Dodaj do ulubionych

Pytanie poniekąd wakacyjne

30.06.06, 09:03
Czy spędzaliście dłuższe okresy w dzieciństwie na wsi (np miesiąc wakacji)?
Jeśli tak, to czy ten fakt, a raczej wspomnienia i doswiadczenia zebrane
wówczas, ma dla was jakieś znaczenie? A może nabierają znaczenia lub tracą je
z upływem czasu?
Czy możecie powiedzieć, że te doświadczenia konkretyzują np szczegóły czytanej
prozy czy rozmowy w której bierzecie udział - bez tego, że zetkneliście się
bezpośrednio, nie moglibyście sobie TAK wyobrazić pewnch opisów i byłby to
istotny brak?

jeśli był już kiedyś podobny wątek, to przepraszam za powtarzanie!
Obserwuj wątek
    • obly Re: Pytanie poniekąd wakacyjne 30.06.06, 09:51
      najfajniejsze wakacje to okres podstawówkowy spedzany 2 bite miechy na wsi, od
      truskawek poprzez sianokosy, budowanie szalasów, zniwa i pierwsze jabłka az po
      same rzysko i palenie ognisk. włóczene sie po lasach. wyprawa do zródeł
      strumyczka i takie tam. do dzis rozróżniam przenicę żyto owies wiem co to
      lubaszka, powoziłem konno, spałem na sianie, pamietam zapach stodoły i
      skoszonego siana. niestety dzis na wsiach smierdzi bardziej jeno. a podwórka
      pozamienialy sie w rupieciarnie. ostatnio mialem wycieczke sentymentalną do
      tamtej wsi. swiat sę skurczył z 19 razy. wszystko malutkie liche z wsi bogatej
      zostao jeno kilka chałup z pozapadanymi dachami, jedna dacza staneła, wycieto
      wszelkie wierzby, stare płoty poprzewracane, sady powycinane, asfalt
      położony .... generalnie to nie chodzi o to ze wyrosłem.. to świat wyrósł z wsi
      jaką znałem, a nowa jeszze nie powstała.
      niestety kolonie obozy wszelkiego typu to przede wszystkim tydzien obaw i
      precyzowania sztuki przetrwania wsrod starszych cchłopaków i unikania
      kompletnie idiotycznych poleceń opiekunów którzy robili wszystko aby młody
      człek nie mial czasu wolnego gdyz inwencja twórcza młodych zbyt mocno napawała
      ich strachem
      jak dla mnie inne obozy niz tematyczne (sportowe, konny, kajakowy, tenisowy,
      koszykarski) to spęd na kolonie karne z wszelkeigo typu innymi skazanymi i
      nauka zycia w grupie z uczuleniem na wszelkie konflikty bycia w przymusowej
      grupie (kradzieze, bójki) z milym akcentem jesli chodzi o obserwację płci
      przeciwnej
    • chihiro2 Re: Pytanie poniekąd wakacyjne 30.06.06, 11:12
      Ja nie spedzalam nawet czesci wakacji na takiej prawdziwej wsi, bo nikt z
      rodziny nie mieszkal na wsi. Spedzalam za to ze dwa tygodnie u dziadkow w malej
      miejscowosci w wojewodztwie wowczas ostroleckim (Przasnysz). Moi dziadkowie
      mieli duzy dom, ktory moj dziadek sam zbudowal, jak poznal babcie i postanowil
      sie z nia ozenic oraz wielki tajemniczy ogrod, po ktorym lubilam buszowac.
      Dziadek calymi dniami pracowal w garazu nad samochodem wlasnym i tworzyl rozne
      domowe wynalazki, babcia pielila, sprzatala, gotowala, przygotowywala weki i
      konfitury, piekla ciasteczka. A ja siedzialam na schodach przed gankiem na
      kocu, czytalam (po ok. 6-8 godzin dziennie) albo pisalam wiersze (dziecieca
      faza). Najbardziej podobalo mi sie, ze jak mialam ochote na owoce to szlam i
      zbieralam z tylu ogrodu maliny, agrest, truskawki, czeresnie, zrywalam sliwki
      jak mi sie chcialo pojesc sliwek, albo orzechy wloskie. Albo porzeczki, ktore
      pomagalam dziadkowi zbierac (mial czarne, czerwone i biale), a potem jechalismy
      razem do punktu skupu sprzedac je na dzem.
      Szkoda, ze nie bylo w okolicy zadnej wody, czesto upal przytlaczal mnie tak
      strasznie, ze wchodzilam po wielka choinke i robilam tam sobie domek (dopoki
      nie zobaczylam jakiegos robala, wtedy uciekalam), albo wchodzilam z ksiazka na
      drzewo (orzech wloski) i tam w cieniu galezi czytalam.
      Czasem jezdzilam z dziadkami na grzyby, uwielbialam to! Do tej pory jednak
      zaluje, ze przez wyjazd na grzyby przegapilam ostatni odcinek ukochanej kiedys
      dobranocki "Czarnoksieznik z krainy OZ" i do tej pory nie wiem, jak sie bajka
      skonczyla...

      Latem jezdzilam tez z dziadkami do domu wczasowego, ktorego wlascicielem byl
      babci zaklad pracy. Bylo to male "osiedle" domkow drewnianych w srodku lasu,
      bez lazienek - pod prysznic chodzilo sie 10 minut w jedna strone do kompleksu
      wczasowego z prawdziwego zdarzenia (na hustawki tez sie tam chodzilo). Domkow
      bylo 10, kazdy zajety, mialam tam swoje kolezanki co roku, moglam spac na lozku
      pietrowym (domki byly maciupkie). Wyprawa na takie wakacje byla prawdziwa
      przygoda. Dziadek ladowal przyczepke jedzeniem, posciela, sztuccami i zastawa,
      dodawal butle gazowa i w droge (co ciekawe, wydawalo mi sie, ze jest to
      strasznie daleko od domu dziadkow, a bylo raptem 30km). Tam bylo tez jezioro, w
      ktorym sie kapalam i po ktorym plywalam z kuzynem starszym o 4 lata i siostra
      mlodsza o 4 (zawsze spedzalismy wakacje razem) rowerem wodnym.

      Moje wakacyjne doswiadczenia z dziecinstwa maja dla mnie znaczenie. Dom
      dziadkow i wszystko, co sie z tym wiaze wspominam jako sielska idylle, czas
      absolutnego lenistwa, zabawy i przyjemnosci. Mozna bylo robic co sie chce,
      bawic sie do poznej nocy, wstawac po poludniu, opychac sie owocami letnimi bez
      umiaru...
      Z dziadkami kojarzy mi sie tez ogrom literatury dzieciecej i mlodziezowej -
      caly pan Samochodzik, cala Lucy Maud Montgomery, cala Hanna Ozogowska i
      wszystkie ksiazki, ktore poznalam dzieki mojemu kuzynowi - Bahdaj, komiksy
      (zdarzalo sie, ze jechalismy z dziadkiem i babcia do wiekszego miasta -
      Nidzicy - kupowalismy ten sam komiks, np. "Porwanie ksiezniczki" - to z
      Kleksem, i urzadzalismy zawody, kto szybciej przeczyta i wiecej zapamieta z
      teksu).
    • wiksadyba1 Re: Pytanie poniekąd wakacyjne 02.07.06, 23:34
      Kiedyś rodzice wysłali mnie do rodziców kolegi z klasy, którzy mieli działkę
      letniskową ale nie na np. Mazurach, tylko typowej, zupełnie "nie-turystycznej"
      wschodniopolskiej wsi, żebym spędził tam czas wolny na świezym powietrzu z owym
      kolegą. Na ilka dni, nie na miesiąć. Ale i tak potwornie się wynudziłem, nie do
      opisania:) Szczególnych doświadczeń brak. Też i negatywnych, bo nie mogę
      powiedzieć, żeby to była jakaś trauma, która do dziś pokutuje w mojej
      świadomości:)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka