jesienia
26.03.08, 17:31
Jest mi tak ciezko zaufac kochanej osobie.Po nieudanym malzenstwie.gdzie
arkohol byl chlebem powszednim dla "niego"po latach doszly narkotyki bylam 8
lat sama,nie samotna bo z 3 wspanialych dzieci.One dorosly,pozakladaly swoje
gniazdka a ja poczulam samotnosc,zabraklo mi tej drugiej polowy.Znalazl sie,a
moze to ja go znalazlam.Jestesmy ze soba 3 lata a ja ciagle go podejzewam bo
wiem ze w przeszlosci bral narkotyki.Za duzo sie smieje-podejrzane,nie
wychodzi sex-podejrzane,spotyka sie z bratem,ktory obraca sie wsrod narkomanow
i wiem ze bierze-podejrzane.Byc moze to obcesja,horoba,nie wiem,holera sama
juz nic nie wiem!Wiem,ze go kocham,a jezeli to nie milosc tylko strach bycia
samej?Czy mozna kochac nie ufajac?Wstyd mi ,bo nie potrafie mimo swoich 49 lat
rozwazyc dokad galopuje.Porozmawiajcie ze mna,przyjemnie bedzie wiedziec,ze
jeszcze nie zwariowalam-a jezeli???Co robic?