Dodaj do ulubionych

Normalnie para uszami mi idzie chyba

26.05.07, 09:32
Zacznę od tego,że jakoś żyję i kurwa nadal nic mi się nie chce. Co za miesiąc
pojebany-do kwadratu. Nawet sobą być nie mogę-tak do końca.
W pracy z a j e b na takiego maksa,że jeszcze miotła w dupę i zamiatać po
sobie po skończonej robocie zacznę. Pracy przybywa, a ludzi ubywa,odchodzą no
i jebany sezon urlopowy się zaczął-szkoda tylko,że nie mój :((.
Dwa dni temu kazali mi zrobić promocję wg. załączonego planu i co wielki huj
by był jakbym była nieprzytomna jak reszta towarzystwa. Mojego menedżera
akurat w tych dniach nie było więc wszystko na mnie jak zwykle spadło. Robię
tą jebaną promocję dla każdego planu, czytam, kurwa czytam, ustalam i kurwa
stwierdzam,że podobne produkty mi wjebali do wypromowania jak miesiąc temu,
ale pomyślałam pewnie dobra sprzeadaż była i tyle i sukces im się zachciewa
powtórzyć. Pół dniówki minęło i co? No i patrzę na ten plan i oczom nie
wierzę-ONIEMIAŁAM - huj jakiś niedowidzący przyniósł mi stare plany-dokładnie
z przed miesiąca-dlatego te same produkty. A ten H U J to nikt inny jak
menedżer z działu sąsiedniego co mojego w pewnych obowiązkach zastępuje jak
go nie ma. No ale co się mam dziwić jak on ze zwykłym roterem urlopowym ma
kłopoty-trzy osoby w jednym czasie z każdego działu mogą być na urlopie-a on
do trzech liczyć nie umie i miesiące zawsze mu się pomylą-prosisz go o dzień
urlopu, a on cię wpisze na cały tydzień-gdzie poadnie w dodatku. W polszy by
go wyjebali z 10 razy w ciągu dnia.... Pytam się go kto mi te plany przyniósł-
a on odwrót na pięcie z hasłem "to ja idę szukać aktualnych".
Czy ja mam kurwa zawsze oczy w dupie mieć i na wszystko zwracać uwagę? Fajna
by była niespodzianka na koniec roboty, ciekawe czy by beknął za to i jak ?
Mój główny aż mnie ucałował w podziękowaniu za oczy w dupie których nie mam.
No, a wczoraj mi jeszcze jakiegoś nowicjusza przysłali na trening-szkolenie
do pracy-dlaczego zawsze mnie ?!!-ja to wiem, a po godzinie mi się pytają czy
się nadaje. Co ja mogę stwierdzić po jednej godzinie?
A teraz z innej beczki, co ja mam z tym moim Łośkiem zrobić-robić, straciłam
koncepcję doszczętnie, chodzi dobity, na innej planecie przebywa non-stop,
oczy błędne, nie mówi, nie pisze, nie dzwoni, gadam z nim tylko w pracy i w
weekend o pierdołach zupełnych-nieistotnych, czy oni tak muszą teraz
napierdalać za tym oknem z tymi płytkami chodnikowymi, czy tu w końcu kurwa
kiedyś na jeden dzień przestaną coś robić, kurwa jak nie wiercenie za ścianą
to sąsiad szlifuje i piłuje coś na balkonie, a teraz oni, ja pierdolę chyba
sobie słuchawki BHP muszę załatwić albo strzelbę albo przypierdolę tam zaraz
tym kwiatkiem co mi uschnął 4 miechy temu i nadal stoi w doniczce i tak mi
się go nie chce wynieść na dół do kosza-szybciej będzie jak go machnę za
okno, ale wracając do sprawy wczoraj po pracy zaczął mówić-wiedziałam o co
chodzi z tym jego nastrojem-mija miesiąc od śmierci jego mamy i on nie może
sobie poradzić. Mówię, tłumaczę na wszystkie sposoby jak się da,że ona nie
była by zadowolona jakby wiedziała,że on taki smutny i dobity,że niech myśli
o tym,że nie cierpi,że nie umarła młodo,że taka jest kolej rzeczy i wiem,że
on by wolał,żeby to się stało później niż teraz, a najlepiej w ogóle wcale bo
wszyscy chcemy naszych najbliższych widzieć w zdrowiu i żywych-z nami, ale to
jest nieuniknione. Nawet mu powiedziałam,że może myśleć,że to co mu mówię
jest głupie i okrutne, ale powiem wszystko i cokolwiek żeby mu pomóc.
Powiedziałam żeby siedział w domu i mi się nigdzie nie szwędał, na żadne
spacery i dżogingi jak sobie wymyślił na weekend (chce być sam-szanuję to) bo
nie będę siedzieć w domu i myśleć czy wszystko z nim w porządku, drzwi od
samochodu nie zamknął, jedziemy i na zkręcie się otworzyły jak szeroko się
dało-dobrze,że mi ciamajda z auta nie wyleciał. Kurwa żałuję teraz,że się nie
zapytałam nigdy o numer telefonu do domu bo bym go chyba co godzinę
sprawdzała czy siedzi na dupsku czy już gdzies polazł. Komórkę tylko mam :((.
Nie wiem co mam robić.
Na zakupy muszę iść, głodna jestem, ale jeść nie mogę, zaraz pewnie jebnie
ropuchą i uwielbiam łazić w taką pogodę. W ogóle do dooooopy to wszystko
ostatnio jest. No i nawet nie mogę Łośka w takiej sytuacji opierdolić za jego
nastrój-choćby żartobliwie żeby go do pionu doprowadzić-normalnie bym to
zrobiła,a teraz to nawet nie wiem jak się mam pierwsza do niego o cokolwiek
odezwać. Jedna wielka hujnia i tyle.
No ale się napisałam i tak pewnie o połowie zapomniałam....
Obserwuj wątek
    • s.dominika Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 26.05.07, 10:05
      Boo - widzę, że każda praca musi mieć element popieprzenia. No nie ma na świecie
      normalnej roboty?

      Ale wracając do tematu. A może byście na urlop pojechali? Razem z Łośkiem?
      Oderwie się od rzeczywistości. Weź od niego numer do domu, bo komórka mu się
      rozładuje i siedzisz i kwiczysz i nic nie wiesz.

      A tak właściwie, to nie możecie razem zamieszkać? Nie ten etap związku? Ja to
      już teraz nie wiem, jak to się załatwia, bo z jednym chłopem od 7 lat - w tym 5
      mieszkamy razem i już nie pamiętam tego stanu sprzed.

      Pozdrawiam

      Też mi się chce jeść, ale chyba męża wyślę do sklepu :-)
      • boo-boo Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 26.05.07, 15:54
        Urlop? wiesz fajnie by było, ale nie wchodzi w rachubę, ochoty nie będzie miał,
        pracoholik w dodatku-jak nie w jednej pracy to w drugiej no i jak tu urlopy w
        jednym czasie ze sobą zgrać-jego na dwóch PEŁNYCH etatach no i z moim, a teraz
        jak już wszystko u nas zaklepane to i tak musztarda po obiedzie :((
        Z tym numerem telefonu to i tak chyba nie ma sensu jak się tak zastanowiłam,
        przecież co ten telefon dzwoni to on nie odbiera-nigdy, komórkę owszem-ten od
        wielkiego dzwona, ma go tylko po to żeby go ojca teraz dzwonić, wcześniej do
        matki bo z komórki by go to nieźle kosztowało za granicę.
        Etap związku? sama nie wiem, ale to chyba moja wina,że jest jaki jest-tzn. nie
        jest zły, ja się poprostu nie pozwalam ludziom do siebie za blisko zbliżać, a
        jak mi sie to zdarzy to raz od wielkiego dzwona i to na chwilkę, taki jestem
        pojebany przypadek-outsidera. Nie wiem lubię swoją swobodę i niezależność, od
        zawsze byłam nauczona i jestem przyzwyczajona żeby dbać o siebie i własne
        interesy, a nie wiem czemu, w domu było normalnie, obydwoje rodzice, pracujący,
        zawsze miałam to co chciałam, nie wiem ale zawsze musiałam być "lepsza" od
        mojej starszej siostry-nie żeby były jakieś zawody i rywalizacja o względy
        rodziców, ale ja zawsze chciałam więcej i lepiej.....Zamieszkać razem, czasami
        myślę czemu nie, ale czasami myślę że lepiej nie-bo to jednak do czegoś
        zobowiązuje i człowieka wiąże w jakiś sposób. Nie chciałabym być zraniona i
        kogoś zranić, namieszać w czyimś życiu. On nawet kilka razy wspomniał czy
        zastanawiałam się jakby to było gdybyśmy mieszkali razem na co ja ucięłam "ale
        nie mieszkamy", a jak się miałam zastanawaić jak on 18 godzin na dobę w pracy,
        z czego śpi 3 godziny, reszta na dojazdy i zjedzenie czegoś i resztę dupereli,
        no to jak się mam nad tym kurwa zastanawiać?-nie wiem nie lubię takiego
        gdybania na poważne tematy, albo się coś proponuje albo nie-takie dzielenie
        skóy na żywym niedźwiedziu. Oj pojebane to i ja też.....Masakrę mam taką w
        głowie,że nawet sobie zaczęłam schizę dzisiaj wkręcać,że ta rocznica miesięczna
        śmierci matki to tylko taka wymówka i on się nie chce ze mną już spotykać i nie
        wie jak się wykręcić, ale zaraz potem przypominają mi się ostatnie chwile jak
        się z nim widziałam i rozmawiałam i mi przechodzi i tak kurwa w kółko:schiza i
        spokój na chwilę, schiza i spokój na chwilę.... idę po jakiegoś alkohola zaraz
        do sklepa może jak się znieczulę to mi przejdzie... Czas pokaże, co ma byś to
        będzie.
    • wredna_zmija Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 26.05.07, 10:16
      Kurczę nie wiem, co powiedzieć... w takich sytuacjach każde słowo wydaje się być
      głupie... może to wyświechtany slogan i banał jakiś, ale... on to musi po
      swojemu przeżyć. Myślę, że dużo "złego" wydarzyło się przez to, iż nie był na
      pogrzebie, nie widział jej przed śmiercią, nie pożegnał się. To cholernie
      boli... takie nagłe odejście. Jesteś sobie, żyjesz gdzieś tam, masz świadomość,
      że Twoi najbliżsi też mają sie ok, a tu jak grom z jasnego nieba spada na Ciebie
      taka wiadomość. Okropne. Potrafię sobie wyobrazić, co czuje. Ja ponad 1,5 roku
      temu straciłam mego guru życiowego, mentora, którego kocham nad życie - mego
      Dziadzia. Miałam możliwość żegnać się z nim, bo umierał miesiąc, walczyliśmy o
      życie, on niby też, ale się żegnał z każdym (notabene piękna śmierć). Ale
      wracając do Łośka... Też nie mogłam pozbierać się długi, wyalienowałam się
      totalnie. Czasu trzeba na to, by wrócił do świata żywych. Nie wiem, ile tego
      czasu mu potrzeba Boo- boo, każdy przeżywa to inaczej i w innym tempie. Bądź
      przy nim po prostu. Wiem, że to również ciężki czas dla Ciebie, bo ciężko
      patrzeć na męki najbliższego, bo.. bo nie można pozwolić sobie na zwykłe żarty,
      opierniczanie - te prozaiczne sprawy, jakie miały miejsce wcześniej... wiem...
      Dasz radę, maleńka, on też...

      Co do oczu w dupie...
      Nooooo, zawsze wiedziałam, że jesteś zdolna :)))
      • boo-boo Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 26.05.07, 16:00
        Żmija pięknie toś ujęła, nic dodać i nic ująć....
        Nie wiem jak to z nim będzie on chyba najbardziej przeżywa to,że dawno jej nie
        widział,że nie był na pogrzebie...Sama nie wiem,pewnie to też robi swoje,że on
        na codzień uśmiechnięty bez okazywania jakichkolwiek trosk i zmartwień-dusi w
        sobie wszystko.Aż mu świeczki w oczach stały jak zaczął o niej znowu mówić-że
        nie wspomnę o mnie,ale nawet nie mogłam się rozpłakać, a najchętniej bym to
        zrobiła, ale boję się,że jak mnie zobaczy taką to się wystraszy,że mnie to tak
        martwi i nie będzie z nikim już na ten temat rozmawaiał i się w końcu
        sam "zagryzie" bo nie będzie mnie chciał "denerwować".

        Zamiast tych oczu w doopie to bym wolała mieć czasami jakiś dodatkowy zmysł-
        najlepiej możliwość przewidywania przyszłości, oj.....ale by się działo.
    • pulpet17 Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 26.05.07, 16:10
      boo ściskam za Ciebie kciuki,
      • boo-boo Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 27.05.07, 08:00
        Dzięks Pulpet, na pewno się przyda.
    • natalcia23 Re: Normalnie para uszami mi idzie chyba 29.05.07, 09:41
      Ach Boo-boo....
      Dobrze,że jesteś.
      Faktycznie ten Twój Łosiek się wyalienował za bardzo.
      Z jednej strony to może i dobrze,że tyle pracuje,bo nie ma za wiele czasu,żeby
      nad tym wszystkim myśleć.
      Toże powinnaś być przy nim i mówić to wszystko,co usłyszał od Ciebie to
      jasne,chociać myślę,że to tylko delikatnie łagodzi ból i daje taką pewność,że
      nie jest się samemu,ale największą robotę i tak mysi wykonać czas.
      Trzeba odczekać i przecierpieć swoje.
      Rany się w końcu zAbliznia.
      Ale jeszcze nie jedna łza spłynie zanim to się stanie.
      Może i nie jest to optymistyczne, ale tyle tylko mogę powiedzieć w tej kwestii.
      Trzymajcie się oboje.
      Będzie dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka