Dodaj do ulubionych

New Bolejewo?

11.08.06, 23:36
Wracam wlasnie z wirtualnej wizyty w Kriskowym Bolejewie z takim oto
pytaniem: jakie bedzie Bolejewo pokolenia wyrastajacego dzisiaj? Zupelnie nie
moge sobie wyobrazic tego miejsca, wiec moze ktos pomoze jakis wizerunek sklecic?
Ja sie w Bolejewie urodzilam i wychowalam (Dochtor, az mnie ze wzruszenia za
gardlo chwycilo...), i niestety nie cierpie tam wracac fizycznie. Bo mi moje
Bolejewo spaskudzili. Jako dziecko nie moglam zrozumiec ciaglych utyskiwan
rodzicow, jakie to miasteczko paskudne i zapyziale. Dla mnie bylo calkiem
magiczne. Przedwojenne tynki z pajeczymi spekaniami i mapami grzyba, jakies
przybudowki z brzozkami wyrastajacymi z rynny, komorki na wegiel. Przechodzac
waziutka, rozgrzana w poludnie ulica Walowa czulam na golych, dziewczynskich
lydkach smagniecia chlodu z malych okienek piwnicznych, nadajacych moim krokom
troche taneczny rytm: raz, dwa, TRZY, raz, dwa, TRZY... Takim cieplo, zimnym
walczykiem docieralam do placu, ktory zmienial czesto nazwy (:o)) i ogromnej
bramy kamieniczki, w ktorej mieszkala Babcia. Z lewej strony bramy masarnia z
rojem much lazacych po zielonych kafelkach z secesyjnym wzorkiem, z prawej
warzywniak pachnacy selerem, pietrucha i koprem. Na schodach skrzypiacych jak
dusza w czysccu unosil sie duszny fetorek gotowanych ziemniakow, ktory maly
nos przyjmowal bez wtretu, bo tak jakos domowo i znajomo zalatywal. Do
mieszkania Babci wchodzilo sie w upalny dzien z uczuciem ulgi, bo wysokie
pokoje i grube mury zazdrosnie przechowywaly zbawienny chlod. Z braku bardziej
ekscytujacych rozrywek potrafilam tam godzinami produkowac kolczyki z guzikow
dawno juz nie istniejacych ubran, albo lezac na brzuchu obserwowac jak promien
slonca, ktory zdolal sie przebic przez rosnace przed oknami platany, wymacuje
coraz to nowe "kotki" kurzu pod ogromnym lozkiem ( ulubionym miescem wyglupow
z kuzynostwem, przy nieodmiennym wtorze mantry Dziadka: "dziecko, nie obkopuj
politury!"). No i strych! Miejsce uwiecznionej napisem kreda pamieci kota
Pimpusia, pelne zakamarkow, w ktore nie docieralo swiatlo z malego okna, a
zackanych gratami niewiadomego pochodzenia, napawajacych naboznym lekiem, i
omijanych wzrokiem. Czas plynal w Bolejewie leniwie jak gesta melasa, a czasem
nawet przystawal w miejscu...
A teraz co? Dziury po szwabsko/ruskich kulach zatynkowane, Chodniki z
ogromnych kamiennych plyt popekanych od ciezaru czolgow pokryte paskudna
kostka, w masarni drogeria, w warzywniku - a jakze - drogeria, Poczciwa
"Mysliwska" przechrzczona na jakiegos Grilla, lokalni pijaczkowie zamiast, jak
pan Bog przykazal w mordowni chlac, sacza piwko pod parasolami - szkoda
gadac... Zero magii. No i ja sie pytam, jakie to ich Bolejewo bedzie ?
A teraz wy juz babciu - spocznij! :)
Obserwuj wątek
    • dr.krisk Re: New Bolejewo? 11.08.06, 23:48
      Nie wiem. Trudno sobie wyobrazić jakie będą Bolejewa dzisiejszych dzieci.... Mc
      Donald jest taki sam wszędzie i gdzie mu do niepowtarzalności sklepiku pana
      Wyżlica na rynku, gdzie gumy do żucia z przemytu były, lizaki w przedziwnych
      kolorach oraz dziesiątki innych niewyobrażalnych rzeczy.
      Ale dzieciaki sobie poradzą.
      • jakotakot Re: New Bolejewo? 11.08.06, 23:51
        Wiem, wiem - dlatego ta ostatnia komenda.
      • jakotakot Re: New Bolejewo? 12.08.06, 01:12
        Te lizaki to dziela sztuki byly - jak witraze w Notredamie jakims. A odpusty
        pamietasz? I ochidnom swinskom skorke, i (tu pewnie nasze drogi sie rozejda)
        pierscionki ze szkielkiem w kolorze buraka - niespelnione (bo takie niegustowne)
        marzenie mojego dziecinstwa...
    • braineater Re: New Bolejewo? 12.08.06, 00:24
      Ja mam o tyle dobrze, że moje Bolejewo, nie dość, że wielkomiejskie choć z dala
      od centrum, do którego w dzieciństwie trzeba było się dostawać droga pełną
      przeszkód, takich jak przesiadki tramwajowo autobusowe, z czego tworzyła się
      cąła Wyprawa, obserwowałem, dziecięciem będąc, w okresie przemian
      drobnoustrojowych. I takoż moja Mutti z powaznej pracy Pani w Biurze awansowała
      na Starszego Inspektora d/s Ubezpieczeń, masarz na rogu zmienił się w
      wielkomiejskie Delikatesy u Krysi, asfalt został zerwany i odsłonięto ponoć
      najstarsze na Śląsku kawałki bruku, pomieniając ulicę przy której mieszkałem w
      fragment rajdowy typu Paryż-Dakar, a co najważniejsze, przestałem chodzic do
      szkoły, której patron nikomu nic nie mówił, w dumnego ucznia S.P. im. Obrońców
      Śląska. Niestety wraz z przemianami skończyło sie permementne święto, znane
      jako 'paczki z Reichu', pełne niewyobrazalnych dobroci typu czekolada Milka i
      coś, co w mojej rodzinie firmowało jako wuszt z dzikiej baby, a czego składu
      (za to smak jak najbardziej) do dzis nie potrafię zidentyfikować. Skończyło się
      szpanowanie trójwarstwowymi piórnikami z obrazkowością Formel Ajnc, a zaczęła
      się licytacja na pachnące pióra kulkowe, które, ku mojemu oburzeniu mógł miec
      każdy. Jeszce gorszym ciosem dla Bolejewa Brejnitrzego okazała sie wymiana
      ludności, poniewaz, ku zgrozie radykalnych hanysów i ich zon w zopaskach, oraz
      om i opów, którzy siadywali na schodach i kurzyli sporty z szkanych fifek
      (dopiero moje pokolenia nadało temu niewinnemu przedmiotowi status kultowego
      sprzętu do palenia ziółek i browna), Bolejewo, z familokami, postindustrialnymi
      ruinami huty i sporą kasą włożona w renowację starych, 13 i 14 wiecznych
      budynków gospodarczych, stało sie modne wsród blukollarów z pobliskiej
      Metropolii, którzy zaczęli sprowadzać sie hurtem przyciagnięci także fatum
      najbogatszej gminy w Południowej Polsce. No i się zaczęło - zamiast Jorga, co
      pod wpływem na laubach pędzonego bimbru z własnych wisienek śpiewał po nocy
      Szładzieweczkę i Tusto gynś loto mi po placu, pojawiły sie nocne eskapady
      tuningowanymi mercami i beemami z umc, umcem na full, zamiast swojskiego
      Karlika, kaj karlusy brały piwo na pomp, zaistniał najtklub Koliberek, którego
      pracownice, jak jedna Ukrainki, grupowo wzbudzały skandal na niedzielnym
      wielkim w kosciele, bo silnie wierzace, uczeszczały co tydzień.
      No i wybyłem stamtąd, zostawiając Mutti w familoku, który oparł sie najazdowi
      gorolstwa, rdzennie hanysowskim, ze śląska Fala od rana do nocy, po to by po
      paru latach mędzenia po róznych wesołych miejscach, odkryć, że Brejnitrze
      Bolejewo poradziło sobie ze wszystkim. Blukollary dobite recesją drugiej połowy
      lat 90 wybyły gdzieś w poszukiwaniu nowej kasy i nowych trendów, burdel upadł,
      bo rdzenni mieszkańcy przez ten cały czas pozostali wierni pani Malinowskiej,
      która w swoim Białym Domku miała doborowy zestaw richtich gryfnych frelek
      (wszystkie z powaznymi problemami stomatologicznymi, ale nie potrafiące mówic
      inaczej, niz gwarą, i wszystkie powyżej 40stki), a na schody powrócili omy z
      opami i tak naprawde jedyma róznica miedzy dzis a wtedy jest taka, że
      Delikatesy nadal sa U Krysi, a omy z opami nie pala juz sportów a fajranty lub
      machorkę.

      P:)
      • jakotakot Re: New Bolejewo? 12.08.06, 01:27
        Bo Fortuna, jak i historia, kolem sie toczy :).
        Chopie, to tys jest nolsz (ta pieronsko, zagraniczno klawiatura mi wadzi)?
        Pieronie, a zes mi nie wygladol. A ja taki slasko-zabuzanski schizofrenik :).
        Wyroslam w propagandzie, ze Tam to pszczoly jak wrobli wielkie byli, i
        odpowiadajac mamie na pytanie co mi niania slazaczka dala na drugie sniadanie:
        sznitke z kejzom mazanom.
        • jakotakot Re: New Bolejewo? 12.08.06, 17:01
          Nawiasem mowiac, ta scizofrenia byla bardzo powszechnym zjawiskiem w moim
          Bolejewie i stanowila o jego specyficznym kolorycie. Zostala wyleczona i juz
          sladu po niej nie ma. Zastapila ja inna choroba, ale juz nie tak malownicza.
    • dr.krisk Powroty i podróże sentymentalne. 13.08.06, 00:09
      jakotakot napisała:

      > Ja sie w Bolejewie urodzilam i wychowalam (Dochtor, az mnie ze wzruszenia za
      > gardlo chwycilo...), i niestety nie cierpie tam wracac fizycznie.
      A ja i owszem. Też to jest zupełnieinne miejsce, odarte z wdzięku i ciepła -
      nikt juz niecze szneków z glancem, po ulicy nie biegają chłopcy z blachami
      placka drożdżowego (nosili je do piekarni celem wypieczenia, tylko taki placek
      ma właściwą konsystencję). Powymierała rodzina albo rozeszła się po świecie.
      Ale dalej w przyszpitalnym murze są dziury wydłubane przez małego KrisKa wiele,
      bardzo wiele lat temu. jasne jest, że kiedyś ktoś mur rozbierze albo otynkuje.
      Ale przyjdzie inny, grubawy i chorowity chłopczyk i wydłubie gwoździem swoje
      własne dziury.
      Fascynuje mnie przemijanie. Zmiana wyglądu znanych nam miejsc, które z roku na
      rok są nieco inne. Nie denerwuje mnie to, zwykła to kolej rzeczy. Jasne,
      wzruszające jest gdy nagle, spacerując po takim Bolejewie, wleziemy wprost w
      miejsce sprzed kilkudziesięciu lat. To samo słońce, bruk Rynku Świńskiego,
      popołudniowa cisza zalanych światłem uliczek.
      Mógłbym godzinami łazić w kółko, odczytując na nowo znane mi przecież miejsce.
      • jakotakot Re: Powroty i podróże sentymentalne. 13.08.06, 02:01
        dr.krisk napisal:
        Fascynuje mnie przemijanie. Zmiana wyglądu znanych nam miejsc, które z roku na
        > rok są nieco inne. Nie denerwuje mnie to, zwykła to kolej rzeczy.

        A, no i tu jest pewnie pies pogrzebany. Byc moze powodem mojego braku zdrowego
        dystansu do "pozytywnych" zmian w moim Bolejewie jest fakt, ze nie
        uczestniczylam w nich rownie organicznie jak, cumbajszpil, Brain. One mnie
        obuszkiem przez leb zdzielily. Wyjechalam z kraju w 89-tym, wracam rzadko i na
        krotko, i za kazdym razem zmiany sa tak dramatyczne, ze przez pierwszych pare
        dni jestem mocno zdezorientowana. Miasteczko dostaje ogromne zastrzyki
        niemieckiej gotowki i wzorcow estetycznych jak wyzej, polozone jest przy dosc
        waznej drodze i metamorfoze przechodzi pewnie gwaltowniejsza niz polozone
        bardziej na uboczu Bolejewa. Na to wszystko naklada sie jeszcze syndrom
        latarnika, ktorym ciagle mi sie jeszcze czka, i to zderzenie radosci z powrotow
        do domu z rzeczywistoscia jest dosc brutalne :).
        Krisku, mam nadzieje, ze nie jestes juz chorowitym chlopczykiem (nadzieja moja
        opiera sie na wzmiankach o muskulaturze i dziarskich wyczynach kajakowych:)) i
        jeszcze dlugo mi przyjdzie czerpanie uciechy z Twoich uroczych, lub mniej
        uroczych, ale za to w samo sedno sprawy walacych, tekstow.
        • dr.krisk Re: Powroty i podróże sentymentalne. 13.08.06, 22:46
          Ale ja też mieszkam daleko od mojego miejsca sentymentalnego - ot, zajadę tam
          czasem przypadkiem. Żałuję tylko, że w ciągu tych wszystkich ostatnich przemian
          miasteczko owo straciło swoją tożsamość, coś co odrózniało je od innych
          poodbnych miejsc. Teraz niewiele osób rozumie i mowi miejscową gwarą, sklepy i
          restauracje są takie same jak wszędzie, sprzedaje się standardowe drożdżówki,
          na rynku stoi niby-pizzeria (blade buły z ketchupem), a czerniny w miejscowym
          jadłospisie nie uświadczysz.....
          Co do mojej chorowitości - to oczywiście minęła. W mojej rodzinie nie było
          nigdy zwyczaju uprawiania jakiś sportów: po osiągnięciu wielu dojrzałego po
          prostu nie wypadało uganiać się w krótkich majtkach nie wiadomo gdzie i po co.
          W młodości byłem kompletną niezgułą, stawianą przez moich proletariackich
          kolegów na bramce (tylko to mnie łączy z L.Kaczyńskim...). A potem mi przeszło,
          zacząlem się ruszać, przestałem chorować (jak tu nie chorować, gdy mama
          człowieka ubierze jak na biegun???).
          • itek1 Re: Powroty i podróże sentymentalne. 13.08.06, 23:15
            > Żałuję tylko, że w ciągu tych wszystkich ostatnich przemian
            > miasteczko owo straciło swoją tożsamość, coś co odrózniało je od innych
            > poodbnych miejsc.
            Degradacja malych miasteczek to temat chyba na osobny watek. Ja od dobrych paru
            lat odwiedzam male miaseczko poniemieckie-podszczecinsko-nadmorskie, z ktorego
            pochodzi droga mi osoba. Do tej pory widac slady dawnej swietnosci. To byl jenak
            duzy szok jak zobaczylem serie zdjec ~1900. Cudowne.
            BTW lubie takie stare fotografie z poczatku XXw.- Szczecina, Berlina w kolorze
            sepii.
            • dr.krisk Stare fotografie... 14.08.06, 15:24
              > BTW lubie takie stare fotografie z poczatku XXw.- Szczecina, Berlina w kolorze
              > sepii.
              Pisałem już kiedyś o tym - lubię oglądać stare fotografie przez wielkie szkło
              powiększające. Widać mnóstwo ukrytych szczegółów: co leży na wystawach sklepów,
              twarze przechodniów, numer przejeżdżającego tramwaju. Przez chwilę jestem
              dopuszczony do przeżywania jednej jedynej chwili, zastygniętej na fotografii.
              Oto w kawiarni "Hindenburg" siedzą przy składanych stoliczkach panie i panowie -
              coś świętują? Wszyscy patrza na grubego jegomościa z wąsami, który
              najwyraźniej coś opowiada. Dowcip? A może toast wznosi? Już minęlo, nigdy się
              nie dowiemy.
              I tak to jest z tymi fotografiami.
          • jakotakot Re: Powroty i podróże sentymentalne. 14.08.06, 01:55
            dr. krisk napisal:
            > zacząlem się ruszać, przestałem chorować (jak tu nie chorować, gdy mama
            > człowieka ubierze jak na biegun???).
            Bo mamy tak maja :). A Ty, to taki nasz Teddy Roosevelt, ktoren z astmatycznego
            cherlaka droga uporczywych cwiczen az w prezydenta sie przedziezgnal! Moze nie
            tylko to stanie w bramce przyjdzie Ci dzielic z Kaczynskim - kto wie? :)
            • jakotakot Re: Powroty i podróże sentymentalne. 14.08.06, 16:39
              Oto w kawiarni "Hindenburg" siedzą przy składanych stoliczkach panie i panowie -
              coś świętują? Wszyscy patrza na grubego jegomościa z wąsami, który
              najwyraźniej coś opowiada. Dowcip? A może toast wznosi? Już minęlo, nigdy się
              nie dowiemy.
              I tak to jest z tymi fotografiami.
              :)))
              Ja strasznie lubie tak studiowac Cartier-Bresson - mistrza bolejewskiej atmosfery.
          • daria13 Re: Powroty i podróże sentymentalne. 14.08.06, 20:50
            >a czerniny w miejscowym
            > jadłospisie nie uświadczysz.....
            Czerniny?? To dottore nie z Wybrzeża, a z poznańskiego? To Bolejewo w tamtych
            okolicach? Trzeba tak było od razu. To my może krajany są? Ja od strony Mamy co
            prawda, aleć zawsze:)
            P:)
            • skajstop Re: Powroty i podróże sentymentalne. 14.08.06, 20:54
              Oooooooooooo, to nas tu więcej widzę będzie pyr wielkopolskich :)

              Skajstop Zaczęty W Miejscu Zacnym A Skończony W Innym :D
    • a.nancy pozazdrościć 14.08.06, 20:16
      ...tym, co narzekają, że im Bolejewo spaskudzono...
      ...tym, co idealizują i tęsknią...
      ...tym, co wracają i tym, co wspominają...

      Jakoś nie mam swojego miejsca sentymentalnego. Takiego miejsca na ziemi, które
      byłoby moje. I czasami brakuje mi tego poczucia przynależności. Spędziłam 18 lat
      życia w Bolejewie "wielkomiejskim choć z dala od centrum" (por. braineater) i
      co? Właśnie nic. Zero sentymentów. Jakaś skaza emocjonalna? Teraz mnie nosi po
      świecie i zazdroszczę ludziom związanym ze swoim miasteczkiem, dzielnicą itp.
      Zazdroszczę lokalnym patriotom. Ten "duży" patriotyzm nie wystarcza, a wręcz
      jakiś niedorobiony się wydaje bez "małego".
      Czy można trafić do Bojelewa dopiero w dorosłym życiu i zapuścić korzenie? Czy
      zawsze będę obca?
      • daria13 Re: pozazdrościć 14.08.06, 20:46
        Na wiele rzeczy w życiu nie jest za późno. Ja jestem z dużego miasta, a od
        dziesięciu lat mieszkam na wsi. A właściwie na osiedlu koło takiego małego
        miasteczka i od jakiegoś czasu czuję, że już zdażyłam zapuścić tu korzenie. Na
        poczcie nie muszę mówić jak się nazywam, a pani sama od razu wyciąga mój
        polecony, na przejściu jakaś inna pani zaczepia mnie i pyta, czy jestem mamą
        tej sławnej (lokalna młodociana poetka:) Julki. I tak na każdym kroku. Lokalna
        społeczność. Może to jednym przeszkadza, bo traci się swoją prywatność, a mnie
        to rozczula w porównaniu z całkowitą anonimowością, jaką dane mi było przeżywać
        w blokowisku warszawskim, gdzie na piętrze było 8 mieszkań i znałam z widzenia
        tylko jedną, najbliższą sąsiadkę. Ale to chyba kwestia predyspozycji
        emocjonalnych, czy ktoś lubi odczuwać więzi lokalne i jest na nie otwarty, czy
        wręcz przeciwnie. Wm każdym razie, dla chcącego nic trudnego i jeśli masz
        potrzebę odnalezienia jeszcze swojego Bolejewa, to masz duże szanse, czego
        serdecznie życzę:)
        P:)
        • a.nancy Re: pozazdrościć 14.08.06, 20:58
          daria13 napisała:

          > Na wiele rzeczy w życiu nie jest za późno. Ja jestem z dużego miasta, a od
          > dziesięciu lat mieszkam na wsi. A właściwie na osiedlu koło takiego małego
          > miasteczka i od jakiegoś czasu czuję, że już zdażyłam zapuścić tu korzenie. Na
          > poczcie nie muszę mówić jak się nazywam, a pani sama od razu wyciąga mój
          > polecony, na przejściu jakaś inna pani zaczepia mnie i pyta, czy jestem mamą
          > tej sławnej (lokalna młodociana poetka:) Julki. I tak na każdym kroku. Lokalna
          > społeczność.

          No właśnie jestem na etapie zapuszczania korzeni w małym miasteczku... Takie
          drobiazgi jak pani na poczcie, przechodnie mówiący "dzień dobry" strasznie
          wzruszają po życiu w blokowisku. Już kocham to moje nowe (zupełnie nowiutkie)
          Bolejewo ale... to chyba nie to samo, co miejsce, w którym się spędziło
          "dzieciństwo sielskie, anielskie". I chyba nie chodzi tu o wielkość
          miesjcowości, ale o to, czym się (wieś, miasto, dzielnica - wszystko jedno)
          stała w naszych wspomnieniach. Obawiam się, że tego uczucia już nie odzyskam.
          Może nadzieja w zostaniu mamą ;) i spojrzeniu na Bolejewo oczami nowego
          obywatela :)))
          • jakotakot Re: pozazdrościć 15.08.06, 01:09
            A,nancy droga, wbrew wrazeniu jakie mogly wywolac moje lzawe wspomnienia i
            poirytowane utyskiwania, nie jestem wcale uzalezniona od mojego Bolejewa w zaden
            sposob. Im jestem starsza, tym bardziej uniezalezniam sie od wszelkich czynnikow
            zewnetrznych w sensie emocjonalnym i kazdym innym. Jestem cichym wyznawca
            filozofii: "wszystkie drogi prowadza do Rzymu", i detale indywidualnego losu -
            przypadkowe zawsze - wydaja mi sie tylko materialem, z ktorym kazdy musi sobie
            poradzic, zeby dojsc do jakiejs tam samo-swiadomosci. Wierze swiecie, ze ludzkie
            doswiadczenia zyciowe maja wspolny mianownik niezaleznie od okolicznosci.
            Uwiklanie w drobiazgowe detale utrudnia wrecz czasami widzenie swiata i wlasnej
            w nim roli, czy wlasnego w nim miejsca. Nie wiem czy sie jasno wyrazilam, bo
            n-ty kieliszeczek winka wlasnie zamroczyl moj, i tak juz niejasny, umyselek :).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka