Dodaj do ulubionych

To nie jest kraj dla starych ludzi.

05.05.08, 18:29
"To nie jest kraj dla starych ludzi" obejrzałam dopiero w zeszły piątek, a
pewnie wszyscy widzieli go już wieki temu. Nie będę się tu silić na recenzję,
bo i po co. Chciałam się natomiast odnieść do recenzji innych. Przeczytałam
ich kilka i odkryłam, że inaczej zinterpretowałam film w pewnych kawałkach.
Ciekawa jestem, co wy na ten temat sądzicie. No więc:

1. Według recenzentów Llewelyn zabrał pieniądze, bo nie mógł pohamować swojej
chciwości. Moim zdaniem było inaczej - wziął pieniądze nie dlatego, że
zależało mu na kasie (chociaż to też), ale dlatego, że postanowił się
sprawdzić. Mam wrażenie, że od samego początku on doskonale wiedział, na co
się porywa. Dla niego to było wyzwanie, chęć pokazania, że potrafi, wyrwanie
się z monotonii i beznadziei, jaka go otaczała. Nie chciwość. Był przygotowany
na to, co go później spotkało, chociaż pewnie nie sądził, że przyjdzie mu
zmierzyć się z kimś pokroju Chigurha. Zresztą, gdyby wysłano kogoś mniej
bezwzględnego, by go znalazł, to pewnie by go przechytrzył.

2. Kilka osób porównało film do "Fargo", gdzie jedno zdarzenie pociąga za sobą
lawinę nieszczęść. Porównania do "Fargo" nie są bezzasadne, niemniej wydaje mi
się, że akurat w tym kawałku są raczej chybione. "Fargo" to rzeczywiście film,
w którym lawina nieszczęść rusza niechcący. "To nie jest kraj dla starych
ludzi" to moim zdaniem coś w rodzaju moralitetu, gdzie każdy ma wyznaczoną
rolę. To opowieść o próbie zmierzenia się z własnym przeznaczeniem. Przypadek
nie odgrywa tu właściwie żadnego znaczenia.

A wy jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • braineater Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 05.05.08, 20:07
      Dla mnie w decyzji L. się liczy ten tajemniczy błysk w oku, gdy znajduje tego zastrzelonego gościa pod drzewem. Tam się po prostu pojawia wyraz twarzy spod znaku "no, k.., dam radę" i w sumie to jest chyba ten moment kluczowy. A potem działa już tylko wyszkolenie. I teraz nie wiem, czy wrażenie, że L. jest wojskowym i to takim raczej z tych dobrze trenowanych, to tylko moja projekcja, czy jakieś sygnały były w filmie i książce? Bo gdyby się tego trzymać, to on od momentu gdy bierzę tę walizkę, po prostu zmienia się Arnolda z Commando - wie, że musi przetrwać i stara się ze wszystkich sił. Jakimś sygnałem o tej 'zbrojnej przeszłości', jest relacja pomiędzy nim a TLJ, oni się po prostu potrafią zrozumieć, jak trep z trepem - z tym, że jak wyżej, wcale nie jestem tego pewien, dobrze mi to jednak pasuje do obrazu całości.

      Porównanie z Fargo nie pasuje mi wcale, bo w TNKDS zdecydowanie widać fatum i to takie typowo starogreckie, a Fargo było komedią pomyłek (chyba właśnie powtórzyłem Twoje wnioski:) Tuw szyscy są skazani na zagładę, z tym, że chyba nie dlatego, że sami się na nią skazują, a raczej dlatego, że świat jest zj..any doszczętbie i nie da się już wygrać.

      P:)
      • noida Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 05.05.08, 21:11
        Był w Wietnamie - mówi to temu gościowi na granicy z Meksykiem, gdy próbuje w
        szlafroku przedostać się z powrotem do USA. Stąd, moim zdaniem, jego odporność
        na ból i w ogóle pojęcie, co robić. Przeca ja, jakbym ukradła taką walizkę, to
        bladego pojęcia bym nie miała, co robić. A on wiedział doskonale.

