Dodaj do ulubionych

Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego filmu

18.07.06, 09:12
Hmm... A człowiek siedzi w sali kinowej i się zastanawia "A ja? Dlaczego ja
się świetnie nie bawię? Czy to przypadkiem nie miało chodzić o to, żebym ja
się świetnie bawił?". Co to za nowa moda, żeby pisać w materiałach o filmie,
że aktorzy się świetnie bawili? A co mnie to obchodzi, czy oni się bawili, czy
w pocie czoła tworzyli, wrzeszcząc na siebie i przeklinając?
A może nie? Może to oni własnie mają się świetnie bawić, a widz albo to łapie,
albo nie i co to obchodzi twórców?
Taki wydumany problemik na sezon ogórkowy.
Obserwuj wątek
    • stella25b Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 09:29
      noida napisała:

      > Hmm... A człowiek siedzi w sali kinowej i się zastanawia "A ja? Dlaczego ja
      > się świetnie nie bawię? Czy to przypadkiem nie miało chodzić o to, żebym ja
      > się świetnie bawił?". Co to za nowa moda, żeby pisać w materiałach o filmie,
      > że aktorzy się świetnie bawili? A co mnie to obchodzi, czy oni się bawili, czy
      > w pocie czoła tworzyli, wrzeszcząc na siebie i przeklinając?
      > A może nie? Może to oni własnie mają się świetnie bawić, a widz albo to łapie,
      > albo nie i co to obchodzi twórców?
      > Taki wydumany problemik na sezon ogórkowy.


      A o jaki film chodzi?
      >
      >
      • noida Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 09:43
        Przy bardzo wielu filmach teraz się robi tego typu promocję. Głównie przy
        rozrywkowych. Np. "Piraci z Karaibów" albo "Komedia Romantyczna".
        • kubissimo Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 09:59
          na Piratów ide w piatek. i jestem pelen obaw
          mam nadzieje, ze powtorzy sie historyjka sprzed kilku lat, kiedy na pierwsza
          czesc szedlem niejako wbrew sobie (bo co fajnego moze byc w filmie o
          piratach?), a potem swietnie sie bawilem
        • skajstop Kino młodzieżowe 18.07.06, 11:32
          Nie ma co się dziwić - producenci szukają dotarcia do głównego adresata, czyli
          popkorn-młodzieży ;-D a tu sugestia, że może być fajnie w kinie, skoro było
          fajnie na planie, działa.

          Ale może być inaczej:
          "Umęczyliśmy się na planie, X miał zawał, a Y wpadła w histerię. Wyszedł nam
          taki gniot, że testowa publiczność uciekała z pokazów. Musicie to zobaczyć" ;-D
          • schabomil Re: Kino młodzieżowe 18.07.06, 11:59
            O to to.

            I jeszcze metoda reklamy- filmu "patrzcie, jakie jaja odchodziły na planie!" i
            aktorów "ten Carrey to taki jajcarz, cała ekipa skręcała się ze śmiechu".

            S.
            • noida Re: Kino młodzieżowe 18.07.06, 21:20
              No właśnie, człowiek się sugeruje, że Carrey taki fajny i od razu mu się
              bardziej gęba cieszy. W ogóle zauważyliście, że nigdy nie ma mowy o tym, żeby
              członkowie ekipy filmowej się nie lubili? Zawsze jest "cudownie nam się
              współpracowało" albo "reżyser podpowiedział mi mnóstwo nowych rzeczy i jest taki
              sympatyczny". A przecież gdyby powiedzieli, że mieli ochotę udusić go kawałkiem
              sznurka to byłoby ciekawsze, nie?
              Ale takie chwyty dozwolone są tylko przy filmach tzw. offowych. Tam mogą się
              chcieć pozabijać i to tylko lepiej.
              Naprawdę ciekawa rzecz ta kultura, powiem wam. Jej skłonność do tabuizacji jest
              doprawdy zdumiewająca.
              • kubissimo Re: Kino młodzieżowe 18.07.06, 23:52
                no nie wiem
                Kate Winslet zarowno mowila, ze prawie sie utopila na planie Tytanika, jak i
                rzucala malo pochlebne opinie o Cameronie
                • chihiro2 Re: Kino młodzieżowe 19.07.06, 10:58
                  Trailer do "Dogville" tez jest bardzo ciekawy, bo aktorzy wcale nie mowia, ze
                  dobrze sie bawili, wrecz przeciwnie...
        • chihiro2 Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 15:09
          Ja dlatego juz dawno przestalam takie filmy ogladac. Poczucie humoru bardzo
          szkolne, poza tym tylko powielanie schematow. Nie bawi mnie cos, co widzialam
          juz w bardzo wielu podobnych konfiguracjach (chyba, ze mam jakis sentyment do
          filmow, ktore widzialam dawno temu w konkretnych okolicznosciach).
          • noida Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 21:17
            No cóż, ja bardzo lubię oglądać filmy. W zasadzie wszystkie. Głupie też. "Władcy
            ognia" należy do moich ulubionych. Ale tam nikt nie śmiał powiedzieć, że się
            dobrze bawili, bo to horror był :D
            Natomiast takie "Nic do stracenia" albo "Piraci z Karaibów"? Czemu nie!
            • chihiro2 Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 22:42
              No tak, ale "Nic do stracenia" ogladalam jak mialam jakies 15 lat. I to jest
              film na taki wiek, pozniej troszke zenuje.
              Ja tez lubie ogladac filmy. Bardzo. Ogladam jakies 4-5 tygodniowo. I wciaz mam
              co ogladac, i to tych dobrych.
              • noida Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 23:56
                No cóż, a ja mam 26 lat i właśnie niedawno ściągnęłam "Nic do stracenia", żeby
                sobie ponownie obejrzeć. Widocznie jestem żenująca, bo dalej mnie śmieszy ;)

                A taki "Robin Hood. Faceci w rajtuzach" jak mnie śmieszył! A "Kiss, kiss, bang,
                bang"! Bardzo dobre filmy :)
                • staua Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 16:09
                  Wczoraj wypozyczylismy "Kiss, kiss, bang, bang" Mowisz, ze dobre? Trzeba dzis bedzie obejrzec zatem!
              • aaneta Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 11:15
                Ciekawostka. Właśnie w wieku 15 lat ogląda się ambitne filmy, nawet
                niezrozumiałe, zbyt ciężkie, bo wtedy ma się największą ciekawość świata i
                nieuświadomione potrzeby. Natomiast na starość można sobie odpuścić i obejrzeć
                czasami coś głupiego.
                • chihiro2 Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 11:19
                  Tez ogladalam ambitne (byl cykl stu filmow na stulecie kina), ale teraz uwazam,
                  ze wlasnie malo z nich rozumialam i ogladam wiele z nich po raz drugi (albo
                  trzeci, albo wiecej)... Nie mysle, ze ogladanie ambitnych filmow jest remedium
                  na jakies nieuswiadomione potrzeby. Niektorzy przy ambitniejszych filmach
                  lepiej sie relaksuja, bo te filmy wymagaja wiekszego zaangazowania. Zupelnie
                  bierny odpoczynek, bez udzialu mozgu, to nie odpoczynek.
                  A nie jestem jeszcze tak stara (mam nadzieje, ze stara duchem nigdy nie bede),
                  zeby ogladac glupotki.
                  • aaneta Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 11:44
                    chihiro2 napisała:
                    > A nie jestem jeszcze tak stara

                    Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie.

