noida
05.05.08, 18:29
"To nie jest kraj dla starych ludzi" obejrzałam dopiero w zeszły piątek, a
pewnie wszyscy widzieli go już wieki temu. Nie będę się tu silić na recenzję,
bo i po co. Chciałam się natomiast odnieść do recenzji innych. Przeczytałam
ich kilka i odkryłam, że inaczej zinterpretowałam film w pewnych kawałkach.
Ciekawa jestem, co wy na ten temat sądzicie. No więc:
1. Według recenzentów Llewelyn zabrał pieniądze, bo nie mógł pohamować swojej
chciwości. Moim zdaniem było inaczej - wziął pieniądze nie dlatego, że
zależało mu na kasie (chociaż to też), ale dlatego, że postanowił się
sprawdzić. Mam wrażenie, że od samego początku on doskonale wiedział, na co
się porywa. Dla niego to było wyzwanie, chęć pokazania, że potrafi, wyrwanie
się z monotonii i beznadziei, jaka go otaczała. Nie chciwość. Był przygotowany
na to, co go później spotkało, chociaż pewnie nie sądził, że przyjdzie mu
zmierzyć się z kimś pokroju Chigurha. Zresztą, gdyby wysłano kogoś mniej
bezwzględnego, by go znalazł, to pewnie by go przechytrzył.
2. Kilka osób porównało film do "Fargo", gdzie jedno zdarzenie pociąga za sobą
lawinę nieszczęść. Porównania do "Fargo" nie są bezzasadne, niemniej wydaje mi
się, że akurat w tym kawałku są raczej chybione. "Fargo" to rzeczywiście film,
w którym lawina nieszczęść rusza niechcący. "To nie jest kraj dla starych
ludzi" to moim zdaniem coś w rodzaju moralitetu, gdzie każdy ma wyznaczoną
rolę. To opowieść o próbie zmierzenia się z własnym przeznaczeniem. Przypadek
nie odgrywa tu właściwie żadnego znaczenia.
A wy jak myślicie?