Dodaj do ulubionych

poczet kawalerów:)

17.10.06, 10:50

Szykuje się demograficzna katastrofa. W co drugim domu chłop, bez większych
widoków na żeniaczkę. – Trzydziestu kawalerów, z ochlejtusami czterdziestu,
ale tych nie liczym, i tylko trzy panny na wydaniu – żalą się matki
samotnych. – Dzieci garstka...
Chłopców w Klewinowie, wiosce niedaleko Juchnowca Kościelnego, jakoś zawsze
rodziło się więcej.
– Taki chyba genotyp – naukowo tłumaczy fenomen jedna ze starszych kobiet
oderwana od pracy przy ziemniakach – U mojego syna, rocznik 70, było w klasie
ośmiu chłopców i ani jednej dziewuchy.
– Ale co, udało mu się, znalazł żonę?
– A gdzie tam, siedzi w domu – odpowiada lekko się rumieniąc. – Zapytam, może
zechce porozmawiać.

Kawalerów dostatek
Dom murowany, w ganku swojski nieporządek, jak to na wsi. Kawaler lat 36, w
kapciach schodzi do letniej kuchni. Tłumaczy się, dlaczego nie jest przy
robocie, przy ziemniakach. Chory jest. I wydaje mu się, że to przez tą
chorobą dziewczyny nie ma. Była jedna, ale jakoś się rozwiało. Na dyskoteki
jeździł, bo tak najłatwiej znaleźć kogoś, ale teraz to już za stary jest...
Zresztą nie tylko on sam został.
– O, tam naprzeciwko Jakimowicz, dalej aż trzy chłopaki same. Kobieta na wieś
nie chce iść, bo na gospodarce to ciężka harówa. Wszystkie z okolicy
pouciekały za granicę albo do miasta. Ja tam już nadziei większej nie mam –
kończy, zwiesiwszy smętnie głowę.
Jakimowicz „chłopczyk jak walczyk", jak mówią tutejsi. „Ładny, wysoki,
postawny, a robotny!"- nie mogą się nachwalić sąsiadki. – Patrzy, jakie
podwórko zadbane...
Jest tak, jak „swatki" mówią, ale Jakimowicz z prasą nie będzie gadał. Co
komu do tego, że w miłości szczęścia nie ma.
– Tam idźcie pogadać – pokazuje na sąsiednią zagrodę, gdzie dwójka mężczyzn
popala sobie papieroski na wozie. – Tam aż trzech kawalerów siedzi.
– Fakt, u mnie jest trzech – potakuje starszy mężczyzna z sąsiedztwa. –
Jeszcze wielkiego zmartwienia nie ma, nie tacy starzy są. Pierwszy ma 32
lata, w Juchnowcu pracuje. Jakąś tam sobie dziewczynę znajdzie. Najmłodszy,
26 lat, pojechał za granicę. Tam kobity odważniejsze są. A ty Mariusz, to
jak? Przyprowadzisz wreszcie pannę? – zaczepnie pyta muskularnego blondyna
obok.

Chrystusowy wiek minął
– No tato, znajdzie się, to będzie – śmieje się chłopak. To średni syn.
– E tam, trzydziestka ci stuknęła, a jak do trzydziestki nic, to już... –
macha ręką, co znaczy pewnie „na zmarnowanie." – A już ślub miał być.
Wszystko przygotowane było, ugadane...
– No i nie żałuję – zaperzył się syn – Prędzej czy później szydło z worka by
wyszło. Dobrze, że na początku – mówią szyfrem i nawet żadna z sąsiadek nie
ma śmiałości, żeby opowiedzieć, co też się stało między Mariuszem a jego
niedoszłą. Wypominają tylko, że Mariusz ma siostrę, dwudziestoletnią pannę na
wydaniu, ale tak jak inne za granicę uciekła, to z kim mają teraz synów
żenić. Mariusz żonę chce mieć, na pewno. Jaką? Żeby brzydka nie była, nie
leniwa i żeby porozmawiać z nią się dało. Żądania nie wygórowane.
– Jeszcze znajdę – obiecuje sobie.

xx
Dlaczego tylu kawalerów we wsi zostało, nie wiedzą. Wzruszają ramionami.
xx
– Bo tak. Tolek, najlepsza partia w okolicy ma autobus, bizona, siewniki i
inne maszyny, ale nie ma żony. Rozmawiać o tym nie chce. Pracy ma od cholery.
Jedzie na pole. Widać, że się speszył straszliwie. Obejście domu jest
wyraźnie męskie: narzędzia, rower, żadnych kwiatków. Dwie chaty dalej mieszka
Andrzej Mroz. W tym roku stuknęła mu 40.
– Chrystusowy wiek minął – żartuje. Jest szpakowaty, dobrze zbudowany i w
ogóle niczego sobie – Przegapiłem swoją szansę. Jak miałem dwadzieścia klika
lat, poznałem fajną dziewczynę. No, taka dla mnie w sam raz. Ale chciało mi
się jeszcze wytańczyć. Nie spieszyło mi się do żeniaczki i znalazła sobie
stateczniejszego. Dzisiaj żałuję.

Żeby pachniało praniem
Roman, lat 35, się otworzył, bo tęsknota go zżera.
– Ja to nie wiem, jak wytrzymam, jak nie znajdę sobie kobiety. Już zacząłem
na wódkę chodzić. Temperamentny jestem, ale o swoje dbam. Ze mną nie miałaby
źle. – Roman jest tęgawy, ale twarz ma miłą i uśmiech ciepły, wesoły. – Nie
wyobrażam sobie, jak żyć bez dzieci. Ja do brata chodzę tylko, żeby się z
nimi pobawić. Za młodu wybredny byłem, ta za gruba, ta za chuda, a tamta
pali. Ale raz poznałem dziewczynę, że spać, nie jeść przez nią nie mogłem. Z
innej wsi była. To dziesięć lat temu mi się przytrafiło Każdą chwilkę wolną
do niej biegałem, aż się ze mnie śmieli kumple. Bo ani na piwko, ani nigdzie
tylko, żeby z nią posiedzieć. No, jak całowała to ja nie zapomnę nigdy. Ojca
miała srogiego, czegoś ciągle się mnie czepiał. Może za biedny byłem, nie
wiem... I raz przy święcie posprzeczaliśmy się z nim, o byle co. Wyszedłem,
trzasnąłem drzwiami. Po kilku dniach przybiegłem, ale ona albo przez ojca
nastawiona, albo obrażona, w każdym razie gadać już ze mną nie chciała.
Honorem się uniosłem i więcej nie chodziłem. Ale gdybym to dzisiaj się
zdarzyło, to bym ją wykradł normalnie – Roman popija piwko i jest wzruszony
samym wspomnieniem. – Ona mieszka teraz niedaleko. Męża ma, dzieci. Potem
była jedna i druga, ale to jakieś mdłe, nie takie, przelotne romanse, krew
już się we mnie nie gotowała na sam widok. Było minęło. Też chcę mieć
normalny dom.

xx
Żeby kobieta gotowała i pachniało praniem. Na Białoruś po żonę pojadę, bo
słyszałem, że jeżdżą.
xx

Nawet bez ślubu
Ludzie w Klewinowie już nawet przymykają oczy na grzeszne bez ślubu pożycie.
– Jest tu taki jeden. Pijaczyna był – scenicznym szeptem wyjawia starsza
kobieta, opierając się o płot – I znalazła się wdówka (zresztą z naszej
wioski, tylko wyszła gdzieś do innej za mąż). Jej zmarł i została z dwójką
dzieci. Ja tak patrzę, a oni już od zeszłego lata, a to razem drewienka
rąbią, a to ona mu podwórko podsprzątuje. A zimą to się już sprowadziła do
niego jawnie. I co? I dobrze im dwojgu, jak nie wiem. On kieliszka teraz do
ust nie weźmie. Mówi, że dla niej wszystko, bo takie szczęście na starość go
spotkało. Facet niemłody, z 50 lat mu niedługo będzie. Mówi, że nareszcie ma
o kogo dbać. Ona też uśmiechnięta chodzi. Lepiej tak, niż marnować się osobno
mają. Co z tego, że bez ślubu, kiedy widać, że po bożemu ze sobą żyją. Nic im
ludzie złego nie mówią. Bo i po co. Inni jak 50 lat mają i bez kobiety żyją,
to już najczęściej degeneraci się robią, moczymordy, tylko wódki szukają.
– Oj są i tacy, co przy babach chleją – wtrąca jej mąż, który od jakiegoś
czasu przysłuchuje się rozmowie.
– Żeby tylko nasz nie zaczął – nie zwraca na niego uwagi kobieta.
– To u was też jest kawaler?
– A tak – kiwa głową. – Na razie, tfu – pluje przez ramię, żeby nie zapeszyć –
Akuratny jest i dobry. Dopiero na pole pojechał. Ja już bym się zgodziła,
żeby nawet bez ślubu z kobietą żył.

Wprowadzić bykowe
Taktyka klewińskich ludzi jest taka. Pytani, najpierw dziwią się, dlaczego
tylu tych kawalerów w wiosce. Wynajdują powody, a że pannom gospodarka
śmierdzi, że pracy tak dużo, że nie ma czasu na oglądanie się za
dziewczynami. Opowiadają, który chłop jaki jest, a na koniec, z bólem, ale i
ulgą wyznają: „A u mnie też jest kawaler."
xx
– No czego tym naszym chłopakom brakuje? No czego!? – kobiety z wioski
zebrały się przy płocie i obradują. – Niebrzydkie, niebiedne, robotne, nie
stare jeszcze, nie piją, nie palą...
xx
– Ja mojemu mówię, ty ze mną końca życia nie doczekasz, szukaj sobie kogoś,
kto ci będzie gotował, opierał. A on ciągle potem, potem...
– Ja mówię, niech ksiądz z ambony namawia, że
Obserwuj wątek
    • nekroskop88 Re: poczet kawalerów:) 17.10.06, 21:36
      i tak wszyscy wiedzą, że najlepsze partie są w Brańsku
      • makbrajd Re: poczet kawalerów:) 18.10.06, 00:40
        próbowałem po raz drugi to przeczytać....nie udało się
        ot matołek ze mnie
        ale jutro dam radę!
      • nutopia Re: poczet kawalerów:) 18.10.06, 09:38
        nekroskop88 napisał:

        > i tak wszyscy wiedzą, że najlepsze partie są w Brańsku
        >
        >
        oraz Bielsku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka