Dodaj do ulubionych

Porzucony...

25.03.08, 10:20
Poznaliśmy się ponad 6 lat temu, mamy teraz po 25 lat.
Ona, dziewczyna ze wsi, córka niepijacego alkoholika, który pił i bił
15 lat, czy 20 lat żone i potem tez czasem dzieci, upośledzony
umysłwo
brat. W domu sie nie przelewalo
Ja, chłopak z miasta, po lewostronnym paraliżu, obecnie kuleje lkko i
mam dłoń niesprawną, pomimo tego skonczylem Uniwerek, mam dobra
prace,
dobrze zarabiam. 5, 5 roku "chodziliśmy" ze sobą. bywało różnie, ale
w
sumie bylem bardzo szczesliwy, ona podobno tez, choc wielu rzeczy nie
dostrzegalem. Chocby tego ze ona nie ma zadnych zainteresowan poza
imprezami ktore lubila ale nie chodzila beze mnie. Myslalem ze
zalapalem Pana Boga za nogi, kobieta ktorej nie przeszkadza moja
niepelnosprawnmosc, akceptuje mnie kocha.
Wszystko robilismy razem. Przygotwalem ja do matury, pomoglem na
studiach, napisalem prace licencjcka i 3 z 4 pracy mgr. mogla liczyc
na mnie zawsze i ze wszystkim tak jak i ja na nia. Slub w sierpniu
200-
cudowne wesele. Potem 2 miesiace zycia w raju. Koniec pazdiernika
dostalem ataku epilepsji, zdiagnozowao mi te chorobe ale atakow nie
mam, normalnie zyje, pracuje. A w domu (mieszkanie w duzym domu z
tesciami, w trakcie wykanczanie jej czesci domu). Mniej wiecej od
tego
czasu coraz gorzej, oddalala sie ode mnie, bylem jak mebel. od
grudnia
sexu zero praktycznie-tak bywalo i przed slubem wiec to nie nowosc.
Ciagle pretensje ze zle sie odnosze do tesciow(bzdura) i inne
czepialskie wyssane z palca zarzuty. Ja jej oddalem calego siebie,
serce na dloni. A wczoraj (Wielka Niedziela) bylem u mamy, od niej
sms-"nie kocham Cie" strasznie sie pomylilam" itd. Wiec pojechalem
spakowac rzeczy, wchodze a one juz spakowane, po niej wdidzialem cos
w
rodzaju ulgi. Tak mi sie przynajmniej wydaje.
dzis rao dzwonie, ze zostawilem plaszcz, slysze-"oddam Ci go, pytam
czemu to zrobila-nie chce tk dluzej zyc jak niewolnica""nie psuj mi
telefonami ŚWiąt" I po tej rozmowie klapki mi z oczu spadly.
Co nie zmienia faktu ze tesknie za nia strasznie, wczoraj plakalem,
mysle o niej, ciezko mi okropnie. Jenoczesnie mam swiadomosc ze
okazala sie pusta jak balon. Tyle ze na skinienie jej palca bym
wrocil. Boje sie ze bede sam, ze moja niepelnosprawnosc, choroba,
bycie (chyba) rozwodnikiem przekresla moje szanse na ulozenie sobie
zycia, a ja nie potrafie byc sam, potrzebuje ciepla i chce je dawac.
Moze ktos z Was ma podejrzenia czemu to zrobila, ja naprawde nie
wiem,
chyba zetak bardzo brakuje jej imprez itd (z epilepsja nie moge na
nie
chodzic)?
Jak myslicie, wyciagnie jescze reke do zgody?
I jak sobie radzic z bolem rozstania?
Bede wdzieczny za pomoc
Piotr
Obserwuj wątek
    • talachai Re: Porzucony... 25.03.08, 14:09
      Witaj!
      Przeczytałam Twoją historie i okropnie Ci współczuję! Z tego co
      piszesz myślę, że jesteś wartościowym człowiekiem, który dużo
      przeszedł. Nie znam Cię i Twojej Ukochanej, ale wywnioskowałam, że
      ona na Ciebie nie zasługuje(choć może nie powinnam tego pisać).
      Potraktowałą Cię okropnie. Nie wiem jak można komuś w smsie napisać
      ze to koniec, bez wyjaśnień po kilku latach wspólnego życia. Spróbuj
      z nią porozmawiać i zapytać, dlaczego tak postąpiła. Powody tego zna
      tylko ona i nikt Ci tego nie powie. Może chciała od czasu do czasu
      zrobić coś sama. Nie wiem jak to u Was wyglądało. Myślę, że czasami
      zdrowo dla związku jest zrobić coś samemu. Wyjść z przyjaciółmi na
      kawe czy do kina. Po prostu czasami odpocząć od siebie i do pewnych
      spraw nabrać dystansu.
      A jeśli chodzi o to jak sobie poradzić z bólem rozstania to na to
      potrzeba czasu, dużo czasu. Stare powiedzenie mówi: czas leczy rany
      i to prawda. Nie martw się masz dopiero 25 lat i napewno znajdziesz
      osobę, która Cię pokocha takim jaki jesteś i da Ci szczęście. To, że
      jesteś chory nie przekreśla Twoich szans na szczęście! Nawet tak nie
      myśl!
      A więc porozmawiaj z nią i poproś o wyjaśnienie!
      Ja życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki! Odezwij się jak Ci poszło!
      Pozdrawiam!
      • rogal1601 Re: Porzucony... 25.03.08, 15:31
        Dziękuje za cieple slowa. Postawilas dobra diagnoze. /poki co ide
        tokiem myslenia-jak sie okazalo nic nie stracilem.
        • yumicom Re: Porzucony... 26.03.08, 00:23
          ja mysle, ze moze lepiej dac sobie i jej troche czasu...
          nie zameczac telefonami jej ani siebie pytaniami, dlaczego to
          zrobila...
          zabraklo jej odwagi porozmawiania z toba osobiscie.
          poczekaj troche, czasami dobrze nie dac poznac, ze tak bardzo Cie to
          dotknelo. wiesz, najbardziej boli brak reakcji. a moze wlasnie to,
          ze nie bedziesz naciskac, odzywac sie do niej, spowoduje u niej chec
          skontaktowania sie z Toba? wtedy zapytaj, masz prawo wiedziec...
          ale i zastanow sie, czasami moze powiedziec cos, co zaboli.
          ja uwazam, ze trzeba nauczyc sie POZWOLIC ludziom odchodzic. czasami
          lepiej wczesniej i daje to szanse tobie i jej na rozpoczecie nowego
          zycia. nie miej zalu, nie nakrecaj sie, i pamietaj...kazde zerwanie,
          odejscie boli. pomoc mozesz sobie tym, zeby nie drapac rany, przejdz
          do porzadku dziennego a bedzie to, co ma byc. nic na sile nie mozesz
          zrobic. zycze ci duzo pogody ducha i cierpliwosci, wszystko sie
          ulozy i bedziesz napewno jeszcze bardzo szczesliwy. pamietaj,
          napewno bedzie dobrze, nic nie dzieje sie bez przyczyny po to, zeby
          wlasnie bylo lepiej i to od ciebie zalezy.
          • rogal1601 Re: Porzucony... 26.03.08, 09:39
            Masz duzo racji. Właśnie tak staram sie robic. Ale to strassznie
            boli. Jest ciezko. Wiem co jest lepsze ale nie wiem ile wytrzymam
            bez odezwania sie do niej.
            • yumicom Re: Porzucony... 27.03.08, 00:47
              moze wlasnie nierobienie NIC zadziala...
              jest taka niepisana zasada, im bardziej wchodzisz w t....
              tym bardziej zostaniesz os.... /przepraszam ale nie znajduje innego
              okreslenia/
              jest tez metoda, jezeli jestes kims zainteresowany
              poprostu udawaj, ze nie jestes zainteresowany,
              wyzebrane uczucie to zadne uczucie a zatrzymac kogos na sile, to
              dwie osoby stracone...
              a czasami tak sie dzieje, ze jak przestaniesz nagle sie nia
              interesowac, bedziesz udawac, ze Cie to nie boli, to wlasnie moze
              spowoduje jej zainteresowanie i przede wszystkim zaskoczenie - jak
              to, juz o mnie nie walczy, nie adoruje????
              A bol po takim rozstaniu jest tym wiekszy im bardziej myslisz, ze
              juz zostaniesz na zawsze sam, ze nigdy juz nikogo nie spotkasz itd
              a trzeba bardzo wierzyc, ze wlasnie spotka sie te druga osobe i
              otworzyc sie na nowa milosc. i gdyby jeszcze tak sie zdazylo, ze
              znowu zwiazek sie rozpadnie, trzeba ufac i spokojnie wierzyc, ze nie
              bedziesz sam, sama...
              pomocne sa afrmacje i wizualizacje
              powodzenia
              • rogal1601 Re: Porzucony... 27.03.08, 10:39
                Dziękuje za bardzo madra wypowiedz.
                Pani zona sie odezwala-zadzwonila chce rozmawiac, smsy pisze, co u
                mnie itd. Pustka ja ogarneela...
    • anatar80 Re: Porzucony... 29.03.08, 21:29
      Więc na początek nie wiem po co napisałeś o jej pochodzeniu? Jedynie sie
      domyślam, że ma być Ci wdzięczna że wyciągnąłeś ją z tego "piekła". Potem znowu
      piszesz jak jej pomagałeś, a ona taka niewdzięczna...
      Nie wiem czy też właściwe jest przypisanie atakowi epilepsji sprawstwa
      zachowania żony. To mógł być jakiś katalizator ale nie przeceniałbym go. Na
      pawno już wcześniej coś szwankowało w waszym związku a np mieszkanie u teściów
      mogłą spotęgować konflikt.
      Jeśli zależy Ci na żonie porozmawiaj z nią. Opowiedz o tym co czujesz, niech ona
      opowie o swich obawach, oczekiwaniach itp. Może uda się jakiś kompromis osiągnąć
      i znaleść rozwiązanie. A milczenie kto dłużej kojarzy mi się z zabawą
      nastolatków, a nie dorosłych ludzi. Polecam szczera rozmowę.
      pozdrawiam
      • rogal1601 Re: Porzucony... 30.03.08, 10:01
        Dziękuje za odpowiedź. Żona w chwili obecnej zastanawia się nad
        wszystkim. Ja zadeklarowalem chec zmiany i czekam na jej ruch.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka