Dodaj do ulubionych

friends for life...?

19.10.06, 13:08
macie takich?
mnie brakuje przyjaciół. częśc wyemigrowała "za chlebem", a ci, którzy zostali mają swoje sprawy, swoje życie... chyba tak musi byc po prostu..
ale mnie jest smutno. i źle... że nie mam z kim wyjśc na spacer (pracuję popołudniami więc zwykle do 15-16 jestem w domu), na kawę, nie mam kogo odwiedzic...

smutno mi :(
nawet tutaj nikogo nie ma :( i użalac sie muszę w samotności ;)
Obserwuj wątek
    • zlota-puma Re: friends for life...? 19.10.06, 16:30
      Przyjaciele ?
      Słowo zobowiązuje, a nie mam w zwyczaju nadużywać tego określenia. Dlatego też
      muszę napisać, że nie mam.
      Moja jedyna przyjaciółka umarła w marcu; do dziś trudno mi się z tym oswioć i
      myśleć o Niej w czasie przeszłym ...

      Czasem myślę, że przyjaźń jest o wiele więcej warta od miłości mężczyzny.
      Chociaż warto mieć w swoim mężczyźnie przyjaciela, chociaż powinno tak być, to
      niestety nie takie to oczywiste.
      Przyjaźń jest takim rodzajem miłości, ktora ma szansę przetrwać znacznie dłużej.
      Tak to na dziś widzę. I mam nadzieję, że zmienię zdanie :)
      • ciociapolcia Re: friends for life...? 19.10.06, 17:26
        Moi przyjaciele tez z czasem rozsypali sie po swiecie, ci co zostali maja swoje
        zycie - kariery, pierdoly... Chociaz sama ostatnio o przyjaciol nie dbalam -
        jestem raczej samotnikiem i od zeszlej jesieni mialam trudny okres, nie
        kontaktowalam sie zbytnio z moja stara paczka... Ale z drugiej strony oni tez
        zbytnio kontaktu nie szukali :/.
        • zlota-puma Re: friends for life...? 19.10.06, 17:56
          Ciociapolcia wróciła z samotni lesnej :) Witaj :)
          Też jestem raczej niszowa i nie mam nieustannej potrzeby otaczania się ludźmi.
          Tylko wybranymi...
    • mazia Re: friends for life...? 19.10.06, 19:24
      nie...
      Mialam, ale teraz wszyscy bardzo daleko :(
    • mar100 Re: friends for life...? 19.10.06, 22:44
      miewam...czyli nie mam
    • ms.hyde Re: friends for life...? 19.10.06, 23:08
      czyli to norma...? dorosłośc = koniec przyjaciół...?
      teraz juz tylko kumple z pracy, z siłowni, z angielskiego...?

      :(
      • basic73 Re: friends for life...? 12.11.06, 21:35
        Całe życie miałam przyjaciółkę jedyną która znała każdą moją myśl.Byłyśmy
        zawsze razem i w radościach i smutkach.Potrafiłyśmy śmiać się z pierdoły i
        rozumiałyśmy się bez słów.Teraz od 10 miesięcy nie ma nas. I brzmi to dość
        żałośnie bo mam dwójkę dzieci ,kochającego męża i własne problemy a jednym z
        nich jest tęsknota za tą przyjaźnią. Byłam w ciąży,brak zrozumienia i u mnie i
        u niej ,impreza , alkohol-nie u mnie ! , wszystko runęło .Najgorsze że
        pogodziłam się z tym a teraz wszystko wraca ,tęsnię i cierpię bo czuję się taka
        samotna ....
      • alina.walkowiak Re: friends for life...? 12.11.06, 21:40
        > czyli to norma...? dorosłośc = koniec przyjaciół...?

        Tez odnosze takie wrazenie. A jak juz ludzie zakladaja rodzine, maja dzieci....
        Wszystko jest zawsze wazniejsze niz przyjaciele: dom, praca, rodzina - wszystko!
        Czasu nie maja juz NIGDY :((
        • joanna784 Re: friends for life...? 13.11.06, 10:45
          to nie chodzi o brak czasu,bo z takim przyjacielem można latami się nie widzieć
          a wiadomo że jest. to chodzi o bezinteresowność,a teraz tego nie ma.tak mi się
          wydaje
          • alina.walkowiak Re: friends for life...? 13.11.06, 14:28
            Teoretycznie można, ale ja chciałabym mieć wokół siebie takich, z którymi
            widuję się często, spędzamy razem czas, wychodzimy... Ech, zaraz się
            rozmarzę...

            Takich daleko też mam i co? Są daleko :((
    • kotbert Re: friends for life...? 13.11.06, 07:19
      Ja mam jedną prawdziwą przyjaciółkę - właściwie jest dla mnie siostrą. Mieszka daleko, a niebawem pewnie jeszcze dalej, ale nawet gdy mieszkała za granicą, nasza przyjaźń się utrzymała. Mam nadzieję, że to się nie zmieni przez bardzo długi czas.
    • ja_on_line Re: friends for life...? 13.11.06, 10:29
      Również cierpię na brak, ja nazwałabym to kontaktu z ludźmi. Przyjaźń to zbyt
      duże słowo. Moim zdaniem przyjaźń tworzy się latami, a w czasach w których
      przyszło nam żyć jakoś brakuje nam czasu na przyjaciół i ch sprawy.
      Ja wyemigrowałam z Tomaszowa do Łodzi jakieś 3 lata temu (za mężem oczywiście).
      Tam nie poznałam nikogo, najpierw ciąża, później zajmowanie się dziećmi, także
      ponad 2 lata przesiedziałam w domu. Jedyne kontakty jakie miałam to z paniami
      przy kasie sklepowej :( Niedawno wróciłam do swojego miasta i okazało się że
      większość znaomych wyjchała za granicę, a Ci co zostali jakoś nie kwapią się do
      spotkania mimo moich telefonów itp Mają swoje życie, problemy. Więc nadal
      siedze w domu, a jedyny kontakt z ludźmi to Internet. Czasami odechciewa mi się
      żyć z tego błahego wydawałoby się powodu. Ale człowiek to zwierze stadne i musi
      mieć w koło siebie ludzi bo inaczej "więdnie" . Przynajmniej ja tak mam.
      Więc łączę się z Wami w tej samotności z nadzieją na lepsze jutro :)
    • joanna784 Re: friends for life...? 13.11.06, 10:42
      też mi brakuje takiej przyjaźni.tak naprawdę to jeszcze nie miałam nigdy takiej
      przyjaciółki. była taka jedna ale okazało się że wszystko co jej mówiłam
      rozeszło się po znajomych.
    • ozna Re: friends for life...? 13.11.06, 13:51
      O jejku... ja myślałam że to ja tak tylko, nie mam żadnych przyjaciółek a
      jedyna którą uważałam za taką przestała ze mną się kontaktować kiedy pożyczyłam
      jej pieniądze ( tak najłatwiej stracić znajomych ...) szczerze4 mówiąc teraz
      nie mam nawet żadnych koleżanek ( bo firma w której pracuje składa sie z mojego
      męża , jednego starego pijaka i 5 robotników budowlanych mocno dojrzałych - w
      związku z czym nawet w pracy nie mam z kim pogadać...
      Dlatego zawsze załamuję się jeszcze bardziej jak czytam rady - idź z
      koleżankami na imprezę , itd ale ja nie mam z kim pójść ....
      no chociaż ponarzekałam sobie
    • askazbielan dla Was - Depeche Mode 13.11.06, 14:02
      Mam przyjaciółkę. Swoją muzykę. Jestem depeszówą od 17 lat. Mam raczej bardzo
      dobre koleżanki od lat, przyjaźnię się z mężem, lubię ludzi i mam sporo
      znajmomych. Ale ostatnio (bo mąż, rodzina, dziecko) znajomi bezdzietni jakoś
      się od nas osuneli , co mnie wkurza, ale ci "zdzietni" się do nas zaczęli
      odzywać. Na samotność trudno mi narzekać, bo mam dwie cudowne sąsiadeczki
      Monikę i Ewę, które na to nie pozwolą.

      I'm taking a ride
      With my best friend
      I hope he never lets me down again
      He knows where he's taking me
      Taking me where I want to be
      I'm taking a ride
      With my best friend

      We're flying high
      We're watching the world pass us by
      Never want to come down
      Never want to put my feet back down
      On the ground

      I'm taking a ride
      With my best friend
      I hope he never lets me down again
      Promises me I'm as safe as houses
      As long as I remember who's wearing the trousers
      I hope he never lets me down again

      Never let me down

      See the stars they're shining bright
      Everything's alright tonight
      • ms.hyde askazbielan! 15.11.06, 09:59
        moja best friend z która właśnie odbudowuje relacje po długim "niewidzeniu" tez jest depeszówą. jej narzeczony tyż. i jej brat i jego kobieta :)
        ja muzykę DM bardzo lubię, choc rzadko słucham. ale niesamowite jest to jak ta muzyka łączy ludzi :)
        • askazbielan Re: askazbielan! 15.11.06, 10:24
          to chyba jedyna subkultura, ktora przetrwała ;-) Ja kocham DM od zawsze,
          udzielam się nawet tu i ówdzie ;-) Pozdrawiam serdecznie! Właśnie w DM kocham
          też to, że mogę sie przenieść gdziekolwiek na świecie i zawsze znajdę bratnie
          dusze, czy to w Warszawie, czy w Barcelonie. Dlatego po przeprowadzce do
          stolicy "za mężem" z kochanego Olsztyna mojego nie cierpiałam samotnie, ale
          mogłam w grupie. heh.
    • krowa_mleczna Re: friends for life...? 13.11.06, 15:45
      Zastanawiam się czemu sama nigdy nie miałam takiej "prawdziwej przyjaciółki".
      Jedna osoba nazywała mnie swoją przyjaciółką, ale po kilku latach znajomości ja
      nie powiedziałam jej tego nigdy, kiedyś nawet zapytała się czy ją traktuję jak
      zwykłą znajomą. Zrobiłabym dla niej wszystko i zawsze mogła na mnie liczyć
      jednak brak zaufania innym ludziom i to, że nie lubie uzewnętrzniać swoich
      uczuć psuje wszystko. Nie lubię rozmawiać o swoich uczuciach wprost, wolę
      zachowywać wiele rzeczy dla siebie, nie komentować, a brak zwierzeń moim
      zdaniem nie pozwala na rozwijanie prawdziwej przyjaźni. Pewnie czyny są więcej
      warte niż słowa, ale chyba nie zawsze ;)
      • madzix255 Re: friends for life...? 14.11.06, 12:09
        mi tez brakuje moich przyjaciol....Niby mam ich trojke. Ale kazda z nich zajeta
        zaganiana. Kazda z nas studiuje, dziennie, zaocznie.Ja jeszcze pracuje. Roznie
        mamy czas wolny od zajec, czas dla siebie. Spotykamy sie raz na 2 tygodnie
        czasem nie wszytskie, razem to tylko w jakies siweta lub naprawde musi wydarzyc
        sie cud. Jesli mamy problem piszemy do siebie, i staramy sie sobie pomoc ale
        czasem czuje ze to juz nie to samo co kiedys.Wiezy jakie nas kiedys laczyly
        zaczynaja sie delikatnie rozplatywac. Teraz kolejna z nas znalazla prace na
        weekendy. Powinnam sie cieszyc, ale jakos nie potrafie. Oznacza to ze juz prawie
        wcale nie bedziemy sie spotkac bo nie ma kiedy, bo ona wtedy bedzie sypiala u
        kolezanki i jedyny czas kiedy mozemy byc razem czyli weekendy zostal stracony
        doszczetnie. Czyzby to byl koniec naszej znajomosci i ona znalazla sobie inna
        lepsza? nie wiem przykre to wszystko...
    • agent_asia Re: friends for life...? 14.11.06, 12:20
      Odkad wkroczylam w zycie dorosle nie uzywam slowa przyjaiel.Ale mam wielu
      dobryh i bardzo dobrych znajomych.I jest fajnie.Ja po prostu lubie ludzi i moje
      znajomosci sa dlugotrwale.Z niektorymi znamy sie od ponad 10 lat.Oczywiscie
      teraz kiedy kazdy ma zycie rodzinne spotkania sa rzadsze.Zawsze jednak staralam
      sie utrzymywac znajomosci.Nawet po urodzeniu dziecka sie nie izolowalam a
      bralam dziecko pod pache i szlismy do znjomych.
      • maaharet Re: friends for life...? 14.11.06, 16:18
        Ja mam jedną przyjaciółkę. Mimo, że mam koleżanki, które znam od
        przedszkola,albo i wcześniej, nie zasługują na miano przyjaciółek. Trudno
        znaleźc niestety prawdziwych przyjaciół. Czy wasi faceci też nie lubią waszych
        przyjaciółek?
    • aniek133 Re: friends for life...? 15.11.06, 11:29
      Może to głupio zabrzmi, ale przyjaźnie się urywają, gdy dana osoba urodzi
      dziecko. Wtedy to juz klapa zupełna. Tylko dziecko0, dom, rodzinka, a dla
      znajomych / przyjaciół nie ma się czasu. Inny świat, inne życie, inne problemy :
      ((

      Dlatego nie potrafię się szczerze cieszyć, gdy kolejna bliska mi osoba
      informuje mnie, że jest w ciąży. Smutno mi wtedy, bo wiem, co to dla mnie
      oznacza - zepchnięcie na totalnie ostatni plan... Widocznie tak musi być :((
      • maaharet Re: friends for life...? 16.11.06, 17:01
        Z nami rodzącymi dzieci jest dokładnie tak samo. A nawet gorzej, bo ty mozesz
        się wyspac i pójśc, gdzie chcesz, nie patrzec na zegarek co chwilę i nie spac z
        obnażonymi piersiami całą noc-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka