ishka
06.08.09, 17:36
1. Ogłoszenie parafialne - się ogłasza, że Ishka wstąpiła dziś w
związek prawny w pewnym Wydziale Komunikacji z pewną Hondą NTV 650
Deauville, co nie byłoby możliwe bez Waszej forumowej pomocy. Czas
więc na:
2. Podziekowania. Gdyby nie to, że można na Was liczyć w każdej
sprawie nie byłoby dziś tego ogłoszenia. Dziękuję Carry za
natychmiastowe zorganizowanie kontaktów z okolic Lublina. Dziękuję
Gosisv, która przedstawiła mnie swojemu mechanikowi jako swoją
koleżankę mimo tego, że nie widziała mnie nigdy na oczy. Dziękuję
Krzysztofowi, który bezinteresownie wskoczył na moto i poleciał
oglądać obcej babie motocykl. Dziękuję Drace, Gackowi i wszystkim,
którzy od razu zasypali mnie telefonami z propozycjami rozwiązania
problemu. Czas więc opisać:
3. Problem. Przyjechaliśmy w rodzinne strony na wesele przyjaciół
(wyborne było, wyborne). Gdy już lekko wytrzeźwieliśmy zaczęliśmy
rozglądać się po internecie za motocyklem dla mnie. Okazało się, że
dosłownie rzut beretem od miejsca, gdzie dochodziliśmy do siebie po
dwudniowym weselu jest do sprzedania śliczna niebieska Devilka.
Zajechaliśmy, obejrzeliśmy, nacmokaliśmy się nad nią... No ale, że
jesteśmy baaardzo słabo z mechaniką obeznani zadzwoniłam do starego,
starego kumpla, który dłubie w motocyklach. Nie widziałam go co
prawda 10 lat, ale się zgodził obejrzeć dla mnie Devilkę. To się
działo w poniedziałek. Umówiliśmy się na środę, na godzinę 17 na
oglądanie, a na 16 w miejscowości, gdzie ów kumpel mieszka, aby go
odebrać. No i o godzinie 16 z minutami dowiedziałam się, że "on
jednak nie może". Załamka. Ale zaraz, zaraz, a MiDówki? No to
telefon do Carry, o 16.09, krótki opis problemu, Carry dojechała do
domu i zorganizowała akcję. O 16.52 pierwszy telefon od Gosisv, a
potem to już poszła lawina, o 17.23 rozmawiałam już z Krzysztofem -
wyjadaczem, który akurat wybierał się w tamte rejony na "polatanie".
Umówiliśmy się w konkretnym miejscu, wskoczyliśmy do samochodu i
dawaj! na pełnym gazie. Po drodze telefon od Krzysztofa - chmury się
zbierają, zawraca do Lublina. No to my za nim, zostawił moto w
garażu a my znowu pełny gaz i jedziemy. DOJECHALIŚMY, Krzysztof
zmacał Devilkę, zauważył milion rzeczy, które dla mnie nawet nie
istniały ;) ale po minie widziałam, że jest zadowolony ze stanu
technicznego moto. Przejechałam się kawałeczek no i decyzja zapadła -
bierzemy. Formalności trwały kwadransik, odstawiliśmy moto do
przyszłych teściów do garażu, po 21 byliśmy z powrotem w Lublinie.
Po pierwszym oglądaniu powiedziałam sobie, że jeśli stan techniczny
będzie zadowalający to biorę tę ślicznotę. Kiedy wszystko się sypało
nachodziły mnie głupie myśli - no to może on nie dla mnie... Ale z
Wami wszystko jest możliwe.
Kilka razy już tutaj czytałam posty o podobnej, dziękczynnej treści.
Kiedy zadzwoniłam do Carry po prostu wiedziałam, wiedziałam, że coś
wymyślicie.
Jesteście niesamowite i niesamowici!
Opijemy to w Kazimierzu!
Fotki będą na fotoblogu w weekend.
:*