                    > Nie mysle, ze ogladanie ambitnych filmow jest remedium
                    > na jakies nieuswiadomione potrzeby.

                    A kto powiedział, że remedium? Bo na pewno nie ja. Związek przyczynowo-skutkowy
                    jest dokładnie odwrotny. Może łatwiej byłoby Ci zrozumieć, gdybym użyła
                    określenia "niewyrobiony gust"? Choć jest ono wątpliwej jakości.
                    • chihiro2 Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 11:50
                      aaneta napisała:

                      > chihiro2 napisała:
                      > > A nie jestem jeszcze tak stara
                      >
                      > Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie.

                      Nie interesuje mnie Twoja opinia tutaj. Nie widzialas mnie, nie rozmawialas ze
                      mna, nie zycze sobie, bys oceniala moj wiek (czy to faktyczny, czy jakis
                      wyimaginowany).

                      > > Nie mysle, ze ogladanie ambitnych filmow jest remedium
                      > > na jakies nieuswiadomione potrzeby.
                      >
                      > A kto powiedział, że remedium? Bo na pewno nie ja. Związek przyczynowo-
                      skutkowy
                      > jest dokładnie odwrotny. Może łatwiej byłoby Ci zrozumieć, gdybym użyła
                      > określenia "niewyrobiony gust"? Choć jest ono wątpliwej jakości.

                      Sama napisalas, ze filmy ambitne oglada sie w wieku 15 lat, gdy ma sie
                      nieuswiadomione potrzeby.
                      • aaneta Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 12:13
                        chihiro2 napisała:
                        > Nie interesuje mnie Twoja opinia tutaj.

                        To po co ze mną rozmawiasz?
                        A oceniać nie ma potrzeby, widać gołym okiem, niestety. I nie dotyczy to tylko
                        Twojego wieku.
                        • staua Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 16:11
                          Zreszta przeciez, Chihiro, sama zaczelas pisac o swoim wieku, wiec nie dziw sie, ze ludzie odnosza sie
                          do tego, co napisalas, to chyba normalne w wymianie zdan na forum.
          • staua Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 21:54
            Nie bardzo rozumiem te odpowiedz. "Dlatego" przestalas ogladac, ze w zapowiedziach aktorzy mowia,
            ze swietnie sie bawili?
            Ostatnio widzialam takie wlasnie komentarze (z przykladami w stodole itd) do nowej wersji "Dumy i
            uprzedzenia", film obejrzalam, o dziwo, z przyjemnoscia.
            • mamarcela Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 22:02
              A mnie dziwi wybrzydzanie a priori na filmy, dla których nie jesteśmy targetem.
              Przypomina to trochę wybrzydzanie na Grocholę i Harry'ego Pottera, których nikt
              z wybrzydzających oczywiście nie tknął palcem, ale z góry wie, że chłam.
              Piraci z Karaibów uszczęsliwiają chłopców w wieku targetowych (i nie tylko!).
              Mnie nie muszą.
              P;-)
              -
              "tak nas powrócisz teraz na Ojczyzny łono"
              Jezusiczku, demoniczna kaczka zagłady!?!
              • blue.berry Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 22:38
                mnie na ten przyklad uszczesliwiaja:) chociaz nie jestem chlopcem w wieku
                targetowym:))))))
                • mamarcela Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 23:30
                  Mnie też, chociaż nadal podtrzymuję, że nie muszą.
                  A raczej uszczęśliwiali pierwsze pięć razy - Młody ogląda ich co najmniej raz w
                  tygodniu.:)
              • braineater Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 22:51
                No no, Piraci z Karaibów uszczęśliwiają mnóstwo ludzi, co założonym targetem
                nie są, na ten przykład mnie i Marysię. Jak film jest fajny to leje na targety
                i bawi tych, których ma bawić, a którzy by sie nawet nie spodziewali.
                I w sumie wierzę, że Deep bawił się na planie przednio i to widać:)

                P:)
                • agni_me Świetnie się bawiłam przy "piratów" 19.07.06, 00:35
                  części pierwszej. Z własnocielnie urodzonym targetem zresztą. Target powiada,
                  że trochę się bał. Mama targetu też (ale nie płakała, a na Mulan i Królu Lwie -
                  tak). I w ten łikend mama targetu, target wraz z targetowym ojcem oraz
                  targetową ciotką, która na twa pisuje czasem, udadzą się na część drugą. Gdyż
                  albowiem nie mogą się doczekać. Wszyscy. Nie dosyć, że targety, to jeszcze się
                  spodziewający. Prostactwo i szablony - znaczy wszystko co lubię. :)
                  • mamarcela Re: Świetnie się bawiłam przy "piratów" 19.07.06, 10:45
                    agni_me napisała:
                    I w ten łikend mama targetu, target wraz z targetowym ojcem oraz
                    > targetową ciotką, która na twa pisuje czasem, udadzą się na część drugą. Gdyż
                    > albowiem nie mogą się doczekać. Wszyscy. Nie dosyć, że targety, to jeszcze
                    się spodziewający. Prostactwo i szablony - znaczy wszystko co lubię. :)

                    Niestety mój target w lesie.
                    I z braku jakichkolwiek targetów pod ręka sama oglądałam na dvd "Nanny McPhee".
                    Zajawek nie było, ale chyba Colin Firth i Emma Thompson też się nieźle bawili.
                    Jako i niżej podpisana.
                    P;-)
                    mmcl zdecydowanie dzieckiem podszyta
                    >
            • chihiro2 Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 22:47
              No cos Ty! W ogole mnie interesuje, jak aktorzy sie bawili przy realizacji.
              Malo ogladam nowych filmow, nie ogladam zadnych zapowiedzi. Ale takie mega-
              promocje filmow odbywaja sie najczesciej przy filmach slabszych, ktore same sie
              nie obronia, ktore trzeba jakos wypromowac, bo inaczej malo kto na nie pojdzie -
              takie mam wrazenie.
              • staua Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 23:15
                Wlasnie powyzej podalam Ci przyklad filmu zupelnie innego typu, ktory tez byl tak promowany...
                Swoja droga, ciakwi mnie kryterium oceny filmow jako dobrych czy zlych, ja na przyklad nie lubie
                komedii, a moj maz uwielbia i dzieki temu je ogladam, no i zauwazylam, ze sa i dobre...
                • noida Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 18.07.06, 23:59
                  Też nie uwielbiam komedii, ale czasem trzeba je oglądać dla zdrowia psychicznego
                  :) Ile można się katować ponurymi "ambitnymi" produkcjami. Toż bym się chyba już
                  dawno zabiła, gdybym nie obejrzała od czasu do czasu jakiejś "Dziewczyny z Alabamy".
                • chihiro2 Re: Świetnie się bawiliśmy przy realizacji tego f 19.07.06, 11:03
                  Ja tez raczej nie lubie komedii, ale zdarza mi sie ogladac komedie uznawane za
                  komedie. Bo to, co ja moge uznac za komedie, niekoniecznie musi byc tak
                  klasyfikowane. W zeszlym tygodniu obejrzalam (dopiero!!!) pierwsza serie "Twin
                  peaks" i sa tam rewelacyjne momenty komediowe. I wole takie momenty w filmach
                  niekomediowych niz czyste komedie.
                  Kryteria oceny filmow jako dobrych i zlych nie istnieja dla mnie - taka ocena
                  jest zawsze bardzo subiektywna i indywidualna dla kazdego filmu. A rankingi,
                  tak jak wiekszosc TWAczy, mam w nosie.
              • staua a 18.07.06, 23:16
                i jeszcze chyba wlasnie na takie "kiepskie" filmy wala na ogol tlumy...
                • chihiro2 Re: a 19.07.06, 11:04
                  Nie myslisz, ze tlumy ogolnie maja raczej malo wyrafinowany gust?
                  • schabomil Re: a 19.07.06, 11:11
                    Chchiro, a jaka jest Twoja definicja "tłumu" ?