        Zresztą ten film jest chyba w jakimś tam sensie też rozliczeniem z Wietnamem.
        Przecież pan Morderca Bez Skrupułów i Woody Harrelson też znają się z Wietnamu
        właśnie. Wszyscy trzej są produktem tej samej wojny i dlatego ich pojedynek jest
        aż tak fascynujący.

        No właśnie, też mi stargreckość tego fatum jakoś krążyła po zwojach mózgowych :)
        Zresztą jest ono pokazane dużo lepiej niż w "Śnie Kasandry", który jest w sumie
        na podobny temat.
        • staua Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 09.05.08, 17:32
          Ja tez obejrzalam ten film niedawno - jakis tydzien temu. I
          mpowinnam byla obejrzec uwazniej, mialam uczucie niedosytu. Pewnie
          obejrze go jeszcze raz.Zgadzam sie, ze Llewelyn nie wzial pieniedzy
          z chciwosci. W ogole takie wyjasnienie nie przyszlo mi na mysl.
          Bylam pewna, ze to dla niego wyzwanie.
          Wydaje mi sie, ze Llewelyn popelnil jeden blad, gdyby nie ten blad,
          to udaloby mu sie: umowil sie z zona, zeby przyjechala.
          A poniewaz ogladalam nieuwaznie, to mam trywialne pytanie: czy
          Chigurh zabil zone Llewelyna, czy nie? Mysle, ze nie, bo podobala mu
          sie jej odpowiedz na propozycje rzutu moneta. Ale moze nie
          zauwazylam czegos.
          Moralitet-zdecydowanie. Bardzo dobry film.
          • noida Uwaga - spoiler. 09.05.08, 17:58
            No więc zabił ją. Świadczy o tym gest spojrzenia na buty, czy mu się aby nie
            powalały krwią, po tym, jak wyszedł od niej z domu.

            A czy by mu się udało? Chigurh pewnie ścigał by go tak długo, aż jeden z nich by
            zginął i wcale nie jestem przekonana, że byłby to akurat Chigurh...
            • staua Re: Uwaga - spoiler. 09.05.08, 21:57
              No wlasnie, tak to jest, jak sie oglada film z
              dziewieciomiesieczniakiem na kolanach i w trakcie jego kapieli.
              A jak myslicie, czy Chigurh przezyl na koncu? Pewnie tak, wygladal
              na takiego, ktory przezyje wszystko.
              A, kolejne pytanie nieuwaznego widza: Gdy Llewelyn zostal zabity, to
              ta sama paczka ukradla pieniadze z wywietrznika (chyba nie byli w
              stanie domyslic sie, gdzie one sa), czy Chigurh je zabral potem? Bo
              znowu czegos zapewne nie zobaczylam. Myslalam, ze Chigurh, bo szeryf
              zobaczyl monete, ale wydaje mi sie, ze byla scena, kiedy Ch. wszedl
              do pokoju, otworzyl wywietrznik i zobaczyl tylko sladu po
              przesuwaniu torby (chyba, ze to bylo kiedy indziej i wszystko mi sie
              juz pokielbasilo).
              • noida Re: Uwaga - spoiler. 11.05.08, 21:19
                Przeżyć pewnie przeżył, pytanie tylko, czy zachował sprawność na tyle, żeby
                wciąż zabijać?
                Z tymi pieniędzmi to nie wiem. Wydawało mi się, że Chigurh ich w końcu nie
                znalazł i dlatego poszedł do żony Llewelyna. Ale nie jestem pewna. Chyba nie do
                końca to było wiadome. Ta scena ze śladem po torbie była wczesniej - kiedy
                Llewelyn ukrywał się w hotelu, a Meksykanie i Chigurh namierzyli go przy pomocy
                nadajnika.
                • staua Re: Uwaga - spoiler. 13.05.08, 00:46
                  No wlasnie, juz Mihai mi uswiadomil, ze ten slad byl wczesniej.
                  Musze koniecznie obejrzec ten film jeszcze raz, jak Misiek bedzie
                  spal.
    • staua I jeszcze jedno pytanie-calkowity spoiler 10.05.08, 23:11
      To jest pytanie chyba mniej glupie, niz poprzednie - jak
      interpretujecie zakonczenie, tzn. sen szeryfa? Z Mihaiem doszlismy
      do tego, ze moze to oznaczac, iz Chigurh odizolowal sie od
      spoleczenstwa i moze wreszcie zyc wg wlasnych regul moralnych... Bez
      sensu, czy nie?
      • noida Re: I jeszcze jedno pytanie-calkowity spoiler 11.05.08, 21:22
        Mnie się wydawało, że to oznacza, że ojciec już na niego czeka. Że Tommy Lee
        Jones jest z tych starych szeryfów, tych, co nie nosili nawet spluwy, z tego
        samego rodzaju, jak jego ojciec. I ponieważ Ameryka to nie jest kraj dla starych
        ludzi, to ojciec już czeka na niego gdzieś tam, bo wie, że T.L.J. jest taki sam
        jak tamten był. W pewnym sensie to takie przyznanie się do porażki dla mnie było
        - że nadszedł czas, żebym odszedł, bo się do tych czasów nie nadaję.
        • staua Re: I jeszcze jedno pytanie-calkowity spoiler 13.05.08, 00:48
          Dzieki - nie ma jak konsultacja z filmoznawca :-)
          • noida Re: I jeszcze jedno pytanie-calkowity spoiler 13.05.08, 10:25
            Hm, ale ja nie jestem filmoznawcą :)
            Nie jestem pewna wcale, że to słuszna interpretacja...
    • zielka poczatek 13.05.08, 09:33
      Ja nie rozumiem natomiast chronologicznego miejsca dla poczatku filmu, dla
      momentu gdy Bardem jest zlapany i wsadzony do aresztu, z ktorego ucieka. To jest
      chronologicznie poczatek filmu? Nie za bardzo umiem to sobie wytlumaczyc.
    • nienietoperz Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 13.05.08, 12:13
      Film w istocie rewelacyjny, dużo lepszy od podobnie wychwalanego `There Will Be
      Blood'. Do zagadek wcześniejszych, dobrze już powyjaśnianych, dodaję dwa pytania
      zasadnicze (jedno narzucające się bezpośrednio po wyjściu z kina, drugie trochę
      później):

      - jakie znaczenie ma wypadek Chigurha na końcu? Przecież
      to ewidentnie Los, Czas, Śmierć, siła `spoza', ani działający Llewelyn ani
      bezwładny szeryf nie mają ani przez chwilę realnej szansy stawienia mu czoła.
      Czy jest coś ponad nim? Czy jest jakaś inna moc, choćby nieudolna i niewątpliwie
      nie wszechmocna (Chigurh przeżył), ale jednak funkcjonująca na porównywalnej
      płaszczyznie?

      - czy `wyzwanie', jakie stawia żona Llewellyna Antonowi jest dowodem odwagi i
      uczciwości w niezgodzie na urządzenie świata (`To nie moneta zabija, tylko ty'),
      czy głupoty i nieumiejętności pojęcia, że odmowa skorzystania z łaskawości losu
      prowadzi do klęski błyskawicznie i nieodwracalnie. Problem zresztą nie tyle
      filmowy, co uniwersalny, społecznie i indywidualnie.

      I jeszcze jedna uwaga dotycząca finałowej opowieści szeryfa - jeśli zgodzimy się
      na Chigurha jako Czas, zabijający bezwzględnie i nieuchronnie, to widać, że
      zarówno nadzieja na lepszy świat przed nami jak i myśli o dobrym dawnym świata
      urządzeniu są podobnie naiwne. Każdy jest sam. W dzieciństwie może się wydawać,
      że gdzieś tam za przełęczą czeka ojciec z ogniem, ale tak naprawdę...

