn musi to byc prawdziwa
      kuchnia.
      Czasem mam wrazenie ze ludzie urtacili zdolnosc do cieszenia. Przydalyby sie
      kursy z Tortilla Flat, Colas Breugnon
      Krytyka kuchni wynika z tradycji przasnosci popularnej w Polsce od konca drugiej
      wojny swiatowej. A co za tym idzie z braku doswiadczenia prawdziwej kuchni :))
    • illiterate Macica 31.10.06, 00:39
      Kuchnia to macica domu.

      Babcia, w szeleszczacym wykrochmalonym fartuchu robila uszka albo leniwe, a
      palce jej poruszaly sie tak szybko jak ludzikom na kreskowkach. Miala korone z
      warkoczy i godnosci wiecej niz krolowa angielska. Obie zgodnie zapadalysmy
      podczas tworzenia kopytek w trans, tylko ja mialam wysuniety z przejecia jezyk.

      Mozna przy pomocy kuchni rzadzic, terroryzowac zakarmianiem. Jesli sie ma w
      sobie duzo zlosci, mozna zarcie wykorzystac i w niecny sposob, ale jedzenie i
      siedzenie przy wspolnym stole to czesto akt milosci, dzielenie sie energia.
      Wrzucanie w siebie byle-czego-byle-jak to akt gwaltu (cos jak smaganie sie
      nahajka po golych plecach - byle szybko cos poczuc). Ten, kto zjadl cos z mojej
      reki odchodzi zadowolony i syty, przetworzy mnie na energie i swoje cialo.
      Przy calej podnioslosci tego aktu warto pamietac, ze jest on jak najbardziej
      erotyczny - zwolennicy nomen omen fakdonalda zawsze kojarzyli mi sie jako
      amatorzy szybkich numerkow na stojaka.

      Natomiast pijackich pogawedek o polityce nad kuchennym blatem nienawidze.
    • dr.krisk Moje doświadczenia kuchenne... 31.10.06, 08:40
      Kuchnia została w naszych najlepszych czasach sprowadzona do miejsca niemalże
      wstydliwego, maskowanego laboratoryjnym wystrojem. Ma przypominać bardziej
      pomieszczenie serwera sieci kompuerowej, niż miejsce przerobu zwierzęcych
      trupów na karmę dla ludzi...
      Lubiłem prace pomocnicze: gdy sadzano mnie do drylowania, obierania, łuskania.
      Powtarzalność nieskomplikowanych czynności, czas zawieszony, podarowany. Ciepło
      bijące od pieca (tak, tak, była to kuchnia węglowa!!!), za oknem ciemne
      jesienne popołudnie. W radiu jakieś audycje muzyczne, informacje kształcące. Na
      przykład prognoza pogody dla rybaków (kto nie słyszał, niech żałuje). Nie
      trzeba niczego wymyślać,bo wszystko już zostało wymyślone.
      A potem przyszły kuchnie blokowe, niemiłe miejsca, komórki raczej niz
      równoprawne elementy mieszkania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka