Witajcie,
Zacznę może od stwierdzenia na samo "dzień dobry" - należę do grupy kobiet podchodzących w pełni świadomie do swojego ciała i życia, dlatego więc nie trzeba mnie w żaden sposób przekonywać do porodu domowego

Widzę w nim tak wiele zalet, że pragnęłabym takiej właśnie formy rozwiązania i w swoim wykonaniu, ale (no, właśnie, to cholerne "ale") mamy z mężem kilka wątpliwości.. którymi, pozwólcie, że podzielę się z Wami - może coś doradzicie?
Otóż mieszkamy we Wrocławiu, w dzielnicy Leśnica - jak ktoś rzuci okiem na mapę to zobaczy, że to spory kawałek drogi od centrum (w dni wolne od pracy
czas dojazdu do Rynku zajmuje 20 minut, zaś w dni od pn do pt to czasem i godzina, jak nie więcej). Nie to jest jednak najgorsze - najgorsze jest to, że tuż przy tej naszej, jedynej ulicy łączącej nas z miastem (ul. Kosmonautów) zaczęto
budować stadion na Euro2012 oraz
obwodnicę miasta. Pal licho stadion! Ale obwodnica
plus plan
poszerzania/remontu ul. Kosmonautów i przebudowę torów tramwajowych - to elementy, które totalnie sparaliżują komunikacyjnie naszą dzielnicę. Przerabialiśmy to w wersji "light" już rok temu, gdy SKANSKA przebudowywała ul. Lotniczą (jest ona dalszym ciągiem ul. Kosmonautów, tyle że zmienia ona swoją nazwę). Prace mają rozpocząć się już wkrótce (listopad/grudzień).
Nie mogli trafić gorzej, bo ja w lutym (21.02) mam rodzić. No i to jest główny problem, jaki widzimy z mężem na drodze do najlepszej formy powitania na świecie naszego Synusia.. Po pierwsze moje znajome nastraszyły mnie
komplikacjami porodowymi, jakie przydarzyły im się w ciągu ostatnich kilku lat, grożącymi śmiercią dziecka rzecz jasna. A po drugie - to jak w krótkim czasie dojechać do szpitala (oddział neonatologii na Kamińskiego - jeszcze dalej niż Rynek!) biorąc pod uwagę w/w utrudnienia? I teraz jeśli mamy się do tego przygotować, spotkać z Panią Grażynką Bliger, to musimy wziąć pod uwagę ryzyko natychmiastowego transportu do szpitala, prawda? No. I jak to mielibyśmy zrobić biorąc pod uwagę ten
komunikacyjny paraliż??? Niestety nie da się przeprawić przez Odrę (
brak mostów w tej części miasta 
a najbliższy to Millenijny w centrum miasta) by ominąć te korki i szybko wjechać do miasta. Omijanie ul. Kosmonautów wiedzie albo przez Maślice (korki takie same), albo przez Nowy Dwór (jeszcze gorzej, bo i tam zaczęli remonty ulic prowadzących na lotnisko).
Drugi problem - to sam Wrocław - miasto, które prowadzi w rankingach najgorszych pod względem umieralności noworodków i najgorszej służby zdrowia (niestety mam porównanie z Górnym Śląskiem skąd pochodzę i na dobrych, fachowych lekarzy trafiłam dopiero po kilku latach!). Szczególnie tutaj, we Wrocku, silnie odczuwana jest niechęć do położnych i porodów domowych (wie to po sobie dr Preeti Agrawal, która niejedno już na swój temat tutaj słyszała).
A w szpitalu rodzić nie chcę

((
We Wrocławiu nie żadnej prywatnej kliniki gin.-poł. Porody rodzinne, a i są owszem, ale
nie mają dobrej opinii (troszkę poczytaliśmy z mężem w necie). Zaś porody w wodzie - to jakiś absurd! Położna, które niedawno tam pracowała przez kilkanaście lat, opowiedziała mi jak to wygląda (20 min w wannie i to pod warunkiem że ci wody nie odeszły (SIC!) , a potem i tak wyganiają cię na 40 minut leżenia plackiem pod KTG, bo.. wanna musi się zdezynfekować!!! Potem wracasz do wanny, ale znowu tylko na 20 minut..), absurd na absurdzie. O porodzie w pozycji wertykalnej to już w ogóle mogę w szpitalu zapomnieć. I.. właśnie..
Co zrobić? Co myśleć? Mam straszny galimatias w głowie

Wybaczcie, że się tak rozpisałam, ale komuś się wyżalić muszę..