Dodaj do ulubionych

Im biżej, tym bardziej nie chce

20.01.09, 18:48
Im bliżej przeprowadzki na swoje, tym ja bardziej tego nie chce.
Zastanawiam sie dlaczego, i mimo 1000 mysli na nie, nie potrafie
znalesc tej jednej konkretnej...
Maż mnie ostatnio wkurwia, mysle tylko o tym jak sprowokowac
sytuacje, zeby go unikac...
zagladam tu od kolku lat, wiele razy sie zalilam, "starzy" bywalcy,
juz prawie sie ze mna rozwodzili, sadzili o alimenty, godzili. Od
czasu tej przerwy, czyli od 2006 ciagle tersknie za tym czasem w
ktorym bylam sama, choc wtedy wydawalo mi sie ze swiat sie
zawalil... i pamietam jak niegdzie indziej tylko tutaj, nikt inny
tylko Wy pisaliscie, ze wszystko sie ulozy, ze da sie zyc samemu, ze
jeszcze zatesknie za tamtymi czasami... no i stalo sie
zatesknilam... tyko teraz boje sie zrobic to po raz drugi, czuje, ze
tym razem dala bym rade, ze jestem bardziej zdecydowana, juz bym sie
za nim nie wyplakiwala, nie boje sie samotnosci, odpowiedzialnosci
za dziecko w pojedynke... wrecz chce tego.
Nie mam odwagi, wiec marze, a w marzeniach nie ma GO i jest mi wtedy
bajecznie.
Nic mi nie zrobil, owszem klucimy sie czasami, ale ogolnie on jest
bardzo zaangazowany w wice naszego gniazdka, stara sie chce szybko
skonczyc, a ja mysle jak sie wyrwac od niego.
Poza tym mysle o kims innym, kogo znam, a kto nigdy by sie nawet nie
domyslil, ze jest mi bliski.
ale to tylko moje mysli i marzenia, a rzeczywistisc zupelnie inna...
Obserwuj wątek
    • joanna784 Re: Im biżej, tym bardziej nie chce 20.01.09, 19:39
      julianko,a może tak wyrwać się gdzieś samotnie,tak żeby sobie
      wszystko w głowie poukładać, zdystansować się.jak tak ludzie ze sobą
      długo są to czasem różne mysli do głowy przychodzą z nudów.a może
      jak za nim zatęsknisz to spojżysz na sprawę inaczej?
    • to-wlasnie-ja Re: Im biżej, tym bardziej nie chce 21.01.09, 13:48
      Czego sie boisz? Zastanawiajace jest, ze rzucilas sie na gleboka wode, wowczas bojac sie okropnie , ze nie dasz rady, ze moze zle robisz , ze dziecko a jednak skoczylas. Teraz juz wiesz , ze dasz rade. Czy boisz sie tego, ze tym razem to TY mozesz byc oceniana jako osoba , ktora rozbila malzenstwo, no bo skoro on sie tak stara?
      Wiesz, mysle, ze w swoim malzenstwie poprzednio doszlas do punktu z ktorego nie ma odwrotu. Ze tak dlugo znosilas te wszystkie opisywane kiedys sytuacje, ze tak dlugo rozwazalas co zrobic , tak dokladnie wszystko przetrawilas i emocjonalnie i rozsadnie i podjelas decyzje, ktora w Tobie gleboko jest ostateczna. Ty go juz po prostu nie kochasz. Ja widze tu dwa wyjscia- albo zostaniesz i bedziesz sie meczyla w malzenstwie az w koncu okrzepniesz w niecheci, obojetnosci , letniosci dla " dobra rodziny" i tak swoje zycie przezyjesz albo odejdziesz predzej czy pozniej i to bedzie zgodne z Toba sama . Trudno mi tylko wyrokowac jak to sie bedzie mialo , jesli chodzi o Twoja core, bo to zawsze trudne dla dzieci. Ja nie umialabym zyc w falszu, codziennie dostajac szczekoscisku , aby sie usmiechnac, udawac szczescia, tworzyc obludny dom, ktory dziecko i tak predzej czy pozniej przejrzy.
      Jesli jestes stuprocentowo pewna, ze nie chcesz z nim byc to czy warto marnowac zycie? Powtorze pytanie- czego sie boisz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka