grzespelc
03.03.09, 18:18
Żebysmy mieli jakieś pojęcie, o czym tu nieraz mówimy, garść świeżych danych:
wyborcza.pl/1,75248,6337224,Lawinowy_spadek_przestepczosci.html
Najistotniejszy fragment:
"Nie widać natomiast związku między zaostrzeniem prawa a spadkiem
przestępczości. O takim związku mówili m.in. politycy PiS, krytykując
złagodzenie prawa w nowym kodeksie karnym z 1997 r. Licznymi nowelizacjami
podnoszono więc dolne granice kar za wiele przestępstw, by zmusić sądy do
surowszego orzekania. Ale z danych "Atlasu..." nie wynika, by to się udało. A
przestępczość spada. Polskie sądy w 1990 r. na karę więzienia bez zawieszenia
skazywały 27 proc. oskarżonych, a w 2006 - 9 proc. Mimo podniesienia z 12 do
15 lat maksymalnej kary za gwałt zbiorowy lub szczególnie okrutny, średnia
kara za to przestępstwo spadła z czterech lat w 1997 r. do niecałych trzech
lat w 2006. A mimo to liczba gwałtów systematycznie spada: w 2000 r. wynosiła
6,2 na 100 tys. ludności, a w 2007 - 4,8.
Za to wzrosła wykrywalność przestępstw: w 2000 r. wynosiła 49 proc., w 2007 -
65 proc. To potwierdzałoby tezę, że nie surowość kary, ale jej nieuchronność
odstrasza od łamania prawa.
Sądy rzadziej niż dawniej zawieszają wykonanie krótkich wyroków: kary do roku
więzienia w 1990 r. zawieszano w 47 proc. przypadków, w 2006 - w 24 proc.
Mniej jest też umorzeń i uniewinnień: w 1996 r. skazywano 83 proc.
oskarżonych, a w 2006 - 89 proc.
Coraz surowsze kary orzekają sądy za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na
zdrowiu i pobicie ze skutkiem śmiertelnym. W 1997 r. średnia kara za te
przestępstwa to 2,5 roku, w 2006 - 2,9. Tylko że nie działa to odstraszająco,
bo liczba tych przestępstw akurat wzrasta."