      Wasz
      NN
      • braineater Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 13.05.08, 12:41
        Dla mnie wypadek, to jest znowu kwintesencja działania Fatum w tym filmie. Takie wystawienie języka na które pewnie nikt ze starych Greków by się nie zdecydował, ale na które Cohenowie już sobie mogli pozwolić, licząc na to, że widz to wyczuje. Ch, przez cały film na siebie bierze rolę Losu, to on jest tą katastrofą, ku której dążą praktycznie wszyscy bohaterowie, to on się ustawia w pozycji pana życia i śmierci i to Cohenowie pokazują, że sory, jednak nie - żaden człowiek nie może być tak naprawdę Fatum, bo Fatum, to coś ponad - kiedy tylko Ch, przestaje być potrzebny, fatum własnie pokazuje język i się go pozbywa. Dla mnie ta scena z wypadkiem, to jest własnie scena wyrzucania narzędzia po skończonej robocie - okazuje się, że Ch był równie groźny, co plastikowy widelec, którym ok, można zrobić krzywdę, ale którym cos, ktoś jednak musi kierować.

        Co do żony, to po mojemu jest tak - choć to bardziej na podstawie książki: Ch ją zabija bo musi - bo obiecał, bo ma zasady. Obiecał to i Llewlynowi i jej samej - więc się wywiązał. A ona mu odmawia w tej scenie, bo ona jako jedyna ze wszystkich bohaterów nie wierzy w to, że Ch jest fatum - nie wierzy, że morderca może samodzielnie podjąc jakąs decyzję, ona doskonale rozumie, że wszystko, co było do zadecydowania, już zadecydowane zostało. Wie, że jest martwa i wie, że tym, co ją zabije nie jest Ch, tylko Fatum uruchomione w chwili gdy Llewlyn znalazł dogorywającego Meksykanina w aucie i nie udzielił mu pomocy - to jest chyba jedne z najbardziej klasycznych, mocno umotywowanych w tradycji i antycznej i bajkowej uruchomień łańcucha nieszczęść - odmowa pomocy (i tak naprawdę jedyny błąd Llewlyna aż do smierci) - i zupełnie się w sumie nie liczy, że poniewczasie postanowił podjechac i spragnionego napoić. Pierwsze wypowiedziane 'no aqua' było po prostu wyrokiem smierci.

        A scena otwarcia, przynajmniej tak, jak ja ją rozumiem (choć się nie upieram), służy chyba głownie pokazaniu, w jaki sposób Ch, został wybrany jako narzędzie - cała ta ucieczka z posterunku pokazuje, jak Ch, wplątał się w zlecenie z którego nie mógł się wyplątać (a że chciał w pewnym momencie, chyba najlepiej widać w trakcie rozmowy w hotelu z Harrelsonem) i jakby jest kolejną próba zasugerowania, że to nie Ch. jest Fatum - on jest w to tak samo beznadziejnie i przypadkowo zaplątany jak Lllewlyn.

        Swoją drogą, skoro pamiętam z tego filmu tyle, po 2 miesiącach od drugiego oglądania, to on chyba naprawdę jest dobry:)

        Przy okazji polecę The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford bo w całej swej 3 godzinnej rozciągłości jest po prostu filmem wielkim.

        P:)
        • noida Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 13.05.08, 15:27
          Niechcący napisałam to samo, co ty, tylko doszłam do nieco innych wniosków na
          tej podstawie ;)
        • nienietoperz Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 14.05.08, 01:22
          braineater napisał:

          > Dla mnie wypadek, to jest znowu kwintesencja działania Fatum w tym
          filmie. Takie wystawienie języka na które pewnie nikt ze starych
          Greków by się nie zdecydował, ale na które Cohenowie już sobie mogli
          pozwolić, licząc na to, że widz to w
          > yczuje. Ch, przez cały film na siebie bierze rolę Losu, to on jest
          tą katastrof
          > ą, ku której dążą praktycznie wszyscy bohaterowie, to on się
          ustawia w pozycji
          > pana życia i śmierci i to Cohenowie pokazują, że sory, jednak nie -
          żaden człow
          > iek nie może być tak naprawdę Fatum, bo Fatum, to coś ponad -
          kiedy tylko Ch, p
          > rzestaje być potrzebny, fatum własnie pokazuje język i się go
          pozbywa. Dla mnie
          > ta scena z wypadkiem, to jest własnie scena wyrzucania narzędzia
          po skończonej
          > robocie - okazuje się, że Ch był równie groźny, co plastikowy
          widelec, którym
          > ok, można zrobić krzywdę, ale którym cos, ktoś jednak musi
          kierować.

          Mądrze prawisz, choć trochę to biegnie w poprzek całej wizji
          Chigurha od pierwszej sceny do momentu u żony Llewelyna. Nadal
          jednak nie wiem
          - kto kieruje Ch.? Abstrakcyjny Los? Czas? Wcielił się w niego
          wcześniej, czy tylko wykorzystał jako plastikowy Fork?
          - dlaczego przeżył (choć solidnie wstrząśnięty)? I co z nim będzie
          dalej?

          > Co do żony, to po mojemu jest tak - choć to bardziej na podstawie
          książki: Ch j
          > ą zabija bo musi - bo obiecał, bo ma zasady. Obiecał to i
          Llewlynowi i jej same
          > j - więc się wywiązał. A ona mu odmawia w tej scenie, bo ona jako
          jedyna ze wsz
          > ystkich bohaterów nie wierzy w to, że Ch jest fatum - nie wierzy,
          że morderca m
          > oże samodzielnie podjąc jakąs decyzję, ona doskonale rozumie, że
          wszystko, co b
          > yło do zadecydowania, już zadecydowane zostało.

          Czyli kibicujesz stanowisku pierwszemu. Ale drugie tez nie jest
          pozbawione sensu - żona NIE musi być zabita, bo śmierć L.
          unieważniła układ; wszystko wskazuje ponadto, że Ch. akceptuje
          wyroki monety. Kobieta nie dała sobie szansy, metaforycznie
          powiedziała, że skoro może umrzeć w każdej chwili, to ona się tak
          nie bawi i poprosi o zabicie już teraz. Zdaje mi się, że pasuje to
          do układanki tak samo jak wersja A.




          Wie, że jest martwa i wie, że t
          > ym, co ją zabije nie jest Ch, tylko Fatum uruchomione w chwili gdy
          Llewlyn znal
          > azł dogorywającego Meksykanina w aucie i nie udzielił mu pomocy -
          to jest chyba
          > jedne z najbardziej klasycznych, mocno umotywowanych w tradycji i
          antycznej i
          > bajkowej uruchomień łańcucha nieszczęść - odmowa pomocy (i tak
          naprawdę jedyny
          > błąd Llewlyna aż do smierci) - i zupełnie się w sumie nie liczy,
          że poniewczasi
          > e postanowił podjechac i spragnionego napoić. Pierwsze
          wypowiedziane 'no aqua'
          > było po prostu wyrokiem smierci.

          Klasa. Bardzo ładnie wyjaśniłeś dlaczego NCFOM jest filmem nie dość,
          że świetnym w oglądaniu, to jeszcze klasycznie wielkim.


          > A scena otwarcia, przynajmniej tak, jak ja ją rozumiem (choć się
          nie upieram),
          > służy chyba głownie pokazaniu, w jaki sposób Ch, został wybrany
          jako narzędzie
          > - cała ta ucieczka z posterunku pokazuje, jak Ch, wplątał się w
          zlecenie z któr
          > ego nie mógł się wyplątać (a że chciał w pewnym momencie, chyba
          najlepiej widać
          > w trakcie rozmowy w hotelu z Harrelsonem) i jakby jest kolejną
          próba zasugerow
          > ania, że to nie Ch. jest Fatum - on jest w to tak samo
          beznadziejnie i przypadk
          > owo zaplątany jak Lllewlyn.

          Hmmm. Ch. ze sceny początkowej nie jest ani przez chwilę w stresie,
          on WIE, że się uwolni, w każdej sytuacji w tym filmie (oprócz
          wypadku na końcu) zresztą WIE, że jest poza i ponad wysiłkami ludzi
          dookoła. Fatum jak nic :-)


          > Swoją drogą, skoro pamiętam z tego filmu tyle, po 2 miesiącach od
          drugiego oglą
          > dania, to on chyba naprawdę jest dobry:)
          >
          > Przy okazji polecę The Assassination of Jesse James by the Coward
          Robert Ford b
          > o w całej swej 3 godzinnej rozciągłości jest po prostu filmem
          wielkim.
          >
          > P:)

          Ukłony,
          a Asasynację mam zamiar dopaść, kiedy tylko będzie okazja.
          • braineater Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 14.05.08, 11:42
            nienietoperz napisał:


            > Mądrze prawisz, choć trochę to biegnie w poprzek całej wizji
            > Chigurha od pierwszej sceny do momentu u żony Llewelyna. Nadal
            > jednak nie wiem
            > - kto kieruje Ch.? Abstrakcyjny Los? Czas? Wcielił się w niego
            > wcześniej, czy tylko wykorzystał jako plastikowy Fork?

            Dla mnie abstrakcyjny los. Czy wcielał się w niego wcześniej to nie wiem, bo nic o przeszłości Ch. poza tym, co wyłowiła Noida nie wiadomo. SPróbuję tu drugiego podejścia do interpretacji początku - jesli kojarzysz kino akcji z lat 80-tych i 90-tych (a kojarzysz) to przypomnij sobie charakterystyczną scenę z praktycznie każdego filmu o mięśniakach - scenę pzbrojenia się, przygotowywania narzędzi. I w sumie to otwarcie filmu, jest rozegrane dośc podobnie - narzędzie zostaje wydobyte z pudełka/więzienia (kierowane impulsem, który być może odbiera jako instynkt samozachowawczy - wyrwać się/uciec), wypolerowane i wypróbowane (kierowca na szosie), a nastepnie pokazuje nam się 'jak to działa' - 1 scena z monetą. Odejściem od zasady jest w tym wypadku 'ukrywanie' tego, kto tym narzędziem kieruje - a już ustaliliśmy, że 'zbrodnicza dłoń' jest niewidzialna, bo to fatum.
            Się nie upieram przy tej interpretacji, ale da się ją chyba obronić.

            > - dlaczego przeżył (choć solidnie wstrząśnięty)? I co z nim będzie
            > dalej?

            Co będzie dalej, to już jest wychodzenie poza dane wynikające z samego obrazu:) Przyjmując tezę o Ch. jako narzędziu w sumie powinniśmy to mieć w d. Murzyn zrobił swoje, Murzyn itd:) Ale sam wypadek jest o tyle charakterystyczny, że może podkreślać, jak bardzo Ch. był nieistotny. On nie jest narzędziem, które się pieczołowicie odkłada po robocie w osobnej przegródce w pudełku, tylko przydatnym śmieciem, typu łyżka zamiast śrubokręta, który się po wykorzystaniu wyrzuca - chociaz w sumie jednak nie, on za dobrze się nadaje do tej roboty, mnie może byc przypadkową łyżką. Może po prostu jeden z wielu tanich śrubokrętów, które zawsze walają się pod ręka?

            W filmie tego chyba aż tak nie widać, ale w ksiązce stosunek Ch. do tej roboty jest zupełnie obojętny. On, jak każde narzędzie wie, że został zaprojektowany do określonej roboty i podchodzi do niej bez cienia emocji. Stąd zresztą Ch. ksiązkowy jest chyba nawet straszniejszy - nie ma żadnej świadomości zła, ludzie, których morduje są dla niego jak śrobki dla śrubokręta - trza wkręcić, bo po to mnie stworzono, zaprojektowano. Tyle.

            A co było dalej, to chyba odpowiedź jest uzależniona od światopoglądu widza - ja sobie moge wierzyć, że po wypadku narzędzie Ch. udało się do serwisu, albo skorzystało z wbudowanej opcji samonaprawy, po czym grzecznie wróciło do pudełka, by czekać aż znów ktoś po nie sięgnie, a jak kto wierzy w to, że nawet narzedzia myślą i sa zdolne do buntu, to pewnie moze pociągnąc dalej te story w stronę: Ch. zyskuje samoświadomość, postanawia przejśc na samostanowienie i po szybkiej kuracji zaczyna zabijać na własną rękę - co w sumie chyba skończyłoby się wyludnieniem świata, bo tak jak marzeniem śrubokręta jest wkręcenie wszystkich śrubek na świecie, tak zapewne marzenie Ch. byłoby fachowe pozabijanie wszystkich, których się da.


            > Czyli kibicujesz stanowisku pierwszemu. Ale drugie tez nie jest
            > pozbawione sensu - żona NIE musi być zabita, bo śmierć L.
            > unieważniła układ; wszystko wskazuje ponadto, że Ch. akceptuje
            > wyroki monety. Kobieta nie dała sobie szansy, metaforycznie
            > powiedziała, że skoro może umrzeć w każdej chwili, to ona się tak
            > nie bawi i poprosi o zabicie już teraz. Zdaje mi się, że pasuje to
            > do układanki tak samo jak wersja A.

            Ano pasuje

            >
            > Hmmm. Ch. ze sceny początkowej nie jest ani przez chwilę w stresie,
            > on WIE, że się uwolni, w każdej sytuacji w tym filmie (oprócz
            > wypadku na końcu) zresztą WIE, że jest poza i ponad wysiłkami ludzi
            > dookoła. Fatum jak nic :-)

            Fatum, albo po prostu narzędzie wykonujące to, do czego zostało zaprojektowane

            P:)
            • noida Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 14.05.08, 12:17
              O ile pamiętam, to Ch. kiedy został złapany, już miał przy sobie to narzędzie.
              Ten policjant mówił przez telefon, że "facet ma przy sobie dziwną butlę". Więc
              uzbrojony był już wtedy i moim zdaniem już wtedy dobrze wiedział, gdzie zmierza.
              • nienietoperz Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 14.05.08, 12:45
                Tak jest.

                Zmobilizowaliście mnie dyskusją do przeczytania książki, leży już na półce i czeka.
                • noida Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 14.05.08, 16:42
                  Z tego by wynikało, że jednak jego pojawienie się w roli losu nie było tak
                  całkiem przypadkowe.
                  Brajnu, a może masz jakieś info na ten temat z książki? Ja nie czytałam i jak
                  znam życie to nieprędko przeczytam...
                  • braineater Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 14.05.08, 16:47
                    Ch. w ksiązce pojawia się znikąd. Jest już w pierwszym zdaniu i nigdy nie zostaje wytłumaczone skąd się tam wziął.

                    P:)
      • noida Re: To nie jest kraj dla starych ludzi. 13.05.08, 15:23
        Jak dla mnie Ch. nie jest Czasem ani Fatum samym w sobie. On jest tylko
        narzędziem w rękach losu. Jest użyteczny do momentu, kiedy wykona swoje zadanie
        - zabije Llewelyna. Potem staje się zbędny, dlatego może ulec wypadkowi. A może
        nawet musi?

        Bo moim zdaniem żona Llewelyna wiedziała, że ona nie musi zginąć. To znaczy
        musiała, ale to zależało właśnie od Ch. a nie od Losu. I być może wypadek był
        konsekwencją samowoli - zabiłeś bez potrzeby, teraz my zabijemy ciebie. Być może
        to był początek końca Ch., a polowanie na niego właśnie się rozpoczęło?

        Natomiast jeszcze co do snu szeryfa - wydaje mi się, że nie wszystko w tym
        filmie jest takie całkiem czarno-białe i podporządkowane fatum. W końcu szeryf
        jedzie do swojego zdaje się brata i on mu mówi coś w tym rodzaju, że to
        nieprawda, iż kiedyś było inaczej. Świat tak naprawdę wcale się nie zmienił,
        kiedyś była bezsensowna przemoc i teraz też jest. Natomiast ten sen to było
        pragnienie szeryfa, żeby należeć do jakiegoś wyimaginowanego świata zasad i
        praw, którego w rzeczywistości nie ma - jest on tyleż realny, co ten sen.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka