sunrise2006
19.07.07, 14:56
słuchajcie, czytałam w kioskonet - artykuł o toksycznych związkach. Z grubsza
chodzi o to, że kobieta jest "źle kochana", ale nie umie postawić na swoim,
tylko staje się uległa, wybacza dużo, a tak naprawdę jest nieszczęśliwa i
płacze po kątach.- jest niepewna, nie wie na czym stoi, jest nieufna itp.
No i teraz powiedzcie mi mądre głowy, jak rozpoznać, gdzie przebiega ta
granica między toksycznością a nietoksycznosćią (czyli problemami, z którymi
nieraz trza się w związku uporać????
czyli jak ja jestem niepewna jeszcze związku z Chłopiskiem po ponad pół roku,
nie ufam mu do końca, - a jedynie na 30 procent (jak to mężczyznom,
aczkolwiek może by się znalazł jeden co mu tak na 50 ufam), jestem o niego
zazdrosna, i nie jestem pewna, czy nie odstawi mi jakiegoś numeru i nie da
się uwieśc jakiejś panience bez sumienia , płacze nieraz przez niego
(szczególnie jak się pokłócimy), początki mieliśmy trudne, bo chłopisko na
początku nie zakochało się wtedy co ja, chłopisko ponadto chce mieć
asystentkę - tu też podłoże niepewne, obawiam się nieco. Czyli co siedzę w
toksycznym związku?
Czy wy teżź w takim razie siedzicie w toksycznych związkach (no dobra, nie
mówię o Dominice - bo zuważyłam że uwas Dominisiu sielanka prawie zawsze)?
ale pozostałe/y? gdzxie jest ta granica, co to można powiedziec - uuu
toksyczne... a nawet jak można - bo na początku z chłopiskiem pamiętacie, że
nie było różowo, ale teraz jest już zupełnie inaczej - i co nagle toxic minął?
skąd ci psychologowie, którzy rzucają takie opinie w tych artykułach, moga
tak śmiało określić kilka cech i ludzie się mają nimi kierować?
a może ja za małopojętna jestem