rachela180
11.10.07, 19:17
Padam na pysk. W pracy jestem o 9 rano, 9:30 kolegium, potem latam
po piętrach, zmuszam ludzi na mieście do wystąpienia przed kamerą
(czy ktoś wie, ile to wymaga wysiłku? Ile trików trzeba świadomie
wykorzystać, by zmusić człowieka, by powiedział to, co chemy
usłyszeć?), potem poszukiwanie zaginionych kaset, potem koszmarna
godzina na montażu i fajrant o 19:30. To znaczy o 20 jest jeszcze
jedno kolegium.
W domu jestem o 21. Zazwyczaj.
Ale wiecie co? Wreszcie mam dyscyplinę. Gdy miesiąc temu jeszcze
pracowałam w tygodniku, mozna było czasem zwariowac z nudów. Albo
się upić. Tu nie ma na to czasu. Może wytrzymam tak przez jakiś
czas, ale wreszcie sie czegos uczę i robię coś sensownego.
Wszystko ma swoje plusy! :)