                    Schabomił mające ślisłe i częste konotacje z tłumem.
                    • schabomil errata 19.07.06, 11:12
                      mający ścisłe

                      za dużo herbaty
                      • braineater Re: errata 19.07.06, 11:16
                        Tłum to duza grupa ludzi grupowo ogladajacych filmy, które my ogladamy po
                        kryjomu:)

                        P:)
                        • mamarcela Re: errata 19.07.06, 11:23
                          braineater napisał:

                          > Tłum to duza grupa ludzi grupowo ogladajacych filmy, które my ogladamy po
                          > kryjomu:)
                          >
                          i nie przyznając się do tego. A jeśli juz to asekurując sie na
                          wstępie: "faktycznie badziewie", albo "spodziewałem się czegoś gorszego i
                          rozczarowałem się in plus".

                          W takich wypadkach to ja się chyba bardziej z tłumem utożsamiam. :-)
                          Zdecydowanie nie lubię wymądrzania sie a priori i z pozycji swojej przeważnie
                          urojonej pozycji.
                          P;-)
                        • schabomil Re: errata 19.07.06, 11:26
                          :)

                          Tłum to inni.
                          Inni to piekło.
                          Piekło to Polska (państwo)
                          Państwo to ja.

                          Schabomił
                    • chihiro2 Re: a 19.07.06, 11:21
                      W tym kontekscie - jezeli wiecej niz 50% spoleczenstwa wyznaje cos konkretnego
                      (np. podoba im sie dany film) to to juz jest masa.
                      • schabomil Re: a 19.07.06, 11:24
                        chihiro2 napisała:

                        > W tym kontekscie - jezeli wiecej niz 50% spoleczenstwa wyznaje cos konkretnego
                        > (np. podoba im sie dany film) to to juz jest masa.

                        Oj. Który film widziało więcej niż 50% Polaków?
                        Nawet nie wiem czy, "Oh, Karol" się łapie.

                        S.
                        • braineater Re: a 19.07.06, 11:26
                          Oh Karol chyba nie, ale sequel: Karol, człowiek który został... to juz chyba
                          tak:)

                          P:)
                          • schabomil Re: a 19.07.06, 11:46
                            Celnie :-)

                            Rzecz jasna, właśnie kontynuację określiłem mianem "Oh, Karol".
                            Czuję się usprawiedliwiony, zważywszy na wydźwięk gro (gra?) opinii i recenzji
                            na temat tego filmu.

                            Schabomił za nadmiar inwencji brutalnie schwytany.
                            • braineater Re: a 19.07.06, 12:28
                              Ha
                              A ja dzielnie zobaczyłem, jak TVN był zapuszczał. I czuję się z tego faktu
                              dumny.:)
                              Recenzji nie napiszę, bo nie bardzo jest co pisać:)

                              P:)
                        • chihiro2 Re: a 19.07.06, 11:31
                          Nie biore ogolu spoleczenstwa pod uwage, ale tych, ktorzy w ogole filmy
                          ogladaja i tych ktorym sie film podobal. Nie wiem, czy jakikolwiek film
                          widzialo ponad 50% Polakow (trzeba przeciez wylaczyc dzieci do ktoregos tam
                          wieku i rozne inne "osobniki")
                          • schabomil Re: a 19.07.06, 11:37
                            > Nie biore ogolu spoleczenstwa pod uwage, ale tych, ktorzy w ogole filmy
                            > ogladaja i tych ktorym sie film podobal.

                            To jeśli na pokaz filmów Bergmana "walą tłumy", na spotkanie z Coetzeem w
                            Krakowie również, to jak to się ma do "tłumy mają ogólnie mało wyrafinowane gusta"?

                            Czy tam to już nie "tłumy", ale "duży zbiór niepoślednich jednostek zebranych w
                            małym miejscu, ocierajacych się o siebie, skaczących sobie na plecy etc."?

                            Schabomił i teoria tłumu
                            • chihiro2 Re: a 19.07.06, 11:39
                              Ogolnie maja malo wyrafinowane gusta, ale wyjatki sie zdarzaja :) I bardzo
                              dobrze :) Niektorzy ci, ktorzy zachwycaja sie Coetzeem, w rownym stopniu
                              zachwycaja sie Coehlo.
                              • nienietoperz Re: a 19.07.06, 11:41
                                Co ich dyskwalifikuje.
                                Zaden Coetzee czy inny Marquez ich wtedy nie uratuje.

                                Nn
                                • chihiro2 Re: a 19.07.06, 11:42
                                  :))))))))))))))
                        • staua Re: a 19.07.06, 16:16
                          Jak to, nie wiesz? Kazdy, ktory Chihiro uzna za niewyrafinowany i go nie oglada. Mozemy wiec pytac jej,
                          czy cos ogladala, jesli nie, to znaczy, ze widzialo to 50% spoleczenstwa (nie wiem, czy polskiego, moze
                          chodzi o populacje swiatowa).
                      • nienietoperz Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem. 19.07.06, 11:32
                        A jesli dokladnie 50%?

                        Z cierpliwoscia zolwia (choc pewnie z wdziekiem swinki i skutecznoscia slimaka
                        na autostradzie) staram sie przekonywac, kiedy tylko moge, ze postawa
                        - nie robie/lubie/cenie czegos, bo robi/lubi/ceni to mityczna 'wiekszosc'
                        (zwana zazwyczaj tlumem)
                        jest rownie logiczna, rozsadna i wartosciowa, co postawa:
                        - robie/lubie/cenie cos, bo robi/lubi/ceni to mityczna 'wiekszosc' (zwana
                        zazwyczaj opinia publiczna)

                        Z blizej nieznanych przyczyn postawa nr 1 ma w duzej czesci lepsza prase. Co
                        skadinad oznacza, ze konsekwentni stosowacze postawy nr 1 powinni sie z nia nie
                        zgadzac; ergo, zapewne rowniez jej nie stosowac. W ten sposob kolko sie zamyka.

                        Jak widac z dyskusji wyzej, daleka jeszcze droga, zanim przekonywanie sie
                        zakonczy (if ever).

                        Uklony,
                        Nntpz
                        • chihiro2 Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 11:41
                          Masz racje. Tak sobie tylko napisalam, by niektorych podszczypac i polaskotac i
                          by sie odezwali :P
                          • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:25
                            Gilgotaj mnie, gilgotaj, podszczypuj, tarmoś i kąsaj.

                            Tłumy facetów to lubią :)

                            Mimo tego nadal będę się upierał, że trudno mówić o ogóle gustów czy poglądów
                            tłumu, bo ten jest tworem doraźnym, charakteryzującym się tylko dużym natężeniem
                            ludzkim na małej powierzchni.

                            I- choć przejawia swoistą "psychologię" (cudzysłów, bo to uogólnienie. To nie
                            "tłum" przejawia psychologię, tylko ludzie w nim), to jego przymioty khe khe
                            duchowo- intelektualne zalezą (w głównej mierze) od celu w jakim się zebrał.

                            Nobliści, lekarze, piekarze, Twacze, oblubienice kacze- każde z nich może
                            utworzyć swojski, jednorodny w zapatrywaniach, tłum.
                            Toteż, pisanie o tym że "tłum przejawia zazwyczaj jakiś tam stopień
                            wyrafinowania" jest takie dosyć życzeniowe.

                            Kłaniam się: Schabomił
                            • quarantina Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:39
                              schabomil napisał:

                              >
                              > Mimo tego nadal będę się upierał, że trudno mówić o ogóle gustów czy poglądów
                              > tłumu, bo ten jest tworem doraźnym, charakteryzującym się tylko dużym
                              natężenie
                              > m
                              > ludzkim na małej powierzchni.
                              >
                              > I- choć przejawia swoistą "psychologię" (cudzysłów, bo to uogólnienie. To nie
                              > "tłum" przejawia psychologię, tylko ludzie w nim), to jego przymioty khe khe
                              > duchowo- intelektualne zalezą (w głównej mierze) od celu w jakim się zebrał.
                              >
                              > Nobliści, lekarze, piekarze, Twacze, oblubienice kacze- każde z nich może
                              > utworzyć swojski, jednorodny w zapatrywaniach, tłum.
                              > Toteż, pisanie o tym że "tłum przejawia zazwyczaj jakiś tam stopień
                              > wyrafinowania" jest takie dosyć życzeniowe.
                              >

                              Fenomen tłumu polega właśnie na tym, że jednostki tracą swoją indywidualność.
                              Tłum zazwyczaj jest przypadkowy i składa się z przypadkowych jednostek. Stąd
                              Twacze nigdy nie będą stanowili tłumu, ani tym bardziej nobliści. Psychologia
                              tłumu także jest fenomenem, ponieważ nie stanowi prostej wypadkowej zachowań
                              wchodzących w jego skład jednostek. Cechą podstawową jest brak przewidywalności.
                              Myślę, że chichiro po prostu użyła tego pojęcia w znaczeniu potocznym i stąd
                              wzięło się to zamieszanie.
                              • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 13:15
                                Ostrzeżenie: Wszystko to co na dole (poza cytowaniem Kwarantynki) jest
                                domorosłą, niezbyt przemyślaną psychologią.

                                > Fenomen tłumu polega właśnie na tym, że jednostki tracą swoją indywidualność.

                                Przyznam się, że- w moim odczuciu- tracenie tej indywidualności wynika z
                                mechanizmu psych. zakodowanego u każdej jednostki; empatia (udzielanie się
                                nastroju), sugerowanie zdaniem większości, bojaźń przed odtrąceniem etc. góruje
                                nad pokusą sięgania do własnych zapatrywań, czy też ich manifestowania.

                                Tyle że, moim zdaniem, u każdego takie przedkładanie się następuje w sposób
                                indywidualny (różna jest nań podatność- zależy od liczby stanowiącej tłum,
                                natężenie w nim emocji etc). I pewnie są osoby odeń uniezależnione, podobnie jak
                                są osoby, których nie boli gdy się im wbije szpilkę w nogę. Tych jest jednak
                                raczej mało i trudno takich ludzi brać za wyznaczniki postępowania, bo są one w
                                pewien sposób upośledzone (= zwyczajnie odmienne) (mechanizmy psych, podobnie
                                jak fiz. kształtowały się na drodze ewolucji).

                                > Tłum zazwyczaj jest przypadkowy i składa się z przypadkowych jednostek. Stąd
                                > Twacze nigdy nie będą stanowili tłumu, ani tym bardziej nobliści.

                                Jeśli tłum stanowią osoby chcące obejrzeć dany film, spotkać sie z danym
                                autorem, to też nie są zupełnie przypadkowe.
                                Sytuacja czysto teoretyczna- rejs po bałtyku z noblistami, po odczycie wszyscy
                                biegną do bufetu. Tworzą tłum.

                                > Psychologia
                                > tłumu także jest fenomenem, ponieważ nie stanowi prostej wypadkowej zachowań
                                > wchodzących w jego skład jednostek.

                                Zachowań nie. Ale mechanizmów fizjologicznych i psychologicznych już tak.
                                Można łatwo pzrewidzieć co sie stanie gdy polejesz tłum napalmem. Uważam, że
                                psychologia ukształtowała się w sposób podobny do fizjologii czowieka (metodą
                                prób i błędów).

                                > Cechą podstawową jest brak przewidywalności

                                Sądzę, że mozna z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć zachowanie tłumu
                                (bardziej intuicyjnie niż naukowo). Chyba na tym bazują komicy wszelkiej maści,
                                wodzireje etc.

                                Schabomił w oczekiwaniu na lanie.Ojć.
                                • skajstop Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 13:21
                                  schabomil napisał:

                                  > Jeśli tłum stanowią osoby chcące obejrzeć dany film, spotkać sie z danym
                                  > autorem, to też nie są zupełnie przypadkowe.
                                  > Sytuacja czysto teoretyczna- rejs po bałtyku z noblistami, po odczycie wszyscy
                                  > biegną do bufetu. Tworzą tłum.

                                  Wesprę Cię. Mam nadzieję w poniedziałkowe popołudnie stworzyć tłum z paroma
                                  ciekawymi osobami z TWA :-) ze wszystkimi tego konsekwencjami... ;P
                                • quarantina Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 13:41
                                  schabomil napisał:

                                  Patrz mi w oczy i skup się:D

                                  > Przyznam się, że- w moim odczuciu- tracenie tej indywidualności wynika z
                                  > mechanizmu psych. zakodowanego u każdej jednostki; empatia (udzielanie się
                                  > nastroju), sugerowanie zdaniem większości, bojaźń przed odtrąceniem etc.
                                  góruje
                                  > nad pokusą sięgania do własnych zapatrywań, czy też ich manifestowania.
                                  --------------------------
                                  Myślę, że mylisz tłum z grupą. Empatia (wczucie) z kolei może dotyczyć jednej
                                  osoby, jednej z dwóch.

                                  >
                                  > Tyle że, moim zdaniem, u każdego takie przedkładanie się następuje w sposób
                                  > indywidualny (różna jest nań podatność- zależy od liczby stanowiącej tłum,
                                  > natężenie w nim emocji etc). I pewnie są osoby odeń uniezależnione, podobnie
                                  ja
                                  > k
                                  > są osoby, których nie boli gdy się im wbije szpilkę w nogę. Tych jest jednak
                                  > raczej mało i trudno takich ludzi brać za wyznaczniki postępowania, bo są one
                                  w
                                  > pewien sposób upośledzone (= zwyczajnie odmienne) (mechanizmy psych, podobnie
                                  > jak fiz. kształtowały się na drodze ewolucji).
                                  >---------------------------------
                                  • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 14:03
                                    > Patrz mi w oczy i skup się:D

                                    Patrz na nadjeżdżajacą kolumnę czołgów i nie panikuj. :)

                                    > Myślę, że mylisz tłum z grupą. Empatia (wczucie) z kolei może dotyczyć jednej
                                    > osoby, jednej z dwóch.

                                    pl.wikipedia.org/wiki/T%C5%82um
                                    Patrz: tłum konwencjonalny. Ja to rozumiem trochę podobnie.
                                    Empatia (przejawiana, oczywiście, przez jedną osobę- jej posiadacza) moim
                                    zdaniem może również odnosić się do ogółu odczuć osób oglądanych. Wizyta w
                                    lazarecie powoduje dyskomfort psychiczny, ale nie jest on czyniony przez kontakt
                                    tylko z jedną osobą z lazaretu.

                                    > Sądzę, że granicą zatracania indywidualności jest poczucie
                                    > bezpieczeństwa=anonimowość. Z tym związana jest wielkość tłumu. Jednostka
                                    > wtapia się w tłum, może reagować odmiennie niż zwykle. Ważny też jest >przwódca.

                                    Też. Ale również niechęć przed utratą tego bezpieczeństwa. Gdybym się znalazł
                                    (przypadkowo) w tłumie Młodzieży Weszpolskiej raczej nie wznosiłbym okrzyków
                                    "gmyrajcie we własnych rozporkach".

                                    >w dużych skupiskach przypadkowych ludzi (lotniska, metra, itd) stosuje się np.
                                    > bramki, min. po to żeby rozrzedzić, uporządkować tłum chociażby w strumień.

                                    Uporządkować, ale nie "odtłumić". Ot, uniemożliwienie tratowania, rozbijanie
                                    tych własnie mechanizmów psych. rodzących się w otoczeniu tłumem.

                                    > Fizjologia tłumu istotna jest tylko dla sprzątaczy.
                                    Ślicznie :-). Ale fizjologia to też zmęczenie upałem, niedogodność przy
                                    padajacym deszczu, niedożywienie. One też wpływają na zachowanie tłumu. I tak
                                    samo są wypadkową fizjologii indywidualnych jednostek w tłumie.

                                    Schabomił, jeszcze na szańcach.
                                    • quarantina Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 14:17
                                      >
                                      > Patrz na nadjeżdżajacą kolumnę czołgów i nie panikuj. :)
                                      >
                                      -----------------------
                                      Weź się Schab nie wygłupiaj i schowaj te czołgi:)

                                      > > Myślę, że mylisz tłum z grupą. Empatia (wczucie) z kolei może dotyczyć je
                                      > dnej
                                      > > osoby, jednej z dwóch.
                                      >
                                      > pl.wikipedia.org/wiki/T%C5%82um
                                      > Patrz: tłum konwencjonalny. Ja to rozumiem trochę podobnie.
                                      ---------------------
                                      To jakieś stare definicje. Są nieostre, dyskusyjne (może innym razem) Tłum
                                      konwencjonalny, moim zdaniem, po prostu nie jest tłumem.

                                      > Empatia (przejawiana, oczywiście, przez jedną osobę- jej posiadacza) moim
                                      > zdaniem może również odnosić się do ogółu odczuć osób oglądanych. Wizyta w
                                      > lazarecie powoduje dyskomfort psychiczny, ale nie jest on czyniony przez
                                      kontak
                                      > t
                                      > tylko z jedną osobą z lazaretu.
                                      ----------------
                                      Empatie w lazarecie odczułbyś, gdybyś czuł to co czuje jeden z drugim
                                      nieszczęśnik, a nie to co czujesz po zobaczeniu nieszczęśników.
                                      >
                                      > > Sądzę, że granicą zatracania indywidualności jest poczucie
                                      > > bezpieczeństwa=anonimowość. Z tym związana jest wielkość tłumu. Jednostka
                                      > > wtapia się w tłum, może reagować odmiennie niż zwykle. Ważny też jest 
                                      > 2;przwódca.
                                      >
                                      > Też. Ale również niechęć przed utratą tego bezpieczeństwa. Gdybym się znalazł
                                      > (przypadkowo) w tłumie Młodzieży Weszpolskiej raczej nie wznosiłbym okrzyków
                                      > "gmyrajcie we własnych rozporkach".
                                      -----------
                                      Nie rozumiem tego argumentu.

                                      >
                                      > >w dużych skupiskach przypadkowych ludzi (lotniska, metra, itd) stosuje się
                                      > np.
                                      > > bramki, min. po to żeby rozrzedzić, uporządkować tłum chociażby w strumie
                                      > ń.
                                      >
                                      > Uporządkować, ale nie "odtłumić". Ot, uniemożliwienie tratowania, rozbijanie
                                      > tych własnie mechanizmów psych. rodzących się w otoczeniu tłumem.
                                      -----------------------------
                                      Chodziło mi o podkreślenie, że chaos, także przestrzenny, jest cechą tłumu.


                                      >
                                      > > Fizjologia tłumu istotna jest tylko dla sprzątaczy.
                                      > Ślicznie :-). Ale fizjologia to też zmęczenie upałem, niedogodność przy
                                      > padajacym deszczu, niedożywienie. One też wpływają na zachowanie tłumu. I tak
                                      > samo są wypadkową fizjologii indywidualnych jednostek w tłumie.
                                      > ------------------

                                      Masz rację, fizjologia tłumu ma wpływ na jego reakcje.

                                      :)
                                      • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 14:44
                                        > Weź się Schab nie wygłupiaj i schowaj te czołgi:)

                                        To nie moje czołgi :P.

                                        > To jakieś stare definicje. Są nieostre, dyskusyjne (może innym razem) Tłum
                                        > konwencjonalny, moim zdaniem, po prostu nie jest tłumem.

                                        Definicje znalazłem już w trakcie rozgaworu. Ale zgadzam siem z nimi, podobnie
                                        rozumiem słowo "tłum". Ludzie na cmentarzach na Wszystkich Świętych, mimo że
                                        przychodzą też przecież w jakimś celu, również stanowią- dla mnie- tłum.

                                        > Empatie w lazarecie odczułbyś, gdybyś czuł to co czuje jeden z drugim
                                        > nieszczęśnik, a nie to co czujesz po zobaczeniu nieszczęśników.

                                        pl.wikipedia.org/wiki/Empatia
                                        Wczuwam się (a raczej "zostaję wczuty") w emocje. W lazarecie- cierpienie,
                                        osamotnienie. W tłumie- swoista ekstaza, zaangażowanie.
                                        Twierdzę, że takie emocje, nastrój, się udzielają [nie chodzi o to, by poczuć
                                        zmiażdżoną stopę (lazaret) czy chęć pomszczenia dziadka zabitego przez UB (tłum
                                        przed domem Jaruzelskiego), udzela się tylko cierpienie lub nienawiść]

                                        > > Też. Ale również niechęć przed utratą tego bezpieczeństwa. Gdybym się zna
                                        > >lazł (przypadkowo) w tłumie Młodzieży Weszpolskiej raczej nie wznosiłbym
                                        >>okrzyków "gmyrajcie we własnych rozporkach".
                                        > -----------
                                        > Nie rozumiem tego argumentu.

                                        Starch, że tłum obróci się przeciwko Tobie.

                                        > Chodziło mi o podkreślenie, że chaos, także przestrzenny, jest cechą tłumu.
                                        Z tym się zgadzam.

                                        Może rzecz tkwi w tym, ze Ty (jeśli dobrze rozumiem) słysząc "ludzie idący na
                                        film" widzisz siedzących w kinowych fotelach. Ja bardziej przed kinem, kasą,
                                        wychodzących z kina.
                                        Ale to są wciąż ci sami ludzie. W sytuacji "fotelowej" następuje rozbicie tłumu
                                        ("odtłumienie"), chyba że sala jest przepełniona. Po seansie znów tworzą tłum.
                                        Czy zgodzisz się na taki punkt widzenia?

                                        Pozdrawiam, Schabomił.
                                        • quarantina Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 14:57
                                          >
                                          > Definicje znalazłem już w trakcie rozgaworu. Ale zgadzam siem z nimi, podobnie
                                          > rozumiem słowo "tłum". Ludzie na cmentarzach na Wszystkich Świętych, mimo że
                                          > przychodzą też przecież w jakimś celu, również stanowią- dla mnie- tłum.
                                          >
                                          -------------------------------
                                          Tłum ludzi na cmentarzu oddaje pewną atmosferę tam panującą w tym dniu.
                                          Targowisko. Nie ma skupienia. W wielkich meczetach gromadzą się na modlitwie
                                          setki ludzi. Nie powiesz o nich tłum. Dalej twierdzę, że nieuporządkowanie jest
                                          cechą tłumu.


                                          > pl.wikipedia.org/wiki/Empatia
                                          > Wczuwam się (a raczej "zostaję wczuty") w emocje. W lazarecie- cierpienie,
                                          > osamotnienie. W tłumie- swoista ekstaza, zaangażowanie.
                                          > Twierdzę, że takie emocje, nastrój, się udzielają [nie chodzi o to, by poczuć
                                          > zmiażdżoną stopę (lazaret) czy chęć pomszczenia dziadka zabitego przez UB
                                          (tłum
                                          > przed domem Jaruzelskiego), udzela się tylko cierpienie lub nienawiść]

                                          ---------------------------
                                          Rzeczywiście jesteś w stanie odczuć cierpienie, osamotnienie w lazarecie?


                                          >
                                          > > Chodziło mi o podkreślenie, że chaos, także przestrzenny, jest cechą tłum
                                          > u.
                                          > Z tym się zgadzam.
                                          >
                                          > Może rzecz tkwi w tym, ze Ty (jeśli dobrze rozumiem) słysząc "ludzie idący na
                                          > film" widzisz siedzących w kinowych fotelach. Ja bardziej przed kinem, kasą,
                                          > wychodzących z kina.
                                          > Ale to są wciąż ci sami ludzie. W sytuacji "fotelowej" następuje rozbicie
                                          tłumu
                                          > ("odtłumienie"), chyba że sala jest przepełniona. Po seansie znów tworzą tłum.
                                          > Czy zgodzisz się na taki punkt widzenia?
                                          >
                                          ------------------------
                                          Zgadzam się, albowiem przedstawiłam taki właśnie punkt widzenia we
                                          wcześniejszym poście.

                                          p.s.
                                          nie lubię linków postach, nie wiem dlaczego.
                                          • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 15:10
                                            > nie lubię linków postach, nie wiem dlaczego.

                                            To już nie będę.

                                            > Tłum ludzi na cmentarzu oddaje pewną atmosferę tam panującą w tym dniu.

                                            To faktycznie był nieuprawniony argument, bo się opiera na moim subiektywnym
                                            doświadczeniu. Kraków, cmentarz rakowicki, przy wejsciach, wyjściach, na
                                            głównych alejkach. Jakiej by atmosfery ci ludzie by nie oddawali, dla mnie
                                            tworzą tłum.
                                            Podobnie "wizyty papieskie"- też ludzie gromadnie sie przemieszczajacy po
                                            mieście (również oddają atmosferę) stanowią dla mnie tłum.
                                            Dla mnie "tłum" nie jest pojęciem pejoratywnym. Sam nieraz jestem jego częścią
                                            (choćby na dworcu kolejowym).

                                            > Rzeczywiście jesteś w stanie odczuć cierpienie, osamotnienie w lazarecie?

                                            Coś jakby. Smutnieję od tego, poczucie niemocy, nieporadności, defektywności
                                            organizmu. Zawsze myślałem, że to jest właśnie empatia.

                                            Schabomił.
                        • mamarcela Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 11:43
                          Niestety dla mnie obie postawy są równie ograniczające i nieprzydatne.
                          Obie narzucają mi coś, a ja nie lubie jak ktokolwiek mi cos narzuca.
                          Nie i jeszcze raz nie. Lubię to, co lubię i guzik mnie obchodzi, czy robie to
                          razem z tłumem, czy przeciwko niemu. Generalnie mam to gdzieś.
                          P;-)
                          Tak w ogóle to nie lubię postaw. Oraz ideologii.
                          • stella25b Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 11:46
                            to sie nazywa odpornosc na bodzce z zewnatrz. Eh, niekazdy tak ma...
                            • chihiro2 Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 11:52
                              Nie jest mozliwe kompletne zignorowanie bodzcow plynacych z zewnatrz. Nawet
                              jesli ktos mowi, ze potrafi je zignorowac, nie mowi prawdy. One gdzies sa i
                              zawsze maja jakis tam wplyw, chocby podswiadomy, na gust, zachowanie, emocje.
                              • mamarcela Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:20
                                chihiro2 napisała:

                                > Nie jest mozliwe kompletne zignorowanie bodzcow plynacych z zewnatrz. Nawet
                                > jesli ktos mowi, ze potrafi je zignorowac, nie mowi prawdy. One gdzies sa i
                                > zawsze maja jakis tam wplyw, chocby podswiadomy, na gust, zachowanie, emocje.

                                W żadnym momencie nie powiedziałam, że całkowicie ignoruję "bodźce płynące z
                                zewnątrz." Mam natomiast wystarczająco rozwiniety zmysł krytyczny także wobec
                                własnej osoby, że potrafie wybrać z oferty kulturalnej to, co mi się
                                autentycznie podoba. Nie muszę podążąć za tłumem, ani się specjalnie i na siłę
                                wyróżniać.
                                Najłatwiej to porównać do wyboru ciuchów w sklepie. Zawsze wybieram to, co w
                                czym czuje się dobrze , to, co pasuje do mojej figury, wieku, temparamentu i
                                aktywności. Nikt mnie nie przekona do szpilek na niebotycznych obcasach i już.
                                Z drugiej strony nie wyszywam po nocach jedynych w swoim rodzaju bluzeczek,
                                żeby nikt nie miał broń Boże takiej samej, ani ostentacyjnie nie chodzę w worku
                                pokutnym. Wystarczy mi moja niepowtarzalna osobowość nie muszę sobie dorabiać
                                poczucia wyższości za pomocą na siłę wyrafinowanych gustów.
                                Zresztą poczucie wyższości jest niczym innym jak poczuciem niższości a rebours.
                                P;-)
                                • chihiro2 Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:27
                                  Ja tez nie pisalam, ze calkowicie ignorujesz bodzce plynace z zewnatrz. Tak
                                  ogolnie napisalam, ze calkowite ignorowanie jest niemozliwe, nie a propos
                                  Ciebie.
                                  Wyrafinowany gust to bardzo subiektywne pojecie. Z ubraniami akurat jest dosc
                                  ciekawa sprawa. Inaczej wyglada wszystko w Polsce, inaczej w Anglii, inaczej w
                                  roznych kregach. Wszedzie pojecie "niepowtarzalnosci" ma inny wymiar.
                                  • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:31
                                    > Wyrafinowany gust to bardzo subiektywne pojecie. Z ubraniami akurat jest dosc
                                    > ciekawa sprawa. Inaczej wyglada wszystko w Polsce, inaczej w Anglii, inaczej w
                                    > roznych kregach. Wszedzie pojecie "niepowtarzalnosci" ma inny wymiar.

                                    Chyba nie tylko z ubraniami.
                                    Inny ma wymiar znajomość twórczości Kieślowskiego u Polaka inny u Meksykanina.

                                    I inny jest tryb (chyba) wnioskowania o ich wyrafinowaniu na podstawie tejże
                                    znajomości.

                                    S.
                                    • braineater Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:36
                                      Gwoli ścisłości, to spokojnie przy takim podejściu (50%) dałoby się obronić
                                      tezę, ze Kieślowski to masówa i kicz dla mas, bo też pewno mało ludzi w Polsce
                                      nie widziało Dekalogu (a przynajmniej Krótkiego filmu o zabijaniu), czy
                                      Kolorów. Naganiany w telewizji, wielbiony przez media, promowany silnie, jako
                                      piewca wartości i w ogóle guru superstar, którego mus znać.

                                      P:)
                                      <braineater mający gdzies Kieslowskiego, procz kilku dokumentów>
                                      • schabomil Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:45
                                        W o góle picie wody mineralnej, herbaty, konsumpcja ziemniaków, zarabianie
                                        pieniedzy itd zdają świadczy niepochlebnie o guście i zapatrywaniach osoby
                                        pijącej, jedzącej, zarabiajacej.

                                        Używanie alfabetu łacińskiego też.

                                        Schabomił.

                                        PS: Kieślowski jest dla mnie guru superstar. Choćby za sam "Biały".
                                        • nienietoperz O/T do Schabomila 19.07.06, 16:14
                                          CHOCBY za 'Bialy.,
                                          bo jest zdecydowanie najslabszy?

                                          Nn
                                        • staua Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 16:28
                                          Dla mnie - za "Niebieski" i dekalog 1. NB. pokazuje Kieslowskiego wielu ludziom, do tej pory
                                          zrozumienie znalazlam (nie liczac Polakow, ktorzy go znaja) u Francuzow i wlasnego meza, ktory chyba
                                          jednak ma podobne tlo kulturowe i do Polakow, i do Francuzow. Po innych raczej splywa.
                                          • nienietoperz Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 16:46
                                            Znam jednego Amierykanina, ktory jest wielkim fanem KK, nie tylko Dekalogu i
                                            trylogii, ale tez np. Amatora (ktory wydawal mi sie zawsze filmem wielkim, ale
                                            raczej hermetycznym).

                                            Jesli zas chodzi o propagowanie kultury polskiej na swiecie, odnioslem kiedys
                                            spektakularna porazke wyciagajac pol dawnego wydzialu na pokaz 'Rekopisu
                                            znalezionego w Saragossie'. Okazalo sie, ze kino ma przedziwna kopie z czasow
                                            kiedy 'Rekopis' powstal i byl dystrybuowany w UK. Wersja, ktora nam zaserwowano
                                            byla straszliwie pocieta (caly film = 80 minut), napisy zawierala okazjonalnie,
                                            dzwieku raczej niewiele. Zeby bylo lepiej, zostala w jakis przedziwny sposob
                                            scisnieta (do potrzeb telewizyjnych?), i bylo widac mniej wiecej 2/3 wysokosci
                                            ekranu. W ramach rekompensaty wszystko bylo rzecz jasna mocno wydluzone w
                                            pionie (co zreszta nieswiadomi tubylcy uznali za 'interesting, though not fully
                                            convincing artistic effect'). W kazdym razie nie domagalem sie po seansie
                                            zachwytow od kolegow...

                                            Wasz
                                            Nienietoperz

                                            • staua Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 16:53
                                              Niezle... Ja tez juz w zasadzie zrezygnowalam z propagowania polskich filmow w szerszym gronie,
                                              jedynie Mihai musi przez to przejsc (niektore polubil i widzial kilkakrotnie np. "Bialy" -tak; moze
                                              dlatego, ze tam i Francja, i Polska, i specyficzny humor? - ; "Wielki Szu", "Seksmisja" - to wyswietlano
                                              zreszta w Rumunii - i "Dzien swira")
                                              • noida Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 16:57
                                                Z polskimi filmami to jest zdaje się ten problem, że nie mają w zasadzie tłumaczeń?
                                                A Ty lubisz jakieś filmy rumuńskie?
                                    • chihiro2 Re: Versus czy z, czyli o nie podazaniu za tlumem 19.07.06, 12:45
                                      Zdecydowanie.
                                  • noida Dobre filmy. 19.07.06, 12:41
                                    Chihiro, przypomniało mi się, że napisałaś, iż oglądasz 4-5 filmów tygodniowo i
                                    są to tylko dobre filmy. Ja też oglądam jakieś 4-5 filmów tygodniowo, a czasami
                                    nawet więcej. Chadzam na festiwale filmowe. I tak dalej. I tych naprawdę dobrych
                                    filmów to może się trafia 1-2 w miesiącu. Czasem nawet mniej. Reszta to filmy
                                    nadające się do oglądania, przyzwoite, które mają jakieś zalety, np. świetne
                                    aktorstwo i muzykę, ale też i wady, np. słaby scenariusz. Naprawdę dobre filmy
                                    trafiają się naprawdę rzadko. Może mi powiesz, skąd bierzesz te dobre filmy w
                                    takich ilościach? Bo chyba powinnam zmienić źródło...
                                    • mamarcela Re: Dobre filmy. 19.07.06, 12:45
                                      1, 2 w miesiącu?
                                      To chyba wliczasz w to archiwalia, bo chyba nie te świeżo wyprodukowane?
                                      • noida Re: Dobre filmy. 19.07.06, 12:49
                                        Oczywiście, że wliczam. I też nie wszystkie archiwalia mi się podobają.
                                        Niektóre, chociaż nie można odmówić wielkości, nie podobają mi się np. pod kątem
                                        przesłania ;)
                                        • chihiro2 Re: Dobre filmy. 19.07.06, 12:52
                                          A powiedzialabys, ze film jest przecietny tylko dlatego, ze nie zgadzasz sie z
                                          przeslaniem?
                                          • noida Re: Dobre filmy. 19.07.06, 12:57
                                            Nie, ale powiedziałabym, że mi się nie podobał. Przykład- niektóre filmy
                                            Bergmana. Doceniam jego warsztat, ale się z nim nie zgadzam.

                                            Poza tym to zależy od faktu, jak bardzo by mi się nie podobało przesłanie.
                                            Wyobraźmy sobie doskonale zrealizowany i przekonujący film o Hitlerze, z którego
                                            wynika, że był on miłym starszym panem, który działał wyłącznie dla dobra
                                            ludzkości. Nazwałabyś ten film dobrym? Bo ja nie.
                                            • chihiro2 Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:10
                                              Hmm... po samym przeslaniu nie bylabym w stanie ocenic, czy film jest dobry czy
                                              nie. Biore pod uwage wiecej czynnikow. Z przeslaniem Bergmana tez sie czasem
                                              nie zgadzam, ale generalnie rezysera uwielbiam - choc miewa slabsze filmy (np.
                                              wczorajsze ogladane przeze mnie "After the rehearsal" - wolalabym to zreszta
                                              zobaczyc w teatrze).
                                              • noida Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:17
                                                To ja mam odwrotnie- z przesłaniem Bergmana się czasem zgadzam. Jego świat jest
                                                tak ponury i groźny, że nie sposób przyjąć go za własny.
                                                Czyli jakbyś obejrzała film o Hitlerze to uznałabyś, że jest dobry mimo przesłania?
                                                • chihiro2 Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:34
                                                  Mozliwe, nie wykluczam. Musialby byc przekonujacy, musialby nie kiec zadnych
                                                  znamion sztucznosci, za to dobry scenariusz, dobre aktorstwo, i wiele innych
                                                  czynnikow musialby spelniac moje indywidualne wymagania. Samo przeslanie nie
                                                  wystarcza i wlasciwie ma niewielki wplyw na moje pojmowanie filmu jako dobry,
                                                  wybitny czy zly. Ale oddzielilabym tu postac Hitlera jako bohatera filmu od
                                                  postaci historycznej, o ktorej wlasciwie wiem same negatywne rzeczy (poza tym,
                                                  ze ladnie malowal).
                                    • chihiro2 Re: Dobre filmy. 19.07.06, 12:50
                                      Nie pisze, ze to wybitne filmy, ale dobre (czyli tak w szkolnej skali 1-6 dobre
                                      oceniam na 4). Wybitnych rzeczywiscie jest malo, ale dobrych mozna znalezc
                                      calkiem sporo.
                                      Nie chadzam na festiwale (nie bardzo mam tu taka opcje), nie mam tez
                                      telewizora. Wszystko ogladam na dvd badz w kinie (mam swietne kino studyjne w
                                      okolicy).
                                      Moze jestem mniej wybredna i krytyczna? Moze mam wiecej zaleglosci filmowych
                                      niz Ty? Moze duzo mi sie podoba i potrafie bezblednie okreslic, co mnie
                                      usatysfakcjonuje? (Nie przecze, wyjatki w postaci slabych filmow sie zdarzaja -
                                      ostatnio "I love Huckabees" - ale sa rzadkie).
                                      • mamarcela Re: Dobre filmy. 19.07.06, 12:57
                                        No dobra, ale jeśli większość filmów, które oglądasz uznajesz za dobre to
                                        znaczy, że ulegasz w tym momencie presko "tłumu" krytyków. Bo jeśli wybierasz
                                        same lub prawie same dobre filmy to ktoś je najpierw musiał uznać za dobre, a
                                        Ty z tym kimś (wszystkimi tymi ktosiami) musisz się w większości przypadków
                                        zgodzić. Wyrafinowany gust?!? Taki sam jak krytyki? Znajomych?

                                        Podobną dyskusję parę tygodni temu toczyliśmy na FK o książkach i ja wtedy
                                        usłyszałam (przeczytałam), że widać jestem na innym etapie czytania.
                                        Widać oglądania też.
                                        P;-)
                                      • noida Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:01
                                        Naprawdę są ludzie, którzy są w stanie bezbłędnie określić, co ich
                                        usatysfakcjonuje? Jezu, zazdroszczę... Ile to czasu zaoszczędza...

                                        Fakt, że chyba masz więcej zaległości filmowych. Im więcej człowiek filmów
                                        obejrzał tym mniej jest w stanie nazwać wybitymi... Dlatego też może przerzuca
                                        się na "Dziewczynę z Alabamy"- ona przynajmniej go nie rozczaruje, bo niczego
                                        się po niej nie spodziewa, może poza tym, że się trochę pośmieje.
                                        • chihiro2 Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:16
                                          Mysle, ze da sie okreslic bezblednie (no, bledy sie zdarzaja, jak pisalam, ale
                                          rzadko).
                                          Napisalam, ze "dobre" to nie znaczy "wybitne". Wybitnych filmow to moze
                                          widzialam zaledwie 20 w moim zyciu.
                                          Byc moze jak bede starsza i bede miala jeszcze wiecej filmow za soba, stane sie
                                          bardziej krytyczna. A moze nie? Gdy mialam 15 lat nie uwazalam np. "Tam gdzie
                                          rosna poziomki" za dobry film. A teraz uwazam, bo wiecej do mnie dociera i
                                          wiecej rozumiem. Trzeba miec chyba pewnego rodzaju doswiadczenie, by moc
                                          docenic pewne filmy, tak sadze. Wydaje mi sie, np. ze Bergmana trudno jest
                                          docenic, gdy cale zycie spedzilo sie samotnie.
                                          "Dziewczyny z Alabamy" nawet nie znam, nie wiem co to.
                                          • noida Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:21
                                            No proszę, moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie- Bergmana można docenić wtedy,
                                            kiedy się całe życie spędziło samotnie. Przecież jego bohaterowie to przykład
                                            totalnej alienacji, nieumiejętności komunikacji z drugim człowiekiem, to
                                            samotnicy z konieczności. Twoim zdaniem filmy Bergmana są o ludziach niesamotnych?
                                            • chihiro2 Re: Dobre filmy. 19.07.06, 13:40
                                              Nie, nie o to mi chodzi. Co do tego, ze sa o ludziach samotnych, nie ma
                                              watpliwosci. Natomiast Bergman wiekszosc filmow poswieca samotnosci w zwiazku,
                                              nieumiejetnosci komunikacji z czlowiekiem MIMO wieloletnich prob, w koncu
                                              zaniechaniu tych prob. Pokazuje jakie odcienie ma milosc, jak zmienia sie
                                              postrzeganie kochanej osoby. Jak trudno czlowiekowi widziec siebie jako
                                              czesc "my" i jednoczesnie jako odrebne "ja". Chodzilo mi o to, ze komus, kto
                                              nigdy nie byl w zwiazku, trudno bedzie dostrzec te wszystkie niuanse. Nie
                                              sadzisz?
                                              (Moze zle sie wyrazilam - upal troche pada mi na mozg - chodzilo mi nie tyle o
                                              czysta samotnosc, ile o brak doswiadczen z zycia w zwiazku z druga osoba).

                                              Troche inaczej jest jesli chodzi o stosunek matka-corka, tez dosc mocno
                                              eksploatowany. Ale filmy poruszajace ten problem tez moga byc malo zrozumiale
                                              np. dla wychowankow domu dziecka.
                                    • braineater a moze tak 19.07.06, 12:55
                                      czyli inaczej, ze po prostu 'dobre filmy' to te, po których obejrzeniu nie mamy
                                      poczucia straconego czasu?
                                      I wtedy wejdzie w to i Oszukać Przeznaczenie i About a Boy i Casablanca i
                                      Obywatel Kane. Tylko nie da rady stworzyć kanonu:)
                                      P:)
                                      • chihiro2 Re: a moze tak 19.07.06, 12:56
                                        Jestem za.
                                        A kanonu chyba nie mamy potrzeby tworzyc, prawda?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka